64 dusze zgromadziły się w korytarzu przedarenowym tylko po to... By dowiedzieć się, że sprawki techniczne nie zostały jeszcze naprawione.
- Cóż... Mam nadzieję, że wybaczycie mi to, że zamknąłem was w takim ścisku(Korytarzyk miał rozsuwane drzwi z obu stron. Aktualnie były zamknięte). - Stwierdził beztrosko Shane, powołując parę okrzyków pełnych dezaprobaty. - No... Ale macie dzięki temu więcej czasu na zapoznanie się! - Stwierdził McMahon z jeszcze większą beztroską. Po tej odezwie zapanowała cisza.
W podobnym ścisku trudno zebrać myśli, a Casper doskonale o tym wiedział. Aktualnie znalazł sobie kawałek wolnego miejsca pod ścianą i bacznym wzrokiem mierzył potencjalnych adwersarzy. Doszukał się paru powtórek z poprzedniego turnieju, byli też zawodnicy nowi - Sporej części nie umiał skojarzyć. Gdzieś mignęły mu błękitne oczy Cassandry. "Runda druga zbliża się wielkimi krokami", pomyślał z pewną delikatną zawiścią. Nagle zauważył zielony cylinder z napisem "I'm not short". "Bogowie, on tutaj?", pomyślał z niedowierzaniem i zniechęceniem jednocześnie. Po krótkiej chwili przepychania się w tłumie przed Casprem stanął niski(Poniżej 1.70) blondyn o błękitnych oczach. Ubrany był w fikuśny zielony garnitur oraz cylinder, który właśnie sam z siebie skurczył się do rozmiarów fedory. Przy pasie widniało pudełeczko na karty. Blondyn uśmiechnął się lekko.
- Co ty tu robisz? - Palnął prosto z mostu, kierując słowa w stronę Caspra.
- Mógłbym zapytać cię o to samo, Ratter. - Mruknął okularnik, przenosząc spojrzenie na tłum.
- Tylko nie Ratter, Cztery Oczy. - Mruknął z irytacją w głosie nazwany Michaelem. - Jestem Rattenberger. - Casper parsknął śmiechem.
- Rattenberger? Głupszych nazwisk nie było?
- Śmiej się do woli, palancie. Zobaczymy, co zrobisz na arenie. - Odparł Michael z przewrotnym błyskiem w oku.
- Coś... Sugerujesz?
- Ależ skąd. Tylko radzę, byś uważał na siebie. - Rattenberger spoważniał. - A teraz ponownie, co tutaj robisz?
- Staram się wygrać. Jak każdy tutaj, czyż nie?
- Tak, cały ty i te twoje wymijające odpowiedzi. - Michael pokręcił głową w udawanym smutku. - Tymczasem ja nie chcę wygrywać, tylko pomóc Marcusowi.
- On też tutaj? - Zdziwił się Casper.
- Dokładnie. Nie myśl, że nie wie o twojej obecności. Jest już przygotowany do walki z tobą, by udowodnić ci, który z was lepiej fechtuje. A także...
- Co "A także"?
- Wiesz przecież, że Marcus zadurzył się w Kate, prawda? - Rattenberger wyszczerzył się, odsłaniając białe uzębienie. - Uszaty ubzdurał sobie, że jeżeli wygra dla niej coś fikuśnego, to ona rzuci mu się do stóp. Powszechnie wiadomo, że się lubią. Ale ten kretyn myśli, że musi coś jej udowadniać.
- Ach, jesteś dla niego zbyt surowy. - Nagle w Casprze obudził się kawałek "Tej lepszej strony". - Marcus po prostu jest zbyt nieśmiały, by wyznać jej, że chce z nią chodzić.
- Akurat. - Odparł Michael, ale nie drążył tematu dalej. - Koniec końców, zdecydowałem się mu pomóc. Zawsze możemy się pośmiać, prawda?
- Tia...
- A teraz na zakończenie dowcip. - "Znowu zaczyna", pomyślał Casper, wzdychając. - Co to jest: Czerwono-zielono-różowo-niebiesko-fioletowe, a gdy podskoczy robi się białe?
- Ja też nie wiem, ale fajnie zmienia kolory, prawda? - Odparł okularnik, który znał ten dowcip doskonale. Rattenberger wyglądał, jakby miał się obrazić.
- Przynajmniej nie psuj dowcipu. - Mruknął.
- Zapamiętam, kolego. Zapamiętam. - Rattenberger skinął mu ręką bez przekonania. Blondyn w garniturze odwrócił się i zniknął w tłumie.
- To tylko kwestia czasu, zanim te wszystkie marne formy życia legną u naszych stóp. - Stwierdziła istota wyglądająca nieco jak wypaczona wersja anioła - Była niczym innym, jak szkieletem obciągniętym szarą skórą z przyszytymi anielskimi skrzydłami. W kościstej dłoni trzymała miecz.
- Tak, bez wątpienia. - Przytaknął mu demon o dziwacznym kształcie głowy: Małej kuli otoczonej przez dziwaczne narośle przypominające ząbkowane ostrza. Istota była odziana w ciężką zbroję płytową, a w ręku dzierżyła topór. - Twoje moce i moje szczęście sprawią, że wszystkie te jamochłony ugną się pod mocarną ręką Kha - Beletha.
- Ależ naturalnie. - Stwierdził jego towarzysz. - No bo co mogą nam zrobić przeciwnicy podobnego formatu? Patrz, w większości to dzieci bądź amatorzy. - Szkielet wskazał ręką blondynkę z kucykiem konwersującą z dziewczyną o krótko ściętych czarnych włosach i oczach bez źrenic.
- Pozostaje nam tylko parsknąć pustym śmiechem. - Stwierdził demon, przenosząc spojrzenie na mężczyznę ewidentnie wyglądającego na pirata. - Bo cóż mogą... - Chciał skończyć, ale głos ugrzęzł w jego gardle. W ich stronę zmierzała biała jak śnieg istota o dziwacznym, rozszczepiającym się ogonie. Stworzenie to chodziło jak człowiek, ale na tym kończyło się podobieństwo. Demon ten bowiem miał dziwną, gadzią głowę, z której bezustannie buchały czarne płomienie. Stworzenie to miało końskie kopyta zamiast stóp, odziane było w ciężką zbroję, zaś przy pasie trzymało złamany miecz pulsujący czerwonym światłem. I w tym wszystkim odnajdywały się jeszcze oczy - Żółte i spokojne. - O szlag... -Wymamrotał towarzysz szkieletu.
- Coś zobaczył? - Zainteresował się upadły anioł.
- Vatrasa, Honorowego Demona. - Wymamrotał demon o dziwnej głowie.
- No i?
- No i? Nie wiesz, kim jest Vatras? To jeden z najpotężniejszych, a zarazem najbardziej wpływowych demonów w Sheogh. Zasłynął jako dyplomata, charyzmatyczny dowódca i srogi wojownik.
- Warto więc na niego uważać. - Stwierdził szkielet, wracając do przeglądania tłumu. Ewidentnie nie przejął się słowami towarzysza.
Tymczasem na drugim końcu korytarza dwóch mężczyzn - Chudy brunet w jeansach i szarej koszulce oraz nieco roślejszy ciemny blondyn w podobnym stroju - konwersowało przyciszonymi głosami.
- Pamiętajmy, mamy zdobyć nagrodę dla Randy'ego. - Powtórzył po raz kolejny blondyn, przywołując roztrzepanego bruneta. - Cody, ty mnie słuchasz?!
- Co? Tak, tak... - Wymamrotał wyrwany z rozmyśleń mężczyzna nazwany Codym. Rzucał spojrzenia na wszelkiej maści dziewczyny i ogólnie rzec biorąc, nie był zbyt skupiony. - Prosił też, by załatwić gościa, który go tak urządził.
- Tia, jakiś Porcupine czy kto... - Nagle obok nich przemaszerował dziwaczny stwór w czarnym pancerzu z rządkiem mięsno-kostnych kolców na plecach. Twarz zasłonięta była hełmem z otworem na oczy i rozprute usta.
- To nie był czasem ten pan? - Zagaił Cody do towarzysza.
- Wielce prawdopodobne, panie kolego, wielce prawdopodobne... - Wymamrotał blondyn, dziękując Bogu, że stwór ich nie usłyszał.
Tymczasem humanoid o psich cechach(Psia głowa, psie futro) w purpurowym mundurze rozmawiał z mężczyzną o zawadiacko podkręconych wąsikach, w stroju XVI - wiecznego szlachcica z Francji.
- Serdecznie dziękuję, że zgodził mi się pan pomóc, kapitanie. - Stwierdził psowaty z pewną ulgą w głosie.
- To nic, przyjacielu. - Odparł wesoło kawaler. - Mam pewien dług wobec Armady i Jego Królewskiej Mości, wypadałoby więc go spłacić.
- Pomaga nam jeszcze niejaki Nicolas Sharp, Anglik z hiszpańskim listem kaperskim. Mogę zaręczyć za tego człowieka - To godny zaufania kapitan i sprawny szermierz.
- Dobrze wiedzieć. Mam pewne pytanie: Do czego potrzebne jest moje wsparcie?
- Na tym turnieju jest osoba, która o jeden raz za dużo ubliżyła Armadzie i Jego Królewskiej Mości. - Oczy psa zwęziły się lekko.
- Czyżby Nataniel Joseph Pazur? - Zainteresował się mężczyzna.
- Nie. Już od paru lat jest poza naszym zasięgiem. Mam na myśli... Jacklynn Lorelei Bloodbane. - Ostatnie trzy słowa zostały wysyczane z dużą dozą nienawiści.
- Podobno zginęła... - Zaczął towarzysz psa, lecz ten szybko mu przerwał.
- My też tak myśleliśmy. Ale nie - Los widać jest łaskawy dla obszarpańców spod pirackiej bandery.
- Jak właściwie wygląda?
- Cóż... - Psu nie dane było skończyć. Dosłownie sekundę po "Cóż" dało się słyszeć odgłos świadczący o tym, że ktoś zaliczył przysłowiową "glebę". Zainteresowani odwrócili głowy, by dostrzec ciekawy obrazek: Na podłodze wił się elf w zielonym kurczowo trzymający się za swoją strzałę, zaś nad nim stała czarna kotka. Dziewczyna ubrana była w płócienną koszulę, czarne spodnie i czarne buty kończące się przed kolanem. Na szyi spoczywała jej czerwona chustka. Kotka miała długie i czarne, a przy tym lekko kręcące się włosy i duże, zielone oczy, zaś teraz stała nad elfem z triumfującą miną.
- Zapamiętaj: Kobiety w niczym nie odstępują od mężczyzn. No, może poza tym, że my przynajmniej ładnie pachniemy i jesteśmy lepiej wychowane. - Kilka innych przedstawicielek płci pięknej wybuchnęło gromkim śmiechem.
- To ona. - Stwierdził dobitnie pies, wskazując na osobę, która prawdopodobnie nosiła się mianem Jackie Bloodbane.
- Mocny kopniak... - Towarzysz psa skrzywił się, po czym przeniósł znużony wzrok na wijącego się po podłodze elfa. Na jego twarzy pojawił się niezdrowy uśmieszek.
- Ciekawa sztuka, ten w zielonym... - Mruknął bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
Nagle dało się słyszeć odgłos świadczący o tym, że ktoś przeteleportował się w sam środek tłumu. Ludzie i nieludzie zostali odtrąceni przypływem energii, zaś w leju, który pozostał po teleportacji dało się zauważyć... Jaszczuroczłeka. Konkretniej retromantę(Odmiana jaszczuroludzi, których łuski działają jak magiczne zwierciadła). Błyskawice wciąż biegały po zielonych łuskach, sporadycznie zeskakując z nich i porażając pechowców. W gadzich oczach jaszczuroczłeka czaiło się... Szaleństwo. On sam zaś ubrany był w długą, brązową szatę o wielkich kieszeniach.
- Mam nadzieję, że zdążyłem... Hihihi... - Retromanta zachichotał. - Na szczęście rezerwacja została wprowadzona już wcześniej... Hihihi... No a więc jestem.
- Boże Przenajświętszy, ulituj się nade mną. - Wymamrotał rycerz ze znakiem Wszechojca na zbroi, żegnając się parę razy. On wiedział, kim był retromanta. Wszyscy wiedzieli. Przed nimi zmaterializował się Zanthos Psychomag(Zwany także Poskramiaczem Bestii), jedna z najbardziej niezrównoważonych istot we wszelakim wszechświecie zdolna do puszczenia z dymem całego świata. Od wykonania podobnej czynności odgradzało go tylko jego szaleństwo, które mogło zamienić go w jednej chwili w potulnego baranka, ale również obudzić bestię...
Tymczasem(Gdy już wszyscy przywrócili się do porządku) szkieletor w poszarpanej skórzanej kurcie z rządkiem kolców na czerepie przechadzał się wśród potencjalnych adwersarzy, wodząc po nich wzrokiem. "Tym razem zajdę dalej...", pomyślał, ważąc w dłoni swój topór. Na pierwszym turnieju został wyeliminowany już w pierwszej rundzie przez niejakiego Ghost Ridera. Tym razem Duchowego Jeźdca nie było. To była jego szansa. Rozmyślając, zagapił się i wpadł na lisicę o żółtych oczach, purpurowych, bujnych włosach i rudym futrze. Dziewczyna miała na sobie różowo-szary bezrękawnik, paskowane osłony na ręce i nogi(Lewa strona czarno-czerwona, prawa niebiesko-czerwona) oraz krótkie, szare szorty. Przez plecy miała przewieszoną katanę - Legendarne Yamato. W chwili obecnej oboje zderzyli się ze sobą. O ile dziewczynie zadzwoniło w uszach, to szkieletor niczego nie odczuł.
- Luna? - Zdziwił się na jej widok.
- Skrash? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Przez chwilę panowała cisza.
- Co ty tu robisz? - Zapytali jednocześnie. - Biorę udział w turnieju. - Wciąż mówili razem. - A kto będzie komentował? Shane i kto? - Znowu zapanowała cisza. W końcu Skrash zaczął powoli:
- Nie mam zielonego pojęcia. Art wyjechał, Pip razem z nim, Nehr'zul na pewno się nie zgodzi, my jesteśmy tutaj... Może Worgołak?
- Może... Tak przy okazji, dobrze cię widzieć.
- I vice versa.
- Wiesz, że Alvin również bierze udział w turnieju?
- O matko... Ta dżdżownica po raz kolejny puści z dymem pół areny tylko po to, by przegrać w finale? - Luna parsknęła śmiechem.
- Nie do końca. Mama nie chciała, by mi się coś stało, więc poprosiła Alvina, by nade mną... Czuwał. - Teraz to Skrash parsknął śmiechem.
- On? Jako niańka?
- Wróć. Opiekun. - Oboje zgodnie zaśmiali się.
Tymczasem piątka Mobian(Niebieski jeż, czarny jeż, srebrny jeż, różowa jeżyca i brązowa wiewiórka) rozprawiali o czymś.
- Sal, w porządku? - Zapytał jeż wiewiórki.
- Tak... Nie wyrwie się.
- Mamy nadzieję. W końcu za pierwszym razem trzeba było przerwać zawody, bo demon wyrwał się spod kontroli.
- Niestety. - Przytaknął srebrny jeż, wzdychając.
- Tym razem wszystko będzie w porządku. Obiecuję. - Nazwana Sal uśmiechnęła się ponuro.
- Uwaga, uwaga! - W głośnikach zabrzmiał tak długo wyczekiwany głos Shane'a. - Wszystko wraca do normy. Możemy już otworzyć drzwi i zacząć wyświetlać tabelkę na pierwszą rundę! - Odpowiedziały mu radosne okrzyki. Stalowe wrota rozwarły się. 64 zawodników zostało ogłuszonych aplauzem i okrzykami fanów/widzów/zwij to, jak chcesz. Ponownie rozległ się głos:
- Witamy państwa na kolejnym turnieju o Cud Ze Skrzynki! - Zakrzyknął Shane McMahon.
- 64 zawodników będzie obijać sobie nawzajem twarze o nagrodę, która ograniczona będzie tylko ich wyobraźnią! - Zawtórował mu drugi głos.
- Ze stanowiska komentatorów witają was serdecznie Shane McMahon...
- I Might Guy! - Na twarzach paru zawodników odmalowało się zaskoczenie. - Wiem, nie powinno mnie tu być. Ale jestem i będę opisywać poczynania innych wojowników!
- A skoro już się przedstawiliśmy, wypada nam podać pierwszy rozkład walk! - Shane wcisnął guziczek na panelu sterowania. Błysnęło...
Wśród zawodników byli tacy, którzy naprawdę się denerwowali: Elf w zielonym chodził nerwowo w kółko, Carissa przygryzała paznokcie, zaś Luna raz po raz wyciągała i chowała katanę. Byli tacy, którzy wytrwali w spokoju: Blondyn w czerwonym płaszczu i rękawiczkach czekał ze skupieniem wymalowanym na twarzy, czarny jeż prrzymknął oczy i rozmyślał. Byli też tacy, którym to ewidentnie wisiało: Białowłosy w czerwonym płaszczu kręcił młynki pistoletami z uśmieszkiem na twarzy, Casper podśpiewywał sobie "A Dangerous Mind" Within Temptation, zaś Zanthos nieustannie chichotał. W końcu pokazał się rozkład. Malował się on następująco:
1. Casper Stratoavis - Cassandra Alexis Varena
2. Jacklynn Lorelei Bloodbane - Nicolas Sharp
3. Gaderic - Eryk
4. DB - Amy Rose
5. Nebiros - Adeon Falcontet
6. Dante - Bryan Fury
7. Nightmare - Cervantes De Leon
8. Murphy Greenblade - Lassie
9. Porcupine - Ted DiBiase
10. Graph Leoric - Night Shooter
11. Shadow the Hedgehog - Silver the Hedgehog
12. Ino Yamanaka - John Morrison
13. Boggy B - Tricey
14. Shred - Agron Stonebreaker
15. Cpt. O'Really - Curved Fang
16. Darkena - Nesdro
17. Midnight the Hedgehog - Nega Casper
18. Nagash ep Shogu - Rachael Saleigh
19. Arctic Ikume - Cody Rhodes
20. Marcus Aftermath - Sally Acorn
21. Alvin - Saber
22. Luna - Skrash
23. Vogel Harap Serapel - Vokial
24. Zlikk - Tempest the Hedgehog
25. Vatras - Kratos
26. Hinata Hyuuga - Le Rauxe
27. Balor - Galen Marek
28. Gaara of the Desert - Zanthos
29. Tantalus - Sonic the Hedgehog
30. Areus Harbinger - Luther Headbreaker
31. Carissa Melina Sokolov - Michael Rattenberger
32. Balor - Dace
Zapanowała cisza. Przed tłum wystąpiły dwie samotne sylwetki - Casper i Cassandra. Odwrócili się do siebie.
- Niech wygra lepszy. - Stwierdziła dziewczyna, podając okularnikowi rękę. Casper odwzajemnił uścisk.
Starcie o Drugi Cud ze Skrzynki właśnie się rozpoczęło...
