Rozdział 2.
Prawie wbiegnięcie w zwartą grupę, przy jednoczesnym pozostaniu niezauważonym nie było niczym nowym dla Teodora Tonksa. Jakby status mugolskiego pochodzenia automatycznie zapewniał mu niewidoczność. Pozorną oczywiście. W pewnych kręgach w dobrym tonie było, takich jak on nie zauważać. Tym razem, mimo iż niemal potrącił kilku pierwszorocznych uczniów, to dla nowego prefekta naczelnego, Lucjusza Malfoya, był mniej istotny, niż bucząca mucha. Ted zmarszczył brwi. Wiedział wcześniej o tegorocznych nominacjach zarządców, bowiem Dubledore wysłał mu sowę pod koniec sierpnia. Wtedy został poinformowany o niefortunnej sytuacji, w jakiej się znalazł. Na dziecięciu prefektów, on jeden był mugolskiego pochodzenia, Anne z Gryffindoru oraz Eva z Ravenclawu były półkrwi, resztę stanowili czystokrwiści, z czego cztery były z wyższej sfery. I z tych arystokratów, wywodziła się dwójka prefektów naczelnych: Lucjusz Malfoy oraz Salomea MacFarlane. Podobno dyrektor nie mógł podjąć innego wyboru.
Ted wszedł razem z Gryffonami do przedziału, zanim usiadł, dowiedział się, że od tego roku siedzenia będą opisywane, dla porządku, jak dodała nowa naczelna. Bez zdziwienia zanotował, że jego miejsce znajduje się przy drzwiach. Sygnaturka zmian, pomyślał i odsunął do siebie ponure myśli, zagłębiając się w rozmowie z Anne Purewhite. Drobniutka blondynka nieco wydoroślała przez wakacje, pomyślał. I niesamowicie uśmiech rozjaśnia jej twarz.
...
Lucjusz Malfoy poprosił o ciszę, by przedstawić nowych wśród zgromadzonych. Na pierwszy ogień poszedł piątoroczny ślizgon – cichy, ale obdarzony bystrym spojrzeniem Hubbert Trimble, ta postać stanowiła dla Teda zagadkę, nie wiedział nic o jego pochodzeniu ani poglądach. Kolejną z przedstawionych była Eva Ribbon, przemądrzała i głośna prymuska, której uwagi, dość często można było słyszeć w bibliotece. Z pogardą odnosiła się do ludzi mniej pojętnych od siebie. Tymczasem naczelny przeszedł do prezentacji ostatniej osoby - Xylomeny MacFarlane, puchonki, która siedziała przy oknie, obok swojej siostry Salomei. Do piątorocznej odezwała się również Andromeda.
- Cieszę się, że tu jesteś – uśmiechnęła się szeroko do rudoblond dziewczyny – po zajmowaniu się moimi kuzynami, żaden figiel, ci nie będzie straszny.
- O tak, z Syriuszem, miałam niezłą przeprawę. – roześmiała się – jak byłam dzieckiem, to przyznam jego energia mnie przerażała. To co, już za rok zacznie roznosić Hogwart?
Do śmiechu dołączył Lucjusz i Salomea. A Ted przyjrzał się młodszej pannie MacFarlane, jak przyjechała to była jedną z tych słodkich i nieśmiałych dziewcząt, jakich pełno w jego domu. Jeśli dobrze kojarzył, na chwilę obecną ma dwie bliskie przyjaciółki na roku, ale nigdy nie zauważył, by źle się odnosiła do osób mugolskiego pochodzenia. Sprawiała wrażenie cichej i sympatycznej osoby. I miał nadzieję, że towarzystwo tych prefektów, tego nie zmieni.
A prefekt naczelny podał jeszcze kilka ważnych informacji, w tym wymienił dziewczęta, które wróciły jak mężatki. Jedno było dość zaskakujące:
- Panna Black stała się Panią Lastrange .
Po tych słowach większość spojrzała na siedzącą w przedziale, jak sądzili do tej pory, pannę Black.
- Pan Malfoy miał na myśli moją starszą siostrę, obecnie panią Bellatrix Lastrange. – po czym rzuciła zagadkowe spojrzenie w kierunku swojego narzeczonego.
Ted pozwolił sobie na dokładne przyjrzenie się Andromedzie, pomimo iż zamierzał sobie odpuścić. Była równie piękna, o ile nie piękniejsza niż rok temu. Znacznie częściej się uśmiechała, a może miał na to wpływ fakt, że siedziała obok ukochanego, a naprzeciw znajomym z dzieciństwa? Rozkwitła i sprawiała wrażenie przystępniejszej, niż rok temu. Niestety, ciągle była najpiękniejszą kobietą, jaką widział, a on dalej nie miał szans na zainteresowanie z jej strony.
...
Po drugiej stronie stołu dyrektor upił kolejny łyk herbaty.
- Mówisz, że nie poinformowali cię o przesunięciu czasu spotkania?
Ted skrzywił się i pokiwał głową.
- W rezultacie byłem od połowy. Anne twierdzi, że myślała, że wiem od Xylomeny.
- Mógł to być przypadek.
- Dyrektorze. – powiedział z rezygnacją Ted
- Zazwyczaj nie ingeruję w spotkania prefektów. Jednak masz rację, trzy takie przypadki w ciągu dwóch tygodni wskazują na ….
- Uważam, że chcą mnie przekonać do rezygnacji z funkcji.
- Kogo masz na myśli?
- Malfoy, - Ted zatrzymał się i z pewnym wahaniem dodał - Black, MacFarlane, oczywiście nie mam dowodów.
- Porozmawiam z prefektami naczelnymi. Czy ktoś jeszcze jest nieodpowiednio traktowany?
- Wilhelm Trent. – brwi dyrektora się uniosły – To po części wina tego, jak mówi. Oraz jak wygląda.
- To dobry uczeń, ze starej rodziny.
- Irlandzkiej, dyrektorze. Will jest dość niechlujny, Malfoy kilka razy czytał jego raporty na głosy, by zaprezentować, jak nie pisać. Ponadto przerywa mu, jak wtrąca slangowe słowa.
- Tak. – Dumbledore przełożył kartki i wyciągnął dropsy, którymi chciał poczęstować ucznia, ale ten odmówił – Wiem Teodorze, że korespondujesz z panem Weasleyem.
- Owszem, polubiliśmy się.
- Nie jestem zaskoczony, bowiem był dobrym prefektem naczelnym. Z mojej strony zrobię wszystko, byś nie czuł się zmuszony zrezygnować. A teraz, chciałbym cię prosić o drobną przysługę.
- Zrobię co w mojej mocy, dyrektorze.
- Wiem, chłopcze. Chciałbym byś przychodził do mnie raz w tygodniu. Powiedzmy w piątki, pół godziny przed śniadaniem oraz, jeśli wydarzy się coś, co cię zaniepokoi. Chcę byś mnie informował o wszystkim, co może świadczyć o dyskryminowaniu osób mugolskiego pochodzenia, oraz innych nieprawidłowościach, jakich mogliby się dopuścić prefekci.
- Cieszę się, że dyrektor nie uznaje tego za błahe.
- Nigdy nie jestem obojętny na krzywdę moich uczniów. A teraz czas na ciebie.
Ted wstawał z fotela, gdy usłyszał jeszcze:
- Jak będziesz wychodził z pokoju wspólnego, to skieruj się w stronę ślepego korytarza. Za ostatnim z portretów jest ukryte przejście pod mój gabinet. Oszczędzi ci to czasu ranem.
...
Kończyła się uczta Halloweenowa. Wielka sala została ucharakteryzowana na ruiny zamczyska, na ścianach wisiały zbroje, na środku holu leżał dywan zszyty z kilku zwierzęcych futer. W tym roku postawiono na bogaty program artystyczny, prefekci domów mieli przygotować atrakcje w grupach. Tedowi jako partner przypadł Will. Chłopcy długo nie mieli pomysłu, stąd przeszła propozycja Irlandczyka, by zrobić show z tresowanymi szczurami. Akurat był posiadaczem rozgarniętej pary. Występowali jako pierwsi, oni dwaj oraz szczury we frakach. Pomysłem był układ prosty układ taneczny, który mieli wykonywać synchronicznie, dwaj chłopcy oraz szczury. Poszło prawie bezbłędnie i zebrali duże brawa.
Anne oraz Eva przeprowadziły pokaz sztuczek magicznych z kolorowymi płynami, mieniącymi się bańkami mydlanymi oraz zmieniającymi kolory królikami. Był to akcent nastawiony na najmłodszą grupę i wśród nich zebrały brawa. Amadeusz oraz Hubbert odegrali scenkę z popularnego romansu, oboje przebrani za panny na wydaniu, wypatrujące przyszłych kandydatów. Przedstawienie było prześmiewcze i zabawne, kilka grup starszych chłopców domagało się bisów. Lucjusz oraz Andromeda zaprezentowali pokaz bardzo zaawansowanych czarów, dziewczyna okazała się niezła w transformacji cech fizycznych. Natomiast to, co miał do zaprezentowania Malfoy było poza klasyfikacją, bo na chwilę wszyscy mieli wrażenie, że zamek się rozpada i dosłownie niebo (magicznie widoczne zamiast sufitu)spadnie im na głowę. Utalentowany w iluzjach chłopak dostał owacje na stojąco od samego Dumbledora.
Część artystyczną zamknęły siostry MacFarlane. Wyszły ubrane w rodowy strój szkocki, na podium pojawiła się trzyosobowa orkiestra i dziewczyny zaczęły tańczyć. Po zakończeniu skłoniły się, a klaszczący i podrygujący dyrektor zaprosił na parkiet nauczycielkę transmutacji, po nich dołączyły kolejne pary. Godzinę później, na pół godziny przed ciszą nocną ucztę uznano oficjalnie z zakończoną.
...
Ale potem przyszły gorsze chwile. W przeciągu dwóch tygodni, w mroźny listopadowy wieczór zaatakowano dwójkę, samotnie idących uczniów mugolskiego pochodzenia. Ich pamięci sięgające tego zostały wyczyszczone, zaś z obrażeń szkolna pielęgniarka wywnioskowała użycie na nich kilku nieprzyjemnych klątw. Całe grono nauczycielskie było tym faktem zaniepokojone. Dyrektor zwiększył ilość dyżurów tak, że na raz patrolowały zamek przynajmniej trzy pary prefektów bądź dwie pary plus nauczyciel. Uczniowie mieli chodzić w parach, lub większych grupach.
Coś się wydarzyło podczas pierwszego grudniowego piątku. Ted miał dyżur razem z Willem, z którym po wspólnej prezentacji się dość blisko zaprzyjaźnił, dodatkowo towarzyszyła in Anne, do miesiąca oficjalna dziewczyna Teda. Wspólnie przemierzali korytarz na drugim piętrze, po którym mieli pójść wyżej, lecz dziewczyna zwróciła uwagę na dźwięk dochodzący z przejścia na dół. Ostrożnie zeszli na dół, a tam przerażony drugoroczny krukon trząsł się pod ścianą. Jego napastnicy stali w ciemności, trudno było ocenić ich ilość. Anne, jak prawdziwa gryffonka się ruszyła z krzykiem, jej śladem podążył Will. Ścigały ich promienie klątw. Tymczasem rozsądniej myślący Ted posłał zaklęcie alarmujące pomiędzy napastników. Rozległ się trudny do zniesienia dźwięk połączony z pulsującym światłem. Napastnicy zakryli uszy i uciekli. Na korytarzu pozostali kulący się prefekci oraz ofiara, kilka sekund później dyrektor osobiście wyłączył alarm. Następnego dnia po cichu wydalono dwójkę uczniów, ślizgonów. Pomimo uspokajających gestów dyrektora, powietrze w szkole stało się gęstsze, coś miało nadejść.
...
Tego roku na święta miało zostać jedynie dziesięciu uczniów, więc dyrektor pozwolił wszystkim prefektom spędzić je z rodziną. Przystali na to ochoczo. Już w drodze na pociąg powrotny prefekt puchonów ,przystanął w tłumie, obok swojego naczelnego, który rozmawiali z jakąś starszą parą.
- Jeszcze raz dziękuję i jestem zaszczycona mogąc spędzić święta w takim gronie – powiedziała roześmiana Andromeda, najwyraźniej znajdująca się obok Lucjusza.
- Kochana, jesteś zawsze mile widziana. Cieszę się, że mój syn wybrał tak idealną przyszłą żonę.
Ach. Tedowi momentalnie się popsuł humor, czyli Jego Andy spędziła święta z rodzicami Malfoya. Nie ma co się oszukiwać, ich relacja musi być poważna. Przybity szedł za nimi do pociągu. Podsłyszane słowa zaskoczyły go.
- Dziękuję Lucjuszu – to był wysoki głos Andy
- Przecież to drobiazg. I właściwie, to jestem wdzięczy twojej siostrze – na co dziewczyna obróciła się w jego kierunku ze złością na twarzy – gdyby nie ona, nie spędzilibyśmy tego tygodnia razem. – powiedział patrząc jej głęboko w oczy
- Tak. – dziewczyna roześmiała się – To zabawne. – Lucjusz poprawił włosy wpadające jej w oczy – Chciała zniechęcić mnie do ciebie, twierdząc, że żywisz podobne poglądy, jak ona. Cieszę się, że przestałam z nią tak często poprzestawać.
- Tak, to interesujące. – dodał Malfoy i zmienił temat na zachwyty nad piękny i mało przydatnym drobiazgiem, jaki dostał od niej na święta.
Tymczasem Ted podjął trop. Odczepił się od tej pary i poszukiwał wzrokiem sióstr panny Black. Poszedł w odpowiednim momencie, by usłyszeć:
- ….niby taka inteligentna, a głupia! – warknęła Bellatrix obserwując swoją siostrę i jej narzeczonego
- Pięknie razem wyglądają – westchnęła Narcyza – Pomyślałaś, że jej złość na ciebie, przybliżyła ich?
- Tak – wiedźma się roześmiała – Z deszczu pod rynnę. Przecież Malfoy tylko się stroi w piórka. Jestem z nim w grupie, już siódmy rok. I co, wydaje jej się, że nie znam jego poglądów? Chłopakowi zależy na dobrej opinii u dyrektora, ale w głębi ducha jest taki sam, jak ja, czy wyrzuceni Ferdynard i Thomas. Przecież tylko pokazywali temu mieszańcowi, gdzie jego miejsce.
- Nie denerwuj się Bello, boli mnie głowa jak zaczynasz syczeć.
- Już jestem spokojna. Zastanawiam się, co z Dusi jeszcze wyjdzie.
- Co masz na myśli, Bello? - wyraźnie zaniepokoiła się blondynka
- Kiedyś myślałam, że jest po prostu sztywniakiem i prymusem. Teraz myślę, czy ona czasem nie żywi sympatii do wszelkich zdrajców krwi, mieszańców i szlam.
- grrruh. Jak w ogóle możesz tak mówić? Przecież to nasza, mądra Dusia! Zawsze wiedziała jak się zachować i czego nie należy robić. Ona nigdy nie postąpi wbrew obyczajom i rodzinie!
- Tak, chyba masz Cissy rację. – odpowiedziała z ociąganiem najstarsza siostra Black.
...
Teodor powrócił do praktyk obserwowania pary arystokratów. Rozpoczął od zebrania faktów. Siostry Black się rozdzieliły: wiedźma wykorzystywała każdy weekend do spędzenia czasu z mężem, wtedy Andromeda spędzała czas z Malfoyem, zaś najmłodsza z koleżankami. W pozostałe dni siadywały razem na śmiadaniach, ale już nie śmiały się tak często, wciąż prym wiodła najstarsza, średnia była cicha i skupiona, zaś najmłodsza starała się łagodzić starcia. Natomiast obserwując parę, Malfoy i Andy, nie zachowali się jak pozostałe zakochane pary, właściwie to byli dość sztywni, przynajmniej w oficjalnych gronie. Będąc obok siebie nie stykali się żadną częścią ciała, o pocałunkach nie wspominając, nigdy nie widział ich idących za rękę. Jak sięgnął pamięcią, to jedynie obrazy bliskiej relacji pochodziły z początku roku, gdy siedzieli pod drzewem w pewnym oddaleniu od reszty oraz odsłanianie włosów z twarzy jakie zaobserwował na dworcu. Czyli powinien zaobserwować ich poza murami Hogwartu, na przykład podczas weekendu w Hogsmeade. Z gotowym planem udał się do dyrektora, a ten wypożyczył mu przydatny gadżet, zmieniacz czasu.
...
- Ma pan wiele szczęścia, że pozostał niezauważonym. – dyrektor oderwał wzrok od kominka na siedzącego obok niego ucznia.
Ted ciągle patrzył na płomienie.
- Nie spodziewałem się, że jest aż tak źle. – potarł zaczerwienione oczy – Ci wszyscy ludzie. To jacyś fanatycy!
- Muszę ze wstydem przyznać, że większość chodziła do tej szkoły, łącznie z Tomem.
- Tomem?
- Gdyby był na spotkaniu, twoja obecność zostałaby zauważona. Niezwykle potężny młody czarodziej. Niestety, obrał niewłaściwą drogę.
- Proszę nie winić siebie, dyrektorze. Jestem pewnie, że Pan zrobił wszystko, co było możliwe.
- Być może. Skoro wiemy, gdzie była pani Lastrange z mężem oraz kilku innych uczniów, to łatwiej będzie opracować plan działania.
- Panie dyrektorze. – Ted na moment się zatrzymał – Pomimo, iż Malfoy spędził cały dzień w towarzystwie narzeczonej oraz kilku innych osób w eleganckiej kawiarni, to słowa podsłuchane na peronie…
- Ludzie się zmieniają, Panie Tonks. A ja chcę wierzyć, że ta zakochana dwójka spędza czas na obmyślaniu wspólnego życia, nie zaś przewrotu w magicznym świecie.
- Przecież to kobiety są bardziej podatne na sugestie, co, jeśli Andromeda ulegnie presji siostry i Malfoya? Pan wybaczy, dyrektorze, ale nie wierzę w tego człowieka.
- To, że mam nadzieję na reformację tego utalentowanego czarodzieja, nie jest jednoznaczne z lekceważeniem zagrożenia. Na chwilę obecną bardziej niepokojące są postawy kilku innych uczniów. – dyrektor położył rękę na ramieniu Teda – Proszę więcej się tak nie narażać. Jestem wdzięczny za te informacje, ale Pana życie jest cenniejsze. A teraz życzę dobrych snów, Panie Tonks.
...
Ted po raz kolejny został zaskoczony przez zbliżającą się wiosnę. Pewnego wieczora Anne wyciągnęła go na spacer. Wracali zadowoleni do zamku, gdy dziewczyna kazał mu się schować. Po chwili również on zauważył grupę uczniów z ostatniego roku, zmierzających do zakazanego lasu. Panna Purewhite miała ochotę ich śledzić oraz wlepić im szlabany, ale chłopak ją powstrzymał. Dyrektor ostatnio nie pozostawił mu złudzeń, że to niebezpieczne. Po krótkiej naradzie para chciała pobiec, go powiadomić, ale okazało się to niepotrzebne, bo po świeżych śladach uczniów pomykał cień, dostrzegalny jedynie przez odciski butów w topniejącym śniegu. Po małych odstępach musiał być to Flitwick.
...
Nadszedł czerwiec. Do tego czasu grupy starszych uczniów odbywały kary za zgromadzenia po ciszy nocnej oraz wyjścia do zakazanego lasu jeszcze kilkukrotnie. Ted z Anne wypoczywali na błoniach w ostatni weekend szkoły. W pewnym momencie podbiegł do nich Amadeusz z Ravenclawu, z informacją, że wszyscy prefekci mają zebrać uczniów w Wielkiej Sali. Ted zerwał się i pomógł wstać dziewczynie. W ciągu godziny sala została zapełniona. Przed uczniów wyszedł dyrektor.
- Dziś doszło do karygodnego aktu. Dwie drugoroczne uczennice zostały potraktowane najgorszymi z klątw. Chciałem powiadomić wszystkich, że ten czyn spotka się z surową karą. – kiwnął w kierunku Hagrida, gajowego, a ten wyciągnął dwóch szóstorocznych uczniów z tłumu. – Pan Crabble z Ravenclawu oraz Pan Trimbaud z Slytherinu zostają dziś wydaleni ze szkoły. Bez możliwości powrotu w przyszłym roku. – Dumbledore spojrzał srogo w ich kierunku – Panowie, powiadomię o wszystkim waszych rodziców oraz ministerstwo. Jeśli będziecie zainteresowani zdawaniem owutemów, to ministerstwo powinno przeprowadzić dla was indywidualny termin. A teraz zapraszam przed bramę szkoły, powinien tam już czekać powóz z waszymi rzeczami.
Tymczasem McGonagall poprosiła o ciszę i obwieściła nowe zarządzenie dyrektora, w którym każdy akt przemocy na tle rasistowskim będzie surowo karany oraz odnotowany w magistracie. Po chwili dodała, że wyzwiska również podlegają karze. Ponadto do końca dnia obowiązuje zakaz opuszczania szkoły.
...
Andromeda w długiej, ciemnozielonej sukni maszerowała po peronie. Wydawała się zdeterminowana dopilnować, by żaden ze studentów nie pozostał we wiosce. Ted przyznał, że było to jak na nią dość dziwne zachowanie. Co nie znaczyło, że zaniedbywał swoje obowiązki, po prostu zazwyczaj ograniczała się do delikatnej rady, zwrócenia uwagi. Nie angażowała się fizycznie i nie przejmowała przesadnie marudami. W oderwaniu od zachowania, musiał przyznać, że głęboka zieleń jej służyła. A odrobina wysiłku dodała jej arystokratycznej wyniosłości, dozę świeżości. Zaobserwował jeszcze , jak w pewnej chwili podeszła do niej młodsza siostra, ale prefekt tylko syknęła coś przez zęby. Nie obdarzyła też najmniejszym spojrzeniem swojego narzeczonego. Dziwne było to wszystko.
Puchon chciał kontynuować obserwację w przedziale prefektów, ale ślizgonka patrzyła uparcie na swoje dłonie oraz wyszła krótko po podsumowaniu, niedługo później jej śladem podążył prefekt naczelny. Panny MacFarlane wymieniły się zaskoczonymi spojrzeniami. A Ted został złapany za rękę przez blondwłosą Gryfonkę i wypadły mu z głowy myśli o podsłuchiwaniu pewnej zadufanej pary.
