/

Gabriel lubił wiele rzeczy: słodycze, zwłaszcza tęczowe pączki, alkohol, imprezy, seks, dobrą zabawę (najlepiej czyimś kosztem), meksykańskie jedzenie, małe kotki... Lista była pokaźnych rozmiarów. Jednak, na żadnym z tysięcy miejsc nie znajdowała się pozycja "WŁADZA".br /

Ani władzy nie lubił, ani jej nie pragnął. Po prostu ,gdy szedł swoją drogą, nagle oberwał nią w potylicę.br /

- Cholera jasna, w dupe jebana go mać - mruknął patrząc w pełną whisky szklankę. Po luksusowej sypialni walało się około dwudziestu osuszonych butelek. A Gabriel nadal był trzeź /

Widać efekt uboczny bycia prawie-Bogiem, pomyślał z goryczą. Kolejny do długiej listy, którą zaczął sporządzać dobę temu, po pożegnaniu z drogim /

Pierwszą rzeczą, którą wtedy zauważył był fakt, że czuje się jak świetlówka. Trudno to inaczej określić. Po prostu wystarczyła niewielka ilość mocy jego Ojca ,by nagle Gabriel stał się kolejną gwiazdą, potężną tak, że nawet jego samego przyprawiało to o mdłości. Gdy po jakimś czasie oswoił się z uczuciem więżenia w swoim wnętrzu słońca, zaczął wypróbowywać swoje moce, powoli je badać.br /

Najlepszy był dar /

Jasne, już wcześniej mógł kształtować rzeczywistość zgodnie ze swoim kaprysem ale wtedy zawsze była to praca na gotowym materiale. Teraz mógł zwyczajnie tworzyć. Wpleść do rzeczywistości całkiem nowy element jak puchate, różowe kulki zjadające MM's, które teraz szczęśliwe przetaczały się po dywanie, polując na kolorowe /

Kolejnym boskim darem była /

Nagle zorientował się, że wie dosłownie wszystko, od tego co w 1693 roku John Smith zjadł na śniadanie do sytuacji gospodarczej w Królestwie Toga. Wystarczyło tylko, że o tym pomyślał. Tylko przyszłość nadal była tajemnicza - widać niektóre rejony należą jedynie do /

No tak, ale w obliczu swojego obecnego problemu, na nic było Gabrielowi to wszystko. Chciał być zwyczajnie /

Ale nie mógł. Bo był kurwamać Regentem Nieba i musiał jakoś ogłosić to światu. Jak najszybciej, bo jakby nie patrzeć, obiecał coś /

"Teraz nie zasłonisz się złym samopoczuciem" pomyślał z goryczą.br /

"No już, musisz to zrobić."br /

Westchnął cicho i zamknął oczy, uruchamiając Anielskie /

***br /

Każdy anioł, znajdujący się w Uniwersum, zamarł, słysząc w swoim umyśle wesoły gł /

- Gooood morning, Vietnam! Z tej strony wasz ulubiony archanioł, Gabriel. No już, tylko się tak nie cieszcie, wiem jak rozpaczaliście po tym jak Lucjan mnie nadział na miecz. Nie chcę mi się długo gadać, więc powiem zwięźle: umarłem, tatuś, tak, nasz tatuś Bóg, pofatygował dupę do domu i mnie wskrzesił. A przy okazji, z racji tego, że najstarszy, jaki wśród was jeszcze został żywy, nadal jest jakimś szczylem, mianował mnie szefem. Rozumiecie, Regentem /

Gabriel umilkł na chwilę, jakby dając im czas na przyswojenie tej informacji, po czym kontynuował:br /

- Nie dbam o to, czy mnie lubicie, czy nie. Macie mnie szanować. Oczywiście, nie przewiduję bawić się w tyrana, ale nowy szeryf to nowe zasady. Jesteście wolni dopóki ich przestrzegacie, jasne? Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, niech mi je wyłoży twarzą w twarz. Będzie to uprzejmiejsze, chociaż i tak jestem wszechwiedzący. Wszystko dotarło? Cudnie. Miłego dnia. Bez /

Przekaz urwał się.br /

***br /

W wielkiej, magicznej klatce, w najgłębszym kręgu Piekła, Lucyfer z ciekawością patrzył na Michał /

Jego brat chwilę temu zamilkł (na to akurat Lucyfer nie narzekał. Był w tej klatce stanowczo za długo, a Michael osiągał kolejne poziomy upierdliwości) i upadł na kolana, blady i sparaliż /

Teraz z kolei ryczał wściekle, z całych sił tłukąc pięściami w ziemię, aż po jego rękach zaczęła spływać krew, a połamane palce spuchł /

- Co się stało, Misiaczku? - Zapytał zaciekawiony Lucyfer, patrząc na /

Czyżby Michał oszalał? To w ogóle było możliwe? Przecież Lucyfer spędził tu tysiąclecia, a był w doskonałej kondycji psychicznej. Chociaż może to kwestia tego, że "złego diabli nie biorą" czy jakoś tak... Szatanowi atrakcje klatki były niestraszne, zwyczajnie przywykł. A Michał pewnie zwariował do reszty, jak ten mały śmiertelnik...br /

Na wspomnienie Sama Winchestera na twarz Lucyfera wypłynął uś /

Szkoda. Wielka, wielka szkoda, że ten mały sukinsyn, Castiel go stąd wyciągnął. Przerzucanie pomiędzy sobą duszy oraz ciała i naprzemienne rozdzieranie ich na strzępy, było jedyną rozrywką Lucyfera i Michała. Jeden fantastycznie się przy tym bawił, a drugi miał nadal niezaspokojoną żądzę zemsty za zepsucie mu planów Apokalipsy (chory sukinsyn). A tak... Zostali na siebie skazani , w cholernej klatce, która nie ma żadnych ścian, a jednak jest klaustrofobicznie mała. Nieważne, w którą stronę pójdziesz, jak dużo kroków zrobisz i tak wrócisz do punktu wyjścia. A potem, cisza panująca tutaj, zafunduje ci trepanację /

Tak, jakby nie patrzeć, obecność Michaela była dla Lucyfera błogosławieństwem. Pozwalała wypełnić pustkę, która była główną karą w /

- Gabriel! - Ryknął Michał, wbijając pięść w kamienną podłogę. Suchy trzask pękającej kości poniósł się naokoło. Archanioł nawet się nie skrzywił.br /

- Nagle sobie przypomniałeś, że nie lubisz Młodego? - Lucyfer wyglądał na szczerze zafascynowanego oglądaniem swoich paznokci. - Spoko, rozumiem, ja też. Ale obawiam się, co może nastąpić, jeśli rozpieprzysz tą podłogę, która notabene jest jedyną rzeczą /

- Zamknij się! - warknął Michał, unosząc głowę, by na niego spojrzeć. Jego oczy... jego oczy były oczami szaleńca. Lśniła w nich żądza mordu tak wielka, że Szatan już powinien być kupką popioł /

Lucyfer uniósł brew, widząc to uosobienie /

- Dobra, tato, nie bij mnie - parsknął, przysiadając na piętach - jednak zajmij się tą podłogą.br /

- Mała suka... - Wymruczał Michał, już nie waląc w szary kamień. Zamiast tego zaczął na nim rysować palcem niewidzialne symbole (Lucyfer podejrzewał, że pewnie to jakieś wyjątkowo wulgarne przekleństwa po enochiańsku) - Mały padalec, tchórz, pasożyt, larwa, zdrajca, KURWA!br /

Przy ostatnim słowie znów popatrzył na swojego brata, jakby oczekując od niego jakiejś /

- Wiesz, co zrobił? Wiesz, co kurwa zrobił?!br /

- Gdybym wiedział, to nie pytałbym wcześniej, o co chodzi - Szatan wywrócił oczami - Wiesz braciszku, że zawsze chętnie wysłucham twoich ż /

Nie zwracając uwagi na ironię, jaką ociekał jego głos, Michał skinął głową (warcząc przy tym gardłowo. "Pojebany jak nic" pomyślał wesoło Lucyfer) i, nadal dysząc ciężko, zaczął mówić:br /

- Czy ty to rozumiesz? Nasz ojciec oddał władzę Gabrielowi. Ten mały dupek właśnie nadał przekaz, w którym radośnie oznajmia, że został nowym Regentem Nieba psiabytomać. On, ta mała szuja, ten karaluch, który ostatnie setki lat spędził ukrywając się na Ziemi, został najwyższym władcą! A ja dalej gniję tutaj, i to do tego z tobą.br /

Ton, jakim wypowiedział ostatnie słowa dawał jasno do zrozumienia, że Michaś nie wyobraża sobie gorszej /

- Ranisz, Michaelu - Lucyfer złapał się za serce i popatrzył na niego z żalem - Ja też mam /

Brat zdawał się go nawet nie słyszeć. Z jego ust nadal wylewał się potok gorzkich ż /

- Byłem jego synem, najwierniejszym ze wszystkich. Chciałem dobrze, spełniałem każdy rozkaz, dbałem o Niebo i aniołów. I co z tego mam? Nawet mnie stąd nie wyciągnęli. Wyciągnęli cholernego Sama Winchestera, więc czemu nie mnie? A na moje miejsce dają tę małą wesz, która myśli tylko o sobie, przeklętego, wyrodnego grzesznika...br /

/

Czyli o to /

Lucyfer uśmiechnął się do siebie i przestał zwracać uwagę na słowa brata, płynące wartko, a sprowadzające się zasadniczo do "Tatuś mnie nie kocha, a Gabryś dostał mój pokóóój".br /

Oczywiście skłamałby, mówiąc, że nie jest zaskoczony. Był niemal pewien, że zaraz po tym jak wylądowali w Klatce, aniołowie przybędą żeby uratować swojego ulubionego szefa. A tu niespodzianka, bo wcale go chyba aż tak bardzo nie lubili. Nawet Rafałek, który nie omieszkał wykorzystać okazji, żeby dorwać się do fotela /

Znał gorzki smak zdrady ze strony własnej rodziny lepiej, niż ktokolwiek inny. Wiedział, jak Michał się czuje pamiętał, jak sam się czuł, skazany na potępienie, chociaż przecież chciał dobrze i był ukochanym aniołem /

Teraz mógł się tylko śmiać ( może trochę szaleńczo) na wspomnienie tego, jak bardzo rozżalony był i jak wielkie emocje nim targały. Tak dużo emocji, tak mało rozsądku...br /

- Rozumiem cię, Michael. Wiem, że masz to gdzieś, ale sam byłem kiedyś na twoim miejscu - powiedział całkowicie nieszczerze, układając sobie w głowie zarys /

- Nic nie rozumiesz! Ty jesteś przeklęty. A ja... ja miałem cię pokonać, zmiażdżyć zło, zakończyć Apokalipsę...br /

- I nadal masz okazję. - zapewnił Lucyfer, kiwając głową - Też tego chcę. Ostatecznie czekaliśmy na nią wieczność, prawda?br /

- Cudownie - sarknął Michał - Mamy obaj dobre chęci. Jakoś nas to urządza?br /

Szatan ściągnął wargi w wąską linię i przez chwilę udawał, że się /

- Tak. W sumie to tak. Daje nam to możliwość wydostania się stą /

- Słucham? - po raz pierwszy, od chwili przekazu Gabriela, Michał wyglądał na naprawdę przytomnego - Umiesz się stąd wydostać?br /

- Znam tą klatkę jak nikt inny, Misiaczku. I zdążyłem się przygotować na ewentualny powrót do niej - jego uśmiech poszerzył się. - Jest tylko jeden /

Michał zmarszczył /

- Jaki?br /

- Będziesz musiał mi zaufać.br /

***br /

Obładowany zakupami Sam wszedł do domu i zamknął za sobą drzwi serdecznym /

- Ostrożnie - mruknął Bobby, odrywając się od czyszczenia broni i patrząc karcąco na młodszego Winchestera - Nie rozwal tych drzwi, chłopcze. Są już w dostatecznie złym stanie, nie musisz ich jeszcze kopać.br /

- Wybacz - rzucił mężczyzna, dla świętego spokoju, odkładając torby na stół - Gdzie jest Dean? Kupiłem mu placek wiś /

- A gdzie ma niby być? - parsknął starszy ł /

Sam westchnął i odgarnął z twarzy niesforne włosy. (Nie, absolutnie nie musiał ich przycinać. Były doskonale idealnej długości i Dean może się wypchać.) Wziął z jednej z siatek placek i bez słowa skierował się do jedynej gościnnej /

Zapukał do drzwi, po czym wszedł, nie czekając na odpowiedź.br /

Castiel leżał na łóżku, nieprzytomny, tak jak przez ostatnie pięć dni. Świadomość stracił w chwili, gdy, jak to poetycko ujął Dean, "wyrzygał dusze tam, gdzie ich miejsce", i od tego czasu nie było z nim /

Książki nie mówiły nic na ten temat, nikt nie wiedział, jak postępować z aniołem, który przez jakiś czas był Bogiem i postradał rozum. Po trzech dniach bezowocnych poszukiwań, wzywaniu innych aniołów i demonów, po mnóstwie bezcelowych rozmów, uznali, że można już tylko czekać.br /

Od tego czasu Dean niemal nie wychodził z tego /

Teraz akurat siedział w nogach łóżka, z laptopem Sama na kolanach i oglądał, jakieś wyjątkowo obfite w macki i biusty, japońskie porno /

- Nie zapytałeś o pozwolenie - skarcił go Sam, podchodząc i bezceremonialnie zamykając mu klapę laptopa na palcach - Z resztą, na Boga, Dean, nie możesz oglądać hentajców przy śpiącym /

Dean spojrzał na swojego brata, wymownie unosząc /

- Nie mogę? A mógłbym przysiąc, że właśnie to robił /

- Trochę przyzwoitości. Albo przysięgam, jak się obudzi to powiem mu, że całe dnie patrzyłeś jak śpi. - Sam dokonał wymiany jeńców, zabierając swojego laptopa i kładąc na kolanach Deana placek z wbitym weń /

- Chce być przy nim, kiedy się obudzi - wyjaśnił Dean, agresywnie nabierając ciasto na widelec - Żeby dać mu w pysk i przypilnować, gdyby miał ochotę zwiewać.br /

Sam uniósł kącik ust i wymruczał coś, co brzmiało jak 'tajasne', czym zasłużył sobie na mordercze /

- No dobrze, już, okej. Dotarło do mnie, że się o niego nie martwisz. I że już go nie lubimy. I że wcale ci go nie brakuje. I że naprawdę nigdy, przenigdy mu nie wybaczysz... - powiedział śmiertelnie poważnym tonem, nie całkiem dokładnie tuszując zawartą w nim ironię.br /

- Jeszcze jedno słowo - mruknął wściekle Dean - do końca życia będziesz chodził z wklęsłą twarzą, mł /

- Ale z ciebie dzieciak, Dean - powiedział, tym razem całkiem szczerze poważny i zatroskany - Zachowujesz się jakby...br /

Dean nie dowiedział się, jak się /

Sam zapomniał, co chciał powiedzieć.br /

W tej chwili w pokoju rozległ się świst gwałtownie wdychanego przez nos /

Castiel usiadł prosto i popatrzył na nich, nieco błędnym wzrokiem. Jego głos był jeszcze bardziej zachrypnięty niż zwykle, gdy wycharczał pojedyncze:br /

- Gabriel./p