CHAPTER I: „Live for the swarm"

Pokój wspólny tytanów wydawał się względnie cichy. Beast Boy i Cyborg grali w swoją ulubioną grę. Phantom podobnie jak Raven czytał książkę. Jedyną różnicą było to, że Phantom zwisał głową w dół a poły jego nowego płaszcza dotykały podłogi. Raven siedziała na kanapie. Starfire próbowała zrozumieć, dlaczego Cyborg i BB z taką przyjemnością niszczą sobie oczy i plecy garbiąc się przed telewizorem. Tylko Robin spacerował po wieży nie wiedząc, co z sobą zrobić. Podszedł do Phantoma. Wciąż nie mógł się przyzwyczaić do tego, co jego kolega robił w wolnych chwilach. Nie dalej jak wczoraj przyłapał Phantoma na chodzeniu po ścianach w pozycji wyprostowanej.

- Co czytasz Phantom?

- Intymne życie przywódców trzeciej rzeszy... A co?

- Czytasz takie rzeczy?

Robin popatrzył na niego z ogromnym zdziwieniem. Wyglądało na to że obrzydziło go to.

- Nie... Tylko żartowałem. Edgar Alan Poe: „Dzieła wybrane".

- To ten od dreszczowców?

- Ta... Chcesz czegoś?

- Nie... Nic...

Raven popatrzyła na nich.

- „ Coraz bardziej mi imponuje jego żart... To chyba groźne"

Pomyślała i wróciła do książki. Nie dane jej było zbyt długo czytać. Zawyła syrena alarmowa.

- Tytani! Do boju!

Krzyknął Robin. Wszyscy opuścili wieżę. Widok który zobaczyli przeraził ich nie lada. Spora część miasta płonęła.

Killer Moth leciał obok swego nowego towarzysza. Do ręki miał przymocowany miotacz ognia. Obok niego leciał jakiś człowiek z metalowymi skrzydłami, w metalowej zbroi i z sześcioma mniejszymi pojemniczkami przyczepionymi do obu nadgarstków. W całej zbroi wyglądał jak jakiś metalowy owad. Wylądowali na budynku przed magazynami opatrzonymi wielkim szyldem „WAYNE INDUSTRIES".

- Jesteś wspaniałym nabytkiem dla mego roju, Fire fly.

- Dziękuję ci. Razem spalimy to miasto. A potem cały świat!

Obaj roześmiali się szaleńczo. Fire fly miał mocno metaliczny głos.

- A na zgliszczach tego świata narodzi się mój nowy rój!

- Tak. I wtedy będziemy niepokonani. Ale zaczniemy od tego miasta. Znam pewnego gościa który mi już ładnie zalazł za skórę.

- A może ja zajdę ci za skórę?

Oba insekty spojrzały w kierunku z którego dochodził głos. Tytani stali na pobliskim budynku o jakieś półtora metra wyżej od ich głów. Robin najwyraźniej osiągnął cel i zwrócił na siebie uwagę. Fire Fly popatrzył na nich a w okularach jego hełmu udających owadzie oczy, wydawało się że widnieje zlekceważenie. Wyciągnął lewą rękę w stronę budynku z szyldem i zaśmiał się złowieszczo. Jeden z pojemników wypalił w wyznaczoną stronę i uderzył u podstaw budynku. Wystąpił nagły niekontrolowany wybuch którego następstwem było zawalenie się budynku Wayne Industries.

- Teraz wy. Ale nieco zmniejszę siłę!

Fire Fly kliknął guzik na swoim pasie i wyciągnął w ich kierunku dłonie.

- Tytani! Uciekać!

Cała szóstka odskoczyła w prawo. Fire fly odpalał kolejno pociski których o dziwo nie brakowało z każdym momentem. Śmiał się przy tym jak szaleniec a Killer Moth okrążał go w powietrzu wtórując mu tym samym. Tytani zbliżali się powoli do Fire Fly i powoli zaczęły im się kończyć budynki. Rozproszyli się. Cyborg wskoczył na dach na którym stał Fire Fly i zaczął biec na niego celując w jego plecy.

- Fire Fly! Za tobą!

Killer Moth krzyknął lecąc z góry. Fire fly odskoczył od ciosu Cyborga i strzelił jednym z pojemniczków w jego plecy. Cyborgiem zarzuciło na sąsiedni budynek i tylko poturbowało.

- Za mała moc. Trzeba zwiększyć stężenie.

Ponownie kliknął przycisk na swoim pasku. Nagle usłyszał coś jakby ryk. Zielona pantera rzuciła się na niego. Ten odskoczył od niej i padł na plecy. Zaczął z przerażeniem uciekać od BB. Widział jakieś obrazy z dzieciństwa. W ostatecznym akcie desperacji włączył miotacz ognia i odpalił w panterę. Ta zamieniła się w kruka i uniknęła wiązki płomienia.

- Fire Fly! Nie bój się durnego dzieciaka!

- Nie boję się... Ja tylko...

Przerwało mu coś wykrzykiwanego za plecami:

- Azarath! Metrio…

Nie dokończyła. Killer Moth rzucił jej w twarz jakimś szarym pyłem który spowodował u Raven natychmiastowy napad kichania i krztuszenia.

- Wykończmy ich i wróćmy do niszczenia miasta!

- Tak jest!

Fire Fly podniósł się z ziemi i wycelował w Beast Boy'a. Ten latał unikając kolejnych pocisków i postanowił sprowadzić ogień FF na Killer Moth'a. Ten drugi to zauważył i gdy tylko Beast Boy był w zasięgu, trafił go kulą szarego pyłu. Zielony zaczął się krztusić i zmieniać postacie. Skończył pod postacią małpy. W tym samym czasie FF zdążył już rzucić się na niego i okładać go pięściami. W tym momencie do akcji wkroczył Robin i uderzył FF swoją laską prosto w twarz. Ten odleciał dwa metry po czym wywinął skrzydłami i stanął na nogach.

- Ty też chcesz?

FF wyciągnął przed siebie ręce i pruł teraz z miotacza ognia.

Starfire zaatakowała obserwującego wszystko Killer Moth'a swoimi piorunami które udało mu się wyprowadzić w pole. W tym samym momencie został trafiony niebieskim promieniem w plecy. To Cyborg celował z swojego działka. Killer Moth jednak nie dawał za wygraną i zwodził teraz obu atakujących.

Raven opierała się na jednym kolanie i krztusiła coraz mocniej. Przyklęknął obok niej Phantom. Wyciągnął w kierunku jej twarzy dłoń i zobaczył jak ją odwraca w zniechęceniu.

- Chcę ci pomóc!

Postarała się popatrzeć na jego dłoń. Nagle poczuła jak cały pył z jej dróg oddechowych i skóry jest przyciągany przez jego dłoń. Uzbierała się z tego spora kula, ale Raven podejrzewała że to tylko to co zostało na jej ubraniu. Cały proces nie był nieprzyjemny.

- Już możesz oddychać?

- Tak! Leć go dorwać!

- Już!

Phantom poleciał w stronę Killer Moth'a lecz nie atakował. Dopiero Rae wypowiedziała całe swe zaklęcie i zawiązała metalową rurę wokół nadgarstków Killer Moth'a. Dopiero teraz Phantom złapał oburącz kulę pyłu którą uzbierał i wepchnął ją prosto w otwartą gębę Ćmy. Killer Moth zaczął się krztusić i opadać na budynek. Fire fly widząc to wzbił się w powietrze i znów prowadził ostrzał z pojemniczków z substancją wybuchową. Robin chwycił BB i wyniósł go poza obszar wybuchów i poza zasięg wzroku FF. Ten ostatni wpadł w prawdziwy amok i atakował wszystko co się ruszało. Szóstka rozdzieliła się parami i poukrywała po pobliskich dachach. FF nie widząc już celów zaczął się śmiać i przerwał ostrzał. Powietrze przeszył świst i po chwili odłamek rzuconego z niewiarygodną dokładnością metalu wbił się w butle gazowe na plecach Fire Fly'a. Odłamek zamrugał trzy razy na czerwono po czym wybuchł. Fire Fly z krzykiem spadł na dach budynku.

- Niezły rzut Robin! Pięknie go usmażyłeś!

Cyborg nie krył swego zachwytu. Robin stanął obok niego.

- Ale ja jestem tutaj. I niczego nie rzucałem...

- Co? To kto?

Za nimi wylądował Phantom. Wskazał palcem na jedyny ocalały całkowicie dach w okolicy.

- Chyba on...

Cała szóstka popatrzyła na wskazany dach. Na tle czerwonego nieba majaczyła czarna sylwetka z szpiczastymi uszami wystającymi z głowy.

- No nie! Stary wrypał się do naszej akcji.

- Stary?

- No nie mój... Ale jeszcze gorzej niż by to był mój.

Robin nie był zbyt pocieszony tym kogo widział. Postać zeskoczyła z dachu i wylądowała obok Fire Fly'a.

- Robin? Możesz pozwolić tu na słówko?

Postać odezwała się w jego kierunku. W tym samym czasie Phantom poszybował w kierunku wieżowca na którym stała Raven. Stanął tuż obok niej i podszedł do krawędzi.

- Jasne.

Robin zeskoczył z dachu mówiąc kolegom że to nic takiego. Podszedł do postaci i zaczął z nią rozmawiać. Była od niego wyższa o połowę.

- Phantom?

Raven podeszła do niego.

- Słucham?

- Masz może jakieś przypuszczenia kto to może być?

- Batman.

- Kto?

- Dobrze słyszałaś.

- Ciekawe o czym gadają.

- Robin dostaje ochrzan.

- Możesz mi to dokładnie przekazać?

- Dobrze.

Jak powiedział tak zrobił. Przy okazji zebrali się wszyscy inni chcący wysłuchać tej rozmowy. Batman najwyraźniej był niezadowolony z tego co się tu działo.

- Wtrąciliście się do mojej akcji i do tego jeszcze wam to nie szło. Nie powstrzymaliście Fire Fly'a przed narobieniem większych szkód.

- Czy coś jeszcze?

- Muszę się zastanowić czy umieszczenie cię na tym stanowisku było dobrym pomysłem. I kto zezwolił ci na przyjmowanie kogoś nowego?

- Chodzi ci o Phantoma?

- Nie wiem jak się nazywa. Tak czy siak nie możesz przyjmować byle kogo w wasze szeregi. To może być szpieg i zdrajca.

- Nie jestem głupi. Potrafię rozpoznać czy człowiek jest dobry czy zły.

- Tak jak było z Terrą?

- To był cios poniżej pasa.

- Od tej pory ograniczam ci władzę. Ni masz prawa podejmować tego typu decyzji bez skonsultowania się ze mną. Jak złamiesz tę zasadę, wylatujesz. Zrozumiano?

- Tak jest.

- Teraz macie posprzątać tych dwóch po sobie i lepiej żebyście mi więcej nie wchodzili w paradę. Żegnam.

Robin popatrzył jak jego dawny opiekun i protektor zeskakuje z dachu i odlatuje na linie. Podszedł do dwóch leżących na dachu insektów. Killer Moth najwyraźniej okropnie zmęczył się oddychaniem swoim pyłem i zemdlał. Robin spróbował go podnieść ale ciężar przygniótł go do dachu.

- Moglibyście mi trochę pomóc? Sam ich nie udźwignę.

Phantom jak i reszta polecieli w jego stronę. Cyborg zarzucił na plecy Killer Moth'a a Starfire podniosła z ziemi Fire Fly'a.

- Robin? Czy to naprawdę był...

- Tak Starfire... To on. Ale nie martw się. To nic poważnego. Po prostu typowe zrzędzenie staruszka. Wielkie mi rzeczy. Pozbierajmy ich i odeślijmy gliniarzom. Zaraz powinni tu być.

CHAPTER II: „Empire Strikes Back"

Phantom siedział na kanapie bez swojego płaszcza. Tytani pierwszy raz widzieli go bez niego. Dalej miał na sobie zbroję. Czytał właśnie swoją książkę i przyglądał się kolejno co robią jego towarzysze. Beast Boy kłócił się głośno z Cyborgiem o to, kogo teraz jest kolej gry. Raven piła swoją herbatę ziołową i z pobłażaniem patrzyła na to co robią BB i Cyborg. Robina nie było w pomieszczeniu, podobnie jak Starfire.

- Hej? Przylukał ktoś gdzieś Robina?

Cyborg rozejrzał się dookoła. Beast Boy był trzymany przez niego za głowę i nie mógł się do niego zbliżyć.

- Nie wiem gdzie jest... Jak wczoraj rozbolała go wieczorem głowa to go nie widziałem...

Phantom oderwał się od książki i spojrzał na Raven.

- Ja też nie wiem gdzie jest... Nie jestem jego niańką.

- Gwiazdki też nie widziałem od śniadania. A Robin w ogóle na nie, nie przyszedł.

BB przestał się wierzgać i sam się zastanowił co mogło się stać z ich przywódcą. Przez minutę trwała niezręczna cisza.

- Mam iść i go poszukać?

Phantom wreszcie nie wytrzymał.

- Dobra myśl! Podreptam z tobą bo kłótnia z BB już mnie powoli złości.

Cyborg przeskoczył kanapę i podszedł do Phantoma. Kapturnik zagiął róg strony i zamknął książkę. Po chwili z stołu nieopodal podleciał do niego płaszcz i zarzucił mu się na ramiona. Phantom schował w połach płaszcza książkę i wygiął palce tak by kostki się nastawiły. Raven obserwowała co zrobił z książką.

- „ Całkiem niezła sztuczka. I nawet nie przerabiał tego płaszcza."

Nie omieszkała skrycie pochwalić sztuczkę w myślach. Ostatnimi dniami jego zwyczaje zaczynały jej powoli imponować. Obaj koledzy wyszli z pokoju i w korytarzu skierowali się do pokoju Robina. Cyborg zastukał lekko pięścią i odczekał do odpowiedzi.

- Wejdźcie...

Robin miał bardzo słaby głos. Phantom otworzył drzwi i obaj weszli do środka. Ich przywódca leżał przykryty po szyję w łóżku. Obok niego stała Starfire i mierzyła mu temperaturę.

- Cześć tytani.

- Co ci jest Robin?

Cyborg najwyraźniej nie wiedział co robić. Phantom spojrzał na Robina. Na sekundę jego oczy zaświeciły się na czerwono.

- Niepotrzebnie pływaliście wczoraj w nocy w basenie. Jest przeziębiony.

Robin niechcąco kichnął na Phantoma który pokrył się zawartością jego nosa.

- I ma spory katar...

Lewe oko dostało tiku nerwowego a usta wykrzywił grymas obrzydzenia. Robin pociągnął nosem i popatrzył na niego przepraszająco.

- Nie szkodzi Robin... I tak miałem wziąć niedługo prysznic. Tylko ostrzegaj następnym razem bo płaszcz jest nowy.

- Nie ma sprawy. Rozłożyło mnie to choróbsko.

- Myślę że trzy dni na diecie rosołowej i powinieneś wyzdrowieć. Starfire?

- Słucham?

- Czy on przypadkiem nie oszukuje nas żebyśmy się nie martwili?

- Nie. Naprawdę jest tak.

- To dobrze. Wiesz co to rosół? Prawda?

- Nie...

- Zupa zrobiona z ziemskiej kury. Na pewno znajdziesz gdzieś przepis. Martwiliśmy się Robin... Co nie Cyborg?

- Ta... Narobiłeś nam stracha brachu. Dobrze że to tylko przeziębienie.

- Tylko? – Robin zaczął się lekko krztusić. – To jakiś obcy zmutowany wirus a nie przeziębienie. A ... A... A!

Phantom i Cyborg zasłonili się rękami i skulili nieco. Robin wydał z siebie coś jakby odgłos ulgi i przestało mu się zbierać na kichanie. Cyborg i Phantom też odetchnęli, by po chwili usłyszeć nagłe APSIK. Obaj byli teraz pokryci zawartością nosa Robina i mieli wymowne miny.

- Sorki...

- Nie ma sprawy... To może my już pójdziemy?

- Jasne. Nie chce was zarazić.

Obaj wyszli życząc mu szybkiego powrotu do zdrowia.

Weszli do salonu i rozejrzeli się dookoła. Beast Boy grał swoją kolejkę w grze a Raven dalej czytała książkę. Gdy weszli akurat przerzuciła stronę. Cyborg przeskoczył kanapę i impetem podrzucił BB w powietrze.

- Co powiesz na mały wyścig?

Wziął do ręki drugi kontroler i wkroczył do gry.

- Jak chcesz ale przegrasz sromotnie! A właśnie, to co z Robinem?

- Przeziębiony. Dawaj! Dawaj!

- A mówiłem żeby nie pływać wieczorem w basenie?

- Daj spokój! Po tej przygodzie z pożarem i tak odczekaliśmy dwa dni, Phantom.

- Co jak co, ale trzeba mu przyznać rację.

Odezwała się Raven przewracając kolejną stronę. Phantom poczuł się nieco milej i znów wyciągnął książkę spod płaszcza. Otworzył na zaznaczonej stronie i usiadł na kanapie.

Po południu rozległ się alarm i Robin stanął w drzwiach do pokoju wspólnego przytrzymywany mocno przez Starfire i zaciągany w drugą stronę.

- Tytani! Wio!

Wszyscy popatrzyli na niego jak na wariata. Nie wiedział co zrobił aż wreszcie dostrzegł że jest w piżamie.

- Jesteś chory brachu. Pozwól nam iść a sam zostań tu. Może Starfire z tobą zostanie?

- Nie... Jestem w stanie...

- Daj spokój. Poradzimy sobie.

BB był już przy nim i pomagał Starfire zaciągnąć go z powrotem do łóżka.

- No to się zbierajmy. Robin... Zostajesz.

Zakomenderował Cyborg wyłączając konsolę. Dowódca wreszcie pozwolił im się zaciągnąć do swojego małego więzienia. Starfire postanowiła że z nim zostanie. Cała pozostała czwórka wsiadła do T-Car i ruszyła do miasta.

Z banku dochodził alarm. Policji jeszcze nie było na miejscu ale wiadomo było że tytani będą potrzebni. Drzwi główne wywalił jakiś potężny wybuch i po chwili ze środka wyszło trzech ludzi ubranych w białe zbroje. Na ich klatkach piersiowych widniały namalowane czerwone skorpiony. Dwóch z nich miało czarne wzierniki hełmów ale dowódca miał niebieski i półprzeźroczysty. Nie wyglądało na to żeby coś wykradli, poza jedną skrytką która spoczywała pod pachą jednego z żołnierzy.

- Zmywajmy się stąd zanim pojawią się ci głupi tytani!

Dowódca był naprawdę zaniepokojony. Nagle zobaczyli niebieski promień i rozdzielili się na trzy strony. To Cyborg strzelał z swojego działka protonowego w ich kierunku.

- Uj żas! Już tu są.

Z samochodu wyskoczyli BB, Raven i Phantom. Dowódca popatrzył na nich; najdłużej na Phantoma.

- Znowu się spotykamy, towarzysze Tytani!

- Jak uciekłeś z kicia?

BB najwyraźniej nie zważał na to co się działo.

- Waszym błędem, jak i policji było nie rozebranie nas z naszych kombinezonów. Mamy swoje sposoby i jest nas więcej niż dwunastu! A teraz... ODWRÓT!

- CO?

Cała czwórka Tytanów zobaczyła jak trzech białych żołnierzy ucieka przed nimi wzdłuż ulicy. BB zmienił się w geparda i pobiegł za nimi. Biegli tak szybko że wzbijali kurz. Za nimi ruszyli również Cyborg w swoim samochodzie i Phantom z Raven lecący górą. Każdy strzał z działka Cyborga był wymijany. Żołnierze byli za szybcy jak na ludzi. BB miał problem z dogonieniem choćby jednego. Ostatnim z tych biegnących był ten ze skrytką. BB rzucił się na niego i przygniótł go do ziemi.

- Adim! Rzucaj skrytkę!

- Prikaz!

Leżący na ziemi zamachnął się na rozkaz dowódcy i pierwszym który złapał skrytkę był żołnierz z numerem dwa. Beast Boy zostałby unieszkodliwić tego którego złapał ale ten mu się wyrwał i pobiegł dalej w stronę w którą uciekali. Po drodze włączył dopalacz rakietowy umieszczony na plecach i wkrótce wyrównał odległości. BB biegł za nim i próbował go złapać ale nie szło mu to. Cyborg ustrzelił tego drugiego który teraz miał skrzynkę. Ten zachwiał się i nieco zwolnił.

- Dwójka! Rzucaj mi i rozdzielamy się!

Żołnierz z numerem dwa na ramieniu rzucił skrzynkę w kierunku komandora i skręcił w prawo. Sypały się za nim iskry i widać było że ma uszkodzony moduł wspomagający bieganie gdyż co chwilę to przyspieszał to zwalniał. Cyborg chwycił komunikator i wydał rozkazy:

- BB! Ty gonisz tego co ustrzeliłem! Ja pogonię tego który ci uciekł a Phantom i Raven niech gonią tego ze skrzynką.

- Zrozumiano!

Wykrzyknęli wszyscy. Raven i Phantom śledzili dowódcę i zniżyli lot do jego pułapu. Zdążyli dolecieć do niego gdy ten obejrzał się za siebie i zobaczył ich nadlatujących z dwóch stron.

- HA HA HA! I wy chcecie złapać Gwardzistę? Mój kombinezon został udoskonalony! BUHAHAHAHA!

Raven pokręciła przecząco głową i wyciągnęła w jego stronę ręce.

- Azarath! Metrion! Zintho...

Nie dokończyła. Gwardzista wycelował w nią dłonią i wypuścił z niej jakąś substancję która przykleiła jej się do ust. Leciała dalej i próbowała zdjąć to z siebie co spowolniło nieco jej lot. Podleciał do niej Phantom i wyciągnął w kierunku jej twarzy dłoń. Substancja przylgnęła do jego dłoni i po chwili upadła na jezdnię. Lecieli dalej prawie go prześcigając. Gdy już mieli się na niego rzucić, on kliknął jakiś przycisk na prawym przegubie ręki i zaśmiał się złowieszczo. Ogon wystający z jego zbroi wyprostował się i usztywnił a końcówka rozdzieliła się na trzy części. W środku był otwór który po chwili wypełnił się ogniem. Sam wyskoczył nieco w górę a z plecaka wyłoniły się dwa skrzydła w kształcie trójkąta. Wzbił się nieco wyżej i zaczął im uciekać w przestworzach. Phantom ledwo za nim nadążał, tak samo jak Raven. Wreszcie Raven wyciągnęła przed siebie dłoń i wypowiedziała w pełni swoje zaklęcie. Ogon Gwardzisty pokrył się czarną aurą i po chwili wyłamał siei zawiązał w węzeł. Gwardzista zaczął powoli spadać na parking na którym poprzednio został pokonany. Phantom i Raven wylądowali przed nim tak by nie uciekł. Ten schował skrzydła i sięgnął do plecaka. Wyjął z niego jakiś gruby szary prostokąt z dwoma uchwytami. Pociągnął za uchwyty i prostokąt przekształcił się w jakąś futurystyczną wersję bazooki. Gwardzista założył ją jak do strzału i wycelował w nich.

- Nie wyślecie mnie za kratki drugi raz! Mam teraz ważniejszy cel do osiągnięcia i wy mi w tym nie przeszkodzicie!

Nacisnął spust. Przy lufie bazooki zaczęła kumulować się wielka niebieska kula która powoli pokrywała się białymi wyładowaniami elektrycznymi. Raven szybko wypowiedziała zaklęcie i wytworzyła wokół siebie i Phantoma tarczę ochronną. Strzał uderzył w nią i spowodował potężny wybuch. Gdy opadł kurz, Gwardzisty już nie było a Raven leżała obok Phantoma. Przysiadł na jedno kolano i popatrzył zaniepokojony na nią. Oddychała ciężko. Wziął ją na ramiona i próbował ją ocucić. Potrząsał nią lekko.

- Raven! Proszę! Powiedz że nic ci nie jest!

- Oberwałam z wyrzutni pocisku protonowego zderzeniem czołowym. Nic mi nie jest.

- To dobrze...

Przytulił ją do siebie mocniej. Nie wiedziała co zrobić.

- Zaniepokoiłem się.

Przed nimi zaiskrzyło coś i po kolei pojawiały się części kombinezonu gwardzisty. Celował w ich stronę z swojej bazooki.

- Jakie to wzruszające... Cuchnący kapitalista i jego wiedźma! Zaraz będzie po was!

Spojrzał na nich. Phantom podniósł spuszczoną głowę. Pod jego kapturem oczy zaświeciły się na czerwono. Wyciągnął dłoń w jego stronę i zacisnął ją szybko. Bazooka Gwardzisty została wgnieciona do swojego wnętrza i rozwalona na kawałeczki. Raven była pewna że zaraz znowu będzie świadkiem gniewu Phantoma. Jednak Gwardzista był szybszy.

- Odraczam wyrok do następnego spotkania! Daswidanja!

Odwrócił się i ze strachem pobiegł na krawędź parkingu. Tuż przed murkiem stał się niewidzialny, dokładnie w momencie gdy wyskoczył. Raven powoli próbowała wstać, ale była na to za słaba i o mało co się nie przewróciła. Phantom założył jej ramię na swój bark i podniósł ją delikatnie. Zauważył jej niechęć na twarzy.

- Wiem że nie chcesz żeby ci ktokolwiek pomagał ale tym razem chyba muszę.

- Niech ci będzie. Szkoda że Gwardzista uciekł.

- Tak. O jaki cel mu chodziło? Nie zdążyłem zajrzeć mu do umysłu.

- Szkoda. Może Beast Boy i Cyborg złapali któregoś z jego kumpli to ich przesłuchasz.

- Tak. Z całą pewnością to zrobię. Lecimy?

- Nie jestem w stanie. Zapomniałeś?

- A kto mówił że to ty będziesz lecieć?

- Słucham?

Wziął ją na ramiona i poleciał w kierunku zbornym który wyznaczyli przed akcją.

- Czemu ty zawsze jesteś dla mnie taki?

- Mam staroświeckie wychowanie. Robię to z przyzwyczajenia i z potrzeby serca. Od zawsze się tak zachowywałem.

- Cóż... Jesteś bardzo miły. Ale czasami wydaje mi się że aż nazbyt.

- Niestety. Czy... Czy tobie to przeszkadza?

- Mnie?

- Powiedz tylko słowo a stanę się neutralny, niczym powietrze.

- Nie... Tego nie powiedziałam. Tylko czasami trochę dystansuj, dobrze?

- Nie ma sprawy. Jak już kilka razy mówiłem, dla ciebie wszystko.

- Słuchaj... Czuje się już chyba na tyle dobrze że mogę lecieć dalej sama. Nie obrazisz się?

- Nie. Proszę bardzo.

Cyborgowi, w przeciwieństwie do Beast Boy'a udało się schwytać tego którego gonił. Kłócili się w punkcie zbornym gdy dwójka kapturników z ich grupy wylądowała na miejscu. Były to raczej przechwałki niż regularna kłótnia. Na masce samochodu leżał rozebrany do bokserek i związany żołnierz. W wozie obok Cyborga leżał jego kombinezon porozrzucany w nieładzie. Ich krzyki przyciągały gapiów zewsząd.

- No i co BB? Ja złapałem w pełni sprawnego gościa, który do tego rozwalił mi działko a ty zupełnie zdrowy nie mogłeś złapać gościa który miał rozwalony tyłek i z którego uciekało napięcie jak szalone?

- Stary! Mówię ci po raz ostatni! Gościu prysnął mi w twarz gazem pieprzowym! Jeszcze oczy mi łzawią...

- Czy jest jeszcze ktoś w tym mieście, kto nie usłyszał o tym że Młodzi Tytani nie mogli złapać trzech oprychów?

Raven przerwała im krzyki. Cyborg i BB rozejrzeli się dookoła i spojrzeli na ludzi którzy się na nich gapili z wybałuszonymi oczyma.

- Może przeniesiemy się w jakieś inne miejsce?

- Nie ma na razie potrzeby...

Phantom wyciągnął dłoń nad siebie i zamknął oczy. Nagle nad nimi pojawiło się czarne pudło wielkości skrzyżowania które ich przykryło i natychmiast stało się przeźroczyste.

- To moja iluzja. Oni nas nie zobaczą i nie usłyszą a za to zobaczą czarne pudło blokujące drogę. Więc złapaliście tylko jednego? Starczy mi i ten jeden.

Phantom podszedł do niego i położył mu dłoń na czole. Zamknął świecące oczy i skoncentrował się. Raven popatrzyła jak twarz żołnierza wykrzywia się w grymasie i jak krzyczy że ma dość. Krzyczał tylko dziesięć sekund bo potem umilkł i z jego otwartych ust zaczęła sączyć się ślina. Jego oczy były nieprzytomne. Raven wzdrygnęła się na ten widok. Sama już poczuła taką telepatię. Phantom wyglądał tak, jakby szukał czegoś co widział pod powiekami. Mówił sam do siebie.

- Słaby człowiek. Nawet nie muszę przejmować poszczególnych partii umysłów. Tak... Sekcja wspomnień... Sekcja pamięci krótkotrwałej, sekcja marzeń... Co to za zboczeniec... Hmm... Jest! Sekcja Pamięciowa. Nic dotyczącego naszej sprawy, poza tym że mieli wykraść skrytkę numer dwieście osiemdziesiąt trzy.

- To już i tak nam dużo daje.

Stwierdził Cyborg. Zapowiedział że po powrocie do wieży sprawdzi w danych banku co mogło się znajdować w tej skrytce i że może rozgryzą co knuje z tym Gwardzista. Jedynego żołnierza oddano w ręce policji a jego kombinezon powędrował do sali z dowodami w wieży.

Cyborg siedział przed komputerem i czytał coś w pochłonięciu. Phantom stał za nim i czytał mu przez ramię. Reszta tytanów poza Robinem siedziała na kanapach i wyczekiwała na to, co znajdą w rejestrach bankowych.

- Mówiłeś że to była skrytka dwieście osiemdziesiąt trzy?

- Tak.

- Posłuchajcie. W tej skrytce trzymano prywatne zasoby kryształów Sumatros.

- Jesteśmy wszechwiedzący. Nieprawdaż Cyborg?

Odezwała się Raven znad książki. Cyborg zrozumiał aluzję i odczytał definicje Sumatros:

- Kryształy Sumatros zostały odkryte sześć miesięcy temu. Nie są jeszcze znane ich dokładne właściwości ale już teraz, odpowiednio podpięte do elektrod i specjalnej aparatury mogą stworzyć baterię działającą do około stu dziesięciu lat na mocy dwustu dwudziestu gigawatów.

- Czyli dokładniej?

Spytał BB.

- Jeden kilo tych kryształów po zlaniu ze sobą jest w stanie dać energię dziesięciu elektrowni atomowych bez możliwości nagłego wyzwolenia się energii, czytaj wybuchu jądrowego. Z tego co się dowiedziałem, to w skrytce przechowywane było trzy kilo tych kryształów jeszcze przed przetopieniem.

- Po co Gwardziście bezpieczna energia trzydziestu elektrowni jądrowych?

Spytała Raven zadziwiona tymi liczbami.

- Może po prostu potrzebował mniejszej ilości a że tyle było w skrzynce to wziął wszystko. Tacy zazwyczaj nie są zbyt wybredni.

Odezwał się Phantom.

- Wiem jedno. Gościowi było potrzebne coś, co da mu dużo energii, która nie wymknie się spod kontroli.

- Co on może knuć... Domyślasz się Cyborg?

- Na pewno nie zbuduje żadnej bomby. Energia pochodząca z kryształów nie jest w stanie niczego zniszczyć. Kryształy mają też właściwość wchłaniania innych typów energii.

- Czyli nie da się zrobić z nich broni?

- Tylko jeżeli ma strzelać tymi kryształami bezpośrednio albo jeżeli ma być zasilaniem. Innego wyjścia nie ma.

- Więc ciągle pozostaje to jedno pytanie: Do czego mu taka energia.

Raven miała już dość tej dyskusji, która niczego nie wnosiła do rozmowy. Zamknęła książkę i wyszła z pokoju wspólnego. W swoim pokoju rozejrzała się dookoła. Postanowiła ze wreszcie weźmie się za zmianę dekoracji. Przestawiła nieco kredens, półki z książkami i stoliki. Łóżko zostało na swoim miejscu. Pozbyła się kilku wyjątkowo szpetnych rzeźb.

- „ I pomyśleć że kiedyś nawet bym ich nie ruszała z miejsca. Mój gust nieco się zmienił."

Zdjęła płaszcz i ozdoby po czym położyła się na łóżku i przykryła się mocno kołdrą.

Minęła trzecia w nocy a ona wciąż nie mogła spać. Ciągle zdawało jej się że coś się dzieje w wieży. Ciągle czuła się tak jakby w ciemności krył się Wraith. Popatrzyła przez okno. Na tle księżyca zobaczyła czarną sylwetkę która leciała w stronę wieży. Z daleka widziała jak pod czarnym, postrzępionym kapturem jarzą się czerwone oczy. Postać najwyraźniej wylądowała na dachu. Rae wstała z łóżka i ubrała swój płaszcz. Wyszła z pokoju i zobaczyła kogoś w białym płaszczu. Płaszcz był nowiuteńki i leżał gładko na postaci.

- Spokojnie Raven. Też go zobaczyłem.

- Czy to Wraith?

- Bardzo możliwe. Idziesz?

- Mam z nim na pieńku.

- Musisz obiecać mi jedno. Jeżeli on nie zaatakuje nas, ty nie zaatakujesz pierwsza. Zgoda?

- Dlaczego o to prosisz?

- Bo on jest częścią mnie i dlatego nie chcę by stała mu się krzywda. Nienawidzę go z całego serca ale nie potrafię pozwolić by działa mu się krzywda. On ma to samo ze mną chociaż ciągle próbuje mnie krzywdzić... Obiecasz mi to?

- Dobrze. Chodźmy.

Phantom i Raven wyszli na dach gdzie nad oświetlonym basenem stał Wraith. Miał zarzucony na głowę swój kaptur ale jego oczy już nie jarzyły się na czerwono. Wyglądał na nadzwyczaj spokojnego. Raven niepewnie szła za Phantomem, przygotowana by zaatakować gdy tylko zrobi to Wraith. Ten jednak podszedł do nich powoli.

- Przybywam dziś w pokoju.

- Skąd mam to wiedzieć?

Spytała Raven.

- Gdybym chciał narozrabiać to wziąłbym ze sobą zjawy. Nieprawdaż?

- Ja nie wiem. Potrafisz namieszać i bez tego.

- Chciałem cię spytać Phantom, jak to jest mieć przyjaciół?

- To trzeba przeżyć samemu.

- Naprawdę żałuję że jesteśmy po dwóch stronach barykady. Po prostu do tego zostałem stworzony.

- Przyszedłeś mi tylko to powiedzieć?

- Nie. Zapomniałeś kilu rzeczy z instytutu doktora. Przyniosłem ci je.

Rzucił do Phantoma czarny worek. Gdy Phantom go złapał, stał się biały.

- To wszystko?

- Chciałem jeszcze przeprosić twoją koleżankę. Po prostu nie mogłem ryzykować ale jednak mi nie wyszło i tak.

- Jeżeli myślisz że przyjmę po tym twoje przeprosiny to chyba...

Przerwał jej Phantom.

- I znowu jesteśmy wrogami?

- Od wchodu słońca znowu nimi będziemy. A teraz żegnam. Dobranoc.

Wraith odleciał w stronę księżyca po czym zniknął im z oczu.

- Czy możesz mi wytłumaczyć co to miało znaczyć?

- Nie przyjrzałaś się niebu? Jest coś co nie pasuję do zwykłego nieba nieprawdaż?

Raven rozejrzała się. W końcu się zorientowała o co chodzi. Księżyc był czerwony.

- Ale jak?

- Czasami gazy w atmosferze powodują takie efekty. W takie noce we Wraith'cie ożywa ta resztka dobra które mu została po rozdzieleniu ze mną. Może lepiej by było już iść spać? Czy chcesz może popatrzeć co robię tutaj co noc odkąd do was przystałem?

- Co robisz?

- Patrz.

Phantom uniósł dłoń tak jakby nakazywał czemuś powstać. Z podłogi wyłoniła się iluzja. Był to dziwny świat pełny rożnych stref podzielonych na sektory. Obraz otoczył ich dookoła co sprawiło że Raven nieco się zaniepokoiła.

- Nie martw się. To tylko interpretacja mojego umysłu. Jak widzisz jest tutaj trochę pusto. Przynajmniej w dziale wspomnień.

- Dlaczego?

- Wyzbyłem się ich. Umieściłem je w książce którą najprawdopodobniej przyniósł mi Wraith. Nigdy nie udało mu się jej otworzyć gdyż chroni jej zaklęcie które nie pozwala tym mrocznym jej otworzyć.

- Dlaczego pozbyłeś się wspomnień?

- Tylko się ich wyzbyłem i umieściłem je w tej książce. Nie chciałem by mi przeszkadzały w życiu gdyż są to wspomnienia które miały miejsce przed tym, co zrobił mi doktor. Nie warto do nich wracać. Ale ja co jakiś czas zagłębiam się w nich by nie zapomnieć tego co było kiedyś. Hmm... Nie podoba mi się ta sceneria. Może mała zmiana?

Machnął ręką a cały obraz wokół nich zmienił barwy na ciemnoszare. Znikły różne formy opisujące sobą jego umysł a w ich miejsce pojawił się obraz przedstawiający park pogrążony w ciemności oświetlony tylko latarniami na drogach.

- Jak ci się podoba?

- Całkiem tu przyjemnie.

- Nie mogłaś spać?

- Tak.

- Więc może partyjka szachów? Ta gra zawsze powoduje że jest się nieco śpiącym.

- Niech będzie. I tak nie mam nic do roboty.

Przed nimi wyrósł kamienny stolik z szachownicą i ustawionymi na nich figurami. Przy stoliku pojawiły się dwa fotele na których zasiedli. Raven pierwszy raz grała w szachy ale znała dobrze zasady. Spędzili nad tym pół nocy.

CHAPTER III: "Have no fear, Keepers are here!"

Cała szóstka siedziała sobie grzecznie w pizzerii. Każdy zamówił coś innego:

- Podwójne peperoni z boczkiem i serem proszę. Dwie porcję!

Cyborg najwyraźniej był bardzo głodny.

- Wegetariańską raz.

Beast Boy wtórował mu jak mógł. Cyborg popatrzył na niego jak na dziwaka.

- Dałbyś spokój BB. Nawet zwierzęta jedzą mięso.

- Nie wszystkie! Aha! Proszę jeszcze na to odrobinę oregano.

Kelner był najwyraźniej bardzo zdziwiony różnorodnością zamówień jak i swoimi klientami. Pizzeria która nie miała dachu wydawała się bardzo ciekawa podczas nocy. Nieczęsto tytani wychodzili ze swojej wieży na miasto „po cywilnemu", ale za każdym razem prędzej czy później trafiali do pizzerii. Phantom dopiero poznawał te zwyczaje. Kelner podszedł do Robina i Starfire. Tym razem to dowódca zamówił „dużą ze wszystkimi dodatkami". Kelnerowi zostali jeszcze Raven i Phantom. Raven popatrzyła na pracownika pizzerii z neutralnym wyrazem twarzy.

- Proszę zrobić mi niespodziankę. Może być cokolwiek, tylko nie sztuczne.

Kelner odetchnął w duchu że nie usłyszał żadnego dziwnego zamówienia. Bez wahania wpisał „Specjał szefa kuchni" i odwrócił się do Phantoma. Ten wydał mu się wyjątkowo dziwny gdyż bez swojego kaptura wiało od niego starością. Zmyliły go jego siwe włosy.

- Coś dla pana?

Myślał że to ich opiekun. Phantom popatrzył na niego i dopiero teraz kelner zdał sobie sprawę że to taki sam nastolatek co reszta.

- Podwójna z ketchupem i do tego jeszcze proszę podać butelkę z ostrym ketchupem i pojemniczek z słodką papryką.

Kelner zapisał wszystko i z potem na czole odwrócił się w kierunku kuchni.

- Ech, te dzisiejsze dzieciaki! Nic tylko by coś kombinowały... A te ich stroje? Dwóch kapturników z czego jeden to chyba wampir, zielony wegetarianin, jakiś gościu co się urwał z dziewczyną z balu przebierańców i jakiś dziwak z metalowa zbroją. Świat schodzi na psy!

Tytani najwyraźniej to słyszeli Robin i Cyborg nawet chcieli rzucić się by zmusić go do odszczekania tych słów ale Phantom powstrzymał ich ręką. Zaraz potem ta sama ręka wskazała kciukiem na kelnera i pstryknęła palcami. W głowę kelnera uderzyła metalowa taca a ten ze zdziwieniem pobiegł w stronę kuchni. Raven ukryła usta w dłoni i nieznacznie się uśmiechnęła. Odwróciła się z powrotem do stolika i przyjrzała się śmiejącym kolegom. Tylko Phantom i Starfire zachowywali powagę. Po pięciu minutach przeszedł roztrzęsiony kelner i przed każdym położył jego pizzę, dwie w przypadku Cyborga. Umknął pospiesznie w stronę kuchni i zniknął w drzwiach. Cała szóstka zajęła się jedzeniem ale po chwili ich wzrok skierował się na Phantoma. Jego świecące na czerwono oczy zakrywał kaptur płaszcza którego cień odsłaniał tylko usta, na których malował się wredny uśmieszek. Butelka ketchupu i pojemniczek z papryką otwarły siei poszybowały nad pizzę. Phantom wysypał równomiernie zawartość pojemniczka i zalał to wszystko dwumilimetrową warstwą ketchupu. Wszyscy z zapartym tchem patrzyli jak z uśmiechem pochłania kawałek po kawałku i przełyka je prawie nie przeżuwając.

- „Powoli zaczynam się go bać..."

Raven starała się zachować tę myśl dla siebie ale wydawało się jasne że wszyscy jej koledzy podzielają to samo zdanie. Phantom szybko to skończył i otulił się swoim płaszczem tak że jedyne co było widać to jego normalne już oczy i usta.

- To było pyszne. Dawno już tak dobrze nie jadłem.

- Nie ma sprawy. W końcu Robin stawia.

BB najwyraźniej chciał rozładować atmosferę ale nie bardzo mu się udało. Dopiero gdy wszyscy skończyli jeść, atmosfera wydawała się spokojna. Jakiś inny kelner podał im rachunek który rzeczywiście opłacił Robin. Siedzieli jeszcze chwilę i wyszli z pizzerii.

T-Car stał zaparkowany przed wejściem do knajpki i był gotów do drogi. Tytani podeszli do niego gdy usłyszeli przeraźliwy krzyk. Popatrzyli w lewo i dostrzegli jakiegoś człowieka w postrzępionym zielonym mundurze i z bladą twarzą, który skakał po ścianach padając co chwila na jakiegoś przechodnia. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to że na oczach tytanów ugryzł jednego z nich w głowę tak że zmiażdżył mu czaszkę. Cała szóstka zamarła w przerażeniu. Na ich oczach zginął człowiek a oni nic nie zrobili. Od razu postanowili zapobiec następnym takim zdarzeniom. Phantom i Raven wzlecieli w powietrze za Starfire i obserwowali co zrobi następnym razem. Potwór skoczył na wieżowiec i zaczął się na niego wspinać wbijając w ściany kończyny z niewiarygodną łatwością. Mniej więcej w połowie drogi na górę został trafiony jednym z piorunów Starfire. Odwrócił się w jej kierunku i skoczył na nią z wielkim impetem. Uderzył o nią i złapał ja mocno i rękami i nogami. Starfire popatrzyła na jego twarz próbując wyswobodzić ręce. Oczy były całkowicie białe, bez źrenic a na twarzy widać było jakieś niebieskie żyłki. Jego usta otworzyły się wydając z siebie ponury syk połączony z sapnięciem. Starfire czuła że mu się nie wyrwie i że za chwilę i ona straci dużą cześć głowy wraz z jej zawartością, gdy napastnik oberwał w twarz niebieskim promieniem wystrzelonym z ramienia Cyborga. Potwór spadł na ziemię ale już po chwili wstał i znów zaczął nacierać na tytanów. Tym razem rzucił się na Cyborga już z obnażonymi zębami. Miał ich nie lada wiele i wszystkie wyglądały jakby ukradł je rekinowi. Cyborg zasłonił się ręką i po chwili usłyszał zgrzyt metalu. Napastnik wbił się w metalową część lewej ręki i zgruchotał kompletnie pancerz. Cyborg czuł ból i odpływ mocy. Zaczął trząść tą ręką i wymachiwać nią na wszystkie strony ale napastnik wciąż się go trzymał. Wreszcie za pomocą przyszła Raven wypowiadając swoje zaklęcie. Chudego człowieczka otoczyła czarna aura i po chwili uderzył z wielką siłą o pobliską ścianę budynku. Czarna aura znikła a potwór zaczął się osuwać po ścianie. Po chwili widać było jak jego bezwładne ciało jest nienaturalnie powyginane. Cała szóstka stanęła naprzeciwko niego i przyjrzała mu się z niedowierzaniem. Popatrzyli również z przerażeniem na Rae.

- Zabiłaś go?

- Nie sądzę! Patrzcie!

Usłyszeli podobny do poprzedniego jęk i zobaczyli jak ich przeciwnik rzuca się z pozycji siedzącej poziomym lotem na Raven. Ta odskoczyła a on wylądował na asfalcie i znów ponowił atak niemalże nie odwracając się do nich. Tym razem do akcji wkroczył Phantom który zaczął okładać go silnymi ciosami po głowie. Temu najwyraźniej to nie sprawiało różnicy ale po chwili rzucił się znów na Cyborga. Ten wycelował już w niego działko prawej ręki ale po chwili wylot działa znalazł się w ustach tego pierwszego. Cyborg niechcący odpalił i zobaczył z przerażeniem że cała lufa działa poleciała wraz z napastnikiem w pobliską ścianę a on nie ma już dłoni. Padł na kolana i próbował jakoś zreperować układy lewej ręki by tą chociaż mieć sprawną. Przeciwnik rzucił się na Starfire która szybowała w powietrzu ale po chwili został uziemiony ciosem wymierzonym z laski Robina. Potwór rzucił się na niego i zaatakował pięściami laskę. Robin parował wszystkie ciosy ale powoli nie nadrabiał z szybkością i czuł że każdy cios jest w stanie wytrącić mu jego broń. Potwór nagle chwycił za laskę i wyrwał mu ją. Robin popatrzył jak potwór wyprawia z nią jakieś pokazy broni obuchowej po czym z przerażeniem zauważył że laska jest łamana przez kolano i dalej łamana w dłoniach.

- To był tytan wzmacniany polimerami.

Potwór przymrużył oczy i uśmiechnął się do niego złowieszczo po czym wydał z siebie swój okropny krzyk. Odwrócił się i miał już odejść gdy przed jego stopami coś uderzyło i wyrwało spory kawałek asfaltu. W powietrzu rozległ się dziwny, zniekształcony głos. Brzmiał tak jakby był przepuszczany wcześniej przez modulator głosowy:

- Poddaj się Rombie! Już nam nie uciekniesz!

Przed nimi wyłonili się z powietrza ludzie w czarnych kombinezonach. Na ich hełmach widniała granatowa litera K umieszczona w rombie o tym samym kolorze krawędzi. Pod tym znakiem widać było żółtą, polaryzującą szybkę która zasłaniała całą twarz. Na plecach mieli jakieś plecaki z antenkami a w rękach broń. Było ich pięciu a właściwie pięcioro gdyż dwójka z przybyszów miała kształty kobiece. Właścicielem dymiącego karabinu była jedna z nich, której rude włosy zwisały za hełmem.

- Nie obawiajcie się, Powiernicy przybyli.

Odezwała się kobieta z dymiącym karabinem.. Rombie, bo tak najwyraźniej nazywał się potwór, zmrużył oczy i wydał z siebie swój odgłos rozpoznawczy. Ale nie rzucił się na nikogo tylko patrzył na nich z zaciekawieniem.

- Na mocy danej mi przez Corridor 9 mamy cię wyeliminować. Żegnaj!

Rombie popatrzył jak pięć czerwonych znaczników celuje w jego głowę i w momencie wystrzału uchylił się. Strzały przeleciały przez poły płaszcza Raven i zrobiły dość dużą dziurę w której mogła się zmieścić jej pięść.

- Nikt nie niszczy mojego płaszcza! Azarath! Metrion! Zinthos!

W tym samym momencie Rombie uniknął zaklęcia i wskoczył między piątkę która zaczęła znów w niego strzelać. Tym razem strzelali tak by nikt inny przypadkiem nie ucierpiał.

- Stillwell! Thanatos i Jasmine! Zabezpieczyć teren! Nie chcę tu mieć jatki z udziałem przechodniów! Tank! Ty staraj się go ustrzelić!

Cała piątka najwyraźniej nie zwracała uwagi na Tytanów. Wreszcie podbiegł do nich jeden z nich. Powiernicy najwyraźniej mieli te same zdolności co potwór ale nie byli tacy krwiożerczy. Keeper odezwał się do nich z iście niemieckim akcentem:

- Musicie stąd odejść, Mein Freund! To was nie dotyczy!

- Jak to? Gościu zdemolował nam całą ulicę i pozabijał wielu ludzi!

- To was nie dotyczy, Mein Freund! Macie stąd zniknąć bo nie odpowiadamy za to co się tutaj wydarzy. Zaufajcie Thanatosowi.

Robin spojrzał jak ten odbiega i również prowadzi ostrzał z bezpiecznej odległości. Żaden z strzałów nie trafiał w cel i coraz bardziej dziurawił ściany pobliskich budynków i ulicę. Do kobiety o czerwonych włosach podbiegł jeszcze jeden człowiek. Usłyszeli ich krzyki:

- Stillwell! Raport!

- Została już tylko ta szóstka co go powstrzymywała. Grupa o kryptonimie Młodzi Tytani, kod skrótowy TT. Uznani przez Korytarz Dziewiąty za niegroźnych dla organizacji. Zignorować. Potrafią sobie poradzić a my mamy tylko wyeliminować Rombie'go.

- Zrozumiano! Jasmine! Raport!

- Rombie jest trochę za szybki, Ambrosia... W ten sposób możemy w niego walić i dwa tygodnie a tylko my się zmęczymy.

- Trzeba by go jakoś spowolnić.

Robin spojrzał na swoich kolegów. Nie byli zbyt zadowoleni. Raven była wściekła o swój płaszcz a Phantom wyglądał tak jakby miał kogoś zaraz rozszarpać.

- To co robimy?

- Słyszeliście co nie? Nie radzą sobie. A ten gościu może im jeszcze uciec... Nie wspominając o tym że demolują miasto.

Cyborg był bardzo niepocieszony swoimi usterkami. BB nawet nie wiedział co zrobić bo nie miał okazji zaatakować Rombie'go ani razu. W tym momencie w ziemię w pobliżu Rombie'go uderzył granat i spowodował skromny wybuch. Zniekształcone komputerowo głosy oddziału Keepers mieszały się ze strzałami. Robin popatrzył na Starfire która wskazywała palcem za jego plecy. Odwrócił się i zobaczył coś dziwnego. Raven i Phantom, oboje w pozycjach przygotowanych do ataku patrzyli na pole walki.

- Nikt nie będzie niszczył mojego płaszcza!

Raven zaświeciły się na biało oczy.

- Żaden Niemiec nie będzie mi niczego radził ani zabraniał!

Z kolei jego zaświeciły się na czerwono. Phantom wyciągnął dłoń w kierunku Rombie'go a ziemia pod nim zadrżała. Potwór został wybity w powietrze przez kupę ziemi uniesionej telekinezą. Raven wyciągnęła w jego kierunku rozwarte dłonie. O dziwo, Rombie nawet będąc w powietrzu unikał wszelkich strzałów, nawet tych które były wystrzeliwane z wyprzedzeniem jego pozycji spadania.

- Azarath! Metrion! Zinthos!

Rombie zgłupiał. Nie spadał już a wokół niego ustały strzały. Całe jego ciało poza głową było pokryte czarną aurą. Keepers spojrzeli na niego a potem na Raven i Phantoma. Stillwell wyskoczył w górę tak by znaleźć się na wysokości Rombie'go. Ten zauważył jak jego napastnik przeładowuje broń otworzył usta w niemym krzyku. Stillwell puścił spust i w otwartą paszczę Rombie'go wpadł granat. Po chwili było już po wszystkim. Głowa Rombie'go została zmieciona i jego ciało nie podtrzymywane już przez Raven upadło z łoskotem na ziemię. Keepers podeszli do jego ciała i zaczęli się mu przyglądać jakby nie wierzyli że umarł, ale musieli temu przyznać rację. Już po chwili w ich pobliżu pojawiła się cała szóstka tytanów. Keepers popatrzyli na nich ze zdziwieniem.

- Kim wy jesteście i kim był ten potwór?

Zapytał Robin.

- Keepers squad of heavy assault and black operations. At your service.

Odezwała się kobieta z rudymi włosami I cała piątka już miała uciekać. Usłyszeli szybko wypowiadane zaklęcie i zostali związani podobnie jak wcześniej Rombie tylko że ich było pięcioro.

- Kim jesteście?

Ponowił pytanie Robin.

- Korytarz Dziewiąty.

Wykrztusił Stillwell po czym cała piątka nacisnęła jakieś guziki na nadgarstkach. Tytani usłyszeli jakiś odgłos podobny do polaryzacji elektro magnesu i po chwili lina Raven pękła a ona sama chwyciła się za głowę i padła na kolana. Phantom przyklęknął przy niej i położył jej dłoń na ramieniu. Najwyraźniej tylko chwilę ją bolało. Keepers stali się niewidzialni i znikli im z pola widzenia. Ciało Rombie'go znikło z nimi tak jak i kilka z ciał przechodniów które zasiewały ulice pod rozróbie jaką zgotował Rombie. Tytani wrócili do wieży z nowymi pytaniami. Cyborg szukał czegoś w internecie na temat Korytarza Dziewiątego ale nie znalazł nic co by mogło im cos o nich powiedzieć. Były to tylko typowe informacje w stylu: Ekskluzywny dodatek do gry strategicznej tutaj tytuł w której wcielasz się w życie typowych żołnierzy w świecie S-F. Cyborg zrezygnowany poszedł z tym spać, jak i reszta poza Phantomem i Raven. Noc była długa.

CHAPTER IV: "Quoth the crow: Nevermore!"

Raven siedziała spokojnie w swoim kąciku w pokoju wspólnym i piła swoja herbatę ziołową. Robin i BB grali na konsoli i śmiali się do rozpuku, a Starfire rozprawiała z Cyborgiem o czymś dla innych niezrozumiałym a dla nich bardzo wesołym. Phantom spał zwisając głową w dół z sufitu. Wreszcie obudził się i rozejrzał się dookoła zaspanymi oczyma. Odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni i wylądował na kanapie. Usiadł na niej i przeszukał poły płaszcza. Wyjął z nich książkę w czarnej oprawce i zaczął czytać. Był już wieczór i Tytani obchodzili małe święto z okazji tygodnia w którym nie było żadnych występków. Za oknem padał śnieg. Ciągle nie wiedzieli jednak jak zakończyć swoją imprezkę. Wreszcie Starfire wyskoczyła z pomysłem:

- A może tak konkurs recytatorski?

- A na czym miałby polegać taki konkurs?

- Każdy wyrecytowałby jakieś dzieło lub zaśpiewał piosenkę. Najlepszy dostał by masę smakołyków.

- Jak dla mnie to bomba. Ale nawet nie dla smakołyków tylko żeby wygrać!

Cyborgowi spodobał się pomysł.

- Piosenkę lub jakieś dzieło literackie? Poważnie zastanawiam się nad Quo Vadis...

Phantom silił się na żart. Chyba jedyną która w głębi duszy go doceniła, była Raven. Sama się zastanowiła nad wzięciem udziału w tym konkursie. Mogła wyrecytować cokolwiek ze swojej ponurej poezji ale czuła że nie bardzo by się to spodobało jej przyjaciołom. Postanowiła że poczeka z tym do końca konkursu i najwyżej wystąpi jako ostatnia. Ustalono kolejność. Pierwsza miała być Starfire a po niej Cyborg. Po Cyborgu mieli wystąpić kolejno: Phantom, BB i Robin. Raven postanowiła oczywiście że będzie na końcu. W czasie oczekiwania na swoją kolej Phantom czytał nieco swoją książkę i słuchał co kto ma do przedstawienia. Starfire stanęła na środku pokoju przed zgromadzonymi na kanapach przyjaciółmi.

- Chciałabym zaśpiewać wam moją ukochaną piosenkę z Tamaranu pod tytułem „Shrimpitz"...

Wszyscy prócz Phantoma popatrzyli na nią ze zdziwieniem i raczej z niechęcią chłopcy zaczęli ją zachęcać do wykonania swojego numeru. Starfire wzięła głęboki wdech, zamknęła oczy i... wydała z siebie masę okropnych dźwięków które przeszywały ich uszy po skroś. Phantom rzucił książkę na stolik i złapał się za uszy. Raven aż wyrzuciła w górę swój kubek i za pomocą kaptura próbowała zatkać sobie uszy. BB powoli tracił zmysły aż oberwał wyrzuconym w powietrze kubeczkiem Raven w głowę. Padł na kanapę i już nie słyszał nic z upiornego śpiewu Starfire. Robin po prostu włożył głowę w poduszki od kanapy a Cyborgowi powoli zaczęły puszczać wszelkie styki. Po dwóch minutach Starfire zakończyła swój śpiew i popatrzyła na zebranych. Uśmiechnęła się do nich i zapytała:

- I jak się wam podobało?

Cyborg był najwyraźniej najbardziej trzeźwy z całej grupy gdyż zabrał głos jako pierwszy. Jego wyraz twarzy i ton głosy były bardzo wymowne:

- No! To było oryginalne! Daję siedem na dziesięć!

Robin popatrzył na niego i stwierdził że Starfire przestała śpiewać. Odetkał uszy i wystawił osiem palców obiema dłońmi. BB ledwo żywy wystawił sześć, Raven pięć a Phantom tak jak Cyborg, siedem. Starfire uszczęśliwiona usiadła na kanapie a jej miejsce na scenie zajął Cyborg. Na ustach igrał mu szelmowski uśmieszek a zaciśnięta dłoń miała znaczyć że trzyma w niej mikrofon. Zaśpiewał nieco cienko jak na swój tubalny głos:

- If there's trouble you know what to do!

Call Cyborg!

He can shoot a rocet from his shoe!

Cu'z he's Cyborg!

Na na na na nanana.. Oh poor fluffy cat!

Piosenki niemalże nie było dość ale ubawiła Robina i BB na całego. Starfire wtórowała im podnosząc osiem palców. Phantom wysunął pięć a Raven sześć. Odłożył książkę i zajął miejsce na scenie. Miał ochotę już coś powiedzieć gdy spuścił głowę.

- Ej no co jest? Nie wstydź się!

BB zachęcał go do występu na zmianę z Robinem i Cyborgiem. Raven popatrzyła na książkę którą odłożył Phantom i gdy upewniła się że nie patrzy, otworzyła ją na byle którym rozdziale. Tytuł rzucił jej się w oczy: „ The Raven". Phantom popatrzył na BB i w końcu zabrał głos:

- Bez muzyki nie potrafię... Mogę?

Wskazał na odtwarzacz. Robin potaknął i spojrzał jak z połów płaszcza jego kolegi wyłania się płytka CD o czarnym kolorze powierzchni zapisu. Płyta została uruchomiona ale muzyka jeszcze nie rozbrzmiała.

- I jeszcze mały klimacik...

Ściany wieży zmieniły wygląd a wokół Phantoma wyrosła grupa ludzi ubranych jak on ale w płaszcze o różnych kolorach: czerwonym, zielonym, fioletowym i szarym. Szary zasiadł za perkusją która wyłoniła się z ziemi. Cała piątka tytanów, włącznie z Rae wydała lekki dźwięk podziwu dla możliwości iluzjonistycznych Phantoma. Zielony kapturnik chwycił gitarę elektryczną, tak samo jak fioletowy. Czerwony podał mu mikrofon a sam usiadł za syntezatorem.

- No! To mi już wystarczy... Zawsze lubiłem towarzystwo...

Pstryknął palcami i gitarzyści zaczęli grać. Trochę wdzierał siew to perkusista ale jak na razie nie aż tak bardzo. Tytanom melodia wydała się być ciekawa i jakoś dziwnie znajoma... Tylko dla Starfire był to powiew nowości. Po kilku sekundach Phantom chwycił pewniej mikrofon i zaczął śpiewać w rytm hard rockowych brzmień:

It start's with… ONE THING!

I don't know why, it doesen't even matter how hard to try.
Keep that in mind: I designed this ryhme to, slain the due time!

ALL I KNOW…

Time is a valuable thing. Watch you fly by is the penalties of this things.

Watch you count down, to the end of the day. The cloc tics like the way
IT"S SO UNREAL!

Didn't look count to low. Watch the time go, right out the window. Trying to hold on, didn't even know, I'm wasting it much…
WATCH YOU GOOOO!

I kept everything inside and didn't even how I tried, it all fell appart. All I want to be is to eventually be, a memory at a time:
I TRYED SO FAR, AND GET SO FAR! BUT IN THE END. IT DOESEN'T

EVEN MATTER! I HAD TO FOUGHT! TO LOSE IT ALL. BUT IN THE

END, IT DOESEN'T EVEN MATTER

One thing! I don't know why! It doesen't even matter how hard I tried. Keep that in mind: I designed this ryhme, to remind myslef how
I TRIED SO HARD!

It's the part of the way that you remarked me. Act it like my body was your property! Remember wing that at time have buffed with me. I'm supprised you
GOT SO FAR!

Things aren't the way they were before. You wouldn't even recognize me any more. Not that, Shuted me in back then, but it all come's back to:

IN THE END!

You kept everything inside, and didn't even if I tried, it all fell appart. All I want to be is to eventually be, a memory at a time:
I TRIED SO FAR, AND GET SO FAR! BUT IN THE END. IT DOESEN'T

EVEN MATTER! I HAD TO FOUGHT! TO LOSE IT ALL. BUT IN THE

END, IT DOESEN'T EVEN MATTER

I've put my trust, In you! Pushed the farest I can go! Follow this, there's only one thing you should know:

I'VE PUT MY TRUST! IN YOU! PUSHED THE FAREST I CAN GO! FOLLOW THIS! THERE'S ONLY ONE THING YOU SHOULD KNOW!

I TRIED SO FAR, AND GET SO FAR! BUT IN THE END. IT DOESEN'T

EVEN MATTER! I HAD TO FOUGHT! TO LOSE IT ALL. BUT IN THE

END, IT DOESEN'T EVEN MATTER

Pieśń ustała trzydzieści sekund po zakończeniu śpiewu, a iluzja Phantoma znikła zwracając tytanom wygląd ich pokoju. Raven była zaciekawiona tym wyborem ale dalej czytała książkę Phantoma. Chciała się nauczyć tego co czytała, gdyż bardzo odpowiadało to jej gustowi. Od Cyborga dostał dziesięć, tak samo jak od Robina i Starfire. BB dał tylko osiem a Raven siedem. Usiadł na kanapie w swoim miejscu i rozejrzał się za książką. Kącikiem oczu zobaczył ją w rękach Raven i postanowił wyjąć inną. Ta z kolei miała na okładce tytuł pisany rosyjską czcionką.

Beast Boy Wyszedł na scenę i zaczął śpiewać humorystyczną przeróbkę Gangsta Paradise autorstwa Coolio. Z tego co pamiętał Phantom, to „Amish Paradise" należało do piosenek programu Ala Yankowicha. Za ten występ BB dostał kolejno punktację: Osiem, siedem, dziewięć, cztery i pięć. Nadeszła kolej na Robina ten jednak stwierdził że konkurencja jest zbyt dobra dla niego i nie wystąpił... Przyszła kolej na Raven. Była pewna że wyuczyła się dzieła na pamięć po dwukrotnym przeczytaniu ale sama nie wiedziała dlaczego właściwie bierze w tym udział. Stanęła przed nimi i była jakoś niepewna. Nagle wyrósł przed nią mikrofon na stojaku. Phantom zastosował kolejną iluzje by dodać jej otuchy. Postukała w mikrofon z obojętną miną i zaczęła recytować:

„Kruk"

Edgar Allan Poe

Raz w godzinie widm północnej

Rozważałem w ciszy nocnej

Mądrość dawnych ksiąg przesławnych

Zapomnianych dzisiaj już.

Wtem znużoną chyląc głowę,

Na pożółkłe karty owe

Słyszę oto w nocną ciszę

Kołatanie do drzwi, tuż.

Gość to myślę, u podwoi,

Zapóźniony u drzwi stoi.

Pragnie wejść choć późno już.

Gość, lecz jaki? Któżby? Któż...?

Grudzień to był wichrem śpiewny,

Lampy mojej blask niepewny

Kładł u stóp mych cienie drżące

Jak gasnących płatki róż.

Chciałem nim dnia wróci białość

W starych księgach uśpić żałość,

Za promienną, rzadką dziwą

Gdzieś zniknioną w blaskach zórz.

Za straconą, opłakaną

Dziś Lenorą w Niebie zwaną

Co w dal senną, bezimienną

Poszła i nie wróci już.

Słyszę smętne snując mary

Purpurowej szum kotary.

Fantastycznym zdjęty lękiem

Nie wiem, co mam myśleć już.

Tłumiąc trwożne serca bicie

Chciałem lęk ów uśpić skrycie

Powtarzając: "U podwoi

Gość spóźniony jakiś stoi,

Pragnie wejść choć późno już

Cóż innego? Cóżby? Cóż?

Wreszcie płonnej zbywszy trwogi

Bez wahania szedłem w progi,

Gdzie u wejścia, mego przyjścia

Czeka gość wśród nocnych burz.

- Panie! - rzekłem - czy też Pani!

Wasze lekkie kołatanie

Tak ostrożne, ciche, trwożne,

Ledwie do mnie doszło już.

Byłem senny, śniłem może,

Raczcie wejść, wnet drzwi otworzę.

Otworzyłem, lecz na dworze

Nic, prócz nocnych wichrów, burz.

Nie śmieląc wejść w te pustki ciemne

Stałem długo... Sny tajemne...

Marząc jakich nikt śmiertelny...

W taką noc nie wyśni już.

A przede mną ciemność głucha,

Wicher tylko jeno z jękiem dmucha,

Niosąc tylko jedno imię smętne,

Tej, co zgasła w blaskach zórz.

Imię to Lenora! śpiewne,

Wyrzekł ktoś... To ja zapewne

Sam je rzekłem w tę noc burz

Bo któż inny? Któżby? Któż?

Więc na miejsce wracam dawne,

By znów badać księgi sławne

Lecz znów słyszę, w nocną cisze

Kołatanie, bliżej, tuż!

Czując żar płonący w łonie

Myślę: ... "chyba w nocnej toni

Wicher w szyby okien dzwoni,

Wicher co jęczy w tę noc burz.

Okno w ciemną noc otworzę

Wicher w szyby dzwoni może

Cóż innego! Cóżby? Cóż?

Otworzyłem. I wnet potem

Szumnym, pewnym, równym lotem

Czarnopióry kruk wspaniały

prosto ku mnie leciał już.

Ni się wstrzymał, ani zbaczał,

Ku drzwi moim lot zataczał

Gdzie u góry biust Pallady

Jak domowy świeci stróż.

Na Pallady posąg biały

Wzleciał czarny kruk wspaniały

Czarnopióry demon burz.

Nie chcąc by gość hebanowy

Przejrzał z marzeń mych osnowy

Nawał mętnych myśli smętnych

Co mój duch obległy już.

Rzekłem siląc się na żarty:

- Choć czub nosisz mocno zdarty,

Wiem, żeś nie jest zwykłym kurem

Co przy ziemi gdacze tuż.

Tyś wędrowny kruk prastary

Co piekielne rzucił mary

Z Plutonowych spiesząc wzgórz

Powiedz jak cię tam nazwano?

Jakie nosisz wśród nich miano

A kruk rzecze:

- Nigdy więcej!

Lęk ogarnął mnie bezradny,

Na ten dziw tak bezprzykładny,

Że się do mnie ten twór ptasi

Tak od razu ozwał już.

Bo pomyślcie tylko sami!

Jak to dziwnie? gdzieś nad drzwiami

Kędy biały biust Pallady

Jak domowy świeci stróż

Widzieć taki twór ponury,

Wyschły, straszny, czarnopióry

Co się zowie:

- Nigdy więcej!

Na popiersiu cicho tkwiący

Siedział czarny kruk milczący

Jakby w słowie, które wyrzekł

Całą duszę zawarł już.

Więc ja w smętnej rzekłem mowie:

- Jak odbiegli mnie druhowie

Jak nadziei jasne gońce,

W zmierzch wieczornych zgasły zórz,

Tak nim ranny brzask zaświeci

Gość skrzydlaty mnie odleci!

A kruk rzecze:

- Nigdy więcej!

Słysząc znów tak trafną mowę,

Rzekłem wznosząc trwożnie głowę,

Gdzie nad cichą biel posągu

Wzleciał czarny demon wróż.

- Bez wątpienia, w słów twych treści

Co nad biustem siedząc tuż

Oczy we mnie wpił błyszczące,

Jako żagwie dwie płonące,

Paląc serce mego łona

Jak pożarnych ogniem zórz.

I tak w dziwnych mar osnowie

Czoło wsparłem o wezgłowie

Gdzie się kładły mętne blaski

Jak opadłych płatki róż.

Na wezgłowiu głowę kładę,

Gdzie Lenory czoło blade

Już nie spocznie, nigdy już!

Naraz w nocnej ciszy łonie

Słodkie się rozeszły wonie,

Jakby miękko, cicho ręką

Ktoś wonności rozlał kruż,

Chłonąc wonnych dym kadzideł,

Usłyszałem jakby skrzydeł,

Jakby lekkich stóp anielskich

Cichy szelest blisko, tuż!

- Panie! - rzekłem - Ty łask zdroje

Przez anioły ślesz mi swoje,

Balsamicznych lek nektarów

Gdzieś z niebiańskich zsyłasz zórz.

Przychyl ustom wonnej czary,

Bym nie przypomniał smętnej mary

A ból we mnie zmilknie stary

A kruk rzecze:

- Nigdy więcej!

- Kruku! - rzekłem - Hej wróżbito!

Czarnych potęg zły najmito!

Powiedz czyś ty twór śmiertelny?

Czy piekielnych poseł burz?

Lecz na święte Niebios godło

Co z nicości nas wywiodło

Powiedz, błagam dziwny ptaku!

Z Plutonowych zwiany wzgórz

Mów! czy ból mój i tęsknota,

Za Edeńskie spłyną wrota,

Gdzie Lenory duch promienny

Wśród niebiańskich gości zórz

Czy w Edeński kraj daleki

W nim że złączą z nią na wieki?

A kruk rzecze:

- Nigdy więcej!

Więc gniew we mnie wezbrał mocny

I krzyknąłem: ptaku nocny!

Niech cię znów na zrąb piekielny

Grom nieulękłych niesie burz.

Zwiń te skrzydła co się ścielą

Nad posągu cichą bielą.

Zdejmij mi z serca dziób twój ptasi

Co jak ostry razi nóż.

Niechaj kłamliwy byt twój zgaśnie

jak przebrzmiałych echo baśni,

Snem śmiertelnych cicho zaśnij!

W bezpamiętnych toni mórz.

Precz ode mnie! W kraj daleki

Odejdź stąd, lub zgiń na wieki

A kruk rzecze:

- Nigdy więcej!

I wciąż siedzi cicho tkwiący

Czarnopióry kruk milczący

Kędy blady biust Pallady

Jak domowy świeci stróż.

A wzrok jego w snów pomroce

Błyskiem dziwnych skier migoce

Jak sennego wzrok demona,

Co z piekielnych spłynął wzgórz,

Lampy mojej światłość blada

Na twór ptasi cicho pada

Czarnopióre cienie drżące

U stóp moich kładąc tuż.

A z tych cieni co się włóczą

U stóp moich marą kruczą

Już mnie żadne moce władne

Nie wyzwolą

Nigdy już!

Raven zakończyła recytację i wzięła głębszy oddech. Usłyszała oklaski. Niezbyt jej się spodobało że to Phantom tylko dla niej klaszcze. Wolałaby żeby nikt nie klaskał. Popatrzyła na nich jeszcze raz. Phantom wskazywał dziesięć palców, Cyborg dziewięć a gwiazdka i Robin po osiem. Tylko BB wskazywał sześć; najwyraźniej nie spodobało mu się dzieło.

- No to chyba sprawa jasna! Wygrywa Raven! Powitajmy naszego nowego czempiona!

Zakrzyknął Cyborg stając obok Raven i podnosząc jej lewą rękę tak, jak podnosi rękę boksera sędzia. Nie wiedziała co powiedzieć. Z całą pewnością nie robiła tego z powodu chęci wygranej jakichś smakołyków. Wytłumaczyła to sobie tak, że zrobiła to pod wpływem chwili i chwilowego zamroczenia umysłu a nie wypadało jej przerywać recytacji w samym środku. Czuła się mocno zażenowana gdy cała grupa obdarowała ją słodyczami i tego typu „smakołykami". Ogólnie; wszyscy się dobrze bawili.

CHAPTER V: "I am the alpha, and the omega!"

Ciemne pomieszczenie które rozświetlały tylko pojedyncze snopy iskier miały być miejscem niecodziennego wydarzenia. Z kilku metalowych części miała powstać nowa istota. Naukowiec w białej zbroi stał w otoczeniu jedenastu żołnierzy w takich samych zbrojach. Jedynymi różnicami pomiędzy nimi było to że naukowiec był zarówno przywódcą. Zbroja jego wyposażona była w potężny mechaniczny ogon. Na stole operacyjnym była składana nowa podpora jego armii. Mechaniczne ramiona spawały kolejne części z niesamowitą precyzją. Cała maszyna była prawie gotowa, wystarczyło jeszcze dać jej zasilanie i wypieścić detale zewnętrzne. Stół zmienił ułożenie pod kątem prostym do podłoża i pozwolił ramionom zaopatrzonym w pojemniki ze sprężonym powietrzem na oczyszczenie z brudu metalowych części. Do środka wszedł Gwardzista i przypatrzył się jak na białej powierzchni lewej piersi maszyny jest wymalowywany czerwony skorpion. Maszyna została zwolniona z uchwytów i dwa inne sztuczne ramiona postawiły ją w pozycji stojącej przed naukowcem. Gwardzista wyciągnął w jej stronę rękę z czerwonym kryształem wielkości pięści. Wystukał jakąś kombinację na przegubie swojej prawej ręki i po chwili klatka piersiowa robota otworzyła się ukazując komorę mini-reaktora. Naukowiec włożył kryształ w miejsce reaktora i zamknął ręcznie klapy. Maszyna drgnęła ale nie ruszała się i nic nie wskazywało na to by miała to zrobić dobrowolnie w najbliższym czasie. Na ekranie który wyskoczył z ściany widać było jak czerwony kryształ zmienia kolor na niebieski i powoli zaczyna się obracać wokół własnej osi. Gwardziście nie pozostało nic innego jak tylko włączyć robota. Kliknął na jakiś guzik na przegubie prawej ręki i po chwili spod szyby na twarzy robota patrzyły na niego niebieskie oczy. Najwyraźniej maszyna mu się przyglądała. Zachwiała się i upadła na kolana. Stwórca założył ręce za plecy i przemówił:

- Jak się nazywasz?

Oczy robota zmieniły kolor na zielony i wyrażały swoim kształtem rozkojarzenie i głębokie procesy myślowe.

- Sigma... Nazywam się Sigma... Model Alfa.

Gwardzista pomógł mu wstać. Robot nie był potężny. Jego głowa wyglądała jak hełm każdego innego żołnierza z tym wyjątkiem że na czole miał czarny znaczek z omegą, podobnie jak na prawej piersi. Na naramiennikach widniały czerwone gwiazdki. Ręce miał chudziutkie a od łokci w dół pręgowane. Podobnie było z nogami tyle że pręgowana była tylko połowa łydki po reszta nóg wchodziła w metalowe buty. Na bokach kończyn miał wyrysowane czarno-żółte, skośne paski. Na plecach miał zamontowany potężny plecak ze schowanymi w nim skrzydłami i wystający z niego ogon, niemalże identyczny z tym Gwardzisty poza żądłem. Żądło Sigmy miało wygląd podzielonego na trzy części świdra lub wiertła, z tą różnicą że miało płaskie ścianki. Gwardzista puścił jego rękę i znów założył ją za plecy.

- A więc komu służysz, Sigma?

Oczy Sigmy zmieniły kolor na ciemnofioletowy i wydawały się zawzięcie zawadiackie.

- Białej Armii Skorpiona!

Gwardzista zaśmiał się a za nim wszyscy żołnierze. Ostatnim który dołączył do salwy śmiechu był Sigma.

Phantom wstał zlany zimnym potem. Tak dziwnego snu jeszcze nie miał. Rozejrzał się dookoła. Za oknem ledwo wstawało słońce a w pokoju wspólnym jeszcze nikogo nie było. Poczuł głód wiec wybrał się do części kuchennej. Tam znalazł jakąś w miarę zjadliwą pomarańcz która, w przeciwieństwie do większości jedzenia, nie była pokryta niebieską pleśnią. Obrał ją ze skórki i usiadł za stołem śniadaniowym. Zjadł połowę gdy weszła Raven. Była bardzo zaspana i lekko ziewała. Wyjęła z szafki swój kubek i zaparzyła sobie herbaty. Usiadła przy stole i wlepiła ledwo przytomne oczy w powierzchnię która utworzyła w jej kubku herbata. Phantom zauważył jej mętne spojrzenie i odezwał się pierwszy:

- Znów ciężka noc?

- Tak... Mam to odkąd się tu wprowadziłeś. Co noc jakiś koszmar albo bezsenność.

- Możliwe że to i przeze mnie...

Raven popatrzyła na niego i zdała sobie sprawę że była wyjątkowo niemiła, nawet jak na nią.

- Nie miałam tego na myśli. Akurat to po tym jak wtedy graliśmy w szachy to spałam smacznie i nie było koszmarów.

- Wiec cieszę się że chociaż w ten sposób mogłem ci pomóc.

- Szkoda że nie pozbędziesz się moich koszmarów.

- Mógłbym... ale...

- Ale co?

- Musiałbym wejść do twego umysłu a ty musiałabyś mnie tam wpuścić. A z tego co pamiętam to nie lubisz mojej telepatii.

- Jest wyjątkowo bolesna.

- Tylko jeżeli ktoś się opiera. Gdybyś mnie wpuściła to by nie było tego problemu. Ale ja nie chcę cię do niczego zmuszać.

- I tu masz całkowitą rację. Nie znoszę jak ktoś mnie do czegoś zmusza.

- Przynajmniej nie jestem samobójcą, co?

Raven jakoś nie mogła zaakceptować tego niewinnego żartu. Po prostu ktoś kto umarł a mówi o samobójstwie przyprawiał ją o małe dreszcze. Wypiła odrobinę herbaty i podeszła do okna. Phantom poszybował w powietrzu za nią i wylądował tuż obok. Raven przyglądała się śniegowi za oknem. Padał teraz obficie i spowijał całe Gotham w białej mgiełce.

- Piękne, nieprawdaż?

- Nie wiem. Jest tam tak spokojnie, cicho.

- Lubisz zimę?

- Sama nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

- Ja ją uwielbiam. Zawsze była moją ulubioną porą roku.

- Dlaczego?

- Jest zimna, ponura, cicha, sterylna i nieskazitelna. Takie cechy wzbudzają we mnie najwyższy szacunek i podziw. Miedzy innymi za kilka tych cech tak cię lubię.

- Jestem według ciebie sterylna i nieskazitelna?

Phantomowi odjęło na chwilę mowę.

- Nie... nie o to mi chodziło... Wiem, to źle zabrzmiało...

Raven popatrzyła na niego. Jej głos się nieco ożywił jednak pozostawała w nim lekka nutka sarkazmu i neutralności:

- Tylko żartowałam. Jesteś naprawdę nierozgarnięty.

- To moja największa wada. Ale staram się nad tym pracować.

- Widać jak na dłoni.

Teraz wydała z siebie najczystszy sarkazm jaki tylko potrafiła. Phantom najwyraźniej to podłapał bo tym razem uśmiechnął się do niej.

- Wiesz... W głębi duszy jestem jak ta zima. Przychodzę, jestem zimny i chłodny, potem staję się nieco cieplejszy aż wreszcie zmieniam się w wiosnę. Problem w tym, że u mnie zima trwa dwa kwartały.

- Ciekawa interpretacja.

Raven dopiła swój trunek i odniosła kubek na swoje miejsce. Gdy zamykała szafkę popatrzyła na Phantoma raz jeszcze. Wydało mu się że w jej oczach tli się iskierka jakiejś nadziei.

- Zastanowię się nad twoją terapią. Dam ci znak jak zdecyduję.

- Zawsze do usług.

Uśmiechnął się do niej. Nareszcie czuł że nawet ona go akceptuje w grupie. W kolejce po śniadanie zebrali się wszyscy którzy nie uczestniczyli w porannej rozmowie Phantoma i Rae. BB zjadał właśnie płatki zbożowe z mlekiem sojowym a Cyborg dosłownie wpychał w siebie jakieś jedzenie pokryte niebieską pleśnią. Phantom wzdrygnął się na sam ten widok. Starfire zajadała się jajecznicą a Robin wcinał płatki śniadaniowe których pudełko oznaczone było plakietką z napisem: „Płatki tylko dla super-menów". Oczywiście data ważności płatków minęła trzy lata temu ale kto by się tam przejmował, pomyślał Phantom widząc jak Robin coraz energiczniej macha łyżką. Po śniadaniu Wszyscy zajęli się swoimi codziennymi sprawami. BB, Robin i Cyborg wypróbowali nową grę, dla odmiany zespołową w której wcielali się w trzech żołnierzy na misji. Raven czytała jakąś książkę. Tytuł brzmiał: „ Mity i fakty dotyczące włóczni Longinussa". Phantom z kolei usiadł przy wieży stereo i słuchał na słuchawkach Beethovena i innych muzyków jego czasów. Obecnie słyszał utwór autorstwa Ernesta Cortozara: „Milczenie Beethovena". Starfire przygotowywała jakiś posiłek według Tamarańskiego przepisu używając jakichś składników nie z tej Ziemi. Zdawałoby się że tej sielanki nic nie przerwie, jednak po pół godzinie rozbrzmiała syrena alarmowa.

- Tytani! Do dzieła!

Robin zakomenderował wyjście z wieży.

Sigma, mówiąc prosto, robił zadymę w samym centrum miasta. Policja stawiała mu dzielny opór ale ten szedł przed siebie trzymając w ręku przeźroczystą teczkę wypełnioną czerwonymi kryształami Sumatros. Maszerował jak gdyby nigdy nic i nie zważał na kule wystrzeliwane w jego stronę z policyjnych karabinów. Policjanci ściągnęli ciężką artylerię i jeden z nich odpalił w stronę napastnika pocisk z wyrzutni rakiet typu LAW. Sigma uderzył pięścią w ogon rakiety w momencie gdy ta była o krok od jego głowy. Rakieta zmieniła radykalnie kierunek lotu i gdy skończyło jej się paliwo, uderzyła dwadzieścia metrów za robotem. Policjanci zaczęli się powoli wycofywać gdy do akcji wkroczyli Młodzi Tytani. Wysypali się jak mrówki z T-Car i podbiegli w stronę robota.

- Kim u licha jesteś?

Zapytał go gniewnym tonem Robin.

- Sigma, Model Alfa.

Na szybce widniały czerwone oczy wyrażające wściekłość. Phantom spojrzał na ogon i na czerwonego skorpiona na piersi robota.

- On jest z Białej Armii Skorpiona!

- A wy jesteście Młodzi Tytani. Dostałem wyraźne rozkazy względem was które muszę wykonać.

Oczy stały się fioletowe o ustalonej dla tej barwy kształcie.

- Jakie rozkazy?

- Ściśle tajne! Zostaniecie zniszczeni tak czy siak.

Ogon Sigmy wyprostował siei zgiął w kilku miejscach. Z pierwszego odwłoku od żądła wyłonił się spust a samo żądło otwarło się na kształt kwiatuszka.

- Azarath! Metrion! Zinthos!

Przed Tytanami wyrosło czarne pole siłowe. Oczy Sigmy stały się brązowe i wydawały się zamyślone. Wyglądało na to że analizował dane. W rzeczywistości, jego dane były tylko aktualizowane. Na wzierniku szybki widział odegrane w małym okienku całe wypowiedzenie zaklęcia i przeanalizowaną szybkość wypowiedzenia i powstania bariery. Wszystko trwało dwie sekundy gdyż po chwili w otwartym żądle skumulowała się niebieska kula energii z białymi piorunami. Raven i Phantom znali już tę technologię. Kula odpaliła w pole siłowe i zmiotła je z powierzchni ziemi przechodząc dodatkowo na wylot i uderzając w pozostawiony nieopodal furgon policji. Rae padła na kolana i trzymała się za głowę. Tym razem pocisk był potężniejszy niż ten który zademonstrował im Gwardzista dość niedawno. Po chwili dała znać Phantomowi że nic jej nie będzie i po chwili piątka tytanów rzuciła się na Sigmę. Ustąpili miejsca BB który zamienił się w tyranozaura i szarżował na maszynę z rykiem. Maszyna stała niewzruszona a jej oczy znów stały się brązowe. Po chwili powróciły do normalnego, czerwonego koloru; skończył analizować szybkość przemiany BB. Sigma włożył dłonie w zęby nacierającego BB i próbował wytrzymać napór. Tyranozaur miał jednak większa siłę i mimo że nie zgruchotał kończyn robota, to wypchał go trochę dalej. Na sekundę oczy Sigmy znów stały się brązowe by powrócić do czerwonych w chwilę później. Robot po prostu usunął się z miejsca a Tyranozaur wyrżnął w długą. To wystarczyło Sigmie do uderzenia go ogonem. W momencie styku, ciało BB pokryło się wyładowaniami elektrycznymi a on sam wrócił ogłuszony do postaci człowieka. Teraz do akcji wkroczył Cyborg. Robot wydłużył nogi gdy tylko Cyborg na niego skoczył, monitorując brązowymi oczyma wszystkie jego ataki. Sigma przebiegł cztery kroki po czym odwrócił się z powrotem w stronę Cyborga. Ten uruchomił działo umieszczone w prawym ramieniu i celował w niego. Sigma Przyjrzał się temu przez trzy sekundy swoim „badawczym" wzrokiem. Komputer wyświetlił mu parametry wielkościowe działa i prawdopodobne działanie. Cyborg wystrzelił w Sigmę co zmiotło go prosto w złom furgonu policyjnego. Robot siedział teraz oparty o Furgon i resetował swoje stabilizatory żyroskopowe. Spojrzał na Cyborga który powoli do niego podbiegał. Celownik na wzierniku zatrzymał się na działku w ręce i wyświetlił komunikat: NIEZNANA TECHNOLOGIA. ZDOBYĆ WIECEJ DANYCH. Sigma spojrzał jeszcze na wóz Cyborga. Ponownie wyświetlił się ten sam komunikat. Wskoczył na maskę i przyjął pozycję „pająka". Cyborg zatrzymał się w miejscu, podobnie jak Robin i Starfire którzy mieli zamiar rzucić się na robota. Sigma zaświecił fioletowe oczy po czym wszyscy zobaczyli jak końcówka jego ogona znowu się rozczepia a ze środka wychodzi jakaś wtyczka. Ogon powędrował w stronę kabiny i zbił szybę by dostać się do pulpitu sterującego. Sigma wetknął wtyczkę w port główny a jego oczy zmieniły kolor na zielony. Napis we wzierniku głosił: ŁAMANIE ZABEZPIECZEŃ SYSTEMU: ZAKOŃCZONE. DOWNLOAD PLIKÓW SYSTEMOWYCH W TOKU...

Cyborg padł na kolana widząc co się stało z jego samochodem.

- Moje Autko! Moje śliczne Autko! Nie podaruję mu tego!

Sigma zszedł z wozu i rzucił się na niego ale już po chwili został przybity do ziemi przez laskę Robina. Wstał a jego oczy z białych, wyrażających ból, zmieniły się na wściekło czerwone. Robot rzucił się na Robina i nie zwracał uwagi na to że jego ciało wygina się pod dziwnymi katami pod wpływem ciosów Robina. Tym razem cały czas miał brązowe oczy i pozwalał Robinowi atakować. Analizował każdy ruch i po chwili był w stanie zablokować każdy zadany cios. Po jednym z nich złapał za laskę i przyciągnął ją do siebie nie zwracając uwagi na protesty i wierzgania Robina. By zapewnić sobie warunki pracy, wydłużył nogi na długość czterech metrów. Robinowi niezbyt się podobała perspektywa z spadnięciem z takiej wysokości. W tym samym czasie Sigma dokonywał analizy spektrograficznej laski i po chwili miał już pełne dane o broni. Wreszcie puścił laskę razem z Robinem. Robin został w powietrzu przechwycony przez Starfire i postawiony na ziemi. W tym momencie do walki wkroczył Phantom uderzając Sigmę w szczękę. Głowa odchyliła się i nieco wydłużyła szyję. Ta wróciła do normalnych długości i po chwili z plecaka Sigmy wyłoniły się dwa skrzydła. Ogon usztywnił się i wyprostował wzdłuż ciała w dół. Żądło znów się rozwarło ale tym razem z wnętrza buchnął ogień rakietowy. Sigma wzbił się w powietrze i poczekał aż nogi odzyskają normalną długość, po czym rozpoczął powietrzną walkę z Phantomem, Starfire i Raven której przeszedł ból głowy. Co jakiś czas zatrzymywał się w powietrzu i analizował co robią jego przeciwnicy. Miał nie lada problem w obserwowaniu pięciorga wojowników którzy chcieli go pokonać. Rae rzucała w niego odłamkami metali przed którymi to zgrabnie lawirował. Żaden z odłamków go nie trafił. Następnie Starfire rozpoczęła szybki i niezbyt celny ostrzał wzdłuż trasy jaką leciał robot. Ten wywinął kilka beczek i korkociągów po czym podleciał do niej z zatrważającą szybkością i uderzył ją z całej siły w czoło. Dziewczyna wylądowała na ziemi i starała się pozbyć bólu głowy przez masowanie czoła. Raven ścigała Sigmę siedząc mu prawie że na ogonie i zastanawiała się gdzie się podział Phantom. Wycelowała w latarnię która znajdowała się na trasie lotu i wykrzyknęła:

- Azarath! Metrion! Zinthos!

Lampa pokryła się czarną aurą i wygięła prosto w Sigmę. Ten jednak zrobił unik i poleciał dalej. Z podwyższenia usłyszał jakiś dziwny świszczący dźwięk. Taki sam usłyszał gdy oberwał z działa sonicznego Cyborga. Uniknął niebieskiego promienia i obejrzał się do góry. Wyskoczył na niego Robin i próbował zdołować go do ziemi laską. Znów uniknął ciosu i spojrzał przed siebie by natychmiast oberwać „z dźwigni" od Phantoma. Robot przekoziołkował wzdłuż ulicy po czym z jego ogona przestał się wydobywać ogień.

Phantom spojrzał na niego z lekkim gniewem. Sigma wstał i odwrócił się do tytanów. Wyciągnął swoje ręce z zaciśniętymi pięściami jak w geście „mam was gdzieś" i spowodował uruchomienie jakichś systemów. Z jego dłoni wysunęło się z szczękiem metalu po jednym ostrzu. Wyciągnął teraz rozcapierzone łapska w stronę tytanów i uruchomił jakiś mechanizm. Ręce zaczęły się teleskopowo wydłużać i pędzić z ostrzami wycelowanymi w Phantoma. Ten stał się przenikalny i pozwolił ostrzom przejść przez siebie na wylot. Następnie wyszedł z zasięgu rąk które przestały się wydłużać i złapał je za przeguby ciągnąć z całej siły. Sigma przeanalizował sytuację i przewidział że zostanie wyrzucony za nich. W momencie gdy robił pętle nad nimi, wydłużył nogi co pozwoliło mu zatrzymać się w miejscu. Cyborg Z trwogą zobaczył jak dwie dłonie łapią go za barki i unoszą jak piórko w powietrze. Z plecaka Sigmy wyłoniło się jeszcze sześć wysięgników które zdarły z pleców cyborga wszelki pancerz i odsłoniły elektronikę. Tytani zamarli w przerażeniu.

- Hej! Nikt nie miesza przy moim systemie! Zrozumiałeś?

Po chwili umilkł gdyż wysięgniki wbiły swoje palce w porty dostępu umieszczone na plecach a kolejna wtyczka która wyłoniła się z ogona podpięła się do portu umieszczonego z tyłu głowy Cyborga. Twarz Cyborga wykrzywiła się w bólu który przerażał nawet Robina. Oczy Sigmy zaświeciły się na brązowo a on sam wydawał z siebie dźwięki jakby podłączał modem do sieci. Napis na wzierniku głosił: ŁAMANIE ZABEZPIECZEŃ SYSTEMU: ZAKOŃCZONE. DOWNLOAD PLIKÓW SYSTEMOWYCH: ZAKOŃCZONY. INWAZJA SYSTEMU: W TOKU...

Cyborg najwyraźniej dostał podobny komunikat i zaczął się coraz mocniej wierzgać.

- Ty żołędny dupku! Nie będziesz mi wprowadzał robali do systemu!

Oczy Sigmy zmieniły kolor na czerwony i wyrażały głęboką satysfakcję z tego co widziały. Nagle usłyszeć można było kwik który wydają z siebie sokoły w momencie ataku. Zielony pterodaktyl wbił swoje pazury w ogon Sigmy i rozerwał pancerz i porozcinał okablowanie wewnątrz. W rezultacie Sigma pozostał bez swojego żądła. Rozkojarzony zmniejszył długość swoich kończyn do normalnej, puścił Cyborga i patrzył na pozostałą mu partie ogona z oczami koloru seledynowego. Wyrażały one ból i rozpacz. Cyborg powyrywał z siebie wtyczki i spojrzał na Sigmę.

- Cyborg! Czy on ma jakieś źródło zasilania? Może to wystarczy by go pokonać?

- Dobry pomysł Robin! Już go skanuję!

W oczach cyborga pojawił się rentgenowski prześwit ciała Sigmy. Ten podniósł się i wyjął z plecaka jakiś karabinek. Po naciśnięciu guzika karabinek nieco zwiększył swoje rozmiary i został wycelowany w Tytanów.

- Azarath! Metrion! Zinthos!

Przed nimi pojawiła się czarna bariera która jednak nie zakłóciła pracy przyrządów Cyborga. Widać było jak od karabinu wyrastają kable i wczepiają się w ciało sigmy na spojeniach pancerza rąk. W lufie zaczęło cos lśnić na niebiesko. Strzał był przygotowywany i miał być potężniejszy nawet od tego którym potraktował ich na przywitanie. Raven powoli zaczynała obawiać się każdej broni która pojawiała się w rękach członków tej organizacji. Jej moc była niczym w obronie przed ich technologią. Cyborg ciągle skanował.

- Ile to jeszcze potrwa Cyborg?

- Spokój Robin! Muszę tak dobrać częstotliwość promieni RTG żeby nie przeszło przez niego na wylot bo to nie pomoże.

Oczy Sigmy znów zaświeciły się na czerwono a z lufy zaczęła wydobywać się rosnąca niebieska kula.

- Skubaniec! Nie ma jak go wyłączyć!

- Jak to?

Spytał Phantom.

- Jego rdzeń jest w klatce piersiowej a jak odpali teraz to zmiecie nas z powierzchni ziemi bez pola ochronnego Raven.

- Pośrodku klatki piersiowej?

Spytał teraz z kolei Robin.

- Tak.

Popatrzyli na Phantoma. Ten wniknął w ziemię. Raven była pewna że ucieka przed walką i stchórzył albo ich wystawił. Jedynie Starfire była przekonana że on coś planuje a nie ucieka.

- Jakieś ostatnie życzenie Tytani?

Doszedł ich ostry mechaniczny głos Sigmy. Całą piątkę ogarnęło przerażenie na widok kuli wielkości całego korpusu Cyborga. Nagle kula przestała się kumulować i gdzieś znikła a karabin odpadł razem z kablami od ciała Sigmy. On sam zmienił wyraz oczy na seledynowy ale tylko na chwilę gdyż zaraz po tym oczy zgasły. Za nim stał Phantom z ręką włożoną do połowy przegubu w jego ciało. Najwyraźniej użył techniki przenikania. Przyciągnął w swoją stronę dłoń wyrywając z jego pleców dość dużą porcję elektroniki. W ręku trzymał niebieski kryształ wielkości pięści. Sigma padł na kolana i jeszcze wyciągnął prawie że bezradnie, prawą rękę w stronę tytanów, już nie chronionych polem Raven. Padł na bok i rozwalił się bykiem na plecach. Z jego klatki piersiowej jeszcze nieco iskrzyło ale w ogóle się nie ruszał. Tytani podeszli do Phantoma i przyjrzeli się Sigmie.

- Ładnie go załatwiłeś.

- Co teraz z nim zrobimy?

- Nie wiem. Chyba zabierze go policja i rozbierze na części. Bo wątpię żeby można było skazać maszynę.

Powiedział Robin kopiąc lekko bok Sigmy. Jedyne co tym zyskał to obrzęk dużego palca u nogi.

- A gdzie ta walizka którą ukradł?

Dopiero na te słowa Cyborga, wszyscy się opamiętali i rozejrzeli dookoła. Okazało się że przy Sigmie nie było już walizki, ani nigdzie na polu walki.

- Drań gdzieś ją schował. Tym też zajmie się policja.

- Nasza robota skończona... Wracajmy do domu...

Rae wyrażała niezadowolenie faktem że wciąż tkwią na porozwalanej ich walkami ulicy. Cyborg ze smutkiem stwierdził że drzwi T-Car zostały tak pokiereszowane że odpadły pod samym jego naciskiem na klamkę. Stwierdził że będzie musiał go solidnie wyremontować i wprowadzić nowe zabezpieczenia. Phantom dalej trzymał w ręku niebieski kryształ i przyglądał się swojemu odbiciu w jego powierzchni. BB również zainteresował się tym zjawiskiem i pogrążył się w rozmyślaniu o tym, jak coś tak kruchego i małego mogło dać możliwość ruchu czemuś tak wielkiemu. W wieży Cyborg przebadał kryształ i stwierdził że jest to zmodyfikowany chemicznie i fizycznie kryształ Sumatros.

- A więc po to gwardziście było trzy kilo tych kryształów?

- Jest jeden problem BB.

Wszyscy zamarli patrząc na Cyborga.

- Jaki mianowicie?

- Ten kryształ waży tylko jeden kilo. A na pewno przez swoją modyfikację nie stracił na wadze.

Cała grupa zamarła. Sigma był trudnym przeciwnikiem który nawet nie był jeszcze modelem końcowym i który był wyposażony zaledwie w jedną trzecią potencjału jaki mógł osiągnąć. Tytani zasiedli za telewizorem. Nawet Raven nie mogła robić niczego innego jak myśleć o tym co jeszcze może ich czekać z powodu tych kryształów. Robin włączył wreszcie telewizor na kanale informacyjnym. Reporterka mówiła do widzów na tle dymiącej ściany budynku z insygniami: GOTHAM CITY POLICE DEPARTMENT:

- Dziś wieczorem miało miejsce włamanie do aresztu śledczego komendy głównej policji w Gotham. Z relacji policji nie uciekł i nie ucierpiał nikt. Za to zabrany spod ich kurateli był robot który dziś popołudniu zdemolował dzielnicę biurową miasta i ukradł ponad sześćdziesiąt kilo nie rafinowanych kryształów Sumatros. Mimo iż Robot został powstrzymany przez grupę bohaterów znanych jako Młodzi Tytani, nie udało się odnaleźć skradzionych kryształów. Robot został przewieziony do specjalnej pancernej celi gdzie został umieszczony razem z dowodami zbrodni innych ludzi. Do tego pokoju włamało się sześciu terrorystów w białych kombinezonach; zabrali robota ze sobą tak jak i kilka dowodów zbrodni; zostawili wymalowanego na ścianie czerwonego skorpiona i uciekli na plecakach odrzutowych. Policja podjęła pościg ale zgubiła terrorystów na obrzeżach miasta...

Teraz jeszcze bardziej przygnębiło to Tytanów. Wszyscy poszli spać. Jeszcze na odchodnym, Raven obdarzyła Phantoma swoim typowym wzrokiem.

- O co chodzi?

- Jutro ci odpowiem w sprawie tej terapii... Jak na razie to dobranoc.

- Dobranoc...

Sigma siedział na jakimś fotelu. Przed nim stał Gwardzista z uśmiechniętą, jednak poważną miną. Za jego plecami coś było konstruowane przez automaty. Głowa Sigmy była podłączona do jakichś kabli. Po chwili jego oczy zaświeciły się na seledynowo by po dwóch sekundach zmienić się na brązowe i znów po chwili na zielone.

- Panie...

- Ne jestem niczyim panem. Jestem tylko przywódcą.

- Komandir... Zawiodłem towarzysza...

- Nie zawiodłeś... Zrobiłeś to do czego zostało zaprojektowane twoje ciało.

- Dlaczego nie mogę ruszać rękami ani nogami?

- Mamy za mało mocy z generatorów zastępczych by dostarczyć ci energii na prawidłowe działanie. Ale już za chwilę nie będziemy musieli obciążać tych generatorów.

- Zniszczycie mnie? Komandir?

- Ależ skąd! Jak już mówiłem, wykonałeś to do czego zostało stworzone twoje ciało...

Sigma popatrzył za jego plecy. Był tam budowany robot o głowie podobnej do jego lecz o wiele potężniejszym ciele.

- Więc jestem już nie potrzebny?

- Tego nie mówiłem. Twoje ciało jest bezużyteczne. Dlatego buduje dla ciebie nowe. Twój rdzeń przeszedł próbę pomyślnie. Zdobyłeś potrzebną mi technologię i dostarczyłeś mi sporo nie rafinowanego Sumatrosu. Spisałeś się idealnie. To ciało które widzisz za mną jest dla ciebie. Zostało oparte o technologię ciała Cyborga wiec będziesz miał wbudowaną większość jego broni. Dzięki twoim bankom pamięci stworzymy również o wiele wytrzymalsze i sprawniejsze pojazdy. Jesteś bohaterem dzisiejszego dnia.

- Wiec to piękne ciało będzie moje? Ja będę w nim istniał?

- Dokładnie. Jak tylko zostanie przygotowane, przerzucimy twój twardy dysk do jego głowy i zaktualizujemy twoje oprogramowanie. Będziesz wtedy maszyną idealną.

Sigma otworzył oczy. Tak mu się zdawało bo w rzeczywistości, zamiast oczu miał kamery. Czerwone napisy na wzierniku głosiły:

AKTUALIZOWANIE OPROGRAMOWANIA UKOŃCZONE
SPRAWNOŚĆ CIAŁA: 100

WYDAJNOŚĆ SYSTEMÓW OBRONNO-ZACZEPNYCH: 100

Napisy znikły a Sigma przyjrzał się swojemu stwórcy. W dawnym ciele był od niego niższy o głowę; w tym za to przewyższał go o cztery głowy.

- Sprawdź swoje nowe ciało, Sigma, Modelu Omego.

Buty pozostały takie jak u poprzedniego ciała, były tylko większe. Nogi stały się kanciaste i masywne, tak samo jak ręce. Prawa ręka była potężniejsza od lewej i zamiast dłoni miała duży, potrójny szczypiec. Na ramionach widać było elektronikę taką jaką miał Cyborg, jednak ta zamiast niebieskiego koloru miała czerwony. Z pleców wystawał o wiele potężniejszy ogon podłączony do masywnego plecaka. Z zewnętrznej części lewej dłoni wystawał Ostry i długi na trzydzieści centymetrów bagnet. Najwyraźniej stracił możliwość wydłużania kończyn ale to mu nie przeszkadzało.

- Sigma, Model Omega zgłasza pełną gotowość do pracy.

- Dobrze... Dobrze. Wiedziałem że będę mógł na ciebie liczyć.

CHAPTER VI: "Phantom Mennace"

Phantom siedział spokojnie w kanapie i czytał swoją książkę. Jak nigdy dotąd fascynowała go twórczość Edgara Alana Poe. Był tak pochłonięty że nie zwrócił uwagi na zaspaną Raven wchodzącą do pokoju. Ruszyła od razu do szafki po swój kubek, jednak już przy niej oglądnęła się na niego. Przełamała się wreszcie i usiadła obok niego. Dopiero teraz zamknął książkę i schował ją w poły swojego płaszcza.

- O co chodzi, Raven?

Popatrzyła na niego nieco nieśmiało ale po jej zmęczonych oczach odgadł że znów nie przespała nocy.

- Znów te koszmary?

- Tak. Najdziwniejsze jest to że nie pamiętam ich po przebudzeniu...

- Wiesz, że mogę ci pomóc. Decyzja należy do ciebie.

- Zgoda. Jestem już zdesperowana i sfrustrowana. Kiepsko sypiam od ponad miesiąca.

- Potrzebuję do tego jakiegoś cichego miejsca w którym nikt nie będzie mi przeszkadzał. To wymaga sporej koncentracji. Znasz może takie? Bo tutaj na przykład zaraz się zlecą i zaczną robić harmider. Dach też odpada. Masz może jakiś pomysł?

- Jest jedno miejsce... Tylko nie za bardzo chciałabym kogokolwiek tam zapraszać...

- Rozumiem...

- Dla ciebie zrobię wyjątek bo chcę wreszcie móc się wyspać. Chodźmy do mojego pokoju.

Raven miała duży problem z wypowiedzeniem tego ostatniego zdania. W chwili gdy wstali, do pokoju weszło całe towarzystwo i zaczęło robić zapowiedziany przez Phantoma harmider. Raven poczuła że głowa zaczyna jej pękać i położyła lewą dłoń na czole. Phantom otoczył ją swoim ramieniem i poprowadził przed siebie. Cała pozostała czwórka była nie lada zdziwiona tym co się działo.

- Co się stało Raven?

- Nic, Starfire. Po prostu rozbolała ją głowa. Zaprowadzę ją do pokoju. Potrzebuje teraz ciszy i spokoju więc zachowajcie względną ciszę.

Cała czwórka potaknęła a Phantom wyprowadził Rae na korytarz.

- Nic ci nie jest?

- Nie... Tylko chwilowo mnie zamroczyło. Gdzie jesteśmy?

- Przed twoim pokojem. Wchodzimy?

- Czemu pytasz? Przecież już ustaliliśmy...

- Tak mnie wyuczono.

Otworzył drzwi do pokoju i wprowadził ją do środka. Czuła się jednak przy nim bardzo mała. Była niższa od niego o głowę i o wiele drobniejsza w budowie. Pomógł jej usiąść na łóżku i popatrzył na nią zamartwiony.

- Jesteś pewna że chcesz mnie wpuścić do swojego umysłu?

- Tak. Zrób co musisz.

- To nie takie proste. Jeżeli chcesz by odbyło się to bezboleśnie, musisz odstawić wszelki opór przeciwko mojej ingerencji.

- To znaczy że po prostu mam cię wpuścić?

- Można by to tak ująć.

- Więc dobrze.

Phantom delikatnie zdjął jej kaptur. Zobaczył że czuje się niepewnie względem niego, więc również zdjął swój. Raven zobaczyła jak jego dłonie wędrują do boków jej głowy i powoli przylegają do niej. Jego dotyk, nawet przez kolczugę był wyjątkowo delikatny, wręcz czuły. W tym momencie wydawał jej się zwykłym ,nie wyróżniającym się i niewinnym chłopaczkiem.

- Za chwilę zaczynamy. Postaraj się odprężyć i nie myśleć o tym co będę robił.

Odprężyła się ale nie mogła myśleć o czymś innym. Jej zmęczony bezsennością umysł wydawał się jej zamroczony. Phantom dotknął jej głowy nieco mocniej i poczuła piekący ból w okolicach skroni który ustał po trzech sekundach. Rae już nic nie czuła.

Phantom stał po środku jakiejś wielkiej skały unoszącej się w wielkiej i pustej przestrzeni. Do skały podleciała inna, nieco mniejsza. Stała na niej Raven, ubrana była w czarny płaszcz.

- Czy tego się spodziewałeś?

- Szczerze mówiąc to myślałem że jest gorzej. Ale wygląda mi to na względnie zdrowy umysł... tu gdzie indziej będzie problem.

- A gdzie?

- Musimy popatrzeć. Oprowadzisz mnie po swoim umyśle?

- Gdzie chcesz się udać najpierw?

- Ty prowadź.

Do skał dorosły schodki złożone z innych skałek. Phantom schodził po nich za Rae uważając na stopnie. Raven wyraźnie czuła że jej płaszcz nie powinien być czarny.

- To dziwne... Czuję się jakbyś swoją obecnością dodawał mi otuchy. Przynajmniej tak w głębi siebie bo ja sama tego nie odczuwam.

- To moja otucha. W tym momencie nasze umysły wymieniają się informacjami. Niestety, tylko ja tu jestem telepatą i ty nie możesz odwiedzić mojego umysłu. Ja za to mogę tu przenieść dowolną cząstkę swojego.

- Postaraj się trzymać swój umysł w bezpiecznej odległości, dobrze?

- Oczywiście. Nie chce pogwałcić twojej prywatności...

Przed nimi wyrosła inna Raven. Była ubrana w szary płaszcz z kapturem który gdzieniegdzie miał czarne plamy. Miała zamknięte oczy.

- To jest moja nieśmiała osobowość. Myślę że to nie w niej tkwi problem.

- Wątpię... Patrz...

Nieśmiała otworzyła oczy które zaświeciły się wściekłą czerwienią. Rzuciła się na Phantoma. Raven nie wiedziała co zrobić. Nagle, jak z nikąd zjawił się inny Phantom, tym razem w szarym płaszczu. Ten rzucił się na Nieśmiałą i odciągnął ją od swojego awataru.

- Jak to?

- Nie tylko ty masz taki podział osobowości. Pamiętasz mój koncert na konkursie? Wezwałem ich wtedy za pomocą swojego umysłu. A patrząc na to co się stało z twoją nieśmiałą osobowością, pomyślałem że najlepiej by było zwalczyć ogień ogniem.

- Ale dlaczego tak się stało z moją osobowością?

- Tego jeszcze nie wiem. Ale mam nadzieję że się dowiemy...

Szary Phantom chwycił Nieśmiałą od tyłu, tak by nie mogła machać rękoma i podleciał do nich.

- ACH! Mój pan mnie zostawił! Nie poddam się! Chcę do swojego pana!

- Kto jest twoim panem?

- Nie powiem!

Phantom podszedł bliżej.

- Nie rób jej krzywdy!

- Nie zrobię jej nic złego. Raven. Chcę ją tylko wyleczyć.

Palcem nakreślił Nieśmiałej krzyż na czole. Z jej ust wypłynęło coś czarnego, coś co kształtem przypominało innego kapturnika. Czarne plamy z płaszcza znikły, a na płaszczu Raven pojawiły się plamy w kolorze granatowym. Wyglądało to tak jakby odpadł jakiś bród który był barwą jej płaszcza

- Wraith! To jego sprawka... Ale jak?

Raven nie wiedziała co powiedzieć.

- On... On wdarł się do mojego umysłu, wtedy co mnie porwał. Pocałował prawie wszystkie moje osobowości i one go słuchały.

- Więc to może być przyczyna twoich koszmarów. SERAPH!

Krzyknął kreśląc świecący krzyż przed czarnym kapturnikiem. Kapturnik wydał z siebie syk węża po czym rozsypał się w proszek. Szary Phantom wylądował przed nimi i zasalutował zgrabnie obojgu, po czym wszedł w ciało Phantoma i już się nie pojawił.

- Twoje osobowości tak cię szanują, czy może po prostu krótko je trzymasz?

- Nie. Jestem z nimi za pan brat. W zasadzie, to traktują mnie jak ojca. A twoje nie?

- Nie bardzo...

Raven podniosła Nieśmiałą z ziemi.

- To znaczy.

- By kontrolować moją moc, muszę panować nad emocjami które są odzwierciedlone w każdej z tych osobowości.

- Nie rozumiem? Co w tym powoduje że nie żyjesz w zgodzie z nimi.

- Właśnie to... Muszę wyzbyć się swoich uczuć by je kontrolować.

- A kto powiedział że trzeba się uczuć wyzbyć by je kontrolować? Przecież to bardzo proste.

- Nie dla mnie.

- Dam ci radę... Spróbuj zaakceptować uczucia jakie w tobie płyną. Jestem pewien że w twoim problemie z osobowościami jest tylko twoja separacja od nich. A jestem pewien że one by się od ciebie same nie odwróciły.

- To prawda. Raz nawet mi pomogły.

- Wiec spróbuj je zrozumieć to będzie lepiej... Jak na razie, to trzeba pomóc reszcie twoich osobowości. Co z Nieśmiałą?

- Nic. Skąd wiedziałeś że to Nieśmiała?

- To widać... Patrz jak się kuli.

Rzeczywiście... Nieśmiała chowała się za płaszczem Raven i próbowała w jakiś sposób uciec od wzroku Phantoma.

- Możesz już iść. Jesteś wolna.

Nieśmiała wyjrzała zza płaszcza i przeszła pokornie obok Phantoma.

- Masz podejście...

- Może... Chodźmy dalej...

Ruszyli dalej. Szli przez jakąś krainę mlekiem i miodem płynącą. Wszędzie widać było różowe kwiatuszki i zwierzątka, które hasały sobie spokojnie po łąkach. Raven aż się wzdrygnęła na ten widok.

- Tutaj rezyduje Wesoła... Nie znoszę tego miejsca.

- Myślę że jest ładne... A te czarne ptaszki? Co one tutaj robią?

- To strażnicy. Póki jesteś przy mnie, nie będą ci się naprzykrzać.

- Ciekawe... U mnie takich nie ma... Zresztą może ich nie potrzebuję? Chyba widzę Wesołą.

Obok Phantoma wyrósł jego sobowtór, ubrany w różowy kaptur i płaszcz. Z jego ust widać było że jest wesoły ale oczy które wyrażały zawzięcie sprawiały na Raven wrażenie jakby był złośliwy. Sobowtór zasalutował do niech i zachichotał cicho.

- Tylko pamiętaj... Masz być spokojny i nie śmiać się ze wszystkiego. Może obejdzie się bez walki.

- Tak jest, szefie!

Phantom Wesoły skończył salutować i popatrzył w łąkę. Pośrodku stała Raven ubrana w różowy kaptur z czarnymi plamami na kształt moro. Gdy tylko Phantom Wesoły podszedł do niej, ona się odwróciła i rzuciła na niego. Śmiała się gdy próbowała go uderzyć a ten unikał każdego ciosu. Cała łąka była dewastowana przez walczącą parę i po całej rozbrzmiewały się ich śmiechy.

- Trochę powagi, Wesoły!

- Ale Wezwałeś Wesołego a nie Poważnego, szefie! Zaraz ją złapię!

Jak powiedział tak zrobił. Rzucił się na Wesołą i przygniótł ją całym ciałem do ziemi. Wesoła przestała się śmiać i próbowała wyrwać się z uścisku. Raven i Phantom podeszli do nich i przyjrzeli się. Wesoła nie wyglądała na taka od której wzięło się jej imię.

- HASSAH HURDITUUM HARI!

Wykrzyknął Phantom kreśląc palcem biały krzyż przed jej twarzą. Z ust Wesołej wyleciał ponownie czarny kapturnik, jednak ten rozleciał się od razu w proszek. Wesoły wstał z różowej Raven, teraz jej płaszcz nie miał już żadnych plam a płaszcz Rae przybierał coraz wyraźniejszą barwę granatu. Wesoły wstąpił w Phantoma i zniknął. Wesoła zaczęła wiwatować i skakać jakby cały tydzień działała tylko na cukrze.

- Nie podniecaj się tak! Wesoła!

Raven nie była zadowolona bałaganem jaki Wesoła wprowadziła swoimi okrzykami radości. Ta ostatnia stanęła przed Raven z uśmiechem i założyła dłoń na biodro.

- Dałabyś spokój szefowo! Facet mnie wykaraskał z tarapatów!

Wesoła podbiegła do Phantom i wymierzyła mu całusa w policzek. Phantom wydawał się niewzruszony ale Rae najwyraźniej nie spodobało się to.

- Wynośmy się stąd zanim znowu przysporzy mi wstydu!

Chwyciła Phantoma za nadgarstek i pociągnęła w kierunku kamiennego łuku. Tym razem weszli na coś w rodzaju pola walki. Wszędzie walały się kupki złomu wyglądające na takie jakby przed momentem były machinami bojowymi. Po środku pola walki stała Raven w zielonych barwach.

- To jest Waleczna.

- Cóż... Z nią sobie sam Waleczny sobie nie poradzi. Będziesz musiała mi pomóc...

- Co mam zrobić?

Obok Phantoma stanął zielony którego oczy najwyraźniej wyrażały chęć przywalenia komuś z całej siły w szczękę. Rae pożałowała pytania:

- No jak to co? Zmieciemy ją! Zrównamy z ziemią a jej szczątki posłużą nam za śniadanie! HA! HA! HA!

Phantom popatrzył z pogardom na swojego zielonego sobowtóra.

- Nie! Ile razy mam ci powtarzać? Nie wszystko rozwiązujemy siłą!

- To co mamy robić?

- Z Raven musicie ją przytrzymać tak by się nie wyrywała...

- Dobra!

Zielony i Rae wyruszyli w kierunku Waleczniej i z zaatakowali ją. Waleczna odskoczyła od ciosów i zaczęła okładać Walecznego po twarzy.

- Bez złości... bez siły... Bo zrobię... jej krzywdę!

W tym momencie Waleczna zaprzestała ataku gdyż została unieruchomiona przez Rae. Dziewczyna trzymała swojego walecznego sobowtóra za ręce i wykręcała mu je za plecy. Cały płaszcz Walecznej upstrzony był czarnymi plamami. Waleczny Złapał ją za nogi i wyciągnął tak by nie mogła się ruszać. Zielona krzyczała by ją puścili ale napastnicy byli głusi na te krzyki. Phantom podszedł do niej i wymalował w powietrzu biały krzyż.

- AI SHEEDA KOL!

Waleczna została uwolniona od złego uroku a płaszcz Raven coraz bardziej przypominał ten który nosiła w prawdziwym świecie. Waleczny spojrzał na swoje żeńskie Alter Ego i uśmiechnął się zawadiacko. Waleczna odpowiedziała mu tym samym po czym oboje rozpłynęli się w powietrzu. Dym powstały z Walecznego wpłynął pod płaszcz Phantoma i zniknął.

- Idziemy dalej?

- Tak.

Przeszli kolejne wrota. Tym razem wyglądało to jak pokój Raven, tylko ściany zamiast czarnymi tapetami i ciemnymi meblami był upstrzony fioletowymi tapetami i jakimiś fikuśnymi meblami. Raven położyła ręce na oczach i przejechała dłonią po twarzy...

- Tego tylko brakowało... Tutaj rezyduje... Uwodzicielska...

- Kto taki?

- Uwodzicielska... Jej najbardziej nie lubię z moich osobowości.

Do pokoju wpłynęła Raven ubrana w fioletowy płaszcz... Jako jedyna z dotychczas spotkanych, nie miała założonego kaptura a jej strój nie posiadał czarnych plam.

- Pocieszę cię, Raven... Ta osobowość jest zdrowa...

- Jak najbardziej przystojniaku... Może herbatkę? Albo może wino? Uwierz mi że mi się nie oprzesz.

Raven spojrzała na Uwodzicielską z wyrazem twarzy jakby miała ją zaraz zamordować.

- Odwal się! Przyszedł mi pomóc a nie na pogaduszki z takimi!

- Dałabyś spokój! Facet jest mną oczarowany!

- Możemy już stąd iść?

Phantom spojrzał na Rae z błagalnym wyrazem czerwonych oczu. Jego ust nie było widać.

- Sama chciałam to zaproponować.

Wyszli z pokoju przez następną bramę i stanęli na pustkowiu pomiędzy dwoma sekcjami umysłu. Było tu podobnie jak na początku podróży Phantoma.

- Chyba się na mnie obrazisz Raven...

- O co ci znowu chodzi?

- Każda z twoich osobowości w rzeczywistości składa się na ciebie. Cieszę się ze na co dzień nie jesteś uwodzicielska...

- Jeszcze raz coś takiego powiesz to doprowadzisz mnie do szału!

- Spokojnie... Muszę tylko przyznać jedną rację Uwodzicielskiej.

- Niby jaką...

- Jestem tobą oczarowany... Już tak się dzieje i już...

Rae trochę spuściła z tonu. Nie wiedziała czemu, może to przez jego smutny ton, czuła do niego odrobinę sympatii. Pomyślała że to skutek uboczny jego wizytacji w jej umyśle i dała temu spokój.

- To... To miło z twojej strony... Idziemy?

- Jeżeli jesteś gotowa.

Poradzili sobie jeszcze z osobowościami znudzoną, złośliwą, spokojną i ponurą. Została im już tylko dwie. Weszli w miejsce które wyglądało jak bo wybuchu bomby atomowej, duży lej, zniszczenia dookoła, gruzy jakichś budynków i szczątki czegoś co wyglądało kiedyś jak człowiek. Pośrodku leja stała Raven ubrana na czerwono, gdy się odwróciła, od razu rzuciła się na nich. Phantom poczuł się niezręcznie widząc czworo czerwonych oczu patrzących na niego z jednej twarzy. Przy pierwszym zwarciu nakreślił jej palcem na czole biały krzyż. Ta tylko krzyknęła i odskoczyła. Gdy ta metoda nie zadziałała, Phantom spróbował dwóch swoich zaklęć. One również nie zadziałały inaczej jak odrzucając Wściekłą do tyłu. Wreszcie, Phantom zauważył że na nodze Wściekłej jest założona okowa połączona łańcuchem z ziemią po środku leja. Odskoczył przyjrzał się jej ze wszystkich stron z takiej odległości, by nie mogła go dotknąć. Nie zauważył żadnych plam na stroju i podleciał do Raven.

- Ta chyba jest zdrowa tylko czemu tak reaguje...

- Zawsze tak reagowała. Może lepiej chodźmy dalej? Została nam jeszcze Pilna.

- Spokojnie. Zaraz skończymy i już będzie po sprawie. Będziesz się mogła wyspać.

W okolicy wielkiej księgi symbolizującej pamięć Raven, spotkali Pilną. Jej oczy świeciły się na czerwono zza okrągłych okularów a płaszcz był całkowicie czarny. Gdy tylko ich zobaczyła, rzuciła się na Raven i zaczęła ją dusić. Phantom zareagował natychmiast i chwycił ją za fraki i podniósł w górę. Pod dotykiem jego dłoni, czerń na płaszczu uciekła przed nim odkrywając pomarańczowy kolor o kształcie trochę większej dłoni.

- Nic ci nie jest Rae?

- Nie... Ona nigdy nie umiała się bić.

- Więc kończę to.

Phantom Wypowiedział swoje potężniejsze zaklęcie które wyzwoliło Pilną od czarnego ducha. Cos błysnęło i Raven razem z Phantomem stali w jakimś białym pomieszczeniu. Raven miała biały płaszcz którego kolor mącony był czarnymi plamami.

- Przecież to miało być już skończone? Coś poszło nie tak?

- nie... Problem jest taki że Wraith skaził sobą również i ciebie jako osobę. Ale to żaden problem dla mnie.

Phantom położył dłonie na barkach Raven i zamknął oczy. Z jej ciała zaczęła bić czarna aura pod wpływem której zaczęły odpadać czarne plamy z płaszcza. Po chwili Phantom zabrał ręce a Rae upadła na kolana wycieńczona tym wszystkim. U jej stóp, z plam uformowała się mała figurka przedstawiająca Wraitha. Wraith krzyczał ze strachu na oboje i uciekał przed białym kolorem. Raven chwyciła go w dłoń i zgniotła. Uniósł się czarny dym który zniknął nad nimi.

- Już po sprawie, Raven. Teraz opuszczę twój umysł i wyjdę z twojego pokoju.

- Dziękuję...

- Nie ma za co... Każdy inny zrobiłby to samo na moim miejscu.

Phantom zniknął z pola widzenia w białej mgiełce. Na pożegnanie, Raven pomachały wszystkie jego osobowości.

Raven była wycieńczona. Siedziała oparta o Phantoma. Delikatnie otworzyła oczy i popatrzyła na niego. Nie miał na głowie kaptura a jego oczy patrzyły na nią z miłym wyrazem.

- Udało się?

- Tak. Życzę miłych snów. Dobranoc.

- Noc?

- Przesiedzieliśmy nad tym cały dzień. Wyśpij się dobrze.

Phantom położył ją delikatnie na łóżku i przykrył kołdrą. Na pożegnanie dotknął jeszcze dłonią jej czoła i zasłonił okna by światło księżyca nie przeszkadzało jej w śnie. Wyszedł po cichu z pokoju i zobaczył zebranych tytanów których nuda już najwyraźniej uśpiła. Gdy zamknął drzwi, cała czwórka obudziła się z krzykiem.

- Ciii! Raven śpi!

- Coście tam tak długo robili?

- Nic takiego Cyborg... Musiałem pomóc Raven z bezsennością.

- Na pewno? Siedziałeś z nią w jej pokoju, sam na sam... Może do czegoś doszło?

BB próbował zażartować. Phantoma to zezłościło:

- Stul się może? Mówię wam że Rae chce spać! I do niczego nie doszło i radzę ci nie zagadywać o czymś takim do Raven... Może się to dla ciebie źle skończyć.

Phantom wyszedł z korytarza do pokoju wspólnego i tam zasnął. Przed tym zdjął z siebie płaszcz i położył go obok. Wypadła z niego książka zatytułowana „ Moje wspomnienia".