1. Misja

-Otrzymaliśmy informacje, że niedaleko wioski przebywa jeden z członków Akatsuki-wyjaśniła piąta-Waszym zadaniem jest pojmanie go i dostarczenie do wioski.

-Mamy w trzy osoby zaatakować członka Akatsuki?- oburzyłam się.

-Pójdzie z wami Kakashi.

Potem Tsunade wtajemniczyła nas w szczegóły misji i kazała wyruszyć jutro rano.

Właśnie otwierałam drzwi domu kiedy podbiegła do mnie Sakura i pośpiesznie oznajmiła, że Naruto leży w szpitalu.

-W drodze powrotnej z misji natknęli się na jednego z Akatsuki. Podejrzewają że to Deidara.

Jak szalona pobiegłam do szpitala. Z hukiem wpadłam do budynku i zobaczyłam wychodzącą z jednej z sal czcigodną Hokage. Znacząco kiwnęła głową. Przestraszona wolno podeszłam i otworzyłam drzwi. W sali leżał cały w bandażach, nieprzytomny Uzumaki. Zbladłam. Mimo mojego pesymistycznego podejścia do życia bardzo kochałam i troszczyłam się o brata. Nie mogłam powstrzymać się od łez. Po chwili już stałam już przy łóżku i wpatrywałam się w chłopaka. W duchu modliłam się żeby nic mu nie było i w końcu się obudził. Siedziałam tak do późnego popołudnia. Gdy wróciłam do domu szybko spakowałam się na misję i położyłam do łóżka. Długo nie mogłam zasnąć. Myślałam o misji i porażce brata. „A co jeśli nam też się nie uda? -myślałam- Przecież Naruto ma w sobie lisa, a przegrał."

Następnego dnia wstałam dużo wcześniej niż zwykle. Spakowałam prowiant i wyszłam z domu. Ruszyłam w kierunku bramy. Dopiero kiedy dotarłam zauważyłam, że do spotkania jeszcze godzina więc postanowiłam pójść odwiedzić Naruto.

Ruszyłam w stronę szpitala. Po drodze spotkałam Ino.

-Ohayo Ayremi! Naruto już się obudził.

-Co z nim? Jak się czuje?

-Dobrze. Jego stan jest stabilny.

Mruknęłam jeszcze ciche „dzięki" i pobiegłam zobaczyć się z bratem

Weszłam do sali, w której leżał Naruto. Siedział na łóżku zamyślony z przymkniętymi oczami. Kiedy zrobiłam krok w jego kierunku popatrzył na mnie smutnym wzrokiem, ale nie odezwał się. Zamknęłam drzwi i podeszłam bliżej. Spoglądał przez okno w ogóle nie zwracając na mnie uwagi. Wiedziałam, że czeka aż ja zacznę, ale nie ja nie miałam pojęcia jak. Ten, nadpobudliwy i zawsze wesoły ninja siedział teraz ponury i cichy jak nigdy. Odczuwałam pewien dystans, jakby był zupełnie obcą osobą. Niezauważalnie spojrzałam na zegarek. „Jeszcze 40 minut"- pomyślałam.

-Ayremi...Najlepiej będzie jak wycofasz się z tej misji. Nie dasz mu rady. Jest za silny. Nawet ja nie dałem mu rady, a co dopiero ty...-mówił krótkimi, urywanymi zdaniami.

-Ale Naruto...-zaczęłam, ale mi przerwał.

-Ayremi, boję się o Ciebie! Tylko Ty mi zostałaś! – krzykną.

Ja już nic nie odpowiedziałam, tylko z całej siły się do niego przytuliłam. Łzy zaczęły płynąć min po policzkach. Dugo płakałam, ale w końcu zdobyłam się na odpowiedni ton, by mu odpowiedzieć.

-Nie bój się o mnie nie jestem już dzieckiem- zacytowałam jego własne słowa, które wypowiadała zawsze, gdy wyruszał na niebezpieczną misję. On tylko uśmiechną się w odpowiedzi. Pożegnałam się szybko i pobiegłam na spotkanie z reszta drużyny.

Gdy dobiegłam do bramy wszyscy już na mnie czekali. Pełni obaw wyruszyliśmy w drogę.