Sekundy po tym jak Peeta i Katniss zostają wprowadzeni do Pałacu Sprawiedliwości, nie czekając aż ludzie się rozejdą, przepycham się przez tłum do budynku. To z pewnością nie zgodne z kodeksami. Nie czekałam na oficjalne zakończenie dożynek, czyli wyświetlanej na wszystkich ekranach na placu przemowy prezydenta Snow'a. Postanawiam, więc wymknąć się obrzerzami i wejść bocznymi drzwiami. Może uda mi się uniknąć strażników pokoju.
Gdy wreszcie wchodzę do budynku widzę Dariusa. Jeden z niewielu strażników pokoju, z którymi mozna porozmawiać, ale także jeden z niewielu strażników pokoju, którzy są w ruchu oporu przeciw Kapitolowi. Często widuję go w drodzę na Ćwiek. Myślę, że tam czuje się dużo naturalniej i swobodniej niż w wiosce strażników pokoju.
- Darius, gdzie ją wprowadzili? - pytam go i mam nadzieję, że nie zacznie prawić mi kazań na temat przepisów. Odziwo, nic nie mówi tylko wskazuje na największe drzwi w długim korytarzu. Wydaje się przybity, ale nie mam czasu, żeby powiedzieć mu nawet kilka słów otuchy, ponieważ chcę odwiedzić naszych nowych trybutów, moich jednychych przyjaciół, przed zakończeniem apelu, aby rodzina i przyjaciele miały czas na pożegnania. Zanim zniknę w holu, zdążyłam powiedzieć coś na wzór dziękuję. Podchodząc do drzwi zastanawiam się, co ja właściwie mam jej powiedzieć? Hej Katniss, naprawdę przykro mi, że musisz wlaczyć w Igrzyskach, ale mogłabyś wygrać, żebyśmy mieli materiał do wszęcia buntu? Nie, to raczej nie wchodzi w grę. Pamiętając o uciekających minutach, wchodzę do pokoju.
Katniss siedzi na dwuosobowej kanapie, obitej czerwonym materiałem wyszywanym złotymi niciami. Na podłodzę leży miękki, brązowy dywan. Widnieje jeszcze parę kryształowych lamp na ścianach i suficie oraz długie aż do ziemi, kremowe zasłony. Zamykam drzwi, co zwraca uwagę Katniss. No dalej Madge, czas zacząć przemowę.
- Cześć - to jedyne co mówię i zaraz po tym mentalnie się policzkuję. Co ty sobie myślisz, kretynko? Za tydzień ta dziewczyna będzie musiała walczyć o swoje życie, a ty jedyne co możesz wyksztusić to ''cześć''? Pięknie Undersee. Ku mojemu zdzwieniu, Katniss odpowiada.
- Hej... Proszę, tylko nie mów mi, że ci przykro - prosi mnie, chociaż wcale nie miałam zamiaru tego mówić. Robię jedyną rzecz, o której mogę myśleć. Przytulam ją. I tym uściskiem chcę przekazać wszystko co chciałam lub ciągle chcę powiedzieć. O tym, że pomimo, że nie chciała, współczuję jej i jest mi przykro. Że ją wspieram i zrobię co tylko będę mogła żeby ich wyciągnąć z areny, oboje, Peetę i Katniss.
Nie płaczemy, ani ja, ani ona, poprostu trzymam ją w ramionach próbując dać jej chciaż odrobinę komfortu. Odsuwam się ostrożnie i odpinam moją broszkę. Gdy chcę wręczyć ją Katniss, ona odmawia.
- Madge, nie mogę tego wziać - mówi mi, kiedy wciskam ją miedzy jej pięść i zaciskam.
- Proszę, weź to na arenę. Każdy trybut może mieć pamiątkę wspominającą o domu, a ja chcę żebyś właśnie ją założyła - spojrzałam na nią, ale nic nie mogłam wyczytać z jej twarzy - Czy możesz to dla mnie zrobić? - Prawie niezauważalnie, skinęła głową, więc uznałam, że mogę ją przypiąć. Widzę, że Katniss chcę ukryć jak bardzo jest przerażona, ale ja dostrzegam jej lęk, więc postanawiam wesprzeć ją także słowami otuchy. Złapałam ją za ramiona, aby patrzyła prosto na mnie.
- Katniss, wyjdziesz stamtąd i wrócisz do domu, rozumiesz? Do Prim, do mamy, do Gale'a. Słuchaj się rad Haymitcha, rób wszystko co każe. Gdy będziesz na arenie, uciekaj gdzie pieprz rośnie, tylko nie pakuj się w rzeź. Znajdź wodę, nocuj na drzewach, możesz zbudować łuk, dasz radę, zaufaj mi - zaufanie, to właśnie to czego od niej potrzebuję.
- Skąd wiesz, że na arenie będzie las? Albo chociażby drzewa? - pyta mnie, a ja dokładnie wiem co jej odpowiedzieć.
- Jesteś najodważniejszą, najdzielniejszą i najsilniejszą dziewczyną jaką znam, wystarczy, że będziesz chciała walczyć o swoje życie, a go nie stracisz. Całe życie walczysz ze śmiercią, czemu właśnie teraz miałabyś przegrać? Nie możesz tracić nadziei, nie możesz się poddać, jesteś jedyną taką osobą od czasów Haymit - odcinam, kiedy do pokoju wchodzi Darius.
- Madge, twój czas jest już dawno przedłużony, musisz iść - nakazuje stojąc w drzwiach. Daję Katniss ostatni uścisk.
- Musisz w siebie uwirzyć, ja w ciebie wierzę - przed tym jak strażnik pokoju, tym razem nie Darius, łapie mnie za łokieć i wyprowadza z pokoju, zamykając drzwi. Drzwi na przeciwko otwierają się i z pokoju wychodzi cała rodzina Mellark. Każdy z chłopców, włącznie z Panem Mellark, kiwa na mnie głową, a ja wzamian posyłam im smutny uśmiech. Muszę pamiętać, żeby ich odwiedzić i kupić trochę wypieków. Myślę do siebie z nadzieją, że będę o tym pamiętać, chociaż w głębi serca wiem, że trudno będzie mi o tym zapmnieć.
Nie widzę nikogo innego na korytarzu oprócz stojącego obok drzwi strażnika pokoju, więc postanawiam iść pożegnać Peetę.
- Masz trzy minuty - mówi strażnik. Kiwam posłusznie głową i otwieram drzwi. Pomieszczenie, w którym znajduje się Peeta niczym nie różni się od równoległego. Z wyjątkiem osoby siedzącej na sofie. Gdy tylko Peeta na mnie patrzy widzę, że nie tak jak podczas dożynek, nie ukrywa emocji. Czerwone oczy, kapiący nos, czerwone policzki. Wniosek jest jeden, płakał. Ale kto by nie płakał na jego miejscu? Właśnie wylosowali go do Igrzysk Śmierci, a co gorsza, z miłością jego całego życia. Z tego co wiem, poinfomowana o tym jestem tylko ja. I żeby być szczerą, cóż, los nie był do końca na jego korzyść. Podchodzę do niego i tak jak Katniss, ściskam najcieplej jak mogę. Chowa twarz w moich włosach i próbuje uspokoić oddech. Uspokajająco kładę i rękę i pocieram jego plecy.
- Będzie dobrze Peeta, nie martw się, coś się wymyśli, przecież jesteś silny, potrafisz położyć nie jednego bydlaka na łopatki - czuję jego uśmiech na moim ramieniu - Musisz powiedzieć Katniss co do niej czujesz, rozumiesz? - Przytakuje i mam nadzieję, że słowa dotrzyma. - Wierzę w ciebie, zawsze o tym pamiętaj. I po tych słowach wchodzi wysoki mężczyzna i każe mi wyjść. Posyłam Peecie ostatni przyjazny uśmiech i mogę zobaczyć ten sam byłysk w oku jak u Katniss, mniejszy, ale zapalony, i to się liczy.
Równocześnie ze mną z pokoju Katniss wychodzi Gale. O ile to wogóle jest możliwe, minę ma jeszcze bardziej ponurą niż zwykle. Widzę, że jest zmęczony tą sytuacją, a jego frustrację postanawia wyładować na mnie.
- Po co jej to dałaś, Undersee? Myślisz, że co? Że złoto pomoże jej przetrwać na arenie, może kupi za nią wodę lub jedzenie, he? Albo jakieś wymyślne - odcina w połowie zdania, kiedy przypinam go do ściany, blokując przedramieniem jego klatkę piersiową między mną a ścianę. Wydaje się nieźle skołowany. Uśmiecham się w myslach. Z łatwością mógłby teraz powalić mnie na ziemię, ale wiem, że tego nie zrobi, bo chce wysłuchać co mam do powiedzenia. Wiec mówie, a raczej warczę, bo rozmową tego na pewno nazwać nie można.
- Słuchaj Hawthorn, nie lubisz mnie i wiesz to ty, ja i cały Dystrykt, ale uszanuj łaskawie moje decyzje i nie wchodź mi w drogę to i ja w twoją nie wejdę. Nie pozwolę ci pokrzyżować moich planów, zrozumiano? - kątem oka zauważam Haymitcha idącego holem po przeciwnej stronie budynku. Uwalniam lekceważąco Hawthorna z uścisku i biegnę do celu. Mamy sobię z Haymitchem trochę do pogadania.
Notka autora (AN)
Tak, tak, wiem. Nuuuuudno. Na początku niestety tak, ponieważ musiałam zrobić jakieś wprowadzenie, prawda? Obiecuję, że się rozkręci. Musi... Z góry przepraszam za błędy, mam nadzieję, że czytelnicy, jeżeli jacyś istnieją, są zadowoleni z moich prac. Nie zamierzam szybko zakończyć tej historii, liczę na co najmniej 20 rozdziałów, ale to wszytko wyjdzie w praniu. Bardzo uprzejmię proszę o wpisy do poszczególnych rozdziałów, może ktoś z Was uświadomi mi błędy lub jakiekolwiek niedociągniecia
Pozdrawiam,
Asia
