Lato 1996 roku było dla mieszkańców Little Whinging w Surrey, niezwykle pochmurne. Nerwowi mieszkańcy mogliby to uznać za zwiastun czegoś złego, gdyż przygnębiająca i wręcz mroczna pogoda, męczyła ich już drugi tydzień. Jest jednak osoba, która widziała w tym idealne odwzorowanie swojego samopoczucia. Mieszkał przy Privet Drive 4. Był to prawie szesnastoletni czarodziej, o potarganych czarnych włosach z okrągłymi okularami na nosie. Najbardziej jednak wyróżniała go blizna w kształcie błyskawicy, a także historia, którą wielu dobrze zna. Harry Potter był znanym czarodziejem, lecz niewielu wiedziało jak się teraz czuł. A czuł się okropnie samotny.

- Naczynia są do pozmywania chłopcze! Myślisz że to hotel, nieudaczniku?! Złaź na dół dziwolągu!

Harry ani myślał posłuchać. Miał już tego dosyć i nie zamierzał dawać sobą dalej pomiatać. Bał się jednak, że wybuchnie i użyje magii, wolał więc zachować dystans i udawać że nie słyszy. Wiedział, że mimo wszystko jeśli zostanie w pokoju to małe szanse by wuj po niego przyszedł. Nie chciałoby mu się wchodzić po tylu stopniach dla kogoś tak nieistotnego.

- Syriuszu. Co ja bym dał by móc z tobą mieszkać.

Już nie poraz pierwszy mówił coś takiego sam do siebie. Nie mógł się pogodzić ze śmiercią swego ojca chrzestnego. Poza tymi idiotami na dole nie miał już nikogo w swojej rodzinie. Targały nim różne emocje lecz ostatnio to nie złość brała górę, a smutek i samotność. Czuł się jak w lochach jakiegoś zamku, gdzie światło nie docierało.

Spojrzał na Hedwige, swoją sowę. Szkoda że nie może z nią porozmawiać. Ona mogła jedynie słuchać, a on mówić i udawać, że ta go rozumie. W całym pokoju leżały sterty gazet traktujących o Złotym Chłopcu, czyli o nim, oraz o nowym ministrze - Rufusie Scrimgeurze, a także o niezliczonych atakach śmierciożerców i środkach ochrony zalecanych przez ministerstwo. Harry miał już dosyć tych artykułów.

Nagle coś usłyszał. Jakby pyknięcie aportacji. Lecz co dziwne, dobiegało z jego kufra, który stał nadal nierozpakowany obok łóżka. Był gotów uznać, że mu się wydawało, jednak z braku innego zajęcia czy celu postanowił się upewnić. Otworzył wieko i spojrzał na niezbyt ładnie ułożone szaty, przybory szkolne i książki. Coś jednak nie pasowało. Była to duża księga w czarnej oprawie z metalową klamrą i okuciami na narożnikach. Wziął ją i zdziwił się, była bowiem o wiele cięższa niż się spodziewał. Na przodzie widniał znak, jakby trójkąt, a w nim pionowa kreska i kółko. Pod tym znakiem widniał tytuł.

- Ród Peverell, Strażników Śmierci - przeczytał na głos.

Coś mu mówiło, że nie powinien czytać tej księgi. Jednak coś innego wygrało i postanowił ją otworzyć. Jednak klamra była zamknięta i w dodatku nie miała żadnej dziurki od klucza. Zastanawiał się nad zaklęciem ale wolał nie ryzykować. Przyjrzał się bliżej zamknięciu i dostrzegł, że w miejscu gdzie powinna być dziurka na klucz widnieje wyżłobienie. Przypominało kroplę. Łzę lub, na co chłopak stawiał, kroplę krwi. Wiedział już jak otworzyć księgę. Wszystko krzyczało by tego nie robił, lecz za długo starał się znaleźć sposób na nie myślenie o Syriuszu, by teraz nie skorzystać z takiej możliwości. Pośrodku wyżłobienia była mała, ledwo dostrzegalna dziurka. Wiedziony przeczuciem, przyłożył palec wskazujący do żłobienia. Poczuł małe ukłucie i syknął. Kiedy spojrzał na palec, zobaczył maleńki punkcik krwi, który najpewniej zaraz się zagoi.

Księga zaczęła lekko wibrować i wydawać lekki szeleszczący dźwięk. Wtedy klamra odskoczyła. Pełen ekscytacji, otworzył ja na pierwszej stronie i spojrzał zaszokowany.

Witaj Harry Potterze, potomku wspaniałego rodu Peverellów. Magia krwi dała ci dostęp do tej księgi, która zawiera wszelką wiedzę zebraną przez pokolenia. Tylko ta krew daje prawo otworzyć i czytać tą księgę. Innych, którzy bezprawnie chcą dostąpić tego zaszczytu, spotka sroga kara. W drodze po kartach wiedzy Prevellów towarzyszyć będę ci ja, czyli Przewodnik. Możesz pisać do mnie na pierwszej lub ostatniej stronie, bądź mówić na głos, wywołując mnie hasłem: Przewodniku Słuchaj.Pamiętaj by zawsze zamykać księgę i strzec jej przed innymi.

Kiedy Harry skończył czytać, tekst znikał. Miał niemiłe skojarzenia z dziennikiem Riddla. Lecz bardziej zajęło go myślenie o rzekomym byciu potomkiem Peverellów. Nie kojarzył tego rodu, jednak nie dziwiło go to skoro wychował się w mugolskim świecie. Wziął pióro i napisał w księdze.

Opowiedz mi o rodzie Peverellów. Nie wiedziałem, że jestem ich potomkiem, nic o nich nie wiem.

Ledwo skończył pisać, tekst zniknął i pojawiła się odpowiedź.

Opowieść o tym rodzie jest długa i mroczna, lecz nie mniej fascynująca. Jeśli zechcesz mogę ci to przedstawić w formie tekstowej, mogę też zabrać cię w podróż niczym w mysloodsiewni. Wybór należy do ciebie.

Nie pasowała mu opcja druga. Na pewno nie po tym co miał z Riddlem. Napisał więc.

H: Na razie preferuje w formie tekstowej. Wpierw jednak napisz proszę kim ty jesteś. Jak mam cię traktować? Jesteś żywy, może jesteś wspomnieniem?

P: Jestem Przewodnikiem. Nie martwym nie żywym. Mam wiele wspomnień lecz nie swoich. Można by powiedzieć, że jestem pewnym rodzajem świadomości, lecz bardzo ograniczonej. Moja moc dotyczy jedynie Księgi i tego co w niej zawarte. Niemniej możesz mnie traktować jak wolisz. Twoi przodkowie różnie do tego podchodzili. Powinieneś jednak pamiętać, że jestem tylko książką, mimo że magiczną, która ma służyć Rodowi Peverellów, a co za tym idzie teraz moim panem staje się Ród Potterów. Stworzony zostałem jeszcze przed Peverellami. Nazwisko się zmienia, Magia Krwi natomiast nie. Wyczuwam, że chcesz o coś zapytać?

H: Tak. Kto Cię stworzył?

P: Potężny czarodziej, lecz jedna z zasad jakie stworzył, a które się mnie dotyczą, mówi iż nie mogę wyjawić jego tożsamości. Wybacz, że teraz ja zadam pytanie, ale jest to moją powinnością. Główny przedstawiciel rodu ma nade mną największą władzę. Może między innymi zdecydować co ma przedstawiać książka na okładce. Głowa Rodu Peverellów, Antioch, zdecydował o nazwie i symbolu, które widziałeś. Teraz ty możesz to zrobić, nie musisz się jednak spieszyć.

H: Na razie nie będę zmieniał. Wyjaśnisz mi proszę symbol z okładki?

P: Oczywiście. Jest to symbol trzech braci Peverellów, Antiocha, Kadmusa i Ignotusa. Od tego ostatniego pochodzisz ty. Byli oni wspaniałymi czarodziejami, jednymi z najpotężniejszych tamtych czasów. Antioch, najstarszy, był wytwórcą różdżek i wspaniałym wojownikiem. Kadmus był alchemikiem i romantykiem, zaś Ignotus, najmłodszy, był niczym księga, czytał je bowiem wszystkie i znał wiele sztuk magicznych i zaklęć, więcej niż ktokolwiek. Trzej bracia z różnych powodów starali się wspólnie odnaleźć Strażnika Śmierci, którym zawsze zostawał najstarszy w rodzie, ustępując miejsca synowi. Tradycja ta sięgała wiele rodów wstecz, lecz skończyła się na trójce Peverellów. Chcieli oni zniszczyć tą starożytną magię, uznawali ja za klątwę. Tak więc we trójkę używając swojej wspólnej wiedzy oraz magii krwi, odnaleźli ówczesnego Strażnika, odebrali mu Różdżkę, Kamień i Pelerynę i doprowadzili tym samym do jego odejścia na drugą stronę. Najstarszy brat posiadł Różdżkę będącą największym katalizatorem magii, drugi - Kamień pozwalający zajrzeć na drugą stronę - w zaświaty, trzeci zaś Pelerynę dzięki której można było żyć w ukryciu. Niestety dwaj pierwsi bracia zginęli szybko, trzeci zaś ukrył Księgę i postanowił sam się ukryć. Sądził bowiem, że gdy umrze stanie się kolejnym strażnikiem. Niestety nie zdążyłem go powiadomić, że by tak było musi posiadać Różdżkę, Kamień i Pelerynę oraz umrzeć oczywiście. Tak więc jak się domyślam od tamtych czasów aż do teraz nikt nie odnowił służby. Symbol o który pytasz to właśnie połączenie Peleryny, Różdżki i Kamienia.

Harry musiał przetrawić nagły ogrom informacji. Zdawało się, że te wakacje będą o wiele ciekawsze niż się spodziewał. Postanowił zadać kolejne pytanie.

H: Kim byli Strażnicy Śmierci?

P: Odpowiedz nie jest łatwa, nie posiadam całej wiedzy o nich gdyż to zakazane. Wiem jednak, że istnieli oni na granicy świata żywych u umarłych. Strzegli oni Praw Śmieci oraz odprowadzali duszę zmarłego tam gdzie powinna trafić. Potrafili też wykonywać wyroki na łamiących Prawo Śmierci. Strażnikiem stawał się zawsze człowiek będący głowa Rodu. Kiedy umierał, obejmował należne mu stanowisko, a jego poprzednik odchodził w spokoju. Wiem że przed tą tradycja, bardzo dawno temu, Strażnicy wybierani byli inaczej i pełnili funkcje przez pokolenia.

H: To zadziwiające. Czy jesteś w stanie uczyć mnie o moich przodkach oraz przekazać mi ich wiedzę, również praktycznie?

P: Oczywiście.

Harry cieszył się jak nigdy. Zapowiadało się coś wspaniałego. Nagle przyszło mu coś do głowy.

H: Pisałeś, że możesz zmienić tekst i symbol z okładki. Kolor również?

P: Owszem.

H: Tak więc zmień proszę kolor na czerwony, tytuł zaś na Ród Potterów, Walecznych. Jako symbol użyj mojej blizny w kształcie błyskawicy. Wiesz jak ona wygląda?

P: Dotykając księgi, możesz przekazać mi obraz myślami. Skup się na tym co chcesz żebym zobaczył i świadomie pozwól by ta myśl popłynęła

Harry zrobił jak kazał Przewodnik. Poczuł że księga zaczęła wibrować i wówczas zmieniła kolor oraz tytuł i symbol. Teraz była czerwona, tekst zaś i błyskawica były koloru złotego. Jego nastrój zmienił się. Miał teraz cel, któremu postanowił się całkiem oddać. Poza tym jeśli miał pokonać Voldemorta to zwykle zaklęcia i wiedza ze szkoły mu nie wystarczą.

Przez następne dwa tygodnie pogoda zmieniła się całkowicie. Było upalnie i wiał lekki wietrzyk. Harry dowiedział się sporo o rodzie Peverellów oraz poprzednich rodach. Uzupełnił też informacje, które posiadał o Potterach. Niestety nie wiedział zbyt wiele. Na pewno w dawnych czasach linia męska Peverellów wygasła i kobieta na której kończyła się linia, poślubiła Pottera. Tak Magia Krwi przechodziła na kolejne rody. Nauczył się też teorii odnośnie wielu zaklęć, pogłębił też wiedzę o eliksirach i historii. Ku jego zdumieniu było to bardzo interesujące. Najwidoczniej to kwestia nauczyciela.

Tydzień po odnalezieniu księgi, Harry dostał list od dyrektora, który bardzo go ucieszył.

Drogi Harry,

Jeśli nie masz nic przeciwko temu, to pojawię się w Twoim domu przy Privet Drive nr 4 w najbliższy piątek o godz. 11 wieczorem, żeby Cię zabrać do Nory, dokąd zostałeś zaproszony na resztę wakacji.

Jeśli się zgodzisz, chciałbym również, żebyś po drodze do Nory pomógł mi w pewnej sprawie. Wyjaśnię Ci, o co chodzi, kiedy się się spotkamy.

Bądź uprzejmy wysłać odpowiedz przez tą samą sowę.

Mając nadzieję ujrzeć Cię w piątek,

pozostaję szczerze Ci oddany

Albus Dumbledore

Harry tak się zagłębił w nauce, że nie zauważył kiedy nadszedł dzień przybycia Dumbledora. Jednakże dzień wcześniej coś postanowił. Księga uczyła go wielu rzeczy, lecz nie tylko magicznych. Zaczął także rozumieć pewne sprawy. Dursleyów nienawidził. Mimo to byli jego rodzina i byli powiązani z nim krwią. Co więcej dawali mu dach nad głową i jakby nie traktowali, chcąc nie chcąc zapewniali mu w ten sposób bezpieczeństwo. Postanowił wyjaśnić im kilka rzeczy nim przybędzie dyrektor.

Zszedł więc na dół i zrobił śniadanie nim ktokolwiek wstał. Gdy reszta lokatorów przybyła wiedziona zapachem, stanęli zdziwieni i patrzyli podejrzliwie na przepyszna jajecznicę z bekonem.

- Nie martwcie się nie chce was otruć. Chce jednak porozmawiać poważnie, jednak po śniadaniu.

Po tych słowach miny jego krewnych wyrażały zdziwienie jak nigdy wcześniej. Nie odmówili jednak jedzenia i zasiedli do stołu, nawet pozwalając na to samemu Harry'emu. Po skończonym śniadaniu wszyscy patrzeli na niego nadal podejrzliwie.

- Tak więc - zaczął Harry powoli - Pozwólcie, że wpierw powiem co chciałem, dajcie mi dokończyć. Trwa wojna w świecie czarodziejów i odbija się ona również w waszym. Wiele z tych ostatnich dziwnych zdarzeń, zawalenie mostu czy zniknięcia ludzi to efekt działania czarnoksiężnika Lorda Voldemorta i jego ludzi. Ja i wielu innych w tym Zakon Feniksa, walczymy z nimi. W dodatku są powody z których wynika, że to ja mam pokonać Voldemorta. Chce przez to powiedzieć, że mimo iż nie lubimy się nawzajem to jestem wam wdzięczny, że pozwalacie mi mieszkać w wakacje pod waszym dachem. To daje mi magiczną ochronę. Poza tym jesteście moja jedyna rodzina, gdyż ... pod koniec tego roku szkolnego zginął mój ojciec chrzestny.. Syriusz. - ostatnie słowa były dla niego bolesne lecz mówił dalej - Nie chce żyć w nienawiści z rodziną więc proponuje wam coś w rodzaju zakopania topory wojennego. Zapewniam też, że będę o was pamiętał i zapewnię bezpieczeństwo. Postaram się też byście nie zauważyli tego bowiem, że nie lubicie magii. Ostatnia sprawa to, że o 11 przybędzie Albus Dumbledore, dyrektor Hogwartu. Zabierze mnie na resztę wakacji. Proszę byście go przyjęli .. normalnie. To tyle.

Dursleyowie wyglądali jakby dostali bardzo trudna zagadkę do rozwiązania. W końcu odezwała się ciotka Petunia.

- Doceniam chłopcze, że podziękowałeś. Nie jesteś jednak aż tak spaczony. A ten .. Voldemort, on przecież nie żył. - ciotka mówiła z oporem, a wuj wytrzeszczał oczy słysząc jej słowa.

- Nie zginął jak się okazało i z czasem odzyskał moc. Teraz jest nawet silniejszy niż ostatnio. Wie ciotka że to on zabił moich rodziców i wielu zarówno czarodziejów jak i mugoli? - Harry już nie pierwszy raz zauważył, że jego ciotka siłą rzeczy wie trochę o świecie czarodziejów.

- Tak, pamiętam opowieści twojej matki. I twój dyrektor kiedyś wspomniał o nim. - spojrzała na męża - Myślę że skoro takie czasy nastały w ich świecie to lepiej przyjąć propozycje Harry'ego, Vernonie.

Wuj czerwony na twarzy i z oczami dalej niż kiedykolwiek, wziął w końcu głęboki wdech i powiedział.

- Dobrze. Zgadzam się, ale nie myśl, że będziemy cię traktować jakoś wyjątkowo. I nie chce by mi się tu dziwolągi pałętały. Dzisiaj to wyjątek bo, jak mówiłeś, gościu cię stąd weźmie. - powiedział to na jednym wydechu jakby bał się, że nie da rady wykrztusić reszty jeśli przerwie.

- Dziękuję, naprawdę nie wymagam nic więcej. - Harry odetchnął po tych słowach.

Na szczęście nie pytali o Syriusza. Mimo, że dzięki księdze już znacznie lepiej radził sobie ze stratą, to nadal był to bolesny temat.

Milczeniem uznali rozmowę za skończoną. Harry poznawał po śniadaniu, co znowu wywołało dziwne spojrzenia rodziny, po czym udał się do pokoju. Posprzątał, sprawdził czy wszystko spakował i co najważniejsze, schował dobrze księgę. Jak się okazało księga na jego polecenie mogła się zmniejszyć, dzięki czemu bez użycia magii mógł ją schować do kieszeni w małym formacie. Jednak ciężar pozostawał i nie mogła tego zniwelować żadna magia. Jedynie poprzez zgłębianie wiedzy i naukę z tej księgi, mógł stopniowo sprawić że traciła na wadze.

Usiadł na łóżku. Jeszcze godzina. Spędził ją na napawaniu się uczuciem spokoju. Dawno nie czuł czegoś takiego. Ulgi, zrzucenia tego co mu ciążyło na duszy i sercu.