Rozdział 2
—W porządku. — Potter z powrotem usiadł na kanapie. — Niech będzie… tutaj. — Podciągnął szatę i ułożył ją wokół swojego pasa.
Świetnie, żadnych sypialnianych scen.
Snape usiadł koło niego.
— Powinienem…
Potter chwycił jego dłoń i położył na swoim kroczu. A więc to tak. Rozpiął chłopakowi dżinsy i objął jego członka, który był już półtwardy. Snape starał się dotykać Harry'ego jedynie ręką, zachowując kilkucentymetrową odległość między ich ciałami. Pomyślawszy o czymś, wstał.
— Co… — Na policzkach Pottera widniał rumieniec.
— Potrzebuję czegoś.
Severus poszedł do swojej pracowni i zabrał buteleczkę lubrykantu. Kiedy wrócił zobaczył, że Potter zsunął spodnie i bokserki do połowy ud. Snape usiadł na swoim miejscu i nałożył odrobinę balsamu na rękę, by następnie chwycić erekcję młodszego czarodzieja, głaszcząc ją delikatnie.
— Och, to takie dobre. — Potter był bardzo wrażliwy. — Tak, w ten sposób. Trochę mocniej…. Och, Merlinie.
Snape utrzymywał stałe i równomierne tempo. Po kilku minutach owinął wolne ramię wokół barków Pottera tylko po to, żeby jego własna pozycja była wygodniejsza. Młodzieniec westchnął i wypchnął biodra do góry. Severus potarł kciukiem sączącą się główkę erekcji.
— Och, tak. Taaaak.
Głowa Pottera opadła do tyłu, miękkie wargi były rozchylone. Snape nie mógł się powstrzymać. Pochylił się i pocałował te zniewalające usta, wsuwając do środka język. Chłopak wydał z siebie zduszony jęk i doszedł w przedłużających się spazmach. Oczywiste było, że nie kłamał o ośmiu miesiącach celibatu.
Snape odsunął się. Wyjął chusteczkę z kieszeni i wytarł dłoń, a po namyśle również Pottera. Harry otworzył oczy i posłał mu leniwy uśmiech.
— Dziękuję.
— Nie ma potrzeby, by mi dziękować. — Odwrócił wzrok. — Przysługa za przysługę.
— Racja. — Potter wstał, szarpiąc się ze swoimi ubraniami. — Czy jestem jeszcze do czegoś potrzebny? — zapytał kpiąco.
— Nie sądzę. — Snape wstał, podszedł do drzwi i otworzył je. — Dobranoc.
— Dobranoc — powiedział cicho Potter, wychodząc.
Snape zamknął za nim drzwi i westchnął. Następnie udał się do sypialni, biorąc ze sobą lubrykant, by zająć się problemem, który powstał podczas zaspokajania Pottera — wtedy, gdy pocałował te słodkie usta…
OoO
Popołudniu, trzeciego dnia od tamtego wydarzenia, Snape spoglądał na węża. Trzy pary oczu także na niego patrzyły. Dał mu szczura i spodeczek mleka, ale nie było żadnych jajek od ostatniej wizyty Pottera. Severusowi nie udało się również udoskonalić eliksiru. Potrzebował więcej jaj, ale ten cholerny wąż ich nie składał. Trzepocząc swoją szatą, poszedł na obiad.
— Potter — powiedział, gdy skończył się posiłek. — Masz ochotę na drinka?
Niewielki uśmiech pojawił się na ustach Snape'a, który myślał nad tym od trzech dni.
— Tak, dzięki. — Potter w milczeniu poszedł za nim do lochu.
Mistrz eliksirów nalał do dwóch szklanek i jedną wsunął w dłoń Harry'ego.
— Nie złożyła więcej jajek! Coś ty jej powiedział?
— Och. Nie wiedziałem, że potrzebujesz ich więcej. — Potter napił się swojej szkockiej.
— Ty idioto! Tworzę nowy eliksir! Oczywiście, że potrzebuję ich więcej! Dlatego kupiłem tego cholernego węża, a nie kilka jaj! — Jasny gwint, aż się opluł z tej wściekłości. Wytarł usta wierzchem dłoni.
Po tym nastało milczenie.
— A więc to tak? Wiesz, że mogłeś mi to wtedy wyjaśnić, a nie krzyczeć na mnie za coś o czym nie miałem pojęcia.
Potter miał rację i Severus nienawidził tej myśli.
— Dobrze, porozmawiam z nią, ale… — chrząknął — za tą samą przysługę, co wcześniej.
Snape skinął głową. Dostanie swoje jaja. Potter otrzyma zaspokojenie z jego rąk oraz pocałunek. Niech szlag trafi te nieodparte usta.
OoO
Po kolejnych trzech dniach Snape po raz kolejny przyprowadził Pottera do lochu na drinka.
— Potter, możemy zrobić coś, by było to bardziej… długotrwałe? Chciałbym, żeby codziennie składała jaja przez przynajmniej pięć dni. I nie chcę, by inne głowy je zjadały!
Potter uśmiechnął się.
— To duża przysługa. Będziesz musiał za nią zrobić coś więcej.
Snape skinął głową. Czuł, że jest o krok od przełomu ze swoim eliksirem. Jednak potrzebował stałego dopływu jaj.
— Czego chcesz?
— Najpierw z nią porozmawiam. — Długi syk. — A tak w ogóle, to lubi mleko. — Więcej syczenia. — W porządku, zrobi to. Radzę jednak, żebyś tu był, gdy zacznie składać jaja, byś mógł je uratować.
— Dobrze. — Potter patrzył na niego. — Co? Ach… teraz kolej na zapłatę. — Pragnął, by jego ręce nie drżały.
Potter podciągnął szatę, opuścił spodnie i usiadł na kanapie.
— Tym razem chcę, żebyś mi obciągnął.
Nie było to coś, co wymagało, by Snape się rozebrał.
— Dobrze.
Mężczyzna uklęknął przed Potterem. Przynajmniej w tej pozycji było mu łatwiej ukryć swoje pobudzenie. Chwycił w dłoń półtwardego członka, pieszcząc go. Drugą rękę wykorzystał do zabawy jądrami młodzieńca. Polizał główkę członka, smakując po raz pierwszy Pottera. Chłopak miał już pełną erekcję.
Snape objął ustami jego erekcję, poruszając głową i ręką u nasady członka. Poczuł dłoń na policzku, która odgarnęła mu włosy do tyłu. Spojrzał w górę. Jaskrawozielone oczy spoglądały na niego uważnie. Zassał mocniej penisa, czując pod językiem jego pulsowanie. Snape przyśpieszył, przesuwając wielokrotnie językiem po wrażliwej główce. Ręka w jego włosach zacisnęła się w pięść, próbując go powstrzymać. Snape po prostu wzmocnił swoje wysiłki i z zadowoleniem przyjął orgazm Pottera, przełykając wszystko, co mu ofiarował.
Po chwili podniósł głowę. Potter wciąż na niego patrzył.
— Nie trzeba było… Mam na myśli…
Chłopak pociągnął go do góry i pocałował nim Snape zdążył zareagować. Język Pottera znalazł się w jego ustach…
Snape odsunął się nim zrobił z siebie kompletnego głupka.
— Powinieneś już iść.
Potter wciąż starał się złapać oddech.
— Ja tylko… — Siedział tam, rozczochrany i częściowo rozebrany, wyglądając lepiej niż ktokolwiek miał do tego prawo. Snape wstał i odwrócił się pośpiesznie, starając się pozbyć erekcji. Miękkie dźwięki za nim świadczyły, że Potter poprawia swoje ubranie. — W porządku. Dobranoc.
Snape usłyszał otwierane i zamykane drzwi. Ukrył twarz w dłoniach.
OoO
Cztery dni później Dumbledore zwołał zebranie Zakonu. Jak zwykle, Snape przybył punktualnie, unikając konieczności odpierania nieudolnych prób rozpoczęcia rozmowy towarzyskiej przez innych członków. Usiadł na swoim standardowym miejscu i rozejrzał się dookoła. Frekwencja na dzisiejszym spotkaniu była wysoka, co niestety oznaczało obecność Blacka i Lupina. Być może nastała chwilowa cisza w ich nieustannych walkach. Snape zauważył również, że Potter był nieobecny. Starał się wmówić sobie, że mu to nie przeszkadza. Od niechcenia wysłuchał raportów. Przygotowanie zbiorowego ataku… Wypady na obozy Śmierciożerców…
— Severus, masz dla nas jakieś wieści? — zapytał Dumbledore.
Snape odmawiał powiedzenia czegokolwiek oprócz tego, że pracuje nad nową miksturą. Uważał, że Albus nie musi znać żadnych więcej szczegółów.
— Tak. Dopracowałem do perfekcji nowy eliksir, który pozwoli naszym uzyskać wyraźną przewagę. Poprawia sprawność fizyczną i psychiczną do dwudziestu czterech godzin. Ponadto, użytkownik nie cierpi na „wypalenie" jakie dostrzegamy przy innych substancjach poprawiających wydajność. Gdy mikstura przestanie działać, czarodziej wróci do poprzedniego stanu. Nie będzie niemrawy ani obojętny. Oczywiście dla niektórych… — spojrzał na Blacka — … taki stan jest normalny.
Black warknął.
Snape uśmiechnął się i kontynuował:
— Nazwałem tę substancję „Eliksirem Wyostrzenia". Można ją przyjmować przez pięć dni bez żadnych długotrwałych skutków ubocznych. Dłuższe stosowanie może doprowadzić do poważnych chorób. W tym momencie działaniami ubocznymi mikstury mogą być: gorączka, dreszcze, silny ból głowy i wymioty. — Usiadł z powrotem na swoje miejsce.
— Wspaniale! Dziękuję, Severusie, za twoją ciężką pracę. — Dumbledore uśmiechnął się. — To z pewnością będzie przydatne w nadchodzącym ataku. Teraz kiedy Harry walczy na froncie...
Co? Na polu walki? Ale Snape…
— …koordynując grupą szturmową. Severusie, czy możesz zorganizować dostawę swojego eliksiru do kluczowych w tym starciu czarodziei?
Snape skinął mechanicznie.
OoO
Po spotkaniu mistrz eliksirów udał się do swoich komnat. Będąc tam spojrzał na widłowęża. Powoli owinęła ciało wokół zbiornika z wodą. Być może tęskniła za Potterem. Mógł ją zrozumieć. Jedna z głów zniosła jajko i Snape podszedł do terrarium, zabierając je prędko. Nagrodził ją spodeczkiem mleka, które ospale wychłeptała.
— Wiem jak się czujesz. – Usłyszał swój głos.
Gwałtownie odwrócił się i poszedł do swojej pracowni. Miał eliksir do przygotowania.
OoO
Cztery dni, siedem, dziesięć… Żadnych wiadomości od Pottera, który był na polu walki. Snape jeszcze bardziej niż zazwyczaj był okrutny dla uczniów. Starsi Ślizgoni prezentowali pewnego rodzaju humor, słuchając na zajęciach w kompletnej ciszy jego tyrady, by później znów zabrać się za swoją pracę. Po tygodniu inni studenci zaczęli zatruwać życie Ślizgonom, jakby wiedzieli, że Snape nie ma siły, by zrealizować większą część swoich gróźb. Mężczyzna spędzał wiele czasu ze swoim wężem jedynie pijąc. Była zaskakująco spokojnym towarzyszem, gdy prawa głowa nie starała się zabić pozostałych.
Dwanaście, czternaście dni.
Piętnastego dnia Dumbledore poprosił, by zebrali się po kolacji w pokoju nauczycielskim. Lupin już tam był, czekając na nich.
— Mamy nowe informacje — powiedział dyrektor. — Poprosiłem Remusa, by je wam przekazał.
— To są dobre wieści — zaczął Lupin. — Główny atak był udany. Voldemort został wciągnięty w walkę i zraniony, ale nie zabity. Wygląda na to, że się ukrywa, ale jest bardzo osłabiony. Wszystkie obozy Śmierciożerów zostały zniszczone, a czarodzieje pojmani lub zabici. W tym również Pettigrew. — Remus uśmiechnął się drapieżnie. — Z przyjemnością mogę powiedzieć, że jest martwy.
— Malfoy? — Snape zdał sobie sprawę, że to on zadał to pytanie. Lucjusz, jego przyjaciel z dzieciństwa…
— Schwytany — powiedział cicho Lupin. — Jest ranny, ale nie jest to nic poważnego.
— A złe wiadomości? — zapytała Hooch.
Lupin potarł dłonią twarz.
— Harry… — zamilkł, a Snape poczuł, że jego serce zamiera. Była to przerażająco długa pauza.
PS: Dziękuję za wszelkie uwagi.
