Kolejny z przepisanych rozdziałów. Dziękuję wszystkim za wsparcie. :)

Chcę odpowiedzieć na jeden z komentarzy tylko, bo może się to przydać wszystkim czytającym, którzy wcześniej nie czytali! XD

YumichikaAyasegawa: "Nie czytałam tego wcześniej... no nic... początek zaczął się ciekawie... tak inaczej... nie tak różowo jak większość opowiadań, które czytuje... błędów nie wychwyciłam, ale te zawsze mi umykają, a czyta się dobrze... Hmmm... mam jednak jedno pytanie - które wydarzenia z mangi i z anime zachowałaś a które zmieniłaś? A notki publikuj tak, jak Ci wygodnie :D Pozdrawiam i duuużo weny życzę :D"

Po pierwsze bezpośrednio - dziękuję bardzo za pozytywny komentarz, taki daje kopa do roboty! :D Cieszę się, że czyta się dobrze :) A co do twojego pytania - Niezmienione zostało to, co działo się do momentu, w którym Gildartz powiedział Natsu o Acnologii. Jednak w wypadku Ciepła to NIE JEST Acnologia, a zwykły smok Cienia, za którego tropem poszedł Natsu, i odnalazł Igneela. Jeśli chodzi o późniejsze wydarzenia, uwzględniłam sagę Edolas i Egzaminy klasy S, jednak zmieniłam ich bieg z oczywistych względów. Nie wystąpiło jako takie zmiecenie wyspy (Acnologii istnienia nie uwzględniałam, pisałam to kiedy nie było jeszcze nic o niej wiadomo i postanowiłam tego już w opowiadaniu nie zmieniać) ani siedmioletnia hibernacja. Na koniec dorzuciłam coś od siebie - Wojnę z Raven Tail i Tartaros (dla niewtajemniczonych i zapominalskich - trzecia gildia przymierza Balam, która pewnie gdzieśtam się napatoczy, i oczywiście że na FT bo jakżeby inaczej XD). Skutki przedstawione zostaną dokładnie w kolejnych rozdziałach, nie zdradzam wszystkiego! :) Dzięki za komentarz jeszcze raz i mam nadzieję że rozwiałam wątpliwości! :D

PS: Znalazłam beta-readera! Ustaliłam że będę publikować po rozdziale w środę, sobotę i niedzielę, więc ostatni ukaże się w środę za trzy tygodnie (o ile nie zmienię ilości planowanych rozdziałów oczywiście). Ale później nastąpią opóźnienia, bo chcę jak najszybciej zacząć tłumaczyć na angielski. Przy okazji znajdźcie ClumsyMustache o ile umiecie angielski na tyle, żeby ogarniać proste opowiadania! Warto! (mam ją w favach. :))

Trochę mi się rozpisało! Ale mam nadzieję że wybaczycie. Nie przedłużając już - zapraszam na rozdział!


MAGNOLIA, 9 VI X778

PW Natsu


Odetchnąłem głęboko i uśmiechnąłem się lekko, czując znajomy zapach. Zapach domu.

Po raz pierwszy od trzech lat stanąłem na ulicach Magnolii.

Miasto zmieniło się diametralnie. Było zimne i puste, zupełnie inaczej, niż je zapamiętałem -przepełnione uśmiechami ludzi.

Coś we mnie drgnęło. Ignorując to uczucie, nieco mniej pewnie niż na początku ruszyłem w stronę budynku gildii. Uśmiechnąłem się na myśl, że zaraz zobaczę wszystkich przyjaciół. Wyściskam Happyego, stłukę Graya, skulę się ze strachu przed Erzą, i uśmiechnę do Lucy. Poproszę Mirę o sok, i zacznę bójkę z Elfmanem o to, kto jest bardziej męski.

Brakowało mi ich wszystkich, bardzo. Nie mogłem narzekać, bo znalazłem Igneela, ale cholernie za nimi tęskniłem.

Igneel...

Kiedy Gildartz wspomniał mi o Czarnym Smoku, nie chcąc zwlekać - musiałem się natknąć na świeży trop, inaczej niczego bym nie znalazł - pognałem we wskazanym kierunku. Po pół roku udało mi się w końcu odnaleźć tatę.

Był zaskoczony, widząc mnie. Na początku nie chciał ze mną rozmawiać. Dopiero po miesiącu, widząc, że nie odpuszczę, odezwał się do mnie. Byłem szczęśliwy.

Opowiedziałem mu o wszystkim, co przeżyłem, od czasu gdy odszedł. Później stwierdził, że skoro go znalazłem, zasłużyłem na trening.

I teraz mogłem obronić wszystkich w gildii.

Spojrzałem na budynek i zamarłem.

Nie był wcale taki duży, jak go zapamiętałem. Raczej wielkości dużego domu, niż gildii. Ale bez wątpienia, było to Fairy Tail. Utwierdzał mnie przy tym szyld - nie bardzo ozdobny, lecz prosty, dumnie wiszący nad bramą, z nazwą i chorągwią z jej znakiem.

Mimowolnie uśmiech znowu wkradł się na moją twarz.

Dom.

Jestem w domu.

- JESTEM W DOMU! - wrzasnąłem, wpadając do środka. Rozejrzałem się po wnętrzu. Było tam tylko kilka osób.

Erza, siedząca przy barze i rozmawiająca z Mirą, upuściła kufel piwa na mój widok. Druga kobieta zasłoniła usta. Mistrz... No, musiał pozbierać szczękę z ziemi. Alzack i Visca siedzący gdzieś na uboczu krzyknęli ze zdumienia. Fried, który właśnie wyszedł z zaplecza, wypuścił z rąk talerze, które roztrzaskały się na podłodze.

- Natsu..?

Jak zwykle przerażająca, kobieta z długimi, szkarłatnymi włosami wstała i ruszyła w moim kierunku, mierząc mnie złowrogim spojrzeniem. Kiedy szła, rozlegał się dziwny szczęk. Skuliłem się, oczekując na cios, jednak zamiast tego zostałem przyciśnięty do jej piersi - o dziwo nie chronionych zbroją, tylko zwykłą, bawełnianą koszulką.

Poczułem zapach słonawych łez, z których kilka po chwili zmoczyło mój bark.

- T... Ty żyjesz... - Jej szept odbił się echem w mojej głowie.

Miałem coraz gorsze przeczucia co do tej pustki i zachowania wszystkich.

- O czym ty mówisz? Coś miałoby zabić mnie? - wyszczerzyłem się, klepiąc ją po plecach. Nie rozbawiło jej to jednak, wręcz przeciwnie. Po chwili woń natężyła się, gdy oboje nas objęły Mira i Visca. Cholera, to nie było normalne. - Erza, gdzie są wszyscy? - zapytałem, drżącym głosem. Nie odpowiedziała. Odsunęła mnie tylko od siebie, patrząc na mnie smutno, i złapała za rękę. Zaskoczony dałem się poprowadzić na zaplecze, przez które wyszliśmy do ogrodu.

Głośny jęk wydobył się z moich ust na to, co tam zobaczyłem.

Miejsce, niegdyś będące parkiem z atrakcjami, zmieniło się w polanę z kilkoma małymi, płaczącymi wierzbami, obsianą trawą. I jak tą trawą licznymi, białymi płytami ze znakiem Fairy Tail. Nie byłem w stanie ich policzyć.

- To nie jest śmieszne, nie znoszę takich żartów - zacząłem, coraz bardziej przerażony, rozglądać się po placu. Obok jednego z grobów - o tym słowie ciężko mi było nawet pomyśleć - zauważyłem czarną czuprynę lodowego młotka. W jakiś sposób mi ulżyło.

- Chcielibyśmy, żeby to był żart - szepnęła kobieta. Spojrzałem na nią z bólem i zacząłem czytać nazwiska. Levy Redfox. Gazille Redfox. Cholera, byli małżeństwem, a ja nawet nie złożyłem im gratulacji. Dalej. Jet, Droy. Elfman. Cholera jasna, nawet on?! Zbliżając się powoli do przyjaciela, czytałem kolejne płyty. Cana. Macao. Wakaba. Romeo. Lucky. Chico. Tono. Evergreen. Wendy i Charle. Nawet one! Max, Nab, Reedus, Van, Mikuni...

Dotarłem do niego i z obawą spojrzałem na nazwisko na nagrobku.

W jakiś sposób mi ulżyło, gdy zamiast spodziewanego Heartfilia, zobaczyłem na nim Loxar.

Poklepałem go po ramieniu.

- Cześć, świniooki. - Spojrzał na mnie zaskoczony.

- Natsu... - Do jego oczu napłynęły łzy. Uścisnął mnie z całej siły. Nie mogłem nie odwzajemnić tego uścisku. Cholera, co jak co, ale to był mój przyjaciel.

Znowu zmierzyłem groby wzrokiem.

Gdybym tylko tu był... Może oni teraz by żyli?

Zakląłem w myślach siarczyście.

- Dobrze widzieć, że jedno z nas jest całe. - odsunął mnie od siebie i zmierzył wzrokiem z uśmiechem. Co niby miał na myśli?

Jakby czytając moje nieme pytanie, podwinął nogawkę spodni. I wyjaśnił się powód szczęku, który wydawały jego nogi. Chociaż, powinienem raczej powiedzieć, protezy. Spojrzałem na Erzę. Przytaknęła tylko, zanim zdążyłem zapytać o jej stan.

Tym razem zakląłem pod nosem.

Pozostało jeszcze tylko jedno pytanie, jednak bałem się je zadać.

Co, jeśli ona też zginęła? Nie, tak nie mogło się stać. Ale z drugiej strony... Tylu ludzi leżało tu... A jej nigdzie nie było.

Zawahałem się. Może po prostu była na misji? Albo zaraz przyjdzie. Tak, na pewno, zaraz przyjdzie, i ją zobaczę.

Mimo swoich własnych zapewnień rozejrzałem się beznadziejnie po placu.

- Ne, Gray, Erza... - Usłyszałem cichy głos. Mirajane wyszła z gildii. - ...Powinniście się spakować. - Spojrzałem na nią zaskoczony. Gdzie niby się wybierali? Jedno było pewne. Z ich wyrazów twarzy wywnioskowałem, że to nie było NIC dobrego.

- Przynajmniej masz dobre wyczucie czasu. Jedziesz, mam nadzieję? - zapytał młotek. Spojrzałem na niego, nie rozumiejąc o co mu chodzi.

- Gray, on przecież nie wie. - warknęła Erza. Tym razem skierowałem wzrok na nią. - Chodzi o Lucy. - Mimowolnie zadrżałem na dźwięk jej imienia. - Jej ojciec nie żyje.

- Ale z nią wszystko w porządku? - zapytałem, drżącym głosem. Nie potrafiłem opisać uczucia ulgi, jakie poczułem, kiedy kiwnęła głową.

- O ile jej stan można nazwać "w porządku" - prychnął lodowy młotek. - Sama, z dala od przyjaciół. Nie mieliśmy kiedy pojechać do niej, nie widzieliśmy jej ponad miesiąc... - Zacisnął pięści. Przekrzywiłem głowę.

- Nie ma z nią Happy'ego? - zapytałem, zaskoczony. Spojrzeli na mnie jak na idiotę.

- Przecież Happy mieszka z Lisanną. - Erza uniosła brew.

- Lisanną? Jakim cudem?

- Nie było go w Edolas - mruknęła Mirajane. - Lisanna żyje. Jest na misji. - odetchnąłem ciężko.

Wymiana - Lisanna zamiast połowy Gildii?

Wolałem poprzedni stan rzeczy. Nie, żeby nie ucieszyła mnie ta wiadomość. Ciekawe, jak bardzo się zmieniła...

- Gray, Natsu... Mam nadzieję, że macie garnitury... - Erza spojrzała na nas złowieszczo, wytrącając mnie z zamyślenia.

Uśmiechnąłem się mimowolnie.

Jednak nie wszystko się zmieniło.


A w części kolejnej...

"- Zmarzniesz. - Usłyszałam jak przez ścianę i poczułam, jak okrywa moje ramiona czymś ciepłym. Po chwili objął mnie i przytulił do siebie ciasno.

Nawet nie wiem, czy podziękowałam. I tak wiedział, że byłam wdzięczna."


R&R! :3