Nie wiem, chyba nie potrafię się nie dzielić. Za długo zalega mi na dysku i kiśnie, poza tym trochę mi się nudzi. Kiedy mi się nudzi, dzielę się wszelaką twórczością. Proszę.

Rozdział 1

Zielony pokój z klamkami

Skręcało ją na samą myśl, że ma otworzyć te białe drzwi i wejść do środka.

Hermiona przekroczyła próg pomieszczenia, wiedząc, że być może ma zamiar stawić czoła czemuś, co ją przerasta. Czuła się nieprzygotowana, a jednocześnie miała tę świadomość, że to nie było coś, na co mogłaby się przygotować. Kiedykolwiek.

Zaskoczyło ją to, co zobaczyła w środku. Już na pierwszy rzut oka było widać, że podporządkował sobie wnętrze. Ściany nie miały żadnego z tych mdłych kolorów – były ciemnozielone. Musiał rozkazać przemalować ten pokój. Ktoś, mimo dziwacznej prośby, musiał go posłuchać. W środku było ponuro, ale gustownie. Meble też nie mogły być tutejsze. Skąd je wziął? Okradł gabinet dyrektora placówki?

Dopiero kiedy omiotła wzorkiem pokój, przeniosła wzrok na niego. Dobrze wiedziała, gdzie jest, od pierwszej sekundy, ale opóźniła to spotkanie spojrzeń, jak tylko mogła.

On przeniósł na nią swój wzrok powoli, niemalże ze znudzeniem, pewnie spodziewając się kogoś z tutejszego personelu. Kiedy ją zobaczył, wbrew jej obawom w jego oczach nie pojawiło się nic, co mogłoby wskazywać, że go zainteresowała, a tym bardziej nic sugerującego rozpoznanie.

W tym widoku najbardziej wstrząsnęło ją to, że wyglądał jak człowiek. Patrzył na nią przez szare, lekko poczerwienione oczy. Chyba wciąż bolała go głowa, ponieważ jedną dłoń miał przyłożoną do skroni.

– Kim pani jest?

– Anne Davies. Dzień dobry.

Przez chwilę bała się, czy nie będzie chciał podać jej ręki. Nie podał.

– Nie pytałem, jak się pani nazywa, a kim pani jest. Co panią tu sprowadza?

Jego głos było nieco inny niż pamiętała. Nie było w nim okrucieństwa. Właściwie nic w nim nie było poza zmęczeniem i irytacją.

– Poproszono mnie, bym do pana zajrzała. – Zerknęła w stronę krzesła, które stało pod ścianą, dość daleko od fotela, w którym teraz siedział, co najzupełniej ją satysfakcjonowało. Usiadła i założyła nogę na nogę. – To ja pana znalazłam. Myślą, że może mogłabym panu pomóc przypomnieć sobie cokolwiek.

– Lekarz powiedział mi tylko tyle, ile jemu samemu powiedziano. Oczywiście, chcę wiedzieć wszystko. Chcę wszystkiego, co pani pamięta.

Wstał ze swojego fotela i podszedł do niej z jakimś bliżej nieokreślonym zamiarem, którego chyba sam nie rozumiał. Nie mógł przecież tego zrobić, prawda? Kiedy jej serce zamarło, on tylko wzruszył ramionami. Do siebie. Odwrócił się na pięcie i wycofał na swoje miejsce lekko zirytowany tym, że wciąż nie mówiła. Uniósł oczekująco brwi.

Hermiona otrząsnęła się.

– Siedział pan na ławce w parku, którą mijałam. Z głową opartą na piersi i rękoma założonymi na siebie wyglądał pan… jakby uciął sobie drzemkę. Tyle że mnie coś tknęło, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. To nie jest najbardziej bezpieczna okolica. Przyszło mi do głowy, że ktoś mógłby chcieć wykorzystać pana stan, a może już to zrobił. Mój głos pana nie zbudził. Nieśmiało panem potrząsnęłam, wtedy pan opadł na ławkę i zdałam sobie, że jest pan nieprzytomny. Później…

– Nie potrzebuję bajki, tylko faktów – wyrzekł ostro.

– Nie musiałam tu przychodzić, ale przyszłam.

Podniosła się z krzesła z zamiarem opuszczenia pokoju.

– Pani nie ma pojęcia, jakie to uczucie – wysyczał gorzko. – Być nikim, nie mieć nic, czego można by się uczepić.

Wiedziała.

– Pewnie nie – odparła, na powrót siadając. Właściwie miała ochotę wiać, ile sił w nogach, ale powstrzymała się. Zaskoczył ją nieco tymi słowami. Zresztą, wiedziała, że teraz nie pozwoli jej na odejście.

– Wie pani, co to znaczy nie móc sobie nic przypomnieć na swój temat? Mam świadomość, że być gdzieś tam może czeka na mnie życie, które ze względu na moją nieobecność właśnie się wali. Mam to uczucie, że nie powinno mnie tu być, że ucieka mi wiele ważnych spraw. Może bankrutuje moja firma, może mam żonę i dzieci, którzy wariują beze mnie, a ja tu tkwię, zupełnie bezczynnie... – Miała ochotę się zaśmiać. Ten ostatni domysł był akurat niedorzeczny. Chyba też zdał sobie z tego sprawę, ponieważ pokręcił głową. – Nie, raczej nie mam rodziny.

– To jest coś, prawda? – spytała cicho. Jej głos nie wskazywał na prawdziwe zainteresowanie. Brzmiała jak znudzona terapeutka. – Raczej nie ma pan rodziny.

Spojrzał na nią z czymś przypominającym pogardę. Widziała, że jej obecność nie sprawia mu przyjemności. Trudno, żeby było inaczej. Pewnie niczyja obecność nie sprawiała mu przyjemności. Czuł podświadome obrzydzenie wobec każdego człowieka, który starał się mu pomóc odzyskać siebie. Jego irytacja przybierała na sile z każdą ich bezsensowną próbą. Czuł, że były one idiotyczne i jego gniew rósł. Było w nim mnóstwo gniewu. Wszystko było nie takie, jak być powinno.

Nie miała pojęcia, dlaczego postanowił nagle się z nią tym podzielić.

– Zdążyłem już przeczytać na temat amnezji wszystko, co było tylko możliwe. Poddawano mnie wielu badaniom. Rezonans magnetyczny nie wykazał żadnych zmian. Prócz tego, że nie mam pamięci, jestem najzupełniej zdrowy. Żadnego urazu fizycznego, co znaczy, że coś innego musiało wywołać tę amnezję.

– To mógł być ogromny wstrząs psychiczny. Może to amnezja afektywna…

– Pani również jest lekarzem?

– Nie, ale jestem ciekawska. Także co nieco czytałam.

– Czy ja wyglądałem na kogoś, kto przeżył coś strasznego? – spytał. – Nie – odparł za nią. – To musiałoby być coś… – Zawahał się. – Nie wydaje mi się, bym mógł być zwykłym człowiekiem.

Miała ochotę prychnąć.

– Pana ubrania nie miały metek. Powiedziano to panu?

– Tak?

– Czekając na pogotowie, szukałam telefonu czy portfela, czegokolwiek, co mogłoby pomóc ustalić pana tożsamość. Nie znalazłam nic. W dodatku wszystkie metki w pana ubraniach były odprute. – Pod wpływem jego intensywnego spojrzenia dodała: – Jestem prywatnym detektywem. Umiem dociekać, dostrzegam szczegóły. U pana nie było z czego dociekać, ponieważ nie było żadnych szczegółów. Być może ktoś chciał, by nie można było pana zidentyfikować.

Od początku miała zamiar pojechać po bandzie i właśnie to robiła.

Nie potrafiła nic wyczytać z jego twarzy.

– Prościej byłoby mnie zabić – dodał wreszcie półgłosem.

Oczywiście, że byłoby prościej. Tyle że nie dla niego. Nie zasługiwał na śmierć.

– Może miał pan litościwego przeciwnika… a może wręcz przeciwnie – powiedziała cicho. Jej oczy zabłysły w ciemnym kącie pokoju.

– To zbyt daleko idące wnioski – dodał, patrząc na nią złowrogo.

– Oczywiście.

Przez chwilę mierzyli się na spojrzenia.

– Ubrania nie miały metek… Byłem jednak dość zamożnie ubrany, prawda?

– Nawet bardzo zamożnie.

– Tym bardziej – mruknął do siebie. Arogancki sukinsyn, pomyślała ze wstrętem. – O zamożnych ludzi zazwyczaj ktoś się upomina. Mają konta w bankach, swoje zobowiązania. Powinien już się ktoś znaleźć. Ktokolwiek.

– Może był pan szpiegiem, a może obcokrajowcem – powiedziała, na pół kpiąc.

Wiedział, co robili szpiedzy, choć nie przychodziły mu do głowy żadne obrazy. Powinien pamiętać jakiś film szpiegowski, który oglądał, książkę, którą czytał. Nic mu się nie przypominało poza tytułami, a i ich nie był zupełnie pewien.

Spojrzał na swoje gładkie, zadbane dłonie i palce o równo wypiłowanych paznokciach. Nie uniknęła zwrócenia uwagi na to, w jaki sposób jeszcze przed chwilą masował palcami poręcze fotela. Tak obrzydliwie sensualnie, jakby to wcale nie były poręcze, a kobiece kolana. Było jej niedobrze, gdy na nie patrzyła, a jednocześnie nie mogła oderwać wzroku. Miał ładne dłonie, ale jej nie kojarzyły się one z niczym dobrym.

– Raczej nie – odparł po chwili, tonem, który sugerował, że przez chwilę jednak wziął tę możliwość pod uwagę. – Choć wczoraj odkryłem, że znam francuski. Dziś, między innymi skacząc po kanałach, uzmysłowiłem sobie, że właściwie znam całkiem sporo języków. Znam też arabski, włoski, rosyjski, hiszpański, niemiecki, norweski, chiński, hebrajski, łacinę i grekę.

– Naprawdę? – Sama się zdziwiła. – Imponujące. To by potwierdzało wersję szpiegowską.

– Dobrze pani wie, że nie byłem żadnym cholernym szpiegiem i raczej wiem, w jakim języku myślę – warknął.

Wstał gwałtownie, co wywołało u Hermiony nagłe spięcie się, ale stanął przed lustrem, kolejny raz przyglądając się swojej twarzy – wiedział, że przystojnej.

– Nie mogę mieć więcej niż czterdzieści lat. Znam jedenaście języków obcych… Byłem zamożnym i zdecydowanie wykształconym człowiekiem. Wiem, bo przypominam sobie dużo faktów, z różnych dziedzin. Po części uświadamiali mi to lekarze, chcąc pomóc mi ustalić choćby mój możliwy zawód, po części uświadamiałem je sobie sam, rozmyślając o różnych rzeczach, bezskutecznie próbując sobie przypomnieć, skąd wiem to, co wiem. I powoli dochodzą do mnie rzeczy, które wiem. Jakby wyłaniały się z mgły... Coś podpowiada mi, że kiedy człowiek sobie coś przypomina, naturalnym jest, że widzi też okoliczności, w których na przykład czegoś się dowiedział, widzi strony książek, które czytał…

– Niekoniecznie. Nie wszyscy są wzrokowcami.

– Ja jestem. I wiem, że lubię książki. U mnie nie pojawia się jednak nic, same informacje, żadnego źródła, żadnego obrazu, tym bardziej dźwięku… – Słuchała w milczeniu, nagle zupełnie pochłonięta tym, co mówił, a może tym, jak mówił. – Z drugiej strony zdaję się mieć straszne zaległości w prostych dziedzinach. Niektóre rzeczy, o których mi się mówi, wydają mi się dziwne, abstrakcyjne, niewyobrażalne nawet.

– Może był pan szalonym, genialnym naukowcem, który przeprowadził eksperyment na samym sobie. Jak widać, ten ostatni nie powiódł się – wycedziła z udawanym przejęciem.

– Dlaczego miałbym być szalony?

– To był luźny pomysł. Wydaj mi się pan dość osobliwy.

– Ja tylko straciłem pamięć.

Uniosła brwi.

– Jak pan chce. – Zerknęła nerwowo na zegarek. – Muszę już iść. Wpadłam tu w przerwie pracy – powiedziała, nagle wstając. Znów uniósł brwi. – Przykro mi, że nie mogłam pomóc… Żegnam więc.

Zerknęła jeszcze ku niemu przelotnie i nie czekając na jego odpowiedź, ruszyła ku drzwiom.

– Pani tu jeszcze wróci.

Zamarła, sięgając po klamkę.

– Dlaczego pan tak uważa?

– Pani jest zaciekawiona. Nie miała pani jeszcze takiej łamigłówki, prawda?

Zatrzasnęła za sobą białe drzwi. Nawet kiedy znalazła się za nimi, nie mogły oddzielić ją od wrażenia, jakie wywarł na niej ten człowiek. Ktoś zupełnie inny, a jednak – on. Wciąż go nienawidziła, nie mogłoby być inaczej, a jednocześnie wiedziała, że ma rację. Była ciekawa, bardzo ciekawa, co z tego wszystkiego… z niego wyniknie. Mogła zabrać światu czarodziejskiemu tyrana i psychopatę, ale kogo przyniosła światu mugolskiemu?

Nie była absolutnie pewna swojej decyzji, a jednocześnie miała świadomość, że nie potrafiłaby uczynić nic innego. Nie mogłaby go zabić. To nie byłoby właściwe.

Kiedy wyszła z budynku, zaczęła dyszeć tak, jakby ktoś trzymał ją za gardło i dusił. Przytuliła się do ceglanej ściany. Dopiero teraz doszło do niej, ile wysiłku kosztowała ją ta rozmowa.

Kiedy wyszła, człowiek pozbawiony pamięci zdał sobie sprawę, że owa kobieta była pierwszą osobą, której sam nie wyrzucił za drzwi. Wydawała mu się nie tyle znajoma, co pożądana. Właściwa osoba, we właściwym czasie i miejscu.

Anne Davies. Nie miał zamiaru zapomnieć.