A/N: THWOG natchnęła mnie na napisanie mini sequela. Mam nadzieję, że się spodoba, choć ten jest smutny.

Bohaterowie należą do Cassie Clare.

Miłego czytania.


"Wygrałeś ten zakład"

Chłodne, nocne powietrze muskało skórę Raphaela, gdy siedział na ziemi, w dawnej posiadłości Ragnora w Idrisie. Światło księżyca oświetlało na szybce zrobiony nagrobek przez Bane'a, poprzedniej nocy. Gdy tylko Raphael dowiedział się o śmierci przyjaciela, natychmiast zmusił Czarownika do otwarcia portalu. Nie obchodziło go, że w teorii łamie zasady o przebywaniu podziemnych w Idrisie, chciał pożegnać się z przyjacielem, choć to było bardzo trudne.

- Miałeś rację, wiesz? - zaczął, dotykając zimnej ziemi. Nie czuł żadnego chłodu. Szkoda, może wtedy jakoś lepiej by to zniósł. Lepiej by było, gdyby odczuwał też fizyczny ból, a nie tylko psychiczny i wewnętrzny. Nigdy by nie przypuszczał, że Ragnor Fell umrze. Nie, że zginie z ręki Valentine'a. Gdyby tylko Raphael dostał go w swoje ręce, zabiłby tego łowcę na miejscu. - Udało im się. Nadal są razem. Kłócą się, ale są razem.

Wampir zaczął grzebać w ziemi, kontynuując swój monolog.

- Nie uwierzyłbyś, ten łowca pocałował Bane'a w sali Porozumień. Przed wszystkimi łowcami i podziemnymi. - W głowie wyobraził sobie zszokowaną twarz Ragnora. - Jestem pewien, że byłbyś tak zszokowany jak ja, albo Magnus. Stał po prostu jak słup soli, gdy ten dzieciak go całował. A twarze jego rodziców były bezcenne. Szkoda, że nie mogłeś tego zobaczyć razem ze mną.

Zrobił na chwilę przerwę i wziął głęboki wdech, choć wcale nie musiał oddychać. Z kieszeni spodni wyciągnął banknot dziesięciodolarowy i położył go na ziemi.

- Wygrałeś ze mną, Ragnorze. - wstał z ziemi, otrzepując spodnie. Uśmiechnął się smutno, spoglądając na grób. - Do zobaczenia, przyjacielu.

Kilka miesięcy później, gdy Raphael ponowie znajdował się w Idrisie, odwiedził grób przyjaciela. Choć ciało Fell'a zostało już przeniesione do jego posiadłości w Londynie, jego duch nadal pozostawał w domu, na obrzeżach Idrisu. Usiadł pod wiśnią, ulubionym drzewem Ragnora, pod którym kilkakrotnie siedzieli, śmiejąc się z czarownikiem, najczęściej z miłosnych podbojów Bane'a, albo z przygód Fell'a przez stulecia jego życia. Brakowało mu tego i może to było przyczyną jego wizyt i częstych rozmów ze zdjęciem przyjaciela, stojącym w sypialni wampira w hotelu Dumort.

- Powinienem odebrać od ciebie te dziesięć dolarów, Ragnorze. - rzucił, chowając twarz przed ostrym światłem księżyca. - Bane zerwał z dzieciakiem. Podobno ten łowca spotykał się z Camille. Och i powinienem ci powiedzieć, że Camille nie żyje, tym razem na dobre. Zabiła ją nasza nowa przywódczyni…, ale ja nie o tym. Bane zerwał z łowcą i teraz jest taki...nawet nie wiem, czy znam odpowiednie określenie. Dios mio, pamiętasz kiedy miał depresję po Ettcie? To teraz jest jeszcze gorzej. Podziemni mówią, że to niemal wrak czarownika. Widziałem go godzinę temu, na moje nie jest tak źle. Nadal nosi te obsceniczne, kolorowe ciuchy.

Przez krótką chwilę Raphael rozkoszował się dźwiękami nocy.

- Muszę iść, czeka nas kolacja. Wszyscy reprezentanci świata podziemii. Do zobacznia, Ragnorze.

Cztery miesiące później, gdy Magnus i Alec podróżowali po świecie, po raz kolejny, tym razem bez przerywania ze strony rodziny chłopaka, zawitali do Londynu. Zatrzymali się w londyńskim Instytucie, dzięki gościnności tamtejszych nocnych łowców.

Magnus zabrał Alec'a do posiadłości Ragnora Fell'a.

- Co tu robimy? Myślałem, że posiadłość twojego przyjaciela została sprzedana.

- Nie, - odpowiedział Bane. - Należy do mnie i do Cate, jako jedynych, żywych spadkobierców majątku Ragnora. Początkowo dom miał być Raphaela, ale…

- Przykro mi, był twoim przyjacielem. - Alec ścisnął jego dłoń w geście pocieszenia. - Ale co tu robimy?

- Muszę odwiedzić tych dwóch głupków i coś im powiedzieć. - Magnus ruszył w stronę ogrodu, mieszczącego się za ogromnym, starym, białym domem z czerwonym dachem. Podszedł wprost do drzew wiśni, pod którymi stały dwa nagrobki, dwie tablice z imionami, nazwiskami i datami.

'Ragnor Fell' 1243-2008

'Raphael Santiago' 1953-2008

Alec był zdziwiony jedną z tych tablic, nie sądził, że wampir został pochowany tutaj. Spodziewał się, że jego prochy spoczywają w Hotelu Dumort.

Magnus wyciągnął z kieszeni marynarki małe zwiniątko, które okazało się być banknotem dziesięciodolarowym. Ostrożnie położył go przed obiemia tablicami i smutno się uśmiechnął.

- Wygraliście, durnie.

- O co chodzi, Magnus? - Alec podszedł do niego, obejmując od tyłu. Oparł podbródek na ramieniu czarownika i patrzył na banknot, leżący na ziemi. - Po co kładziesz tu pieniądze?

- Ci dwaj idioci założyli się, czy uda nam się być razem. - Magnus obrócił się w ramionach Alec'a, by spojrzeć na niego z miłością. - Udało im się, wygrali ten zakład. Jesteśmy razem.

- Zakładali się o nas?

- Mhm, - Magnus pociągnął Alec'a do siebie i pocałował go delikatnie w usta. Gdy się od siebie odsunęli, chwycił jego dłoń w swoją i wyprowadził z ogrodu. - A ile o nas plotkowali? Mówię ci, jednego razu nawet…

I Magnus zaczął snuć opowieści, jakimi, wielkimi plotkarami byli Ragnor Fell i Raphael Santiago, zwłaszcza, gdy chodziło o miłosne życie Bane'a.


A/N: I jak wrażenia?

Wiem, że było smutno.

Opinie będą mile widziane,

Intoxic