Świątynia Jedi na Coruscant była wyjątkowym miejscem dla wszystkich członków Zakonu. Każdy Jedi odwiedzał ją przynajmniej kilka razy rocznie, w czasie pokoju większość z nich w niej mieszkała. Akademii było wiele, ale nikt nie miał wątpliwości, że sercem Zakonu jest Świątynia położona w centrum stolicy Republiki. To właśnie tutaj obradowała Najwyższa Rada Jedi, tutaj też odbywały się oficjalne pasowania na Rycerzy i Mistrzów. Symbolem wiedzy Zakonu była biblioteka na Ossusie, ale to na Coruscant mieściły się Archiwa, które gromadziły największy zbiór holoksiążek, holokronów oraz artefaktów, z których uczyły się kolejne pokolenia Jedi. W kompleksie znajdowały się też ogrody, jadalnia i komnaty medytacyjne, z których członkowie Zakonu korzystali w czasie wolnym.
To właśnie na Coruscant osiadł Revan, po tym jak został oficjalnie pasowany na Rycerza. Cztery lata po oficjalnej uroczystości (choć dla niego większe znaczenie miało pasowanie dokonane wcześniej przez Kreię), młody Jedi zajmował niewielki pokój w Świątyni, który dzielił ze swoim przyjacielem, dawnym padawanem mistrza Zhara Lestina, Alekiem. Choć mężczyźni nie znali się wcześniej zbyt dobrze (Alek szkolony był bowiem na Dantooine, zaś Revan większość czasu spędził w głównej Świątyni), niemal od razu przypadli sobie do gustu. Rada Jedi często wysyłała ich razem na misje, gdyż Rycerze doskonale się uzupełniali: Alek był fenomenalnym szermierzem i miał raczej spokojne usposobienie, z kolei Revan był zdecydowanie bardziej krewki od niego, ale i w znacznie lepszym stopniu władał Mocą. Obydwu Jedi charakteryzował pęd do wiedzy i samodoskonalenia się. Revan, zdając sobie sprawę ze swoich braków w sztuce fechtunku, chętnie konsultował się z mistrzem Lestinem, podczas gdy Alek nadrabiał braki w wiedzy na sesjach z Kreią, a czasami także z Dorakiem, który jednak większość czasu spędzał na Dantooine. Przyjaciele byli uznawani za „złote dzieci" Zakonu i wszyscy mistrzowie wróżyli im świetlaną przyszłość w Najwyższej Radzie. Póki co, Rycerze skupiali się jednak na szlifowaniu swych umiejętności i nie spoczywali na laurach. Zwłaszcza Revan starał się rozwijać na każdym polu, również zupełnie nie związanym z działalnością w Zakonie. Mężczyzna fascynował się nowymi technologiami, droidami i ścigaczami; sporo czasu spędzał w świątynnym centrum technicznym.
W dniu dorocznego Turnieju Szermierczego dla Adeptów i Padawanów, właśnie tam znalazł go Alek.
- Tak myślałem, że cię tu znajdę. To smar czy próbowałeś zrobić sobie na twarzy zabracki tatuaż?
- Bardzo śmieszne - odparł Revan sięgając po ręcznik. Twarz i ręce miał umorusane w jakiejś lepkiej cieczy, a w brudnym podkoszulku wyglądał bardziej na konserwatora skraplaczy wilgoci z Tatooine niż na Rycerza Jedi - Zamiast stać bezczynnie, mógłbyś się na coś przydać. Podaj mi tamten hydroklucz i cyfronotes.
- Z przyjemnością ci pomogę, ale może nieco później. Za godzinę zaczyna się turniej, a ty…
- Szlag! Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. Dobra, zapomnij o hydrokluczu. Pójdę się odświeżyć, a ty… możesz posprzątać ten bałagan i spotkamy się na Arenie - rzucił Revan i szybkim krokiem opuścił warsztat.
Alek rozejrzał się dookoła i ciężko westchnął, po czym ze zrezygnowaną miną zabrał się za sprzątanie.
Revan wziął szybki prysznic, wbiegł do pokoju po świeżą tunikę, spodnie i buty, założył płaszcz, przypiął miecz świetlny do pasa i ruszył w kierunku Areny. Gdy dotarł na miejsce, Alek wciąż był nieobecny, więc młody Jedi zaczął rozglądać się po okolicy, w poszukiwaniu znajomych twarzy. W tłumie ludzi, twi'leków i wielu innych istot, Revan dostrzegł Vandara Tokare'a. O ile pamięć mnie nie zawodzi, będzie jednym z sędziów turnieju, przypomniał sobie Revan, ciekawe ile on właściwie ma lat?
O, jest też Zez-Kai Ell, Jedi skinął mistrzowi głową, a ten odwzajemnił gest, słyszałem, że świetny z niego szermierz, ale nigdy nie widziałem go w akcji. Ciekawe czy jego padawan bierze udział w turnieju? A to zdaje się Uthar Wynn. Pewnie znowu będzie narzekał na Radę i Republikę. Głupi frustrat; zjadłby własną nogę żeby posiedzieć sobie na pufie w Sali Posiedzeń, ale tacy jak on nigdy nie dostają tej szansy. Och, jest i Atris. Ona z całą pewnością znajdzie się kiedyś w Radzie. Przypomina mi Kreię, tyle że głupszą i sztywniejszą. A o to drugie jest naprawdę trudno…
- Witaj Revanie! - wesołe powitanie i klepnięcie w plecy wyrwało Rycerza z rozmyślań.
- Mistrzu Kavarze - Revan skłonił głowę.
Kavar był najmłodszym członkiem Rady Jedi, a Revan darzył go największym szacunkiem ze wszystkich radnych. Mistrz nigdy nie bał się zabrać głosu w żadnej sprawie, nawet jeśli jego zdanie różniło się od stanowiska większości. Poza tym był uzdolnionym dowódcą, a żołnierze Republiki mieli o nim bardzo wysokie mniemanie. Kavar nie należał też do grupy wyzutych z emocji i poczucia humoru mistrzów, którzy uważali, że zasępione oblicze i zmarszczone brwi stanowią nieodłączny atrybut każdego wysokiego rangą Jedi.
- Co słychać w Świątyni? Ostatnio większość czasu spędziłem w podróży albo na Dantooine - wyznał Kavar.
- Nic nowego. Mistrz Nemo wrócił z misji na Althirze III. Czy to prawda, że Mandalorianie atakują kolejne planety na Zewnętrznych Rubieżach?
- To prawda. Dwa lata temu podbili Althira - przyznał Kavar ze smutkiem - Podobno jakiś narwaniec poświęcił lwią część swojego oddziału, by rozbić althiriańską flotę, choć było to zupełnie niepotrzebne, a po wszystkim dostał jeszcze medal od Mandalora. Wyobrażasz to sobie?
- Skoro wygrali…
- Daj spokój, Revanie, to obłęd, czysty obłęd!
- Atakowali później kolejne planety, tak?
-Tylko pomniejsze światy. Wypady rozbójnicze, grabieże, typowa mandaloriańska brutalność, bezcelowa i bezsensowna. No, ale Althir jest daleko, a ja pytałem co w Świątyni. Mówisz, że nic nowego? Jak czuje się Kreia?
- Dziękuję, dobrze. Jeśli zechcesz z nią porozmawiać, znajdziesz ją w Archiwach. Ostatnio praktycznie się stamtąd nie rusza. Próbowałem namówić ją żeby przyszła na turniej, ale nie miała ochoty. Odkąd pogorszył jej się wzrok, raczej unika ludzi.
- Rozumiem. Na pewno później do niej wpadnę. Ty, oczywiście, będziesz oglądał turniej?
- Naturalnie. Poobserwuję trochę młodzież. Może ktoś wpadnie mi w oko i zostanie moim padawanem?
- Pamiętam jeszcze czasy, gdy byłeś niższy od miecza świetlnego, a teraz proszę, szukasz padawana! Czas szybko leci. Muszę lecieć, ale życzę powodzenia. Niech Moc będzie z tobą! - Kavar uścisnął dłoń Revana i ruszył na Arenę.
- Pewnie jego padawan bierze udział w turnieju - powiedział ktoś nad głową Revana.
Revan obrócił się i zobaczył Aleka, który najwyraźniej skończył porządki w centrum technicznym.
- Nie wiedziałem, że Kavar ma padawana.
- A ja nie wiedziałem, że do moich obowiązków należy sprzątanie warsztatu. Uczymy się całe życie.
- Wybacz - rzekł Revan z przepraszającym uśmiechem - Zupełnie zapomniałem, że turniej jest dzisiaj. Jakoś ci to wynagrodzę. Jak następnym razem będziemy na Taris, postawię ci kufel tego ich słynnego piwa!
- Stoi - uśmiechnął się Alek - A wracając do Kavara, to właśnie z powodu swojego ucznia spędził ostatnio tyle czasu na Dantooine. Podobno Vrook chciał przejąć nad nim opiekę, co nie spodobało się Kavarowi. Mistrz Vandar musiał ich godzić.
- Skąd wiesz?
- Od Doraka. Wczoraj wrócił z Dantooine, spotkałem go w jadalni na śniadaniu. Pewnie też byś na niego wpadł, gdybyś skoro świt nie poleciał do warsztatu.
- Zaczynam żałować. Wprawdzie plotki mnie nie interesują, ale mam sprawę do Doraka. Spróbuję go później złapać.
Rozmowę przyjaciół przerwała wrzawa na Arenie. Mogło to oznaczać tylko jedno: turniej się rozpoczął. Alek i Revan szybkim krokiem udali się w stronę, z której dochodził hałas, a po chwili zasiedli na trybunach i z uwagą zaczęli śledzić kolejne pojedynki.
Wieczór powoli przechodził w noc, ale turniej wciąż trwał. Na Arenie zostali już tylko najstarsi adepci i padawani. Choć Alek nie miał pojęcia jakie rangi noszą poszczególni uczestnicy turnieju, zakładał, że ci, którzy walczą z największą determinacją i zaciętością, wciąż są jedynie adeptami. Dla wielu z nich turniej był być może ostatnią szansą na zostanie padawanem. Na widowni było wielu Mistrzów i Rycerzy poszukujących uczniów i choć większość z nich decydowała się na ogół na naukę młodszych dzieci, to zdarzało się, że turniej zupełnie odmieniał losy adepta. Alek doskonale wiedział, że jego mentor, Zhar Lestin, został padawanem po zwycięstwie w jednym z takich turniejów. Twi'lek nie był najsilniejszy Mocą, ale nieustannie ćwiczył fechtunek, dzięki czemu udało mu się pokonać zdolniejszych od siebie i wywalczyć swoją przyszłość w Zakonie. Ci z adeptów, którym nie udało się znaleźć Mistrza, trafiali do Korpusów Rolniczych albo Eksploracyjnych, odbierano im miecze świetlne i de facto przestawali być pełnoprawnymi członkami Zakonu. Zasadniczo rangę padawana należało osiągnąć do 16 roku życia. Dawniej adepci mieli czas do 18 urodzin, ale Rada uznała, iż rozpoczęcie indywidualnej nauki w tak późnym wieku mija się z celem. Alek słyszał, że wkrótce cezura wiekowa ma zostać obniżona jeszcze bardziej, do 13 roku życia i potrafił to zrozumieć. Sam był Rycerzem od ponad dwóch lat, zaś jego przyjaciel i współlokator osiągnął tę rangę dwa lata przed nim. Obydwaj mężczyźni zostali padawanami już w wieku 6 lat. Alek nie wyobrażał sobie, żeby rozpoczynać naukę aż o dekadę później. Oczywiście adepci również byli szkoleni (siedzący obok niego Revan prowadził czasami zajęcia z historii Republiki dla młodzików), ale był to trening szczątkowy w porównaniu ze szkoleniem padawańskim.
Alek był jednak pewien, że jedna z adeptek po tym turnieju zostanie czyimś padawanem. Walczyła z największą determinacją ze wszystkich uczestników i widać było, że postawiła sobie za cel zaimponowanie wszystkim „dostępnym" Mistrzom na sali. O ile oczywiście nie była czyimś padawanem. Alek nie mógł być tego pewnym w stu procentach, ale dostrzegał w niej ogień, którego raczej nie widywało się u uczniów, będących spokojnych o swój los.
- Na kogo stawiasz? - zapytał Alek Revana, gdy na placu boju pozostało już tylko czterech uczestników.
- Wygra blondynka. Wygląda na to, że wciąż jest adeptką, ciekawe dlaczego. Teraz zmierzy się z tym brunetem, ale jest od niego lepsza technicznie, to będzie krótka walka. W drugiej parze pewnie wygra łysy, ruda ma potencjał, ale jest za słaba fizycznie. Wygląda na najmłodszą, więc pewnie kiedyś jeszcze zwycięży, lecz nie tym razem.
Alek uważnie przyjrzał się dziewczynie, w której również jego przyjaciel upatrywał faworytkę. Miała około 160 cm wzrostu, blond włosy sięgały jej do ramion, ciemnozielone oczy nie zdradzały żadnych emocji. Miała na sobie najzwyklejszą w świecie tunikę i proste białe spodnie, ale na niej wyglądały jak kreacja rodem z Naboo. Gdyby Alek nie był Jedi, to może…
Nawet o tym nie myśl. Nie ma emocji - jest spokój.
- Swoją drogą, śliczna dziewczyna - rzucił Revan jak gdyby od niechcenia. Alek prawie się zakrztusił.
- Nie wiem - wydusił tylko.
Przyjaciel spojrzał na niego i uśmiechnął się szelmowsko.
- Dwa metry czystej poczciwości - skwitował, po czym przeniósł wzrok z powrotem na Arenę.
Ostatnia walka dobiegła końca. Tak jak przewidywał Revan, zwycięzcą okazała się niewysoka blondynka w wieku około 16 lat. Z szerokim uśmiechem odebrała nagrodę od mistrza Vandara. Nazywała się Meetra Surik i przyleciała z Akademii na Dantooine.
Revan postanowił nie marnować czasu. Bez słowa podniósł się z miejsca i ruszył w dół, w stronę Areny. Nie zdziwiło go, że Alek podążył w ślad za nim - zapewne sądził, że jego przyjaciel zamierza udać się do ich pokoju. Gdy Revan znalazł się na dolnym poziomie trybun, nagle przeskoczył barierkę odgradzającą widownię od strefy walk i ruszył za świeżo upieczoną zwyciężczynią. Odwrócił się, by sprawdzić czy Alek zrobił to samo, ale zobaczył, że jego kompan zatrzymał się tuż przed barierką i wpatrywał się w niego z głupią miną. Revan znalazł się wreszcie na korytarzu prowadzącym do szatni uczestników i krzyknął za dziewczyną trzymającą w dłoniach niewielki puchar:
- Meetra!
Surik odwróciła się w jego stronę i spojrzała na niego wyczekująco. Revan uśmiechnął się do niej i podszedł bliżej.
- Mistrzu Revanie - dziewczyna skłoniła się lekko, gdy Jedi znalazł się tuż przed nią.
- Nie jestem Mistrzem - skorygował Revan, choć wiedział, że niżsi rangą członkowie Zakonu tytułują tak również Rycerzy. Nie zdziwiło go to, że adeptka go rozpoznała. W Zakonie było całkiem głośno o nim i o Aleku - Proszę, mów mi po imieniu, jesteśmy w podobnym wieku. Chciałem pogratulować ci zwycięstwa w turnieju. Byłaś zdecydowanie najlepsza.
- Wiem, dlatego wygrałam - uśmiechnęła się Meetra. No proszę, takiej odpowiedzi się nie spodziewałem! Podoba mi się ta dziewczyna. Dlaczego nikt nie wziął jej na swoją padawankę?!
- Przejdę od razu do rzeczy: chciałbym żebyś została moją uczennicą. Wiem, że jestem niewiele starszy od ciebie, ale może to i dobrze? Powinniśmy szybko znaleźć wspólny język - oświadczył Revan i czekał na reakcję dziewczyny. Nie wiedział czego się spodziewać. Może z radości rzuci mu się na szyję? Może pokornie skłoni głowę i stwierdzi, że to dla niej zaszczyt? Może zaniemówi z wrażenia?
Jednak Meetra po raz drugi w ciągu zaledwie kilku chwil zaskoczyła Revana.
- To bardzo miło z twojej strony, ale mam już mistrza.
Ona jest padawanką?! Niemożliwe, padawani tak nie walczą, bo nie muszą. Nie, droczy się ze mną, to musi być to.
- Revanie, widzę, że poznałeś już moją uczennicę - Rycerz usłyszał za sobą głos Kavara.
- Revan raczył zaproponować mi szkolenie - poinformowała Meetra z szerokim uśmiechem. Niech ją szlag!
- Nie wiedziałem, że jest twoją padawanką. Walczyła strasznie zaciekle, jakby od tego zależało jej życie, wziąłem ją za adeptkę. Należą ci się gratulacje, Kavarze - Revan próbował wyjść z twarzą z niezręcznej sytuacji.
- Rzeczywiście, byłaś niesamowita, padawanko. Gratuluję. I dziękuję, Revanie. Niestety, jeśli chcesz zostać mistrzem Meetry, musisz ustawić się w kolejce. Dopiero co przylecieliśmy z Dantooine, gdzie musiałem stoczyć małą batalię o moją uczennicę z mistrzem Lamarem. Vrook uważa, że pozwalam jej na zbyt wiele i brakuje jej dyscypliny. Może ty też udzieliłbyś mi jakichś wskazówek? - zapytał Kavar. Ton jego głosu był przyjazny, ale Revan usłyszał w nim niepokojącą nutę. Mistrz zdecydowanie nie miał zamiaru rezygnować z obiecującej podopiecznej, a zainteresowanie jakie ustawicznie budziła najwyraźniej zaczynało działać mu na nerwy.
- Nie mam zamiaru cię pouczać, z pewnością dobrze wiesz jak powinien wyglądać trening. Masz większe doświadczenie ode mnie, w końcu to nie twój pierwszy padawan, prawda? - Revan zauważył, że Kavar jest zadowolony z tej odpowiedzi. Postanowił jednak nie poddawać się tak łatwo.
- Jednakże - podjął Rycerz po krótkiej chwili - z pewnością masz masę nowych obowiązków, odkąd dołączyłeś do Rady. To zrozumiałe, że nie będziesz mógł poświęcić się swojej uczennicy w takim stopniu, jak dotychczas. Jeżeli uznasz, iż potrzebujesz pomocy, wiesz gdzie mnie szukać.
Kavar lekko przechylił głowę i zaczął uważnie przyglądać się Revanowi. Młodszy Jedi nie miał wątpliwości, że Mistrz zastanawia się czy odebrać jego słowa jako wyzwanie, czy jako szczerą ofertę wsparcia.
- Wiem. Dziękuję za propozycję, ale chyba nie będzie takiej potrzeby. Poza tym wkrótce wracamy na Dantooine.
- Jak uważasz. W każdym razie cieszę się, że Meetra jest w dobrych rękach. Jeszcze raz gratuluję i przepraszam za to nieporozumienie. Rozumiem, że zabawicie na Coruscant kilka dni, tak? W takim razie z pewnością jeszcze porozmawiamy. A teraz wybaczcie, ale Alek na pewno mnie szuka. Niech Moc będzie z wami! - Revan odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę swojego pokoju. Gdy wszedł do swojej komnaty, Alek już tam był.
- Gdzie poszedłeś?
- Znaleźć padawana.
- I jak poszło?
- Nie tak, jak się spodziewałem.
- Ale znalazłeś kogoś, czy nie?
- O tak. Zdecydowanie kogoś znalazłem - oznajmił Revan, po czym pogrążył się w medytacji. Alek uznał, że niczego więcej się od niego nie dowie, więc sięgnął po porzucony wcześniej cyfronotes i oddał się lekturze.
- Mistrzu Doraku - ciemnoskóry Jedi odwrócił się i ujrzał idącego w jego stronę Revana.
- Witaj, chłopcze. Alek mówił, że podobno masz do mnie jakąś sprawę.
- Owszem. Jak rozumiem wracasz wkrótce na Dantooine?
- Tak. Spędzę na Coruscant jeszcze około tygodnia i wracam do Akademii.
- Chciałbym polecieć z tobą, Mistrzu - oznajmił Revan.
- Nie mam nic przeciwko, ale czy mogę poznać motywy tej decyzji?
- Naturalnie. Widzisz, są pewne techniki Mocy, o których nie można znaleźć zbyt wielu informacji nawet w świątynnych Archiwach. Część z nich zaginęła bezpowrotnie po splądrowaniu Ossusa, ale część zachowała się, tyle że w formie ustnej. Słyszałem, że Bala Nisi terminowała kiedyś u Odana-Urra, czy to prawda?
- Rzeczywiście, moja była mistrzyni opiekowała się swego czasu biblioteką na Ossusie. Czy jakiś temat interesuje cię w szczególności?
- Więzi Mocy.
- Rozumiem - Dorak zamyślił się na chwilę - Tak się składa, że wiem o nich całkiem sporo. Chętnie podzielę się tą wiedzą, ale nie ma nic za darmo. Chciałbym żebyś pomógł mi w szkoleniu młodzików. Słyszałem, że idzie ci to całkiem nieźle. Poświęcę ci znacznie więcej czasu, jeżeli odciążysz mnie na tym polu.
- Z przyjemnością się tym zajmę, mistrzu. Pójdę uprzedzić Aleka o moim wyjeździe i zacznę przygotowania. Niech Moc będzie z tobą!
