Severus Snape siedział właśnie w swoich komnatach, delektując się doskonałą kawą, gdy nagle ktoś wpadł do jego kwater.

-Przecież zabezpieczyłem je dodatkowo. Jasna avada, czy on zawsze musiał mieć do tego smykałkę?

-Severusie! Gdzie się skryłeś do li… A tu jesteś, jak miło cię widzieć.

-Gilderoy, co cie sprowadza?

-No jak to, co? Jest wolne, piękny poranek, a ty jak zwykle siedzisz w tych swoich lochach. Niedługo przemienisz się w nietoperza.

-Według uczniów już nim jestem.

-Nie martw się, zmienimy to. Twój wizerunek stanie się dla uczniów przyjemniejszy, będziesz dla nich niczym przyjaciel.

Na twarz Severusa wstąpiło przerażenie. Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu bał się. Najdziwniejsze było jednak to, że stało się to nie za sprawą Czarnego Pana, czy groźby dekonspiracji, ale tego nieprzewidywalnego idioty. Nagle spłynęło na niego olśnienie. Przewidywalność to jest klucz. Bo przecież, jakby nie patrzeć, Voldemort należał jednak do tej drugiej grupy. Tam Cruciatus, tu jakaś inna tortura. Ta sama przemowa od zawsze. Te same idee. Też szaleniec, a tak różny.

Severus szukał jakiejś ucieczki, ale nie mógł nic wymyślić, uśmiech Gilderoya natomiast rósł z minuty na minutę.

Za co mnie to spotyka? Ja rozumiem, że nie należę do najbardziej dobrych, altruistycznych osób, ale czy naprawdę bogowie muszą się nade mną tak pastwić? Nie mógłby się, który ulitować?

Mistrz Eliksirów wstał z cierpiętniczą miną i powoli powlókł się za byłym nauczycielem obrony. Pewnie wielu z was zastanawia się, czemu nic mu nie powiedział, przecież to taki niekanoniczny Severus. Cóż mylicie się w tej kwestii. On po prostu wybrał mniejsze zło. Bo druga alternatywa nie była zbyt kusząca, tzn. urządzanie histerii przez następny tydzień ze szlochem i skargą u dyrektora. Co doprowadziłoby do tego, że tak czy siak, musiałby się zgodzić na ten przeklęty spacer. A tak może go coś uratuje. Jeśli jednak nie, to będzie się głowił nad lepszymi zabezpieczeniami przed Lockhartem. Ten kretyn zawsze uwielbiał pomagać ludziom, ale często zastanawiało go, czemu upatrzył sobie właśnie jego, zgryźliwego Mistrza Eliksirów. Severus już wiele razy dawał mu do zrozumienia, że pomocy nie potrzebuje i radzi sobie świetnie, ale tamten zawsze wracał.

Severus powlókł się za Gilderoyem. W tym momencie byłby nawet gotów polubić Blacka, albo Pottera, gdyby, któryś z nich wybawił go w tym momencie z opresji. Uczniowie rzucali im dziwne spojrzenia. Gdy wyszli na dziedziniec, Lockhart zaczął prowadzić wywód na temat pozytywnego wpływu słońca na cerę i zdrowie. No i oczywiście humor. Severus łapał się właśnie na poszukiwaniu ratunku, gdy niespodziewanie coś na niego wpadło. Właściwie była to właścicielka najsłynniejszego siana na głowie. W tym momencie Przerażający Mistrz Eliksirów miał ochotę nie tylko obdarować ją punktem dodatkowym dla Gryffindoru, ale także ucałować w oba policzki.

-Panno Granger, mogę wiedzieć, dlaczego traktuje pani ludzi, jak poduszki?

-Przepraszam, profesorze. Nie chciałam, aczkolwiek szukałam pana, gdyż potrzebuję pomocy.- Hermiona widząc cierpiętniczą minę Snape'a postanowiła mu pomóc.

Bądź co bądź to właśnie on był nadzieją czarodziejskiego świata, mimo, że złośliwi twierdzili zupełnie coś innego. Severus tylko kiwnął głową i ruszył za nią, rzucając na odchodnym do Lockharta:

-Sam widzisz, Gilderoy, obowiązki wzywają, ale było mi niezwykle miło – i z tymi słowami pogonił lekko pannę Granger, w razie gdyby Lockhart wyszedł już z osłupienia.

Gdy dotarli bezpiecznie na teren zamku, Severus zapytał:

-A więc o cóż chodziło, panno Granger?

-Eee…

-Czyżbyś zaraziła się wspaniałą elokwencją pana Pottera?

-Cóż profesorze. Chciałam tylko zapytać o zastosowanie łez smoka w eliksirze chwały.

I tu rozpoczęła się długa dyskusja, której nie będę opisywać, ponieważ to, co wydarzyło się potem, było znacznie ciekawsze.

Pogrążeni w pasjonującej rozmowie, nie dostrzegli zbliżającego się Irytka, na ustach którego pojawił się iście szatański uśmiech.

-Nasze dwa gołąbeczki znów sobie gruchają. Severus i Hermiona. Hermiona i Severus. Czyż te dwa imiona, nie ślicznie się układają?

Poltergeist dostał ostatnio natchnienia, niestety, nie dano mu się rozwijać.

-IRYT! W tej chwili masz przestać.

Nagle zza zakrętu wybiegł Filch. Duch lekko zbladł i zaczął odpływać w drugą stronę, wygłaszając swą twórczość.

- Nowa para w Hogwarcie. Nowa para w Hogwarcie? Czy oni mają szanse? Granger i Severus. Co powiecie na to….

Dalej nie było już nic słychać, a czerwona Hermiona postanowiła czmychnąć ile sił w nogach. Severus nie zdążył się nawet obrócić, a ona już była w połowie korytarza, krzycząc jeszcze dziękuję.

Na nieszczęście Severusa, właśnie zmierzał ku niemu Gilderoy.

- No nareszcie cię znalazłem. Ale czy te plotki są prawdziwe? Czyżby miłość zagościła w tym sercu?

Mistrz Eliksirów skrzywił się tak, jakby zjadł właśnie cytrynę.

-Ależ Severusie, nie ma się czego wstydzić.- poklepał lekko Snape'a po plecach.

Cierpiętnik zastanawiał się, komu zaserwuje najpierw długą i bolesną śmierć. Wahał się, pomiędzy Lockhartem, Granger, a Irytkiem. Biorąc pod uwagę, że ten trzeci już nie żył, postanowił się zemścić w zupełnie inny sposób.

Panna Wiem-To-Wszystko jednak mu pomogła, więc może, ale podkreślam może, ją oszczędzi. Natomiast Gilderoy miał przerąbane.

Mistrz Eliksirów powoli zaczął planować zemstę, w ogóle nie zwracając uwagi na Lockharta i od czasu do czasu, nieświadomie mu potakując, w końcu został wyrwany z zamyślenia:

-Ależ mówisz poważnie? To cudowna wiadomość!

Na twarzy Severusa pojawiło się zdziwienie.

-No czemuż się dziwisz? W końcu niecodziennie mogę się dowiedzieć, że mój przyjaciel jest na zabój i do szaleństwa zakochany.

Gilderoy nie wiedział, że kopie sobie coraz większy grób. Na jego nieszczęście, korytarzem, całkiem przypadkowo przepływał Irytek, to nic, że tak przypadkowo krążył już od jakiś piętnastu minut.

-Najnowsze wiadomości! Zlodowaciałe serce naszego Nietoperza zostało ogrzane. Miłość zmienia ludzi. Od dziś wasz mroczny Mistrz kocha Gryfonów.

-IRYT!

Tak Irytek też wyprawiał sobie pogrzeb - metaforycznie. Ale Snape wiedział, że dopilnuje, żeby spotkała go, zasłużona zemsta. Nie zdążył nic zrobić, gdy odleciał dalej.

Wiedział jedno. Dzisiaj wieczorem cała szkoła będzie wiedział o jego wielkim, namiętnym uczuciu do panny Granger. Może lepiej byłoby ją znaleźć i uprzedzić? No, Severusie, chyba przebywanie z tym pokręconym idiotą ci zaszkodziło. Trzeba go odesłać do domu, jego współlokatorzy się pewnie nie ucieszą, ale cóż, im już dawno poprzestawiały się klepki.

Pech, lub przeznaczenie, nazwijcie to jak chcecie. Zawsze można też dodać wredność autorki. Sprawiło, że Hermiona po raz kolejny wpadła tego dnia na swojego profesora.

- Panno Granger, atakowanie ludzi jest karalne. Poza tym, zaczynam się zastanawiać, czy tobie przypadkiem nie brakuje mojego towarzystwa, skoro wciąż go tak szukasz – po tych słowach, mógł zaobserwować ceglasty rumieniec na jej policzkach.

-Przepraszam pana, profesorze - wydukała Hermiona patrząc w podłogę.- Nie wiem, co mi się dzisiaj stało.

Zza zakrętu wyłoniły się dwie osoby, których Severus za wszelką cenę unikał i czym prędzej złapał Granger i czmychnął jak najdalej.

-No jak miło was zobaczyć razem - zachwycił się Gilderoy, krzycząc za nimi.

-Tak, czyż oni nie wyglądają pięknie razem? Nawet wierszyk ułożyłem z tej okazji.

Znienawidzony Mistrz Eliksirów
I stulecia czarownica.
Piękna z nich jest para
niczym nasza Moczara.

- Prawda, że ładnie? - uśmiechnął się złośliwie Irytek.

Zszokowany Lockhart patrzył na niego osłupiały, szybko się jednak zreflektował i nie chcąc robić duchowi przykrości, powiedział:

- Ależ oczywiście.

- Zgodzi się pan ze mną profesorze, że można by im zrobić prezent, prawda? W końcu taki utalentowany człowiek jak pan, na pewno zechce jakoś uprzyjemnić życie młodej pary, prawda?

Iryt głupi nie był i wiedział, w którą nutę uderzyć. Mógł więc z satysfakcją obserwować, jak rybka łapie haczyk.

- Tak myślisz- duch ze śmiertelną powagą, pokiwał głową.- Masz rację to wspaniały pomysł. Wybacz mi, cudownie się z tobą rozmawia, ale sztuka wzywa.

- I proszę nie zapomnij wspomnieć, kto naprowadził cię na ten cudny pomysł.

Poltergeist nie przewidział jednego. Jak głęboki kopie sobie metaforyczny grób, o tak, Severus już zadba o to, by Irytek pożałował swoich czynów.

W zupełnie innej części zamku…

-Mógłby pan przestać mnie ciągnąć?

Severus obejrzał się za siebie i skonsternowany stwierdził, że prowadzi za rękę swoją uczennicę. Puścił ją natychmiast, jak się zorientował, lecz nie zrobił tego dostatecznie szybko.

-Czemu ten Nietoperz cię dotyka? Nie powiesz nam chyba, że Draco miał rację?

- Minus dziesięć punktów za krzyki na korytarzu Potter i minus pięćdziesiąt za obrazę nauczyciela. Jak ci wyjaśniała opiekunka twojego domu, przeprowadzamy z panną Granger eksperyment, a teraz bądź tak miły, weź przyjaciela i oddalcie się najbliższym korytarzem, chyba, że jeszcze mało ci straconych punktów.

Potter zrobił się cały czerwony, ale Hermiona wiedziała, że to dopiero początek i Snape tym razem go nakręcił i nim zdążyła coś powiedzieć, cały korytarz zaczął się na nich patrzeć. A dokoła rozległy się pojedyncze chichoty:

-HERMIONO GRANGER, JEŚLI DRACO MALFOY MIAŁ RACJĘ, TO MAM NADZIEJĘ, ŻE NIE BĘDĘ MUSIAŁ NIAŃCZYĆ MAŁYCH GRYFIĄTKO-SNAPIĄTEK.

- Potter twój dom stracił właśnie sto punktów, ponadto, dostałeś całoroczny szlaban u pana Filcha, odbywający się w każdy piątek- Severus wiedział, jak dopiec Harremu, chociażby dlatego, że w przyszły piątek miał być mecz Gryfonów i Puchonów. Rzucił jeszcze spojrzenie ma korytarz i dodał - A także minus dziesięć punktów od każdego, śmiejącego się w tej chwili ucznia, dla jego domu.

I odszedł powiewając szatami i zostawiając Hermionę na pastwę chłopaków, no prawie.

- Panno Granger, my jeszcze nie skończyliśmy, zapraszam do mnie do gabinetu.

Dziewczyna po raz pierwszy była mu naprawdę wdzięczna. Odwlókł jej przymus tłumaczenia się w czasie, jak dobrze pójdzie, to na dość odległą przyszłość, a przynajmniej do jutra rana.

Powoli schodzili do lochów. Wreszcie dotarli do gabinetu. Hermiona zajęła miejsce naprzeciwko Snape'a.

-Dziękuję, panu.

Severus kiwnął głową.

- Pomogłaś mi, świadomie, czy nie, nie lubię być dłużny. Możesz to potraktować jako jednorazowy przypadek.

- Gdzieżbym śmiała inaczej - Hermiona mruknęła pod nosem.

-A teraz możesz już sobie iść.

-Pan tak poważnie?

-Minus pięć punktów za impertynencję. A teraz znikaj. – Hermiona wciąż jeszcze siedziała.- Granger, bo zacznę myśleć, że lubisz moje towarzystwo.

Hermiona wstała i mruknęła coś jeszcze pod nosem, mając nadzieję, że nie doszło to do uszu Mistrza Eliksirów:

- Naprawdę, niech mnie pan nie namawia nawet do takich marzeń. Myślenie to skomplikowany proces.

Jednakże wyraz twarzy, nie dał się pomylić z żadnym innym, Granger czmychnęła za drzwi, zdążyła jednak jeszcze usłyszeć – dwadzieścia punktów od Gryffindoru. Przegapiła jednak uśmieszek.