Eathon Lambert zamknął holotom, wzdychając. Fundacja wysyłała go na kolejną misję, mimo iż miał wolne. Prawda, kochał swoją pracę, ale jeszcze bardziej kochał swoją żonę i dwójkę dzieci. Choć bardzo tego chciał, często nie mógł poświęcać Cathy i Lokowi wystarczająco dużo czasu.
Wyjątek stanowiły wieczory. Gdy był w domu, przed pójściem spać czytał swoim dzieciom bajki, jednakże te z wiekiem zaczęły prosić o opowieści z jego licznych podróży. Spełniał więc ich życzenia, modyfikując pewne elementy historii. Zauważył, że o ile Cathy słuchała po prostu z uwagą, o tyle Lok przeszukiwał dom w poszukiwaniu potwierdzeń tych opowieści. Już jako małe dziecko interesował się tajemnicami.
Postanowił wraz z Sandrą, że nie zaznajomią swoich dzieci ze światem tytanów. Praca Łowcy była niebezpieczna, przekonali się o tym niejeden raz, a bezpieczeństwo Cathy i Loka było dla nich najważniejsze. Sprawa Simona i tak stwarzała duże zagrożenie.
Nagle czyjeś drobne dłonie objęły jego ramiona, ciągnąc za sobą. Śmiejąc się, Eathon podniósł się z kanapy z kurczowo trzymającymi się go dziećmi. Odstawił je na ziemię, ku ich niezadowoleniu.
-Tato, pamiętasz, co teraz?- spytała Cathy, odciągając swojego brata od holotomu. Na szczęście był zablokowany i wyglądał jak zwyczajny laptop, dlatego syn nie mógł w nim poszperać.
-Nie, a to coś ważnego?- zażartował.
-O tej porze opowiadasz nam bajki!- pisnęły dzieci, biegnąc do swojego pokoju.
Gdy wszedł do pomieszczenia, siedziały na jednym łóżku pod kołdrą, oświetlając pokój latarką.
-No dobrze, to o czym chcielibyście dzisiaj usłyszeć?
-Legendę o Wielkiej Wojnie- powiedział Lok bardzo spokojnym głosem.
Cholera, skąd on to wziął? Nieważne... I tak im opowiem.
-Dawno, dawno temu, w pewnym królestwie, rządził mądry władca. Jego poddani żyli w spokoju i dostatku. Pewnego dnia jednak w jego kraju zaczęło dziać się coś złego. Otóż znienacka w ziemi otworzyła się dziura, z której poczęły wychodzić straszliwe monstra. Nikt nie miał pojęcia, jak je zatrzymać. Ziemia, po której przechodziły potwory, stawała się jałowa. Po pewnym czasie król zdołał wpaść na pomysł, jak pokonać armię potworów. Aby to zrobić, musiał zamknąć portal.
-Udało mu się?
-Słuchajcie dalej. Wezwał do siebie swoje dzieci, po czym każde z nich obdarował kamieniem z zaklętym wewnątrz stworzeniem: wężem, feniksem, lwem i jaguarem. Najstarsza z córek dała królowi specjalnie wykuty miecz, dzięki któremu mógł zamknąć ów portal. Następnie dzieci króla, wsparte wojskiem i magicznymi istotami, rozpoczęły walkę z wrogimi bestiami. W tym czasie król i jego obrońca udali się do bramy międzywymiarowej. Wojownik wraz ze swoim smokiem walczył z dowódcą potworów, który był...
-Najlepszym przyjacielem króla- domyślił się Lok.
-Zgadza się. Król wbił miecz w ziemię, a wtedy błysnęło, huknęło, zatrzęsło niemiłosiernie. Portal zniknął, a wraz z nim wszystkie stworzenia. Pokój powrócił do królestwa.
-I co było dalej?
Eathon zamrugał oczami.
-No... co się stało z królem? A jego dzieci?
-To już zostawię na inną okazję. Kładźcie się spać, dobranoc!
Lok niechętnie położył się do swojego łóżka. Gdy tylko Eathon wyszedł z pokoju i zgasił światło, chłopiec wiercić się pod kołdrą.
-Idź spać, Lok...- jęknęła Cathy, nakładając poduszkę na głowę.
-Muszę się dowiedzieć więcej na temat tego króla. Coś mi tu nie pasuje...
-Bracie...!
-Dobra, dobra, już nic nie mówię.
