Prawie nie widywali się z Derekiem, ale Stiles od czasu do czasu słyszał, jak Chase i Talia bawią się w ogródku za domem. Laura nie zdecydowała się skorzystać z jego zaproszenia, ale nie był bynajmniej urażony. Zbyt pogrążył się w pracy, by zwracać uwagę na takie szczegóły. Zajęcia, które prowadził w niedalekim college'u cieszyły się coraz większą popularnością, więc i prac do poprawy mu przybywało. Szczególnie, gdy okoliczne posterunki zaczęły przysyłać mu swoich ludzi na niewielkie przeszkolenia.
Dlatego niemal podskoczył zszokowany, gdy ktoś zapukał do jego mieszkania. Nie był przyzwyczajony do gości. Nawet jego ojciec nie przepadał za odwiedzinami, po tym jak całkiem przypadkowo usiadł na aktach wielokrotnego gwałciciela, który grasował wokół San Francisco, a z teczki wypadły zdjęcia ofiar. Beacon Hills było bądź, co bądź dość spokojną mieściną i nie zdarzało się tutaj zbyt wiele brutalnych morderstw. A jeśli już, to wstrząsały one tak mocno opinią publiczną, że nie podawano szczegółów do wiadomości ogólnej.
- Proszę? – spytał, przesuwając łańcuszek tak, aby móc zerknąć na korytarz.
Pospiesznie zdjął blokadę, gdy zauważył stojącego przed jego drzwiami Dereka. Mężczyzna miał na sobie jedną z tych czarnych koszul, które wydawały się przylepione do jego ciała, podkreślając tylko jeszcze bardziej jego mięśnie. Nie widział, żeby Hale wychodził na siłownię, ale z drugiej strony mężczyzna muskulaturę mógł sobie wyrobić przy bliźniakach.
- Cześć, wejdź – zaprosił go do środka, a potem zorientował się, co leży na jego stoliku w salonie i rzucił się pospiesznie w kierunku akt. Zepchnął teczki jak najdalej i uśmiechnął się przepraszająco w stronę Dereka, który zerkał nieśmiało do jego mieszkania.
- Witaj – odparł mężczyzna, stojąc niepewnie.
Wzrok Hale'a prześlizgnął się po jego półkach nie zatrzymując się jednak na żadnym z tytułów.
- Chase i Talia mają urodziny w ten weekend. Nie znamy jeszcze nikogo w mieście i pomyślałem, że może… - urwał Derek, czekając ewidentnie na jakąś jego reakcję.
- Jasne, totalnie wpadnę. Masz, to jak w banku – zaczął pospiesznie i zamilkł, gdy mężczyzna zmarszczył brwi. – Jak głowa? – spytał, chcąc jakoś wypełnić ciszę i Derek spojrzał na niego odrobinę ostrzej. – Znaczy chodzi mi o upadek z okna, a nie… Totalnie nie analizuję sąsiadów. Mam po uszy pracy i naprawdę nie mam najmniejszej ochoty o tym rozmawiać ani robić tego po godzinach, więc wszyscy możecie sobie dać na wstrzymanie. Nie analizuję ludzi dla przyjemności… Owszem, kiedyś to robiłem, ale przecież nikt nie lubi pracować przez cały czas i każdy czasem potrzebuje wolnego – zaczął z prędkością karabinu maszynowego.
- Okej – odparł Derek, wykorzystując krótką przerwę w jego słowotoku.
Stiles spojrzał na zdezorientowanego mężczyznę i nagle nabrał ochoty na uderzenie się w czoło.
- Jestem normalny, tylko… - machnął ręką szukając odpowiedniego słowa.
- Przemęczony – podpowiedział mu Derek, wciąż obserwując go podejrzliwie.
- Dokładnie. I teraz pewnie żałujesz, że zaprosiłeś mnie na urodziny bliźniaków – westchnął Stiles.
Kąciki ust Dereka drgnęły nieznacznie, ale mężczyzna szybko się opanował.
- Nie mam zbyt wielkiego wyboru. Uparli się, że musisz tam być. Martwi mnie tylko, że Pani Westchester uważa, że jesteś dilerem narkotyków – poinformował go Hale.
- Pani Westchester? – zdziwił się Stiles i w pamięci zamajaczyła mu nagle… - Aaaa… Staruszka Numer Dwa! A ja sądzę, że ona była w czasie wojny ruskim szpiegiem – odparł z całą powagą na jaką było go stać.
Tym razem Derek nie zdążył powstrzymać uśmiechu i Stiles mógł dostrzec rząd jego perfekcyjnie białych zębów.
- A, jak tam praca? – spytał pospiesznie Stilinski, chcąc zmienić temat, bo naprawdę od kilku dni nie dosypiał i zaczynał dostrzegać, że to faktycznie staje się problemem.
- Firma się rozwija – odpowiedział krótko Derek.
- Znalazłeś opiekę dla dzieci? – ciągnął dalej Stiles.
- Żłobek jest niedaleko mojej firmy. – Kolejna odpowiedź była równie lakoniczna.
Hale wciąż stał w tym samym miejscu i nie wyglądało na to, żeby miał się ruszyć choćby o centymetr. Nie wyglądał też na zainteresowanego podjęciem jakiegokolwiek tematu, więc Stiles przeklął w duchu.
- Więc jest coś, co powinienem kupić dzieciakom? Interesują się czymś szczególnym? – spytał z nadzieją, że Derek podchwyci chociaż ten temat, ale mężczyzna wzruszył ramionami bez słowa.
- Pani Ingebunssen twierdzi, że jesteś pedofilem albo gejem. Albo, tym i tym – poinformował go nagle Hale i gdyby Stiles miał coś w ustach, na pewno wyplułby wszystko albo gorzej, udławił się. – Pani Westchester jest pewna, że pochowałeś współlokatorkę w ogródku – dodał tym samym obojętnym tonem i Stiles nie był pewien, jak ma to odebrać.
- Nie jesteś, chyba jednym z tych facetów z homofobicznymi skłonnościami? – zapytał podejrzliwie, starając się przyjrzeć lepiej Derekowi, ale mężczyzna mógłby zasiadać przy stole z najlepszymi pokerzystami.
Żaden z mięśni jego twarzy nawet nie drgnął.
- Jestem gejem – odpowiedział szczerze Stiles, nie kłopocząc się nawet o dementowanie pozostałych plotek. – I jestem pewien, że Staruszka Numer Jeden jest niemieckim kontr-szpiegiem do Staruszki Numer Dwa – dodał z całym swoim przekonaniem.
- Okej – odparł Derek.
- Okej? – spytał Stiles lekko zdezorientowany.
- Okej – potwierdził Derek. – Widzimy się w sobotę – dodał, odwracając się w stronę drzwi.
ooo
Problem z Derekiem był taki, że mężczyzna był chodzącą enigmą. Jedynymi silnymi emocjami, które faktycznie Stiles zdążył u niego zaobserwować była złość i miłość. Hale na pewno troszczył się o dzieci i świata poza nimi nie widział. Nie denerwował się jednak prawie wcale, a jeśli – Stiles naprawdę nie był zaskoczony. Poza tym mężczyzna był zen.
Stiles nigdy nie rozumiał takich ludzi. Lakonicznych, opanowanych i przede wszystkim spokojnych. Świat, przecież składał się z tysiąca emocji, miliona rzeczy i miliardów myśli. A wszystko, to można było wyrazić słowami. Każdy potrzebował się jakoś porozumiewać, dlatego też Stiles wcale nie był zaskoczony, gdy odkrył, że Derek ma swój własny sposób komunikowania ze światem za pomocą brwi.
Brwi Dereka mogłyby być oddzielnym temat dysertacji. Stiles nigdy wcześniej nie widział niczego tak ekspresyjnego na pierwotnie nieruchomej twarzy.
Lewa brew unosiła się, gdy Derek był niezadowolony z powodu zachowania Talii na jej urodzinach, gdy dziewczynka pobrudziła koszulę Laury umazanymi w czekoladzie rączkami.
Prawa dołączyła, gdy Derek domagał się przeprosin.
I to wszystko było szalone, bo Stiles siedział na ogrodowym krześle tuż przy grillu i trzymał na kolanach Chase'a, który w najlepsze właśnie rysował na jego skórze coś, co wyglądało jak dinozaur.
- Rysujemy na kartkach, a nie po ludziach – przypomniał chłopcu Derek, stając nagle nad nimi.
- Nie mam nic przeciwko – zapewnił Chase'a, zyskując pospieszne zmarszczenie brwi.
Kolejna z ekspresji dotycząca niezadowolenia, którą tak wyrażał Derek.
Laura chichotała po drugiej stronie trawnika, starając się złapać Talię, która w najlepsze zabrała jej na pewno drogą apaszkę.
Staruszka Numer Jeden i Staruszka Numer Dwa, których nazwiska z nieznanych powodów znał Derek, spoglądały przez okna, skrzętnie na pewno notując, co robią. Na trawniku, gdzie ponoć Stiles pochował swoją współlokatorkę.
Allison była przednio ubawiona pomysłem.
Stiles do tej pory zastanawiał się, o co tak naprawdę przyszedł zapytać Derek kilka dni temu, ale podejrzewał, że nigdy nie dostanie szczerej odpowiedzi. Hale ewidentnie nie miał problemów z jego orientacją. Nie czuł się zagrożony, jak większość heteroseksualnych mężczyzn, których Stiles poznał. Nie traktował go też inaczej od czasu ich rozmowy, co było jeszcze dziwniejsze, bo nawet jego własny ojciec przez kilka tygodni, po wielkim przyznaniu się do lubienia chłopców, chodził wokół niego na palcach.
Laura w końcu złapała Talię i dziewczynka zaczęła piszczeć, gdy kobieta łaskotała ją po żebrach. Chase zerwał się z jego kolan na pomoc siostrze, ale przeciwko Laurze nie miał zbyt wielkich szans i po chwili sam turlał się po trawie.
Stiles nie mógł nie dostrzec, ewidentnego braku matki bliźniaków. Podobnie jak i całej rodziny z jej strony. Derek, co prawda nosił obrączkę, ale nigdy nie mówił o kobiecie, a dzieci nigdy nie używały słowa mama, jakby nigdy tak naprawdę nie miały takiej możliwości. Już wiele lat temu Stiles podjął decyzję o niewykorzystywaniu swoich kontaktów i haseł z Biura Szeryfa do wyszukiwania informacji o swoich znajomych, aczkolwiek czasami naprawdę tego żałował.
Derek był w końcu najbardziej skrytą osobą, jaką znał.
Mężczyzna zabrał dzieciaki do domu, żeby wymyły dłonie przed jedzeniem i Laura opadła na fotel koło niego, zerkając na jego pomazane pisakami dłonie.
- Zejdzie. Nie będzie to przyjemne, ale przed pumeksem nic się nie obroni – odparł, wzruszając ramionami.
- Czy widziałeś, żeby mój brat się z kimś spotykał? – zapytała Laura ignorując jego komentarz.
- Musisz spytać naszych kamer na klatkach – zakpił. – A najlepiej, Dereka – dodał, spoglądając na nią sugestywnie.
- Inaczej. Czy mój brat wychodzi, gdziekolwiek poza pracą? – spróbowała jeszcze raz, ale Stiles wzruszył ramionami. – Słuchaj wiem, że nie bardzo chcesz się bawić w takie gierki, ale Derek ma za sobą trudny okres i chciałabym… - urwała, spoglądając na wejście do kamienicy.
Chase i Talia biegli już w ich kierunku i Stiles naprawdę wątpił, czy chociaż przez pięć minut zachowają czyste dłonie.
- Ta rozmowa nie jest jeszcze skończona – poinformowała go tonem nieznoszącym dyskusji i Derek musiał coś dosłyszeć, bo jego brwi zmarszczyły się mocno. A potem rozluźniły, gdy mężczyzna ewidentnie nad czymś myślał.
- Stresujesz moich sąsiadów? – spytał Hale półgłosem, obserwując kątem oka jak Talia zaczyna zabierać się za swój kawałek tortu.
- Sąsiada w liczbie pojedynczej – odparła Laura zerkając na Stilesa, który nagle poczuł, że powinien czym prędzej opuścić ten trawnik. - Miałam nadzieję, że taki rozrywkowy chłopak zaprosi jakieś koleżanki – podkreśliła ostatnie słowo w ten sposób, że nie zostawiła Stilesowi żadnych wątpliwości.
Stilinski przez krótki moment musiał mieć naprawdę dziwną minę, bo Derek rozluźnił się nieznacznie.
- Stiles jest gejem – odparł Hale z wrednym uśmieszkiem, jakby to dawało mu jakieś poczucie bezpieczeństwa.
- Tym bardziej powinien znać jakieś miłe dziewczęta, które chciałyby się umówić z jego heteroseksualnym przyjacielem – Laura nie dawała za wygraną.
- Chyba będzie lepiej jak sobie pójdę – zaczął Stiles wstając, ale kobieta popchnęła go z powrotem na krzesło.
- Siedź – zakomenderowała Laura.
- Daj mu spokój – warknął Derek przez zęby i tak, robiło się coraz groźniej, bo w przeważnie spokojnych oczach mężczyzny zaczęły pojawiać się niebezpieczne błyski. – Czy ty zawsze musisz pchać nos w nie swoje sprawy? Laur już o tym rozmawialiśmy – przypomniał kobiecie, tracąc niespodziewanie całą złość i tak, Stiles kompletnie nie rozumiał, co się właśnie działo.
- Wyjdź dzisiaj wieczorem. Popilnuję dzieci. Stiles może pilnować dzieci, kiedy nie będzie mnie na miejscu – zaczęła kobieta i zerknęła na Stilesa, który bardzo szybko pokiwał twierdząco głową.
Wszystko, tylko żeby Laura przestała na niego tak patrzeć.
- Wychodzenie z domu, nawiązywanie znajomości jest podstawą socjalizacji. Nie chcesz chyba, żeby twoje dzieci nabrały tego okropnego socjopatycznego zwyczaju niekontaktowania się z rówieśnikami – dodała kobieta i tak, Stiles kategorycznie zaliczył ją do najbardziej manipulujących ludźmi osób, które znał.
Derek mierzył siostrę wzrokiem, aż w końcu zagryzł wargę i warknął coś niezrozumiałego pod nosem.
- Nie słyszałam. Co mówiłeś? – spytała Laura.
- Wychodzę wieczorem – powiedział głośno i wyraźnie Derek, a jego siostra uśmiechnęła się szeroko jak kot, który właśnie upolował mysz.
ooo
Do drzwi Stilesa nie pukano często. I bynajmniej nie spodziewał się znaleźć przed nimi ponownie Dereka. Mężczyzna przepchnął się pospiesznie do środka jego mieszkania bez zaproszenia i spojrzał na niego z dość dziwną emocją wypisaną na twarzy.
- Laura musiała wyjechać? – zaryzykował Stiles. - Mam popilnować dzieci? – spytał, spoglądając na Hale'a w cholernie, opiętej czarnej koszuli i genialnej, skórzanej kurtce.
Był pewien, że w tych dżinsach tyłek mężczyzny też wyglądał świetnie.
- Powiedziałem, że wychodzę, ale nie powiedziałem, gdzie – dodał Derek i podrapał się nerwowo po szczęce. – Czy masz ochotę na mecz? – spytał niepewnie i wszystkie zapadki w umyśle Stilesa, trafiły na właściwe miejsca.
- Uciekłeś Laurze, żeby oglądać u mnie mecz? – upewnił się jeszcze Stilinski i Hale kiwnął zakłopotany głową. – To jest genialne! Ale, jak się dowie mogę zostać poćwiartowany albo coś… Ćwiartowanie jest ostatnio w modzie – dodał, chociaż naprawdę nie chciał tego powiedzieć.
Sądząc po minie Dereka i tego, jak mężczyzna spojrzał na położone na stoliku teczki, nie powinien też był tego mówić.
- Przepraszam. Mam piwo albo wino. Gdzieś też mam świece – zaczął i Hale spojrzał na niego spanikowany. – Jeśli powiedziałeś jej, że idziesz do baru, to wracając powinieneś śmierdzieć papierosami. Nie palę, ale dym ze świec powinien wystarczyć – wyjaśnił pospiesznie, bo ostatnim czego chciał to to, żeby Derek przemyślał kwestię jego orientacji i wyciągnął wnioski, że może lepiej byłoby trzymać się od niego z daleka.
Prawdę powiedziawszy Stiles nigdy nie miał sensownych, miłych i nieszpiegujących go sąsiadów, więc przeprowadzka Hale'ów była dla niego wybawieniem. Gdyby gotował, miałby od kogo pożyczyć przyprawy. W obecnej chwili natomiast sama świadomość, że mógłby wyjść na piętro i po prostu posiedzieć z ludźmi, którzy nikogo nie zabili ani nie zgwałcili, była kojąca. O obu staruszkach-szpiegach nie mógł tego powiedzieć.
- Teoretycznie powinienem też pachnieć jak damskie perfumy – podsunął Derek.
- W łazience są jeszcze jakieś rzeczy Allison – poinformował i Hale uśmiechnął się krzywo.
- Naprawdę traktujesz to poważnie – zdziwił się mężczyzna i do Stilesa dotarło, że właśnie był świadkiem pierwszego żartu Dereka.
- Twoja siostra wygląda na groźną – przypomniał mu Stilinski. – Gdybyś był tak odważny i sprytny nie siedziałbyś teraz w moim mieszkaniu – dodał, spoglądając na niego sugestywnie.
- Fakt – przyznał Derek i włożył ręce do kieszeni, zerkając w stronę kanapy.
- Rozgość się – powiedział pospiesznie Stiles, zmierzając do kuchni. – Mam tylko trzy kanały sportowe, ale powinno coś być – krzyknął jeszcze nie przejmując się brakiem odpowiedzi.
Prawie trzy godziny i cztery piwa później Stiles podwinął pod siebie nogi i wyłączył telewizor. Derek bawił się woskiem od świecy, który pobrudził szklaną taflę stołu i odbijał w miękkim materiale swoje odciski palców.
- Teraz mógłbym cię wrobić w każde morderstwo – powiedział Stiles, jak zawsze nie mając nad sobą żadnej kontroli.
Mężczyzna na tym etapie nie wyglądał, nawet na zaskoczonego.
- Dlaczego zawsze mówisz mi takie rzeczy? – spytał Derek. – Przy dzieciach i Laurze zachowujesz się kompletnie inaczej – zauważył Hale.
- Masz ten imidż… Wiesz, skórzana kurtka, ciemny zarost, kwadratowa szczęka – wymienił Stiles i Derek uśmiechnął się krzywo.
- Chciałeś wtedy powiedzieć mi, że wyglądam na przestępcę a nie na mechanika – stwierdził mężczyzna.
Stiles przez chwilę wydawał się nie w temacie, aż przypomniał sobie jak Derek ten jeden, jedyny raz odwiózł go do pracy.
- Mógłbyś być przestępczym mechanikiem. W zasadzie wydaje mi się, że mój mechanik na pewno ma coś na sumieniu. Na przykład mojego za wysokie rachunki – stwierdził Stilinski.
Derek zaśmiał się krótko, najwyraźniej on też był lekko rozluźniony alkoholem. Nie siedział tak sztywno jak przeważnie i gestykulował, gdy nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Gadasz bez sensu – stwierdził Hale szczerze.
- Tak mi mówiono – potwierdził Stiles i zaczął się śmiać, bo Derek znowu wystawił na widok publiczny te królicze zęby.
Nie było widać ich wcześniej, ale teraz gdy siedział blisko, miał je na oku. W zasadzie przez cały wieczór. Zastanawiał się nawet czy gapienie na cudze zęby jest normalne.
- Wy zeznajecie – zaczął nagle Derek wyrywając go z zamyślenia. – Profilerzy, zeznajecie w sądzie – poprawił się. – Jak, ty zeznajesz z tą setką dygresji? – zaciekawił się szczerze i Stiles odkrył, że w zasadzie sam nie jest pewien.
- Nie wszyscy w dwóch słowach potrafią opisać swoje życie – wzruszył ramionami Stilinski. – W sądzie zeznaję bardzo rzadko, ale jeśli już to robię, to nigdy się nie mylę – odparł trochę butnie.
Derek uśmiechnął się krzywo, jakby nie spodziewał się po nim innej odpowiedzi i przestał bawić się świecą, która powoli zaczynała się dopalać. Siedzieli tak blisko, że nawet jej nikłe światło dawało mu możliwość zobaczenia zarostu, który pokrywał już powoli szczękę mężczyzny.
- Czyli jesteś dobry? – prowokował go Derek.
- Najlepszy – odparł Stiles bez żenady. – Gdybym nie był, połowa stanu nie wysyłałaby tych ludzi z teczkami pełnymi danych o naprawdę okropnych psychopatach. Czasami zastanawiam się, dlaczego to robię – dodał zaskakując samego siebie.
Nie był przyzwyczajony do takiej szczerości. Przeważnie udawał, że każda zamknięta sprawa stanowi dla niego zamknięty rozdział. Nie odpowiadał na pytania dotyczące szczegółów własnej pracy i bynajmniej nie komentował, co o nich prywatnie myśli. Derek jednak wyglądał na kogoś, kto zrozumiałby wszystko i nie oceniał. Kogoś, kto po prostu wysłuchałby go tak po prostu.
- Dlaczego, zatem to robisz? – spytał mężczyzna, nagle skupiając na nim te swoje oczy dziwnego koloru.
- Doktor Thomas Bond sporządził pierwszy profil psychologiczny. Popełnił sporo błędów, a potem przez lata uważano, że ludzie ze zrośniętymi brwiami są mordercami lub przyszłymi mordercami – zaczął i zaśmiał się, gdy Derek niemal natychmiast dotknął swoich brwi. – Jestem potrzebny. Dzięki mnie, jakieś studentki z Idaho będą czuć się bezpiecznie, bo na kampusie będzie o jednego gwałciciela mniej – dodał. – Lubię też myśleć, że wiem wiele o ludziach. Wiedziałeś, że William Langer przewidział samobójstwo Hitlera? Był psychologiem, który na prośbę służb wywiadowczych stworzył jego profil psychologiczny. Profil psychologiczny faceta, którego nigdy nie widział, na podstawie przemycanych filmów propagandowych i informacji, które zdobywano za cenę życia – ciągnął dalej zafascynowany.
- Tworzenie profilów ludzi, których widzisz jest prostsze? – spytał Derek szczerze zaciekawiony.
Stiles skrzywił się nieznacznie i wzruszył ramionami.
- Nie zajmuję się tym. Patrzę w akta, oglądam zdjęcia, czasami przyjeżdżam na miejsca zbrodni. Lub jeśli to konieczne… Oglądam ciała w kostnicy, ale stać z kimś twarzą w twarz i zobaczyć w nim psychopatę… - zaczął kręcąc głową. – Mój ojciec był przerażony, gdy powiedziałem mu, że chcę to robić – dodał. – Staruszek był pewien, że założę mundur, jak on i będę patrolował ulice, a potem przy łucie szczęścia zostanę wybrany na szeryfa jak on… Przez lata z rzędu – zakończył wgapiając się w przestrzeń. – Czego chcieli twoi rodzice?
Derek uśmiechnął się nagle krzywo i spojrzał na niego całkiem przytomnie.
- Nie uwierzysz, ale mój ojciec był mechanikiem i chciał, żebym przejął po nim warsztat – powiedział całkiem poważnie mężczyzna.
Stiles zaczął się histerycznie śmiać i nie mógł przestać.
