Obudziła się z krzykiem, po jej policzkach spływały łzy. Nie było nocy, żeby wspomnienia nie nawiedzały jej w koszmarach. Przez kilka pierwszych nocy brała Eliksir Bezsennego Snu, jednak wiedziała, że nie może go brać w nieskończoność, bo od eliksirów również można się uzależnić. Nie było też mowy, żeby pozwoliła sobie wymazać te wspomnienia tylko po to, żeby móc spać spokojnie.
Wiedziała, że musi coś z tym zrobić. Jej nastrój i niewystarczająca ilość snu, źle się odbijały na jej lekcjach. Była nerwowa i swój smutek ukrywała pod maską. Szybko zyskała sławę drugiego Snape'a. Potrafiła odbierać punkty za zbyt głośne oddychanie a szlabanów z nią uczniowie bali się bardziej niż tych z Filchem.
Westchnęła i potarła czoło. Spojrzała na zegarek - po piątej. Nie ma sensu już iść spać. Powoli wstała z łóżka i skierowała kroki do łazienki. Odkręciła kurki i czekała aż woda i piana wypełnią wannę. Codziennie rano próbowała się w ten sposób odstresować i codziennie nic jej to nie dawało.
Prawie godzinę później wyszła z kąpieli. Wysuszyła włosy zaklęciem i założyła swoje czarne szaty. Mimo, że od Ostatniej Bitwy minęły prawie dwa miesiące, nie potrafiła zrezygnować z żałobnych kolorów. Tylu ludzi miała już nigdy nie zobaczyć. Według niej nawet całe życie żałoby to za mało, żeby wszystkich opłakać.
Przygotowała na biurku wszystko, co będzie jej potrzebne tego dnia na zajęciach, oceniła ostatnie eseje i wyszła na śniadanie. Przy stole nauczycieli siedziała już dyrektor McGonagall a obok niej wicedyrektor Snape. Poza tym na sali było kilku uczniów, głównie z siódmego roku. Zajęła miejsce koło Minerwy i nałożyła sobie owsianki.
-Witaj, Hermiono. Mam nadzieję, że udało Ci się dzisiaj złapać trochę snu.
Starsza kobieta była jedną z niewielu osób, które wiedziały o jej koszmarach. Przy niej nie musiała udawać. Lekko westchnęła i pokręciła głową.
-Dzień dobry, Minerwo. Niestety koszmary nie ustępują i wątpię, żeby miały to zrobić w najbliższym czasie. Doceniam twoją troskę, ale możesz przestać mnie o to pytać każdego ranka.
Dyrektorka skinęła głową i wróciła do owsianki, tylko po to, żeby po chwili znów się odezwać.
-Wiesz Hermiono, że to nie była twoja wina. Wiem, że ci ciężko, sama dalej nie mogę się pogodzić ze śmiercią Albusa, ale musisz się w końcu pogodzić z tym, co się stało i ruszyć dalej z życiem. Jesteś tą, która pokonała Lorda Voldemorta a mimo to, to ty najbardziej cierpisz po tej wojnie.
-Wiem Minerwo, ale ja po prostu nie potrafię nie myśleć, że to nie była moja wina. Gdybym była szybsza. Gdybym chociaż co parę kroków zerkała jaka jest sytuacja. Oni nie wiedzieli, że tam byłam, mogłam w jakiś sposób obezwładnić Śmierciożerców. Mogłam zrobić cokolwiek.
Czuła, że w jej oczach zbierają się łzy. W sali zaczęło pojawiać się więcej uczniów, więc szybko przybrała obojętną maskę, ale zaciskała dłonie na obrusie. Minerwa położyła swoją dłoń na jej i cicho powiedziała:
-Nie mogłaś. Gdybyś to zrobiła, dałabyś się zdemaskować. Byłoby trudniej dostać się do Nagini a tym bardziej do Toma. To, że skupiłaś się w pełni na wykonaniu zadania, jest tym, co pozwoliło nam wygrać. I w głębi serca sama to wiesz.
Młodsza kobieta nic nie odpowiedziała. Wróciła do swojej owsianki, zjadła i wyszła z Wielkiej Sali. Wróciła do swoich pokoi, wzięła materiały na pierwsze dwie godziny - podwójna lekcja, siódmy rok Gryffindor i Ravenclaw. Jedne z najtrudniejszych godzin w tygodniu. Nie chciała patrzeć na wolne miejsca, na których już nikt miał nie usiąść. Najbardziej bolało jedno z tyłu, gdzie powinna siedzieć Luna Lovegood. Zamiast tego, na każdej pierwszej lekcji miesiąca, ktoś kładł na tym miejscu najnowszy numer Żonglera.
Otarła łzy, które znowu zaczęły płynąć po jej policzkach, stanęła przed drzwiami do sali, wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi z impetem. Stanęła za biurkiem, machnęła różdżką i na tablicy pojawił się temat lekcji. Zaczęła omawiać zaklęcie, którego mieli się dzisiaj uczyć. Patrzyła, jak Ginny Weasley starała się wykrzesać coś ze swojej różdżki, co niezbyt działało. Nie mogła się jej dziwić. Niewielu było czarodziejów, którzy potrafili rzucać czary ręką, która nie była "od różdżki", jednak młoda Weasleyówna nie miała innego wyboru, jak ćwiczyć. Straciła prawą rękę w bitwie a zaklęcie, którym dostała było tak czarne, że żaden magomedyk nie był w stanie jej ramienia odbudować.
Następne zajęcia miała z klasą ósmą. Ze względu na wojnę, wielu uczniów nie zdawało w poprzednim roku owutemów i nowa pani dyrektor stworzyła dla nich specjalny oddział, żeby umożliwić im zdanie egzaminów w tym roku. W tej grupie był między innymi Neville Longbottom, Draco Malfoy i Susan Bones. Dziwnie było nauczać tych, którymi jeszcze kilka miesięcy wcześniej chodziła na zajęcia, ale obie strony szybko przyzwyczaiły się do tej nowej sytuacji.
Dużym plusem ósmej klasy było to, że grupa zdająca Transmutację liczyła tylko dziesięć osób, przez co Hermiona mogła sobie pozwolić na indywidualne podejście wobec każdego. I tak przy każdym nowym zaklęciu wiedziała, że Dracona, Susan i Krukonów mogła zostawić, by ćwiczyli ze sobą a sama szła do Neville'a by mu pomóc przyswoić nową umiejętność. Mimo to, również ta godzina nie należała do łatwych.
Przez twarz Neville'a szła blizna, która zaczynała się na skroni, przechodziła przez zamkniętą powiekę, dalej w miejscu gdzie powinna być połowa nosa chłopaka, przy kąciku ust i kończyła się dopiero w połowie szyi. Susan miała do końca życia być łysa - w trakcie bitwy została pozbawiona skóry z całej głowy i o ile samą skórę udało się odtworzyć, nie było możliwości, by odtworzyć cebulki włosów. Dziewczyna jednak starała się zachować pozytywne myślenie i codziennie nosiła inną perukę. Draco, który na kilka miesięcy przed bitwą dołączył do Zakonu, miał wielką bliznę na przedramieniu. Jeden ze Śmierciożerców, widząc, że chłopak ich zdradził, potraktował go tym samym zaklęciem, którym była potraktowana głowa Bones. U Munga chłopak nie pozwolił jednak na odbudowanie skóry. Wiedział, że znów pojawiłby się na niej Mroczny Znak. Z dwojga złego wolał bliznę.
Hermiona nie jadła obiadów. Czas ten wolała przeznaczyć na studiowanie tomów, które dostała od Minerwy. Mimo, że nauczanie szło jej dobrze, chciała się ciągle rozwijać i udowodnić sobie, że jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Nie chciała myśleć, że dostaje teraz wszystko, co chce, bo jest "Wybawczynią". Sam ten tytuł jej nie pasował. Nikogo nie wybawiła. Mało tego, pozwoliła zginąć tylu ludziom. Nie chciała uwielbienia, jakie dostawała od ludzi. Nie chciała Orderu Merlina Pierwszej Klasy kiedy Harry i Ron pośmiertnie dostali Klasy Drugiej. To oni poświęcili życie, nie ona. Czarne myśli nie odstąpiły jej już tego dnia.
Po kolacji zeszła do lochów i zapukała do komnat Severusa. Po chwili drzwi otworzyły się i miała okazję zobaczyć Mistrza Eliksirów bez jego obszernych, czarnych szat a był to widok niezwykle rzadki.
-Znowu?
Skinęła tylko głową. Severus zniknął w pokoju by zaraz wrócić z małą fiolką.
-Byłoby łatwiej, gdybyś dał mi przepis, ale ty wolisz utrudniać życie nam obojgu.
-Jeśli to jeszcze do twojego kudłatego łba nie dotarło, to się powtórzę. Recepturę na ten eliksir prawo mają znać li i wyłącznie Mistrzowie Eliksirów. Gdybym mógł, to już dawno dałbym Ci ten cholerny przepis, żeby mieć cię z głowy i nie musieć oglądać twojej szopy każdego tygodnia.
-Oglądanie twojego długiego nosa też nie należy do moich ulubionych zajęć. Dziękuję za eliksir. Dobrej nocy.
Ostatnie dwa zdania wymamrotała przez zaciśnięte zęby. Mimo wszystko nadal był jej przełożonym. Odwróciła się i wróciła do swojego gabinetu. Wypiła eliksir i skupiła się na poprawianiu esejów.
