- W końcu cię znalazłam, Sanji.- powiedziała nawigatorka, wchodząc do męskiej sypialni. Wyraźnie wyrwała blondyna z zamyślenia, który odwrócił się od razu, ale jedynie uraczył ją uśmiechem.
- Stało się coś, Nami-san?
- Nie mogę zapanować nad tą bandą idiotów, więc nie mógłbyś zająć się sterem? Franky poszedł dopracować trochę Mini Merry.
Nie odpowiedział, tylko kiwnął głową i posłusznie skierował się na pokład. Rudowłosa spojrzała na niego podejrzliwie.
- Sanji?- zawołała za nim.- Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej, Nami-swan!- momentalnie trysnęła od niego energia, choć nie wiedział w jakim stopniu w tym momencie było to szczere.- Jesteś taka piękna kiedy się o mnie troszczysz!
- Dobrze, dobrze.- machnęła tylko ręką i wyszła pierwsza. Kuk ruszył zaraz za nią i naprawdę się cieszył, że nigdzie nie widział tego zasranego glona.
- Oi, Sanji! Jestem głodny!- zawołał Luffy, kiedy tylko zauważył blondyna i podbiegł do niego od razu, śliniąc się niemiłosiernie, przez co też oberwał jednym z kopniaków zarezerwowanych specjalnie dla niego.- A to za co?!
- Niedawno jadłeś!
- Yohohoho, panie Sanji, po cóż te nerwy w tak piękny dzień?- spytał wesoło Brook i również podszedł do kucharza, popijając herbatę.
- Łatwo powiedzieć.- ten mruknął tylko, chwytając ster. Ten dzień zdecydowanie był jednym z gorszych.
- Być może i ma pan rację. A może by tak jakaś piosenka na poprawę humoru?
- Naprawdę? W takim ra..- zaczął, ale muzyk niemal od razu mu przerwał, nawet nie słuchając.
- W takim razie wybiorę coś może z repertuaru Soul Kinga! Yohohoho.
- To po jaką cholerę mnie w ogóle pytałeś?!
Cisza. Westchnął głęboko, po czym odpalił papierosa i mocno się zaciągnął, by zaraz powoli wypuścić dym. Miał wrażenie, że znalazł się w potrzasku, a ponadto nie umiał wyrzucić go ze swoich myśli. Czuł niesmak do samego siebie, przechodziły go nieprzyjemne dreszcze, a jego żołądek był strasznie ściśnięty. I najgrorsze w tym wszystkim było to, że nie mógł wybrazić go sobie jako kobiety, którą nawet go widział. W każdej myśli Sanjiego, ten wyglądał tak samo. Jak umięśniony, tępy Marimo, z płaską klatą i penisem między nogami. To znaczy.. Wróć! Ostatniego nie było, zapomnijcie o tym.
- Głupi kucharzyno, mam coś na jutrzejszy obiad.- usłyszał za sobą i aż mocno się wzdrygnął, mimowolnie jednak patrząc w jego stronę. Zoro był cały przemoczony, a ramiona miał odsłonięte. Kucharz nawet zagapił się przez chwilę na niego, czując, że serce nieznacznie mu przyspiesza, przez co jednocześnie trochę zakręciło mu się w głowie. Dopiero po chwili zauważył ogromną rybę, leżącą za nim.
- Wrzuć ją do akwarium, glonie.- powiedział, marszcząc gniewnie brwi i odwrócił się.
- Jest za duża.
- To ją wypu..
- Rybka! Sanji, zrób jedzenie!
Roronoa oddalał się od Sanjiego coraz bardziej, a dookoła niego rozpościerała się nicość. Wszystko zdawało się nie mieć najmniejszego znaczenia, ale widok zanikającej sylwetki szermierza napawał kuka niewyobrażalnym lękiem.
- Zoro!- krzyknął za nim, usiłując dogonić, ale zdawał się nie ruszać z miejsca. Za to zielonowłosy w ogóle nie zareagował, zupełnie jakby nie był w stanie spostrzec obecności blondyna.- Zaczekaj!
Sanji czuł coraz większą rozpacz, a ból jej towarzyszący był nie do wytrzymania. Dezorientowało go to, nie wiedział co się dzieje, ale pragnął by Marimo zwrócił na niego swoją uwagę. By zawrócił.
- Zoro!- coś się stało. Tym razem mężczyzna się zatrzymał, a kucharz w końcu mógł ruszyć w jego kierunku, Kiedy podszedł, ten uśmiechnął się delikatnie.- Z czego niby się cieszysz?- blondyn warknął od razu, zaciskając pięść na jego ubraniu, a drugą chcąc mu przywalić, ale zamiast tego położył ją na karku szermierza i przyciągnął go do pocałunku. Ten bardzo szybko odwzajemnił tę pieszczotę. Ich oddechy mieszały się ze sobą, nie było pomiędzy nimi najmniejszego skrępowania. Kuk czuł ogarniającą go ulgę i rosnącą przyjemność. Silne ramiona zielonowłosego objęły go pewnie, tym samym zapewniając bezpieczeństwo. Chciał czuć je częściej.
- Szlag!- krzyknął Sanji, podrywając się z łóżka. Był cały spocony, miał ciężki oddech, a wybrzuszenie w spodenkach było nie do zniesienia. Kompletnie nie miał pojęcia co się dzieje i dlaczego.- Cholerny sen..- sapnął, a z nerwów kręciło mu się w głowie.
Położył się z powrotem, ale pewna rzecz bardzo mu doskwierała. Choć było mu wstyd i po raz kolejny miał ochotę się utopić, wsunął dłoń za materiał bokserek i dotknął swojego naprężonego penisa, który aż prosił się o uwagę. Zagryzł mocno dolną wargę i zaczął poruszać dłonią, na zmianę, do góry i na dół, co jakiś czas zaciskając palce trochę mocniej albo drażniąc główkę męskości. I przeklinał się za to, że w tym momencie niemal czuł wargi tego zasranego Marimo na swoich, zupełnie jakby jego sen był bardziej rzeczywisty niż powinien.
Minęła chwila, a sperma trysnęła z jego penisa, brudząc bieliznę mężczyzny. Jego dłoń lepiła się od tej lekkiej mazi, a kiedy wstał, biała stróżka spłynęła po jego udzie.
- Jeszcze tego mi brakowało.- burknął, wycierając ją pospiesznie, po czym udał się prędko pod prysznic. Właściwie, to był zdziwiony, że Luffy go jeszcze nie obudził, dopraszając się o śniadanie, zwłaszcza, że tego dnia kuk wstał jako ostatni. Jak nigdy. Pewnie już od dawna sam okupuje kuchnię.
Prysznic zdecydowanie go odprężył. Woda była letnia, a to uczucie, kiedy spływała wzdłuż całego jego ciała, opłukując ze wszystkich brudów i oczyszczając nawet umysł, było niepowtarzalne. Tego mu było potrzeba, nie miał najmniejszej ochoty przerywać tego niezaprzeczalnego spokoju. Na pewno nie teraz.
- Wygrałem!- zaśmiał się wesoło kapitan, na co Usopp rzucił kartami, z miną pełną niedowierzania.
- Na bank oszukiwałeś!- zawołał, sprawdzając kolejno wszystkie karty.
- Co? Jak to?- spytał Luffy, patrząc na niego bez odrobiny zrozumienia.
- Agh! To przecież niemożliwe!
- To było niesamowite.- mruknął Chopper, zupełnie nie przejmując się swoją porażką.
- Prawda?- czarnowłosy znowu się zaśmiał, klepiąc go w przyjacielskim geście po ramieniu.
- Przestańcie się tak wydzierać.- ziewnął Zoro, uchylając powieki i niechętnie obrzucił tę trójkę gniewnym spojrzeniem. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że ktoś bardzo uważnie mu się przygląda.
- Cóż to za żywy wieczór.- uśmiechnęła się Robin, wychylając nos zza czytanej właśnie książki, a Nami wywróciła oczami.
- Zwiariować z nimi idzie.
- To całkiem miłe uczucie.- powiedziała, mrużąc lekko powieki, kiedy poszerzyła minimalnie uśmiech, po czym wróciła do swojej lektury. Rudowłosa natomiast wzruszyła ramionami i poszła do kuchni po piwo.
- Yohohoho, czy nie zechciałbyś pokazać mi swoich majtek?- spytał Brook, kiedy go mijała, przerywając grę na gitarze, co od razu skończyło się bolesnym guzem.
- Nigdy w życiu!
- Zobaczcie mój suuper taniec!- krzyknął Franky, zaczynając wywijać na środku statku, co szczerze rozbawiło resztę załogi.
- Nie da się tu pospać.- powiedział Roronoa, dźwigając się na nogi. Nie miał ochoty teraz siedzieć w ich towarzystwie, był naprawdę zmęczony, więc postanowił udać się do swojej siłowni. Sanji patrzył jak ten odchodzi, mając nieodpartą potrzebę, by ruszyć zaraz za nim, czego zupełnie nie rozumiał. Wahał się, ale w końcu instynkt wziął górę.
- Gdzie idziesz?- spytała z uśmiechem Nami, widząc jak kucharz odchodzi i upiła kilka łyków piwa. Blondyn speszył się na chwilę.
- Muszę pogadać z tym glonem.- powiedział i przyspieszył, nim zdążyła zapytać o coś jeszcze. W końcu co miał jej powiedzieć?
Wspiął się na górę i wszedł do środka. Zoro leżał na kanapie, więc Sanji postanowił podejść do niego na bezpieczną odległość. Przyglądał mu się przez moment. Oddech zielonowłosego był nierówny i nawet cicho pochrapywał, był skrzywiony, a prawy kącik jego ust był odrobinę zaśliniony. Mimo to, kucharz poczuł, że jego serce zaczyna walić jak oszalałe, a na twarzy wyskakują mu dwa blade rumieńce.
- Co ja, do cholery wyrabiam..- mruknął do siebie i podszedł jeszcze bliżej. Kucnął przy nim i wytarł ślinę Marimo, wzdychając głęboko. Jego żołądek był ściśnięty do tego stopnia, że miał ochotę zwymiotować. To zdecydowanie nie było normalne.
I nie kontrolując już nawet samego siebie, nachylił się nad Zoro i złączył ich usta w pocałunku.
