Uwaga: Przed przeczytaniem rozdziału radzę zapoznać się z wszelkimi informacjami i ostrzeżeniami dotyczącymi tego fanfiction (znajdziecie je pod nazwą "informacje i ostrzeżenia")
Jestem jedynie autorką fanfiction; manga, anime i powieść nie są moje!
rozdział pierwszy
It will be feel like drugs
Od opuszczenia przez Beyonda Birthday'a Wammy's House minęły trzy lata. Przez ten czas musiał wtopić się w tłum zwykłych ludzi, starając się nie wychylać, nie wzbudzać podejrzeń. W tym samym czasie robił rzeczy, które z pewnością nie były uznawane przez społeczeństwo za normalne. Faktem było, że mógł odnaleźć L'a wcześniej, jednak przez ten czas miał jeszcze coś do zrobienia.
Jeszcze w Wammy's House obiecał sobie, że dorówna L'owi, aby zdobyć jego akceptację. Znał swoje słabości, lub raczej swoją jedyną słabość, którą była wrażliwość i zbytnie kierowanie się emocjami. Znalazł jedyny sposób, aby raz na zawsze się tego pozbyć i stanąć przed L'em odmienionym.
Dzięki oczom shinigami znał imię, nazwisko oraz czas pozostałego życia każdej osoby, którą tylko zobaczył. To bardzo mu pomogło w dążeniu do upragnionego celu. Całe trzy lata podróżował po całym świecie, zatrzymując się w największych miastach, co znacznie mu ułatwiało wyszukiwanie swoich ofiar.
Ofiary. To brzmi jakby był przestępcą. Faktycznie, był mordercą. Jednak w jego odczuciu było zupełnie inaczej. Czuł się absolutnie niewinny. I właśnie to był jego sposób na pozbycie się wszelkich emocji, na zbliżenie się do L'a.
Wyszukiwał swoje ofiary za pomocą oczu shinigami. Zabijał jedynie te osoby, które i tak miały umrzeć w dniu zabójstwa. Jednak robił to z wielkim okrucieństwem. Z każdym kolejnym morderstwem przychodziło mu to coraz łatwiej. W końcu o to właśnie mu chodziło, o pozbycie się wszelkich uczuć i kierowanie się czystą logiką. Przy namierzaniu ofiar zwracał uwagę nie tylko na czas ich śmierci. Brał pod uwagę również wiele innych czynników. Starał się zabijać osoby, które miały mało powiązań z innymi ludźmi. Musiał wszystko dokładnie przemyśleć.
Dlaczego akurat zabijanie?
Cóż, chyba nie ma większej presji niż mieć we własnych rękach czyjeś życie. Właśnie dlatego Beyond postanowił zajmować się tym, zanim odnajdzie L'a i spojrzy mu w oczy.
Czy lubił zabijać?
Na początku miał przed tym opory. To oczywiste, każdy normalny człowiek nie potrafiłby tak po prostu pozbawić życia kogoś innego. Jednak z czasem zaczynało stawać się to dla niego czymś normalnym. Cały ten schemat. Wyszukanie ofiary, śledzenie jej przez pewien czas, aby ją lepiej poznać, następnie dokładne zaplanowanie morderstwa i w końcu przystąpienie do działania. Z czasem Beyonda zaczęło to nudzić, dlatego nieustannie przesuwał granice, wymyślając coraz to nowe sposoby na zabicie swojej ofiary.
Nigdy nie został złapany. Nigdy nie odpowiedział za swoje czyny.
Po tych trzech latach monotonii, zdecydował, że w końcu może spełnić swoje marzenie. W końcu może stanąć dumny przed L'em i pokazać mu, że jest godny na zostanie jego następcą. Pokazać, że zasługuje na jego akceptację, na jego… miłość?
Przez te wszystkie lata Beyond nie przestał kochać L'a. Wszystkie te morderstwa były tak naprawdę drogą prowadzącą do niego. BB wiedział, że musi się zmienić. Czy teraz L go zaakceptuje?
Beyond Birthday szedł jedną z ulic Kyoto. Był ciepły, słoneczny dzień. Wszędzie było widać unoszące się w powietrzu różowe płatki kwiatów wiśni. Po błękitnym niebie leniwie sunęły chmury, przez które śmiało przebijały się promienie słońca. Ciepły wiaterek delikatnie muskał korony drzew, od których odrywałaby się różowe płatki wirując w powietrzu, aby potem powoli opaść na ziemię.
O ile za czasów przebywania w Wammy's House, Beyond ubierał się podobnie do L'a, teraz wyglądał dokładnie tak samo jak on. Miał na sobie białą bluzkę, luźne dżinsy i czarne trampki. Jego czarne, nieułożone włosy idealnie odznaczały się na tle bladej karnacji. Czarne cienie pod oczami oraz czerwone tęczówki nadawały mu nieco przerażającego wyglądu.
Na podstawie swoich źródeł Beyond przypuszczał, że L obecnie przebywa w Japonii i z pewnością ukrywa swoją tożsamość. Mimo wszystko, BB dzięki swojej ponadprzeciętnej inteligencji był w stanie oszacować gdzie mniej więcej może znajdować się teraz L. Nawet jeśli zupełnie zmieniłby wygląd, Beyond był w stanie bez problemu go namierzyć. Dzięki oczom shinigami, które do dzisiaj zostały utrzymane w tajemnicy. Zarówno przed L'em, jak i przed całym światem.
Idąc, mijał wiele różnych ludzi, widział dokładny czas śmierci każdego z nich, niektórzy wręcz prosili się o zostanie jego kolejnymi ofiarami. Beyond jednak wiedział, że nie może teraz marnować czasu na kolejne morderstwa. Teraz ma już jeden cel, w dodatku znajdujący się na wyciągnięcie ręki.
L…
Wędrując krętymi uliczkami, dotarł do parku. Usiadł (oczywiście w swojej ulubionej pozycji) na jednej z ławek, zastanawiając się dokąd powinien się teraz udać. Udało mu się wydedukować, że L przebywa obecnie na terenie Kyoto. Jednak jakby na to nie patrzeć, ciężko jest namierzyć jedną, w dodatku prawdopodobnie ukrywającą się osobę, w tak dużym mieście. Jednak mimo trudności Beyond nie miał zamiaru się poddawać, czy choćby nawet o tym myśleć.
Pogrążony w myślach, dopiero teraz zdał sobie sprawę, że kilkanaście metrów przed nim znajduje się cukiernia. To mu przypomniało o uzależnionym od słodyczy L'u. Stwierdził, że prędzej czy później L czy choćby Watari, będzie musiał ruszyć się z „kryjówki" po słodycze. Jednak biorąc pod uwagę liczbę cukierni w Kyoto…
Beyond westchnął i rozpoczął dedukcję na nowo, starając się stwierdzić na podstawie danych, które wykradł z sierocińca, w której części miasta L mógłby się teraz znajdować, oraz jakie są na to szanse.
Nagle jego uwagę przykuł wychodzący z cukierni młody mężczyzna o czarnych włosach. Beyond miał na punkcie L'a prawdziwą obsesję, dlatego wiele osób mu go przypominało. Jednak teraz było zupełnie inaczej. Natychmiast zszedł z ławki i schował się za najbliższym drzewem ciągle obserwując każdy ruch czarnowłosego. Kiedy spojrzał na literki nad głową mężczyzny, układające się w imię i nazwisko, nie miał już wątpliwości…
– L Lawliet… – wyszeptał do siebie.
Nie mógł uwierzyć we własne szczęście oraz w czystą głupotę L'a. Przecież musiał być poinformowany o tym, że kilka lat temu Beyond z niewiadomych okoliczności opuścił Wammy's House. L dla własnego bezpieczeństwa powinien się ukrywać, a nie wychodzić na ulicę w biały dzień. Czyżby już stracił czujność? Czyżby już…
… o mnie zapomniał?
Beyond nie chciał do siebie dopuścić tej myśli. Postanowił działać. Teraz albo nigdy.
Kiedy L skręcił w boczną uliczkę, Beyond opuścił swoją kryjówkę, kierując się w kierunku czarnowłosego, jednocześnie uważając, aby pozostać niezauważonym. Szczerze wątpił, że L zechciałby dobrowolnie udać się z nim w zaplanowane przez niego miejsce. Był jednak przygotowany na każdą możliwość, bez problemu byłby w stanie zabrać go siłą.
L wszedł w jakąś opuszczoną uliczkę, nawet nie oglądał się za siebie. Beyond nie wiedział czy cieszyć się ze swojego szczęścia, czy ubolewać nad głupotą samego L'a. Podążył za nim, wciąż utrzymując między nimi spory dystans. Rozejrzał się dookoła, oprócz grzebiącego w śmieciach kota, na ulicy nie było żywej duszy. Idealnie. Teraz musiał tylko poczekać na odpowiedni moment...
Zbliżył się do niespodziewającego się niczego L'a, modląc się w duchu, aby ten się teraz nie odwrócił. Na opuszczonej ulicy było na tyle cicho, że L, rzecz jasna był w stanie usłyszeć kroki osoby podążającej tuż za nim. Ledwo zdążył się odwrócić, a gotowy na taką ewentualność Beyond, natychmiast zakrył mu usta dłonią, i chwycił mocno za ramię, jednym silnym ruchem przygważdżając do ściany jednego z zaniedbanych budynków.
Kiedy L spojrzał na swojego napastnika, jego czarne oczy rozszerzyły się ze zdumienia.
– Spotkanie po latach – wyszeptał Beyond patrząc mu w oczy – poznajesz mnie, L?
Nawet gdyby chciał odpowiedzieć, nie był w stanie, ponieważ dłoń Beyonda skutecznie mu to uniemożliwiała. Na jego twarzy malowało się niedowierzanie i przerażenie. BB od razu to dostrzegł.
– Nie bój się, L, nie zrobię ci krzywdy – powiedział – ale musisz pójść ze mną.
Przerażony L pokiwał przecząco głową, próbując się uwolnić.
– W takim razie nie mam wyjścia… – powiedział BB bardziej do siebie niż do L'a.
L tylko zdążył tylko poczuć jak Beyond wbija mu coś w szyję, bo już po chwili jego oczy się zamknęły, a on sam opadł bezwładnie na swojego napastnika.
Zadowolony z powodzenia własnego planu uśmiechnął się psychotycznie, nie pozwalając sobie na szaleńczy śmiech, i zarzucił ciało L'a na plecy kierując się w dół opuszczonej alejki.
