Trowa gwałtownie zerwał się ze snu i cicho szepnął

„Quatre?"

Usiadł półprzytomny na łóżku i rozejrzał się dookoła. Słyszał głos araba tak wyraźnie, jakby był tuż obok niego. Co do cholery się dzieje? Właśnie miał piękny sen z udziałem blondyna a potem...

Potem.. obudził się z dziwnym uczuciem, jakby ktoś wylał na niego kubeł zimnej wody. Jego serce próbowało coś mu powiedzieć, ale umysł zupełnie nie chciał przyjąć tego do wiadomości.

Ponownie rozejrzał się po pokoju, lekko oświetlonym przez światło księżyca. Kiedy nie zauważył tam nic podejrzanego położył się na łóżku. Jedynym dźwiękiem jaki teraz był w stanie zarejestrować był rytmiczny oddech śpiącego Heero. Ale mógłby przysiąc, że przed chwilą słyszał głos Quatre. Głos był tak wyraźny jakby blondyn szeptał mu do ucha, błagając o pomoc.

Zamknął oczy i próbował zasnąć, jednak sen uporczywie nie chciał przyjść. Prawdopodobnie miało to związek ze stojącym z podniecenia członkiem chłopka. Który na samą myśl o Quatre stawał się bardzo twardy.

/Świetnie,…. martwię się o Quatre, ale kiedy tylko pomyśle o nim w ten sposób jestem gotowy do działania w ciągu trzech sekund. Jak można się tak szybko podniecać?! Bije chyba wszystkie rekordy. Jego głos... to pewnie moje poczucie winny za te wszystkie marzenia o nim. To na pewno to. Po prostu moja podświadomość płata mi figle./

Niepokój Trowy zmniejszył się odrobinę, kiedy wytłumaczył sobie dlaczego słyszał głos araba. Niestety jego ciało wciąż było w tym samym stanie, stanie podniecenia. Teraz nie było czasu na masturbacje. Potrzebował snu, jeśli chciał jutro racjonalnie myśleć. Przebył już tak daleką drogę, że teraz nie mógł zawieść.

Kiedy zamknął oczy, stał się jeszcze bardziej nieszczęśliwy, ponieważ jego umysł znów zaczął ukazywać tańczące obrazy z Quatre w roli głównej. Chłopka westchnął i przewrócił się na drugi bok. Tym razem poddał się swoim myślom. Jeśli nie mógł mieć ślicznego blondyna w rzeczywistości, przynajmniej mógł o nim fantazjować.

Wyobrażał sobie spoconego i nagiego Quatre, który wije się pod nim. Jego błękitne tęczówki przepełnione były pożądaniem a kiedy Trowa wchodził w niego ten cichutko jęczał. Niemal czuł jak jego penis zatapia się w Quatre. Wyobrażał sobie jak rękami przemierza wilgotne ciało blondyna aż w końcu dociera do jego sztywnego członka.

/Ok to wcale mi nie pomaga!/

Jego penis stał się jeszcze bardziej twardszy niż wcześniej. Trowa spojrzał na Heero. Japończyk nawet nie przesunął się o milimetr a do jego rytmicznego oddechu dołączyło delikatne chrapanie.

/Co do diabła się z nim dzieje? Heero śpi tak mocno, że nawet nie zauważyłby gdyby Wing Zero wylądował na jego głowie. Na pewno, nie będzie wiedział, że poszedłem do łazienki./

Trowa nie mógł uwierzyć, jak bardzo jest gwałtowny w swoim działaniu, przecież to wcale nie leżało w jego naturze. Ale prawdę mówiąc nie mógł pozbyć się tych wszystkich myśli z głowy.

Wysoki pilot zrzucił z siebie kołdrę i usiadł na krawędzi łóżka. Powoli i bardzo cicho udał się do ich wspólnej łazienki. Zapalił światło i na chwilę zamarł, kiedy usłyszał, że Heero zaczyna mamrotać coś przez sen. Japończyk mówił jednak zbyt cicho, żeby mógł go zrozumieć. Po chwili Trowa odetchnął z ulgą kiedy chłopak odwrócił się do niego tyłem i ponownie zaczął chrapać. Zielonooki wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi. To co teraz miał zamiar zrobić stało się już codziennością.

Nie chciał przyznać, że czuje coś do Quatre. Bał się, że to uczucie może utrudnić mu walkę. Teraz stał się bardziej wrażliwy a to było coś do czego zupełnie nie był przygotowany. Kiedy po raz pierwszy zaczął o nim marzyć poczuł pożądanie. Bo któż mógłby obojętnie patrzeć na tą niemalże Cherubinową twarz i pukle uroczych blond włosów? Im więcej czasu spędzał z Quatre tym uczucia te były silniejsze, a zarazem tak niebezpieczne.

Trwała wojna i rozpoczynanie nowego związku było wręcz głupotą, kiedy śmierć mogła przyjść w każdej chwili. Wiedział, że doprowadziło by to tylko do niewyobrażalnego bólu po stracie, kogoś tak bliskiego. Ale prawdziwym powodem dla którego nie przyznawał się że kocha blondyna była obawa przed odrzuceniem. On skryty samotnik, który nigdy nie mówi o tym co czuje, miałby teraz wyjawić co leży mu na sercu i do tego zostać wyśmianym, nie... Strach był jedyną rzeczą, która sprawiała, że milczał.

Czasami zauważał, że Quatre patrzy na niego i wtedy fantazjował, że blondyn darzy go uczuciem. Chwilę później wmawiał sobie, że nigdy tak naprawdę nie będzie a to pozostanie tylko jego marzeniem. Uważał, że i tak nic by z tego nie było. Jednak głęboko w sercu miał nadzieje, że się myli.

Trowa zdjął bokserki i położył je na umywalce, następnie ściągnął T-shirt. Położył ręcznik na podłodze wyłożonej kafelkami. Następnie sięgnął do szafki pod zlewem, po małą butelkę balsamu. Wszystkie czynności wykonywał szybko, ponieważ były one tak dobrze mu znane.

Już od ponad miesiąca, każdej nocy w jego głowie pojawiał się Quatre. Czasami on pieprzył Quatre a czasami Quatre jego. W każdym razie, rano rezultat był ten sam. Zawsze budził się z twardym penisem. Trowa musiał wcześniej wstawać, żeby uniknąć ponownego przyłapania go przez Heero podczas masturbacji. Chociaż czuł, że Japończyk już wie co robi codziennie rano.

Zielonooki ukląkł na ręczniku i nalał niewielką ilość balsamu na dłoń. Następnie chwycił swojego penisa i cicho jęknął. Kciukiem zaczął pieścić czubek członka. Wyobraził sobie ręce Quatre w miejscu gdzie trzymał własne dłonie. Blondyn pieścił go czule a jego jedwabne ręce przemieszczały się wzdłuż całej długości penisa Trowy. Brunet zaczął delikatnie zaciskać dłoń, doznając miłego uczucia ogarniającego jego ciało. Później jego ręka zaczęła poruszać się z góry w dół. Znów wyobraził sobie, że robi to dłoń Quatre. Nagle poczuł jakby zagłębił się całkowicie w ciasny tyłek blondyna.

Jednak chciał więcej. Nadal wykonując pompujące ruchy ręką, drugą dłoń powoli przesuną w kierunku swoich pośladków. Placami wyszukał nienaruszonego do tej pory otworu. Powoli wepchnął jeden ze zwilżonych balsamem placów do odbytu. Pomimo, że jego oczy nieco się rozszerzyły pchnął palec jeszcze głębiej.

Czuł się trochę dziwnie ale jednocześnie tak dobrze. Nagle czubek jego palca otarł o coś, co spowodowało, że jego świat zawirował. To było niesamowite, nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego! Ponownie pchnął palec, aby poczuć znów to samo. To tak jakby on pieprzył Quatre a Quatre w tym czasie pieprzył jego. Każdy fragment jego ciało śpiewał, a jego serce waliło jak oszalałe.

Po chwili dodał drugi palec. To trochę go zabolało, ale przyjemność wzięła nad nim górę. Wyobraził sobie, że jego palce są penisem Quatre. Nagle poczuł znów ta niesamowitą rozkosz. Wszystkie jego mięśnie napięły się.

Trowa zobaczył przed sobą Quatre, który bierze jego członka do ust. Czuł jego ciepły oddech, różowy wilgotny język, który lizał jego penisa. Nagle Quatre wziął go całego do ust i zaczął ssać przy tym masując jądra bruneta. Trowa powoli kołysał się pomiędzy swoimi palcami znajdującymi się z tyłu a ręką , którą trzymał penisa. Jego ciało ogarnął skurcz, gwiazdy polazły się mu przed oczami i ponownie poczuł ogromną falę przyjemności. Sperma Trowy pokryła jego dłoń i kawałek podłogi.

Jego ciało rozluźniło się i powoli opadło na ziemię. Próbował złapać oddech po tak intensywnym orgazmie. Powoli wyjął palce z tyłka. Cholera. Nigdy wcześniej nie pozwolił sobie na taką utratę kontroli. Masturbacja była zwyczajną poranną czynnością, jak mycie zębów.

Ale dziś był lekkomyślny, całkowicie zatracił się w tej chwili. Przegrał walkę z pragnieniami swojego ciała. Jeszcze chwilkę poleżał na zimnych kafelkach po czym udał się pod prysznic.

Szybko się umył, ubrał i wrócił z powrotem do łóżka. Uspokoił się nieco widząc, że Heero podczas jego nieobecności nie zmienił pozycji w której leżał. Położył głowę na poduszce, zamknął oczy i po chwili zasnął. Jednak sen nie długo zagościł w jego ciele. Nagle w jego głowie pojawiło się coś na kształt wspomnienia, które spowodowało, że Trowa zerwał się na równe nogi.

Zobaczył Quatre, leżącego na podłodze w łazience. Blondyn był pobity i cały zakrwawiony. Błagał Trowę o pomoc. Lodowaty dreszcz przeszedł przez całą długość kręgosłupa bruneta, który zacisnął powieki i naciągnął na siebie kołdrę. To co Trowa zobaczył w swoim śnie było tak prawdziwe, że miał wrażenie, jakby cała ta sytuacja zdarzyła się naprawdę. Widział ból, strach oraz wstyd w oczach swojego delikatnego blondyna. Doskonale widział jak krew sączy się z jego niewielkiej klatki piersiowej i spływa po jego nagich nogach. Słyszał błagalny szept Quatre o pomoc. Zielonooki odbierał wszystko z tak drobnymi szczegółami jakby widział to na własne oczy, jakby był w tej łazience a przed nim leżał Quatre.

Nagle Trowie zrobiło się niedobrze. Czuł już w gardle swoją wczorajszą kolacje. Zacisnął mocno powieki i dłonie starając się nie zwymiotować.

/ Nie. To był tylko sen. Ten głos był tylko częścią snu. Mój umysł płata mi figle. Quatre na pewno ma się dobrze. Nic mu nie jest!/

Nie ważne ile razy powtarzał te słowa, wciąż do końca w nie, nie wierzył. Odwrócił się na drugi bok jakby to miało mu pomóc w odgonieniu myśli. Na próżno. Jego umysł wciąż wypełniony był strachem. Bał się, że coś złego dzieje się z Quatre a on nie może mu pomóc.

Bał się, że blondyn go potrzebuje a jego nie ma przy nim.

/ Na pewno go słyszałem. Jakby był tuż obok mnie. Jakby był razem ze mną w pokoju. Błagał mnie o pomoc. Ale dlaczego?/

W końcu Trowa zasnął a przez resztę nocy śniły mu się anioły. Piękne blondwłose anioły, które go wołały. Dopiero po pewnym czasie brunet zorientował się, że niebiańskie istoty miały połamane skrzydła a z ich ciał sączyła się krew.

Podobnie jak Trowa , Heero został uwieziony w swoim koszmarze. Japończyk nigdy nie poruszał się w czasie snu ani nie wydawał z siebie żadnego dźwięku tym samym nie dawał widocznego znaku, że śnią mu się koszmary. Po prostu budził się rano bardziej zmęczony niż kiedy kładł się spać. Jedno słowo które spędzało mu sen z powiek brzmiało „Duo". Był to fioletowookiego chłopak, który pojawiał się w jego marzeniach przez ostatnie miesiące. Każdej nocy przychodził do Heero aby go dręczyć. Te wszystkie noce miały ogromny fizyczny wpływ na chłopaka. Znacznie stracił na wadze. Kiedyś dobrze zbudowane ciało zamieniło się w wyniszczały organizm. A w jego niegdyś silnych, żelaznych oczach teraz ciężko było zobaczyć cokolwiek.

Podkrążone oczy Heero były jakby matowe. Jeśli uważa się, że oczy są zwierciadłem duszy, to dusza Japończyka byłaby zupełnie pusta. W jego niebieskich oczach nie było nic. Kiedyś miał cele w życiu. Zawsze zajęty był pracą przy Wing'u czy też wykonywaniem misji. Kiedyś był profesjonalistą, wypełnienie misji było najważniejsze.

Nadal był apatyczne, ale teraz jakby jego życie straciło sens. Często siedział długimi godzinami wpatrując się w sufit. To martwiło Trowę, bardziej niż chciał przyznać. Brunet wiedział, że jeżeli zajdzie taka potrzeba może sam wykonać misje. Co prawda było by to bardzo obciążające, ale obserwując zachowanie Heero wcale nie był pewny czy teraz może na nim polegać.

Ale to nie było głównym problemem. Bardziej Trowę niepokoiła ta pusta w oczach Heero. Czasami naprawdę bał się go. Wściekły Heero mógł szybko rozprawić się z nim, sam się zdetonować, zginąć bezmyślnie na misji czy pobawić się swoją bronią. Tak właśnie mógł postąpić, ospały, apatyczny i obojętny na wszystko Heero.

Zdarzyło się że rozmawiali trochę, po tym jak Heero wcisnął przycisk samozniszczenia w Wing'u a Trowa zabrał go ze sobą do cyrku. Później zielonooki towarzyszył Heero, kiedy ten szukał sprawiedliwości u rodziny marszałka Noventy, którego zabił przez pomyłkę. Nawet wtedy, kiedy chciał ofiarować swoje życie w ramach pokuty za to że zabił marszałka, wciąż miał w sobie tego ducha przetrwania.

Teraz było inaczej. Heero nie chciał, żeby Trowa wiedział o jego problemie. Ale zielonooki sam domyślił się o co może chodzić. Przypomniał sobie kiedy Heero się zmienił i co stało się w tym czasie. Japończyk wydawał się być zadowolony z udręki, która pochłaniała jego duszę. A Trowa nie był w stanie zmusić go do mówienia. Bóg jeden wie, że jeżeli Heero nie chce rozmawiać to nikt na ziemi ani w koloniach nie zmusi go do tego.

Heero nie miał pojęcia, że drugi chłopak się o niego martwi, zbyt bardzo pochłonięty był sobą. Japończyk wiedział, że sny powoli zabijają jego człowieczeństwo. Dzisiaj pokazały mu Duo ubranego w białą jedwabną tunikę. Chłopak z warkoczem wyciągnął do Heero rękę. Japończyk chętne ją chwycił, żeby być bliżej swojej uśmiechniętej zjawy.

Jego ręka ścisnęła dłoń Duo, ale ten szybko ją cofnął. Heero spojrzał w dół i zobaczył jak ręka chłopaka ocieka krwią. Krew szybko kapała rozmywając się na białej tunice Duo. Nagle uśmiech fioletowookiego zgasł a zastąpił go cichy płacz. Krew płynęła tak długo, aż Heero nie zaczął w niej tonąć.

Nagle poprzednie sceny znikały i pojawiały się nowe.

Tym razem Duo przybity był do krzyża, podobnego to tego, który zwykle nosił na szyi. Heero widział wielu mężczyzn bijących Duo, ale jeden wydawał mu się szczególne znajomy. Tak dobrze go znał, że jego umysł nie pozwolił mu dowiedzieć się kim on był. Widział cierpienie na twarzy fioletowookiego, czuł wilgoć krwi kiedy go uderzano.

Stał tam i patrzył na to wszystko nie mogąc się ruszyć, jakby przytrzymywała go jakaś niewidzialna siła. Słyszał przeraźliwe krzyki Duo wzywające o pomoc, ale on nie był w stanie mu pomóc. Obserwował wszystko z przerażeniem. Nie mogąc znieść już tego widoku przymknął oczy.

Kiedy znowu je otworzył był już w zupełnie innym miejscu.

Znajdował się w pokoju, który znał, ale znów nie mógł sobie przypomnieć skąd. Nagle zobaczył leżącego na drewnianej podłodze Duo. Jego niezaplecione włosy wiły się wokół niego. Miał szeroko otwarte oczy, które już nic nie widziały. I znów dookoła była krew, zawsze ta przeklęta krew.

Jego czarny strój teraz przesiąkł czerwoną cieczą, podobnie jak jego kasztanowe włosy. Heero poczuł jak krew dociera do jego kostek. Podszedł do Amerykanina i klęknął przy nim. Nagle ręka Duo chwyciła go i zaczęła ciągnąć w dół... coraz niżej... i ...niżej

"Nie!"

Heero szybko podniósł się. W jego oczach toczył się łzy, wciąż czuł strach. Westchnął próbując tym samym oswobodzić się z niepokoju, który jakby wtopił się w jego kości.

Nagle usłyszał, że ktoś bierze prysznic. Odetchnął z ulgą, że nie będzie musiał odpowiadać na pytające spojrzenia Trowy. Pomimo, że zielonooki dobrze ukrywał swoje obawy o Heero, Japończyk wiedział, że Trowa naprawdę martwi się o niego.

/ Jak mógłby się nie martwić? Patrząc na to czym się stałem./

Trowa codziennie rano wstawał przed nim. Właściwie było mu to na rękę, bo nie musiał się tłumaczyć z swoich snów. Heero znał także powód tych rannych pobudek towarzysza. Powinien być zazdrosny, że drugi chłopak miał kogoś o kim mógł fantazjować, ale wcale nie był. Jeśli to zatracanie się na kilka chwil w swoich myślach sprawia Trowie przyjemność, to w porządku. Heero cieszył się z tego.

/ Sam poznałem smak miłości, choć na bardzo krótki czas. Nie czekaj zbyt długo Trowa, żeby mu powiedzieć, że go kochasz. Nie zdajesz sobie nawet sprawy jak cenne jest uczucie miłości. I jak niewiele mamy czasu by się nim nacieszyć. /

Wiedział, że dwóch pilotów czuje coś do siebie. Widział ich wzajemne spojrzenia i te rozkoszne płomyczki radości w oczach Quatre kiedy mówiło się o Trowie. Miał tylko nadzieje, że wyznają sobie miłość zanim będzie za późno. Dla niego i Duo, było już za późno, ale modlił się, żeby było inaczej z jego przyjaciółmi.

/Wiem, że kochacie siebie nawzajem, ale każde z was boi się o tym powiedzieć. Życie jest zbyt krótkie, by się bać. Trzeba chwytać miłość gdziekolwiek i kiedykolwiek się pojawi. Nigdy nie wiesz kiedy twój czas się skończy. Który dzień będzie tym ostatnim. Trzeba kochać dopóki można, dopóki starczy sił./

Rozmyślania Heero przerwał wychodzący z łazienki Trowa.

„Prysznic jest już wolny" powiedział

Heero skinął głową, na znak, że zrozumiał. Spojrzał na Trowę. Wyższy pilot zadawał się być zmęczony. Wyglądał tak jak czuł się Heero. Japończyk westchnął, kiedy zsunął się z łóżka i obrócił się w stronę towarzysza.

„Działaj Trowa. Zanim będzie za późno." rzucił po czym praktycznie bezszelestnie wszedł do zaparowanej łazienki.

Prze kluczył za sobą drzwi. Nawet nie spojrzał w lustro, wiedział doskonale co w nim zobaczy. Zmierzył od razu w stronę prysznica, następnie rozkręcił chłodną wodę, która obmyła jego twarz. Wtedy i tylko wtedy pozwalał aby z jego oczu lały się łzy, które idealnie mieszały się z wodą i powoli spływały po jego twarzy.

/Dlaczego Duo? Dlaczego nie jestem wystarczająco dobry dla ciebie?/ oparł się o ścianę i pozwolił pochłonąć się swojemu cierpieniu.

Tymczasem Trowa siedział na łóżku, zupełnie nieświadomy jaki smutek przeżywa jego przyjaciel. Bolało go serce, kiedy widział jak na jego oczach Heero niszczeje, był także sfrustrowany tym, że nie wiedział co mógłby powiedzieć lub zrobić żeby dotrzeć do Japończyka.

A ten tajemniczy komentarz Heero? Co mógł oznaczać? Nagle przez głowę Trowy przemknął obraz pobitego, leżącego na podłodze Quatre.

/Czyżby Heero wiedział? Ale jakim cudem? Przecież to był tylko sen, prawda?/

Wiele razy powtarzał to w myślach, ale wciąż nie mógł pozbyć się tego dziwnego uczucia, że coś może być nie tak z blondynem.

Trowie na sercu było coraz ciężej, wciąż myślał o depresji Japończyka i błagalnych wołaniach araba o pomoc. Nigdy wcześniej nie czuł się tak bardzo bezradny. Wszystko wokół niego rozpadało się a on nie mógł tego powstrzymać.