Rozdział II
Pierwsze promienie słońca rzucały blask na łóżko Hermiony, która już od godziny obserwowała ich wędrówkę. Nie mogła spać i dobrze wiedziała dlaczego. Nie było gorąco, nie mogła obarczyć winą niesprzyjającą pogodę. Wręcz przeciwnie, temperatura panująca w pokoju młodej kobiety była idealna i już nie raz w ciągu prawie dwutygodniowego pobytu w domu swoich przyjaciół miała okazję zasnąć niczym dziecko zmęczone całodzienną zabawą.
Ale dziś było inaczej. Dziś miała udać się do Hogwartu i poznać osobę, która rzekomo miała jej pomóc. Niestety nie wiedziała kto to taki, a Dumbledore z uporem maniaka odmawiał udzielenia odpowiedzi. Nawet Harry nie zdołał go przekonać, co wywołało falę spekulacji i domysłów.
- To na nic – mruknęła sama do siebie, po kolejnej nieudanej próbie zaśnięcia i wyrzucenia z głowy tajemniczego kogoś. Wstała z łóżka. Najciszej jak tylko mogła, nie chcąc obudzić domowników, ubrała się i zeszła po drewnianych schodach na parter, pamiętając, by nie stanąć na ostatnim stopniu, który przeraźliwie skrzypiał.
Ledwo zamknęła za sobą frontowe drzwi poczuła jak do jej nozdrzy dociera orzeźwiający zapach poranka, a uszy pieści śpiew ptaków, które podobnie jak ona, wcześnie rozpoczęły dzień. Hermiona uśmiechnęła się i wolnym krokiem ruszyła w stronę rzeki przepływającej prze Dolinę Godryka. Lubiła tam spędzać czas. Siedząc pod starym dębem raz po raz próbowała przypomnieć sobie coś z jej życia. Jakiś drobny fakt, osobę, cokolwiek. Niestety nie potrafiła i to było przyczyną jej frustracji, która wzrastała po każdej nieudanej próbie. Podobnie działała wiedza, że jest najzdolniejszą czarownicą od czasów Roweny Rawenclav. Wszyscy jej to powtarzali i dodawali, że zawsze osiągała wyznaczone cele i nic nie mogło stanąć jej na przeszkodzie. A tu… kompletna pustka. Przeszkodą był jej umysł, który nie chciał podzielić się z nią jej własnymi wspomnieniami.
Hermiona dotarła do rzeki i spojrzała na leniwie płynącą wodę. Stojąc na brzegu widziała, jak w pod powierzchnią pływają ryby, a słońce odbija się w przezroczystej toni. Wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy. Dziś jest tu po raz ostatni. Szkoda. Zdążyła już przywyknąć do tego miejsca i polubić je. Przez ostatnie dwa tygodnie pomagała Ginny w obowiązkach domowych, a kiedy tamta wychodziła do pracy, siadała na werandzie z książką lub przychodziła tutaj. Dużo czasu spędzała też z przyjaciółmi, których niestety nie pamiętała. Starała się jednak jak mogła, by smutek nie był widoczny na jej twarzy. I udawało się, a duży udział mieli w tym Fred i George, którzy swoimi dowcipami i śmiesznymi opowieściami nie raz doprowadzili ją do łez ze śmiechu. To był mile spędzony czas.
- Hermiona! – do uszu kobiety dobiegło nawoływanie jej przyjaciela. – Herm…
- Tu jestem Harry! – pomachała ręką, by dać znać, gdzie się znajduje.
- Wreszcie cię znalazłem.
- Nie było to takie trudne, zaważywszy na fakt, że dość często tu przychodzę – odparła i uśmiechnęła się pobłażliwie do stojącego obok niej mężczyzny. – A w ogóle to co robisz na nogach o tak wczesnej porze?
- Wczesnej? – Wyraz zdziwienia pojawił się na twarzy Harry'ego. – Jest ósma. Dumbledore czeka na ciebie.
- Już? Miał być o dziewiątej…
Nie dane było jednak odpowiedzieć Potterowi na to pytanie, gdyż jego przyjaciółka była już w drodze do domu. Biegła ile sił w nogach wiedząc, że dziś coś się wydarzy. Po prostu to czuła.
.::.
Severus Snape należał do osób doskonale ukrywających swoje emocje, uczucia i potrzeby. W jednej chwili mógł wściekać się na krnąbrnego ucznia, by w następnej na jego twarzy znów zagościł chłód i opanowanie. Zdarzały się jednak chwile, kiedy maska opadała. Niestety w ciągu ostatnich ośmiu lat działo się tak jedynie pod wpływem alkoholu. To doprowadzało do rozpaczy Albusa i Minerwę, którzy traktowali młodszego mężczyznę jak syna, ku jego ogromnemu niezadowoleniu.
Wczoraj było podobnie. Severus zamknął się w swoich kwaterach z zamiarem upicia się. Miał do tego pretekst, a zresztą był piątek. Nawet ktoś taki jak on może sobie czasem pofolgować… To było żałosne wytłumaczenie – on nigdy sobie nie folgował. Nawet wtedy, kiedy… Stop! Nie będzie teraz rozpamiętywał tego co było i nie wróci. Ale musiał się upić. Potrzebował tego, by odgonić wspomnienia, które od chwili kiedy Albus poinformował go o swoim planie, zaczęły wracać do niego coraz częściej. Pojawiały się w jego głowie znienacka, zaskakując go w najmniej spodziewanych momentach: podczas warzenia eliksirów, kąpieli, śniadania, a nawet słuchania paplania Minerwy na temat jego zdrowia. Tak, jakby ktokolwiek się nim przejmował. Przejmowała się… No i znowu! Nawet upić nie będzie mógł się w spokoju. Szlag by to trafił! Z tą myślą złapał Ognistą Whisky i wychylił duszkiem połowę butelki. Poczuł jak ciepło rozchodzi się po jego ciele i z westchnięciem opadł na łóżko. Machnięciem różdżki lewitował na nocny stolik jeszcze dwie butelki, zdając sobie sprawę, że jedna z całą pewnością mu nie wystarczy.
Obudziło go dudnienie w głowie i suchość w gardle. Czuł się tak, jakby ktoś walił w jego czoło młotem. Nie otwierając oczu wymacał ręką szufladę w nocnej szafce i wyjął z niej fiolkę z niebieskim płynem. Szczęście, że był przezorny i jedną dawkę eliksiru na kaca trzymał koło łóżka. Wydarzenia z przeszłości nauczyły go, by w zasięgu ręki miał najpotrzebniejsze mikstury, do których już jakiś czas temu zaliczył eliksir eliminujący skutki nadużycia napojów wysokoprocentowych. Dobrze pamiętał jak przez prawie godzinę wlókł się do skrzydła szpitalnego po jednym z pierwszych alkoholowych maratonów, i do dziś musiał znosić złośliwe docinki Poppy i narzekania Minerwy, która chyba za swój życiowy cel uważała zrobienie z niego abstynenta.
Przełknął słodkawy napój i lekko się wzdrygnął. Nie lubił cukru, tolerował go jedynie w ciastach, które były jego słabością. Na całe szczęście nikt o tym nie wiedział poza… Cholera jasna! Do stu hipogryfów! Czy to się nigdy nie skończy?
- Jak ma się skończyć, skoro ona zaraz tu będzie – wymamrotał do siebie Severus i spojrzał na staromodny zegar wiszący na ścianie. Była 8:00. Chcąc nie chcąc, Snape wstał z łóżka i poszedł do łazienki klnąc pod nosem na świetny pomysł Dumbledore'a.
.::.
- To bardzo miły człowiek. Naprawdę. Jedyne co musisz robić to nie traktować na poważnie wszystkiego co mówi. Jest dość wybuchowy i sarkastyczny, ale wystarczy poświęcić mu trochę uwagi. Zresztą, sama zobaczysz. – Albus prowadził Hermionę do zamku.
Minęli pub Trzy Miotły, kiedy dziewczyna zapytała, kto pomoże jej odzyskać pamięć. Dumbledore w tajemnicy trzymał fakt, że tym kimś będzie Severus. Wiedza o tym, mogłaby wywołać tylko niepotrzebne problemy. Starzec znał Harry'ego i obawiał się, że chłopak jeszcze nie do końca zaakceptował fakt, że Severus cały czas działał jako szpieg. A jego butna natura mogłaby przysporzyć więcej problemów niż pożytku. Wolał nie myśleć, co by się stało, gdyby nastawił Hermionę przeciw niemu.
- Nie oceniam ludzi po pozorach, tak mi się wydaje – odparła Hermiona marszcząc brwi. – To znaczy, chyba nie oceniałam… Już sama nie wiem. To wszystko wydaje się takie nierealne. Znam zaklęcia, wiem jak się nimi posługiwać, a mimo to czuję się nieswojo. Tak, jakbym nie pasowała do tego miejsca. Oczywiście Harry i Ginny byli bardzo mili i podobał mi się pobyt u nich, ale… ale to nie było to… Mówię od rzeczy. – Kobieta spuściła głowę i objęła się ramionami.
Weszli już na teren Hogwartu i zamek z każdym krokiem wyglądał coraz majestatyczniej.
- Doskonale cię rozumiem a myślę, że on zrozumie cię jeszcze lepiej.
Dalsza droga upłynęła w ciszy. Hermiona rozglądała się dookoła, podziwiając piękno terenów otaczających szkołę i jednocześnie starając się coś sobie przypomnieć. Kiedy jej wzrok padł na Bijącą Wierzbę rozpościerającą swe konary, poczuła lekkie ukłucie. Wydała jej się znajoma. Nie miała jednak czasu na głębsze zastanowienie się nad tym faktem, gdyż dotarli już do drzwi wejściowych a Albus gestem zaprosił ją do środka.
- Witaj w domu, Hermiono.
.::.
Minerwa McGonagall przemierzała korytarze, a dźwięk jaki wydawały jej obcasy w zetknięciu z marmurową posadzką niósł się echem po opustoszałym zamku. Wczoraj uczniowie udali się na wakacje, ale to nie oznaczało, że wicedyrektorka mogła pozwolić sobie na całkowitą swobodę. Nadal było wiele pracy, zwłaszcza tej papierkowej, której szczerze nie lubiła. Na jej biurku leżał już stos listów, które trzeba było zaadresować, wśród nich te, które miały trafić do przyszłych uczniów Hogwartu. Jednak w tej chwili, priorytetem było powiadomienie Severusa o przybyciu do zamku Hermiony.
Schodząc do lochów, nauczycielka transmutacji zastanawiała się w jakim stanie zastanie młodszego mężczyznę. Dobrze wiedziała, że wczorajszego wieczoru nie spędził czytając książkę o eliksirach. Jeżeli już, to stworzył kilkudziesięcioprocentowy trunek, po czym sam go wypił. A znając kreatywność swojego przyjaciela, wcale by się nie zdziwiła, gdyby coś takiego miało miejsce.
Zapukała w mahoniowe drzwi i weszła do środka. W pomieszczeniu, które pełniło jednocześnie funkcję salonu i jadalni, panowała cisza. Kobieta rozejrzała się i pokręciła głową. Czarna peleryna Severusa zwisała smętnie z oparcia fotela stojącego obok kominka. Kilka metrów dalej na podłodze leżał czarny pasek, znacząc drogę do drzwi, które znajdowały się na prawo od wejścia do salonu. Minerwa podeszła do nich i zapukała. Tym razem poczekała na odpowiedź, gdyż nie chciała bezczelnie wparadować do sypialni Severusa. Niestety nie było odzewu. Zapukała jeszcze raz i znowu, ale ciągle nikt nie odpowiadał. W końcu w obawie, że mężczyźnie mogło się coś stać, weszła do pokoju. Od razu zauważyła puste butelki obok łóżka i ubrania porozrzucane na podłodze. Ale Severusa ani śladu. Miała właśnie zawołać, kiedy drzwi naprzeciwko niej otworzyły się z hukiem i stanął w nich Mistrz Eliksirów we własnej osobie, z ręcznikiem wokół bioder.
- Potrzebujesz czegoś? – zapytał spokojnie i podszedł do szafy, by wziąć czyste ubrania. – A może miałaś nadzieję zobaczyć mnie bez ręcznika? Przykro mi, jeśli cię rozczarowałem.
- Nie bądź śmieszny. W swoim życiu widziałam już nie jedno i widok ciebie nagiego nie wywarłby na mnie żadnego wrażenia – odparła kobieta.
- Chcesz się przekonać? – Snape prowokacyjnie zaczął rozwiązywać ręcznik.
- Severusie Tobiasie Snape! – zagrzmiała McGonagall. – Masz się natychmiast uspokoić!
- A nie mówiłem – prychnął mężczyzna i chwytając standardowy wakacyjny zestaw wrócił do łazienki. - A tak poza tym, to jestem u siebie i mam prawo chodzić tak jak chcę. Jeśli najdzie mnie ochota, by paradować nago po SWOICH kwaterach, tak będzie. Trzeba było nie wchodzić tu bez zaproszenia. – Zakończył i ponownie stanął przed kobietą, tym razem ubrany. Z pietyzmem poprawił mankiety białej koszuli, założył czarną kamizelkę i wygładził czarne spodnie. – Widziałaś może mój pasek?
- Leży w salonie. Radziłabym ci posprzątać.
- Radzić możesz, nie znaczy to jednak, że się tych rad posłucham.
- Wrócił Albus z Hermioną – powiedziała spokojnie Minerwa, widząc jak mężczyzna sztywnieje. – Są trochę wcześniej, ale skoro już wstałeś…
- Gdzie?
- W gabinecie Albusa, czekają na ciebie.
Snape poczuł gulę w gardle. Ona tu jest. Ona tu jest naprawdę - powtarzał w głowie, jednak jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Machnął różdżką i rzeczy, które jeszcze przed chwilą leżały porozrzucane po podłodze, wróciły na swoje miejsca. Nie czekając dłużej, Severus minął starszą kobietę i bez słowa udał się na spotkanie z osobą, której nie widział od ośmiu lat.
