KSIĘGA II — Artur
Rozdział 9: Znosząc codzienność
Artura obudziły jaskrawe promienie słoneczne wpadające do komnaty przez rozchylone story. Próbował zasłonić oczy, przeklinając pod nosem lenistwo Merlina, który zostawił na noc rozsunięte kotary — wiedział przecież, jak bardzo irytowało go, gdy był wyrywany ze snu przez ostre, poranne światło.
Jednak im dłużej o tym myślał, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że już od dawna nie wstawał tak późno. Cały miniony tydzień, budził się we wczesnych godzinach rannych, kiedy było jeszcze ciemno, spocony przez kolejny koszmar. Dziś jednak, sądząc po słońcu, obudził się dużo później, przesypiając całą noc bez złych snów. Zmieniało się na lepsze.
Nadal był zły na swojego głupiego służącego, że zostawił odsłonięte okno — będzie miał szczęście, jeśli się z tego łatwo wymiga. Krzyknął imię Merlina, zdając sobie sprawę, że na stole nie było śniadania, a gdy odpowiedź nie nadeszła, usiadł gwałtownie, coraz bardziej zaaferowany. Zazwyczaj wystarczało jedno wezwanie. Zawołał sługę po raz drugi i w końcu drzwi do jego komnaty się otworzyły. Jednak to nie Merlin niósł tacę ze śniadaniem, to była Gwen.
— Um... — zaczął Artur, nie będąc pewnym, jak zareagować. — Ginewro, co ty tutaj robisz? — zapytał. Dziewczyna postawiła tacę na stole i uśmiechnęła się do Księcia.
— Przyniosłam ci twoje śniadanie, panie. Wyglądasz jakbyś spał o wiele lepiej tej nocy.
— Lepiej niż w poprzednich dniach — westchnął. — Która godzina?
— Blisko południe. Czy chcesz, mój panie, żebym kazała przygotować ci kąpiel? — spytała słodko.
— Nie, to nie będzie konieczne, Ginewro, Merlin może przypilnować... gdzie ten błazen się dzisiaj podziewa? — zirytował się Artur. Gwen spojrzała na Księcia zdezorientowana, zastanawiając się, czy aby coś nie uderzyło go nocą w głowę.
— Panie... Merlin zwolnił się wczoraj ze służby u ciebie... nie pamiętasz?
Artur westchnął. Oczywiście! Teraz sobie przypominał; Merlin opuścił Camelot i udał się do Ealdor, by zaopiekować się chorą matką. Przypływ mimowolnego smutku nagle przeszył jego ciało. Prawdopodobnie znak, że cierpi pojawił się w jego oczach, ponieważ dziewczyna zapytała, czy wszystko z nim w porządku.
— Czuję się doskonale, Ginewro. Przypuszczam, że potrzebuję tylko trochę czasu, by się przystosować. Bez tego błazna będzie tu cicho, prawda? — Skinęła głową.
— Na pewno, panie. Merlin był wyjątkowy — odrzekła z nutą smutku w głosie. — Chciałbyś teraz zażyć kąpieli, panie? — spytała, kierując się do drzwi.
— Poproszę, Ginewro. — Uśmiechnęła się i podążyła ku drzwiom, lecz cofnęła się zaraz, słysząc ponownie swoje imię. — Dobrze cię widzieć, Gwen — powiedział z uśmiechem. Jej oczy zabłysły na te słowa, po czym wyszła z komnaty. Artur usiadł na łóżku i westchnął na myśl o trudnym zadaniu czekającym go dziś po południu — musiał znaleźć nowego służącego.
To była znacznie cięższa misja niż Artur oczekiwał. Rekrutacja Merlina była niezwykle prosta — uratował mu życie i otrzymał pracę w królewskim domu. Chociaż Artur nigdy nie przyznałby tego i choć dokuczał Merlinowi, że marny z niego sługa, ten okazał się być najlepszym, jakiego kiedykolwiek miał — zawsze wywiązywał się z wykonywanej pracy, bez względu na to, ile by jej nie miał. I mimo że był niezdarny, głośny i zabawnie wyglądał, to były to cechy, bez których — Artur odkrył — nie mógł żyć. Merlin, choć nigdy by nie uwierzył, że to możliwe, stał się dla niego kimś więcej niż tylko zwykłym służącym.
Nie był nawet pewien, czy chciał innego sługi..Nie mógł po prostu zapomnieć go tak, jak czynił to z innymi zatrudnionymi chłopcami — serce podpowiadało mu, że to złe. Nie mógł go wyrzucić z pamięci, jak wyrzuca się stary, niepotrzebny przedmiot. Nie miał pojęcia, skąd brała się ta silna więź do chłopaka, ale tak naprawdę nie chciał się zbytnio rozwodzić na jej temat — zaczynała go wprawiać w zakłopotanie.
o o o o o o o o o o o
— Co, do licha, robisz, Edwardzie! — Artur krzyknął na sługę. Chłopiec nalewał piwa i przelał kielich. To, w połączeniu z fatalnym nastrojem tego ranka, spowodowało wybuch księcia. Chłopiec odskoczył od swego wściekłego pana. — Patrz, co robisz! — krzyknął, po czym wstał i odszedł od stołu, aby sługa mógł wytrzeć bałagan.
— Bardzo przepraszam, panie. Zaraz wszystko posprzątam.
Artur popatrzył na spanikowanego chłopca i zdał sobie sprawę, że Merlin był równie niezdarny.
Nie mógł zmierzyć się teraz ze swoimi uczuciami.
— Wyjdź, Edwardzie, po prostu, wyjdź. — Chłopak spojrzał na księcia przestraszony.
— Panie... ty... zwalniasz mnie? — wyjąkał.
— Tak! Po prostu zejdź mi z oczu! — krzyknął, strasząc chłopca, który ze łzami w oczach ruszył ku wyjściu. Artur westchnął i usiadł na krześle zirytowany. Podniósł wzrok i zobaczył Ginewrę wchodzącą do komnaty. Dziewczyna spojrzała na sługę ze współczuciem, a następnie na młodego Pendragona, kryjąc w oczach rozczarowanie.
— Co mu zrobiłeś, Arturze? — zapytała, kładąc na łóżku ręczniki, które niosła.
— Zwolniłem go — powiedział po prostu. Gwen przewróciła oczami.
— Panie, to trzeci służący w ciągu dwóch tygodni — westchnęła. — Nie uważasz, że może należałaby dać mu jeszcze szansę? — Książę nic nie odpowiedział — Cóż takiego uczynił? — spytała. Pendragon popatrzył na nią z winą wymalowaną na twarzy.
— Rozlał wino — odpowiedział.
— Tylko tyle? — Gwen prawie krzyknęła. — To wystarczyło, by go zwolnić? Merlin miał zwyczaj wylewać twoje wino cały cza... — przerwała w pół słowa, przypominając sobie, jak reagował Artur na imię przyjaciela. Spojrzał na nią wściekły. I wtedy dotarło do niej. — Ooooch — powiedziała — teraz rozumiem.
— O czym ty mówisz? — znów na nią zerknął.
— Arturze, nie chcę się wtrącać, ale to jest oczywiste. Ciągle wyrzucasz służących, ponieważ za bardzo ci przypominają Merlina. Musisz dać sobie z nim spokój. — Książę nie miał ochoty z nią tego omawiać.
— Ginewro, to nie ma nic wspólnego z twoimi… Chłopak nie nadawał się na sługę i dlatego go odprawiłem. Osądzanie mnie nie należy do twoich zadań.
Dziewczyna patrzyła na księcia, wstrząśnięta jego słowami. Artur nigdy się nie zachowywał despotycznie; zazwyczaj był miły i przyjazny dla swoich służących. Dygnęła przed nim.
— Mój panie — powiedziała, po czym opuściła komnatę i rozpłakała się.
Artur jęknął sfrustrowany, słysząc jej szloch za drzwiami. Brawo. Świetnie się spisałeś,powiedział do siebie. Nie miał zamiaru drażnić się z nikim, ale wydawało się ostatnio, że nie chciał być już dłużej uprzejmy. Nie chciał, by ludzie byli mili dla niego i nie chciał być miłym dla nich. Niemniej jednak wiedział, że posunął się dzisiaj trochę za daleko. Odchylił się na krześle, rozważając, w jaki sposób pogodzić się z Gwen.
Rozdział 10: Przeprosiny i gotowanie
Dzień później książę, zdenerwowany i z kwiatami w dłoni, zapukał do drzwi domu Gwen. Tym razem sam wybrał bukiet. Dziewczyna otworzyła drzwi z wymuszonym uśmiechem — nie przywitała go miło, ale też mając na względzie ostatnie wydarzenia, trudno było się temu dziwić.
— Co mogę dla ciebie zrobić, panie? — zapytała uprzejmym tonem, ale zimniej niż zwykle. Wręczył jej kwiaty, a ona wzięła je z wahaniem.
— Przyszedłem przeprosić za moje wczorajsze zachowanie, Ginewro.
— Nie masz za co przepraszać, mój panie, popełniłam błąd. Nie jesteś niczemu winien — skłamała. Wyglądała na niezwykle poirytowaną.
Artur rozumiał, dlaczego nie zaprosiła go do środka i nie był zły.
— Nie chcę o tym słyszeć, Ginewro. Wina była całkowicie po mojej stronie, moje zachowanie było karygodne.
Dziewczyna wciąż nie wyglądała na przekonaną.
— Masz do tego pełne prawo, mój panie, jestem tylko służącą. Nie uchodzi mi, by takim tonem mówić do swego pana.
— Gwen, nie mam nic przeciwko. — Spojrzała na niego, zaskoczona, że użył zdrobnienia ciepłym, przepraszającym i przyjaznym tonem głosu. Wraz z następnymi słowami księcia, tkwiący w niej gniew zaczął się powoli ulatniać. — Nie powinienem zachować się tak nieprzyjemnie. Jeśli cię to uszczęśliwi, rano ponownie zatrudnię Edwarda — obiecał i po zastanowieniu dodał: — Wygląda na to, że zawsze wydobywasz moje najlepsze cechy, Ginewro. Nawet jeśli tego nie chcesz. — Po raz pierwszy tego ranka zobaczył jej szeroki uśmiech. — Wolę cię taką — powiedział. Uśmiechnęła się ponownie. Po tej uwadze, cała pozostała złość uleciała z jej serca. — Mogę wejść? — zapytał. Zawahała się chwilkę, ale ostatecznie usunęła na bok.
— Zostaniesz? Może przygotuję ci coś do zjedzenia? — zapytała głosem bardziej przyjaznym.
— Właściwie, to pomyślałem, że mógłbym zrobić coś dla ciebie w ramach rekompensaty za wczoraj. — Gwen popatrzyła na niego podejrzliwie, wspominając ostatni raz, kiedy to książę dla niej gotował. Młody Pendragon zauważył, ze się przestraszyła i ubiegł jej myśli, mówiąc: — Nie martw się. Postaram się i ugotuję ten posiłek sam. — Uśmiechnęła się do niego. — A skoro mi towarzyszysz, to może mogłabyś mi dać kilka wskazówek? — spytał przymilnie, pamiętając, że nie ma pojęcia o gotowaniu. Dziewczyna zaśmiała się. Rozczulał ją fakt, że zawsze starał się maskować swoje błędy. Nawet teraz, choć dobrze wiedział, że nie umie gotować.
— Oczywiście, że ci pomogę.
— Jadłaś już coś? — zapytał. Potrząsnęła przecząco głową.
— Byłam zajęta łataniem jednej z moich sukienek i nie miałam czasu.
— To dobrze, że przyszedłem, prawda? — uśmiechnął się entuzjastycznie.
— Właściwie, Artu... to znaczy, panie... muszę iść do pracy. Moja pani będzie się zastanawiać, gdzie jestem — oznajmiła mu nerwowo.
— Naturalnie, przepraszam, zatrzymałem cię.
— Nie ma potrzeby przepraszać. Jeśli chcesz, możesz mnie odwiedzić dziś wieczorem i wtedy coś ugotujemy — zaproponowała, zaskoczona własną śmiałością. Jednakże przez sposób, w jaki Artur odnosił się do ludzi, w tym momencie trudno było go postrzegać jako księcia, a nie przyjaciela chętnego, by przyrządzić jej posiłek. Młodzieniec podskoczył do drzwi, by otworzyć je przed Gwen. Roześmiała się, kiedy wyciągnął rękę w zapraszającym geście, jakby była szlachcianką, a nie tylko służącą. Wyszli z domu, zamykając za sobą drzwi.
o o o o o o o o o o o
Artur siedział przy ogromnym, prostokątnym stole w komnacie obrad — pięścią podparł policzek i przechylił się na prawą stronę. Mimo, iż wiedział, że powinien być zainteresowany tym, co ojciec mówił do niego i zgromadzonych, nie był. Jedyne o czym mógł myśleć, to dzisiejszy wieczór — będzie mógł ponownie zobaczyć Gwen i przygotuje dla niej posiłek. Była doprawdy śliczną dziewczyną i szczerze lubił z nią przebywać. Było w niej coś — może to, że zawsze go prowokowała? Wytrącała go z równowagi... właśnie tak, jak dawniej Merlin.
I znowuż to samo — co by nie zrobił, próbując zapomnieć o swoim przyjacielu, wszystkie myśli zawsze podążały z powrotem do niego. Podjął decyzję wymazania go z pamięci, ale poniósł całkowitą porażkę.
Niewyraźne głosy w tle, na które nie zwracał wcześniej uwagi, nagle stały się głośniejsze i usłyszał bardzo niski głos krzyczący jego imię. Poderwał głowę i spojrzał pozbawionym wyrazu wzrokiem na tę osobę.
— Tak? — powiedział, mając nadzieję, że właśnie to chciał usłyszeć jego ojciec. Król westchnął z frustracji i usiadł z powrotem na krześle.
— Zgadzasz się, że powinniśmy wprowadzić nowe podatki? — Uther uniósł brew, patrząc na swojego nieobecnego duchem syna.
— Nie! Ja... myślę, że... co? Jakie było pytanie? — zapytał zdezorientowany. Władca westchnął.
— Synu, co się z tobą dzieje? — jęknął z irytacją. — Przez ostatnią godzinę byłeś zupełnie gdzie indziej. Jaki jest tego powód?
Artur spuścił wzrok na stół, starając się z całych sił ukryć rumieniec. Jak, do diabła, miał się przyznać Królowi i dworskiemu Trybunałowi, że marzył o gotowaniu ze służącą!
— Ja tylko mam zbyt wiele na głowie, panie — odpowiedział ostatecznie, mając nadzieję, że to wystarczy. Westchnął z ulgą, gdy ojciec tylko machnął obojętnie ręką.
— Mógłbyś, proszę, spróbować się skoncentrować, Arturze! — nalegał monarcha.
— Tak, panie — odpowiedział skruszony.
o o o o o o o o o o o
Wreszcie nadszedł wieczór i Artur szybko poszedł do domu Ginewry. Nie zapukał, tylko pchnął drzwi z rozmachem, zaskakując dziewczynę.
— Och, przepraszam, Gwen... Nie chciałem, żeby...
— … w porządku, panie — zapewniła go z uśmiechem. — Nie sądziłam, że przyjdziesz — przyznała się.
— Powiedziałem, że przyrządzę ci kolację, prawda?
Pochyliła głowę nieśmiało.
— Wcześniej również mówiłeś, że ugotujesz mi obiad, a przyniosłeś go z zamkowej kuchni — przypomniała mu. Przesunął się nieco, zażenowany. — Przepraszam. Nie chciałam sprawić ci przykrości. Drażniłam się tylko.
— Wiem — powiedział — w porządku. — Zapadła chwilowa cisza, którą przerwał Artur: — Więc, ugotujemy coś razem? — Dziewczyna przytaknęła i podeszła do blatu, na którym już położyła kurczaka.
— Tak naprawdę, nie masz zielonego pojęcia, co z nim zrobić? — zapytała, próbując się nie śmiać.
— Nie mam. Będziesz musiała mi wszystko pokazać.
Zaśmiała się krótko i zaczęła od umycia mięsa.
— Nie mogę uwierzyć, że rzeczywiście chcesz przygotować posiłek — odezwała się po chwili.
— Ja też nie mogę — śmiał się Artur — nigdy wcześniej nie gotowałem dla siebie. Merlin zawsze mawiał... — ucichł, zdając sobie sprawę z myśli o Merlinie i ze zbyt znanego bólu w żołądku na wspomnienie przyjaciela.
— Co Merlin mawiał? —zainteresowała się Gwen. Jej głos wydawał się sympatyczny, ale zaskoczony usłyszał w niej nutę zazdrości. Dlaczego, u licha, miałaby być zazdrosna o Merlina? Potrząsnął głową.
— Nic — powiedział i kontynuowali przygotowywanie kurczaka.
— Możesz mi powiedzieć — naciskała. Artur znów potrząsnął głową.
— To nie ma znaczenia, naprawdę. Byłem głupi, wspominając o nim. Przecież nie ma go tutaj, prawda? — Prawda, która kryła się za tą wypowiedzią uderzyła brutalnie w czułe miejsce niby nóż, którym dziewczyna kroiła właśnie mięso, wbił się prosto w jego pierś. Starał się pamiętać, że myślenie o Merlinie nie sprowadzi go do Camelotu. Dlaczego stale o nim myślał? Przecież spędzał czas z Gwen — cały dzień na to czekał, a teraz był w kiepskim nastroju przez swoje śmieszne uczucia. Ojciec miał rację — stawał się zbyt miękki. Musiał przestać bujać w obłokach.
Młody Pendragon zebrał talerze ze stołu, po tym jak skończyli posiłek.
— Dziękuję, Arturze — powiedziała Gwen, gdy wstał. — To było naprawdę miłe z twojej strony.
Książę wzruszył ramionami.
— Cóż, obiecałem, że ugotuję dla ciebie, prawda?
— Powinniśmy to kiedyś powtórzyć — wyrwało się jej bez zastanowienia. — Przepraszam, panie — poprawiła się natychmiast. — Zapomniałam, z kim rozmawiam. To się więcej nie zdarzy, obiecuję.
— Ginewro — odezwał się głosem, który zawsze ją uspokajał, gdy się denerwowała i mówiła zbyt wiele. — Bardzo bym chciał ponownie zjeść z tobą kolację.
— Ty... chciałbyś? — Oczy jej zaiskrzyły, a znana już nadzieja, napełniła serce jeszcze raz. To była ta sama nadzieja, która pozwoliła jej posłuchać Merlina i pocałować Artura, a potem złamała jej serce.
— Tak, chciałbym — potwierdził. — To był uroczy wieczór. Jednak nie możemy nikomu o tym powiedzieć. Nawet Morganie, dobrze?
— Jak sobie życzysz, panie.
— Gwen, myślę, że kiedy jesteśmy sami, możesz zwracać się do mnie po imieniu.
— Dobrze, więc... Arturze — powiedziała raczej nerwowo. Książę uśmiechnął się do niej łagodnie, zanim ruszył do wyjścia. Szybko wstała, by się z nim pożegnać.
— Muszę już iść, Ginewro — oznajmił, zatrzymując się przy drzwiach.
— Oczywiście. — Zgodziła się, świadoma, że ciężko jej będzie patrzeć jak odchodzi.
— Miło było cię znów zobaczyć, Gwen — powiedział niskim lecz miękkim głosem. Dziewczyna uśmiechnęła się słodko.
— Cała przyjemność po mojej stronie — odrzekła. Nadzieja zagościła w niej już na dobre i nawet jeśli powiedziałby teraz, że jej nienawidzi, nic by tego nie zmieniło.
— Obiecasz mi, że nie powiesz nikomu o naszym spotkaniu? — zapytał.
— Wiesz, że nie — uspokoiła go. Zbierając całą swoją odwagę, wspięła się na palce i dotknęła wargami ust księcia. Czekała, aż się odsunie i wyjdzie zawstydzony i zły, ale nic takiego nie nastąpiło. Po prostu przyjął jej krótki i delikatny pocałunek, po czym uśmiechnął się, otworzył drzwi i zniknął w mroku nocy.
Rozdział 11: Dawne uczucia
— Dzień dobry, mój panie — powiedział służący do obudzonego już Artura, któremu nie zdarzyło się to ani razu w tym krótkim czasie, jakim dla niego pracował. Jednak nie skomentował tego w obawie, że książę znów go zwolni.
— Nigdy nie byłeś bardziej w porę, Edwardzie — rzekł następca tronu, dziś w o wiele lepszym nastroju niż zazwyczaj.
— Podać już śniadanie, panie? — zapytał chłopak, ignorując nagły dobry humor księcia.
— Tak, poproszę.
Czy on właśnie powiedział "proszę"? Coś na pewno było nie tak. Postawił ostrożnie na stole tacę ze strawą i Artur podszedł, by usiąść i zjeść.
— Dobrze się czujesz, panie? — spytał.
— Czuję się świetnie! — wykrzyknął książę radośnie. Szybko pochłonął posiłek i wstał, gdy tylko skończył. Chciał już iść do domu Gwen. Zaplanował dla niej niespodziankę i nie zamierzał tracić czasu. Spojrzał na Edwarda, który ścielił jego łóżko. — Weź sobie wolne na resztę dnia. Nie będę już dzisiaj potrzebował twoich usług.
— Umm... — zaczął chłopak, nie będąc pewnym, co powiedzieć. — Ale muszę cię odziać, panie, w reprezentacyjne szaty. Niedługo król pasuje jednego z twoich ludzi na rycerza.
— No tak! Zupełnie zapomniałem! — zakrzyknął, odwracając się tyłem do sługi. — Nie sądzę, byś mógł mnie z tego wykręcić, prawda, Merl... mam na myśli, Edwardzie. — Poczuł się bardzo nieswojo przez pomyłkę, jaką właśnie uczynił, i starał się udać, że się nie zdarzyła.
— Mógłbym spróbować, najjaśniejszy panie — odezwał się chłopak za jego plecami. Artur nadal stał odwrócony, uniemożliwiając służącemu zobaczenie rumieńca zakradającego się na jego policzki.
— Dziękuję — powiedział szybko. Wyszedł z komnaty i udał się prosto do pokoi Morgany. Dziewczyna siedziała w koszuli nocnej przy swojej toaletce i rozczesywała loki. Artur zaśmiał się. — Wiedziałem, że całymi dniami nic nie robisz tylko szczotkujesz włosy — zakpił, oznajmiając swoją obecność. Morgana odwróciła się zszokowana.
— Co ty tutaj robisz? — zdziwiła się.
— Przyszedłem powiedzieć ci, że twojej służącej dziś nie będzie, jest chora. — Było to kompletnym kłamstwem, ale Artur potrzebował pretekstu, by zwolnić Gwen z pracy na cały dzień.
— Przecież wczoraj czuła się dobrze. Jakim sposobem mogła zachorować tak nagle.
Dlaczego Morgana musi być zawsze tak denerwująco spostrzegawcza?
— No cóż, myślę, że choroba rozprzestrzeniła się w dolnym mieście. Słyszałem, że kilku służących źle się czuje. Mój sługa również jest dość słaby i dałem mu resztę dnia wolną, by nikogo nie zaraził.
— Skąd wiesz, że jest chora? — spytała Morgana podejrzliwie.
— Edward mi powiedział, że widział ją dziś rano — skłamał gładko. Wyglądało, że to wytłumaczenie zadowoliło dziewczynę, bo tylko machnęła ręką, kończąc temat. — Do zobaczenia później — powiedział jeszcze, zanim podążył do domu Gwen.
o o o o o o o o o o
Ginewra biegła właśnie do pałacu bardzo spóźniona, ale wiedziała, że Morgana nie będzie miała jej za złe — była bardzo miłą i łaskawą panią; bardziej przyjaciółką niż zwierzchniczką. Wchodząc na trakt zamkowy, zaskoczona ujrzała idącego nim Artura.
— Panie? — zapytała, kiedy podszedł do niej.
— Nie idziesz dzisiaj do pracy, Ginewro — zakomunikował.
— Ale ja muszę, Morgana...
— Morgana myśli, że jesteś chora i leżysz w łóżku, w domu. Zabieram cię stąd, Gwen. — Naprawdę uwierzyła, że śni. Artur Pendragon, Książę Camelotu zadał sobie trud zwolnienia jej z pracy, by spędzić z nią czas? — Dobrze się czujesz? — zaniepokoił się, zauważając jej odległe spojrzenie.
— Tak... ja... Dlaczego to zrobiłeś?
— Ponieważ chciałem spędzić ten dzień z tobą — oznajmił z uśmiechem. — Jedziemy nad rzekę na piknik. — Dziewczyna nadal wyglądała na całkowicie oszołomioną, a jego słowa sprawiły, że oniemiała. Artur wziął jej milczenie za odmowę i zrzedła mu nieco mina. — Nie chcesz? — spytał z widocznym rozczarowaniem w głosie. Gwen potrząsnęła głową.
— Nie! Oczywiście, że chcę, po prostu... nie mogę uwierzyć, że zrobiłbyś to dla mnie. — Artur uśmiechnął się i pogładził ją po policzku. Nie odpowiedział, ale ona nie potrzebowała słów, by zrozumieć.
— Więc, jesteś gotowa?
o o o o o o o o o o o
Szybko zajechali nad rzekę, gdzie Artur rozłożył koc dla siebie i Gwen, by mogli usiąść. Dziewczyna nie mówiła zbyt wiele podczas drogi, co tłumaczył zdenerwowaniem lub szokiem, albo oboma naraz. Miała rację, że była wstrząśnięta — w końcu książę rzadko robił coś miłego dla służby. Jedynym sługą, dla którego kiedykolwiek był miły czy wychodził z siebie, żeby sprawić mu przyjemność lub chronić, był... Merlin. Naprawdę myślał, że będzie mógł zapomnieć o swoim przyjacielu. Może to poczucie winy sprawiało, iż jego umysł wciąż wspominał dawnego służącego? W końcu nie zawsze dobrze go traktował. Na przykład, gdy wylał na niego wodę albo jak miał sentyment do Sophii i przez niego Merlin był cały dzień zakuty w dyby. Nawet wtedy, kiedy spotkali się po raz pierwszy, zachował się jak totalna świnia, popisując przed swoimi kompanami.
Miał nadzieję, że będąc z Gwen, jego myśli o Merlinie znikną. Ale tak oczywiście nie było, bo dlaczego dumałby o swoim dawnym służącym, przebywając z tak piękną dziewczyną jak Gwen? To nie miało sensu. Jednak z drugiej strony, czy miało sens traktowanie swojego sługi jak najlepszego przyjaciela, co przecież robił. Może to fakt, iż nigdy nie powiedział Merlinowi, ile dla niego znaczy, trzymał jego myśli przy chłopaku. Merlin zawsze będzie sądził, że książę go nienawidzi, a wcale tak nie było.
Naprawdę chciał móc uwolnić swój umysł ze wszystkich tych rozważań — przytłaczały go niczym olbrzymi ciężar i to było straszne uczucie. Za każdym razem, gdy sądził, że już się pogodził z odejściem swojego przyjaciela, zdarzało się coś, co znów mu go przypominało... i wracał do punktu wyjścia.
Spojrzał na Gwen i poczuł się szalenie winny, że rozmyślał o Merlinie, podczas gdy miał spędzać czas z nią. Pochylił się do niej i złożył na jej wargach czuły pocałunek. Uśmiechnęła się, kiedy go przerwał, a oczy zalśniły jej szczęściem.
— Wyglądasz na taką uradowaną — zauważył. Przytaknęła głową.
— Będąc z tobą, jestem szczęśliwa, Arturze.
Uśmiechnął się na te słowa. On także był szczęśliwy, gdy z nią przebywał. Chciał wierzyć, że w pełni ją uszczęśliwia, ale potem przypomniał sobie bardzo istotny problem — Lancelot.
— Naprawdę jesteś ze mną szczęśliwa, Gwen? — zapytał, gryząc jabłko. Popatrzyła na niego zmieszana.
— Oczywiście, Arturze. Dlaczego w to wątpisz?
— Lancelot.
Nie musiał mówić nic więcej. To imię przyniosło tak wiele problemów i trudności. Wbiło na stałe klin między nich i to bolesny. Wątpił czy kiedykolwiek zapomni o bólu, który czuł, gdy uratował Gwen i dowiedział się, że była zakochana w Lancelocie. W tamtym momencie był pewny, że ją stracił.
Ale ona to wszystko wiedziała. I nie miała pojęcia, co sama czuje. Zdawała sobie sprawę, że kocha obu mężczyzn, jeśli jednak miałaby przyjrzeć się faktom bliżej, to przyznałaby, że jedyną rzeczą, która trzymała ją z dala od Lancelota była jego nieobecność. W głębi serca wiedziała, iż Lancelot jest dla niej odpowiedniejszym mężczyzną — Artur był następcą tronu Camelot i wątpiła czy w pełni mógł kochać kobietę taką miłością, jaką ona chciała być obdarzana. Miłością, jaką — była przeświadczona — Lancelot mógłby jej dać.
Tęskniła za nim. Tęskniła za nim szalenie, każdego dnia, i czuła się teraz winna przez to co wynikło w rozmowie. Dlaczego Lancelot nie mógł po prostu zostać i być z nią szczęśliwy. Być może nie kochał jej tak bardzo jak myślała. Być może fakt, że siedziała teraz z Arturem, a nie z nim, dawał jej do zrozumienia, co zdecydował los — nie było jej dane być z Lancelotem.
— Jego tutaj nie ma — stwierdziła, próbując ukryć targające nią emocje. Artur westchnął i potrząsnął głową.
— Może nie tutaj — powiedział, odnosząc się do otoczenia, po czym przyłożył dłoń do jej piersi — ale tutaj jest na pewno.
Nie mogła się z tym spierać. Mimo że nigdy nie będą razem, Lancelot będzie miał stałe i szczególne miejsce w jej sercu, które nikt inny nie mógł wypełnić. Nawet książę, o czym dobrze wiedział, tak jak ona.
— Arturze... — próbowała wyjaśnić.
— Rozumiem — szepnął.
— Ale to nie może się zdarzyć.
— A my możemy? — zapytał, poruszając inny problem, który ich separował. Wzruszyła ramionami i uroniła jedną łzę.
— Dlaczego to musi być takie trudne?
— Nie wiem — odpowiedział zgodnie z prawdą. — Ginewro, to normalne nie zapomnieć swojej pierwszej miłości... ale musisz zrozumieć.
— Rozumiem, Arturze.
Spuścił wzrok. Nie wiedział, jak to zrobić, jak się przed kimś otworzyć. Ani przed Gwen, ani ojcem, nawet Morganą. Tylko przed... Nie! Nie chciał podążać tym tokiem myśli!
— Gwen, to jest trudne dla nas obojga, ale muszę wiedzieć, co czujesz. Byłoby całkowicie nie w porządku wobec nas, jeśli robiłbym sobie nadzieję w beznadziejnej sprawie — wyjaśnił.
Dziewczyna milczała kilka chwil, zanim odpowiedziała:
— To nigdy nie było beznadziejną sprawą, Arturze. I nigdy nie będzie. — Ton jej głosu był całkowicie szczery i Książę uwierzył, że to, co mówiła jest prawdą. Ujął jej dłoń i ucałował lekko. Musiała zrozumieć, że Lancelot już jej nie kocha, a jeśli kochał ją tak bardzo, to dlaczego nie wszedł między nią a Artura. Dlaczego pomyślał, że darzy Księcia większym uczuciem niż jego? Wszystkie te myśli zeszły w głąb jej umysłu, kiedy młody Pendragon znów ją pocałował, tym razem bardziej namiętnie.
o o o o o o o o o o o o
Gdy przybyli z powrotem do miasta, Artur pomógł Gwen zsiąść z konia. Resztę drogi do jej domu pokonali pieszo, w ciszy. Ten wyjazd był dużo bardziej emocjonalny niż któregolwiek z nich się spodziewało.
— Świetnie się dzisiaj bawiłam — przerwała milczenie Gwen, kiedy dotarli do celu. — Dziękuję.
— Nie, to ja dziękuję tobie, Ginewro. Nie masz pojęcia, ile rzeczy jest teraz dla mnie jasne. Cudownie spędziłem z tobą czas. — Spuściła głowę i zarumieniła się. — Pocałowałbym cię, ale...
Zaśmiała się.
— Taak... to wyglądałoby nieco szokująco dla sąsiadów. — Znów się roześmiała, ale skrycie ubolewała, że nie może, jak inne kobiety, pocałować publicznie mężczyzny, którego kocha. Młodzieniec wydawał się wyczuć jej smutek, ponieważ powiedział:
— Nie martw się, Gwen, pewnego dnia wszystko się zmieni. Obiecuję. A do tego czasu... Do zobaczenia.
— Do zobaczenia — odpowiedziała z uśmiechem. Tak bardzo chciała pocałować Artura, pokazać wszystkim, że ona kocha jego, a on ją. Słońce chyliło się już nad miastem i w jego promieniach książę wyglądał tak pięknie — jego twarz opływało oszałamiające, różowe światło. Walczyła z nieodpartą chęcią pocałowania go i żeby jej nie ulec otworzyła drzwi i szybko weszła do domu, pozostawiając Artura na zewnątrz.
Rozdział 12: Niespodzianka dla Morgany
Następnego poranka Artur obudził się będąc w siódmym niebie. Rzadko doznawał takiego uczucia i uwielbiał je!
Kiedy Edward wszedł do jego komnaty, ujrzał księcia drugi dzień z rzędu ubranego, co niebywale go zaskoczyło. Podał mu jego śniadanie i przyglądał się, jak spożywa je w milczeniu. Bez wątpienia coś zaprzątało mu głowę.
o o o o o o o o o o o o o
Artur znów podążył do komnaty Morgany, ale tym razem zastał ją już w sukni i pogrążoną w lekturze w fotelu. Uniosła głowę i spojrzała na niego, gdy podszedł do niej i zamknął z uśmiechem książkę.
— Przyszedłeś mi powiedzieć, że Gwen dziś nie może przyjść? — zapytała, głosem wręcz ociekającym sarkazmem. — To wielkie szczęście dla niej, iż powróciła do zdrowia tak szybko... przecież... wczoraj była tak bardzo chora, że nie była nawet w stanie pójść do pracy.
Artur nigdy nie wiedział, co odpowiedzieć, kiedy Morgana używała tonu "szykujesz coś i wiem co, ale wydobędę to od ciebie, używając sarkazmu i będę się przyglądać, jak wijesz się zakłopotany".
— Istotnie, to wielkie szczęście — powiedział, nieprzygotowany na udzielanie wyjaśnień. Morgana uśmiechnęła się ze zrozumieniem, odpuszczając mu.
— Więc to towarzyska wizyta?
— Nie, ja tylko... Jest tutaj Gwen? — zapytał, czym zaskoczył ją nieco.
— Nie ma jej, robi pranie z innymi służącymi.
Książę skinął głową.
— Dobrze... ponieważ chciałem z tobą porozmawiać — oznajmił nerwowo. — Mogę usiąść?
Morgana przytaknęła, wskazując, by usiadł na łóżku i dołączyła do niego na materacu, krzyżując nogi. Nigdy nie siadała po turecku, jeżeli nie była sama lub z Arturem — wiedziała, że nie musi przed swoim własnym bratem grać skromnej księżniczki.
— Więc, co się z tobą dzieje? Wczoraj byłeś taki wesoły, a teraz spójrz na siebie.
— Ależ skąd, nadal jestem radosny... no, może nie do końca. Jestem po prostu bardzo zdenerwowany.
— Dlaczego? — Jej głos był teraz pełen autentycznego zainteresowania.
— To trudne do wyjaśnienia.
— Nigdzie się nie śpieszę, Arturze, masz tyle czasu, ile potrzebujesz — zapewniła go.
— Ja... Widzisz, Morgano, ty, ze wszystkich ludzi, wiesz, że nie jestem dobry w mówieniu o tych sprawach. To znaczy, o moich uczuciach.
— W porządku. — Objęła go pocieszająco ramieniem, dopingując do powiedzenia tego, co podejrzewała od jakiegoś czasu.
— Ja... myślę, że jestem zakochany.
Uśmiechnęła się porozumiewawczo.
— Wiem — powiedziała łagodnie. Artur spojrzał na nią, zbity z tropu.
— Ty... wiesz?
— Tak, oczywiście, że wiem.
— Cóż... to mną wstrząsnęło, delikatnie mówiąc. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, by to utrzymać w sekrecie.
Morgana roześmiała się.
— Arturze, proszę cię. Każdy, kto spędził z wami więcej niż dziesięć minut, mógł zobaczyć, co do siebie czujecie. Obiecuję, że nikomu nie powiem.
— Ja... dziękuję.
— W porządku. Miłość to dziwna rzecz. Bóg mi świadkiem, widziałam, jak cię zmieniła. Byłeś takim aroganckim palantem, zanim... wiesz kto nie pojawił się w twoim życiu. — Postukała się w nos, nie wyjawiając imienia w razie podsłuchu.
— Naprawdę? — zapytał
— Tak. Właściwie, to ulżyło mi, iż w końcu wyznałeś całą prawdę. Myślałam, że rozedrze cię to na pół.
— I byłem tego bliski — przyznał. — Czasami nie wiedziałem, co robię i gdzie idę. Kiedy jesteśmy osobno, czuję się taki samotny.
Dziewczyna uśmiechnęła się współczująco.
— Wiem, musi ci być ciężko. Szczególnie, że... teraz jesteście tak daleko od siebie. Wiem, że to musi być dla ciebie trudne. Ale jestem pewna, że ostatecznie wyjdzie ci to na dobre.
— Um... no wiesz, w rzeczywistości to nie jesteśmy aż tak oddaleni od siebie, Morgano — zaśmiał się. — Ona jest przecież na dole.
Dziewczyna zmarszczyła brwi w zmieszaniu i usiadła prosto.
— Ona... Co? — zapytała, z kompletnym mętlikiem w głowie.
— Gwen. Jest właśnie na dole, całkiem blisko.
Morgana poczuła się jakby dostała obuchem w głowę. Artur mówił o Gwen? Był w niej zakochany? Kiedy to się stało? Nigdy nie widziała ich razem. Była przekonana, że Ginewra czuje coś do tego mężczyzny, który przybył do Camelotu jakiś czas temu... Jakże mu tam było... Lancelot!
— Ja... um... jesteś pewien? — wykrztusiła. Artur roześmiał się.
— Oczywiście, że jestem pewny! Wiem, co czuję, Morgano.
— Ale myślałam, że... — powstrzymała się, zanim wkroczyła prosto na niebezpieczne terytorium. Wiedziała, jak przygnębiała Artura każda wzmianka o Merlinie. Dobry Boże, nie miała pojęcia, że mówił o Gwen i nadal nie mogła otrząsnąć się z szoku.
— Co myślałaś? Morgano, dobrze się czujesz?
— Tak, dobrze... Jesteś zakochany w... Gwen.
— Tak — potwierdził.
— Och, mój Boże! — westchnęła.
— Nie martw się, wszystko w porządku, dlaczego tak panikujesz?
— Nie wiem... Nie martwię się — powiedziała.
— Chcę ją poprosić o rękę.
Dziewczyna zerwała się z łóżka wstrząśnięta.
— Co? — krzyknęła. Artur wyglądał na całkowicie zaskoczonego jej reakcją.
— Sądzisz, że to zły pomysł? — zapytał.
— Tak! Sądzę, że to zły pomysł, Arturze! Od kiedy wy dwoje... no wiesz.
— Szczerze mówiąc, to nawet nie wiem. Po prostu, tak jakoś się... stało.
— Arturze, to jest wybitnie zły pomysł. Chcesz ożenić się z kobietą, którą nawet nie wiesz, dlaczego kochasz? — Nie miała na myśli nic z tego, co powiedziała. Nie chciała, żeby Artur ożenił się z Gwen, ponieważ wiedziała, że to byłby największy błąd jego życia. Wiedziała, że kochał Merlina. Dlaczego to robił? Tylko dlatego, że chłopaka tutaj nie było, nie oznaczało, że miał go zapomnieć i poślubić kogoś innego.
— Wiem, że to brzmi głupio, ale zaufaj mi. Nie mogę wyjaśnić, co czuję, ale wiem, że to mnie uszczęśliwia. Jestem szczęśliwy, kiedy jestem z nią. Ona... nie wiem... prowokuje mnie, wiesz? Ale w dobry sposób. Podoba mi się, że jest... ona jest jak...
— ...jak Merlin — Morgana skończyła za niego, w końcu uświadamiając sobie powody sympatii Artura. Gwen była najbardziej podobną osobą do Merlina, jaką Artur znał i to właśnie go do niej ciągnęło. Ginewra była uparta i miała silny charakter — jak Merlin. Broniła tego, w co wierzyła i była jedną z najdzielniejszych ludzi, jakich znała — dokładnie jak Merlin. Ale najistotniejszą rzeczą było to, że wiedziała, jak kochać i opiekować się ludźmi w bezinteresowny sposób — jak Merlin. Teraz rozumiała dlaczego Artur chciał być z Gwen. Ale ona nie była Merlinem. Nikt nie był taki jak Merlin. Artur był zakochany w nim, a nie w jego w kopii. Musiała przekonać go o tym za wszelką cenę. Wiedziała, że będzie tego żałował do końca swoich dni, gdy kiedyś ponownie zobaczy Merlina. — Wiem, że to trudne dla ciebie, ale mogłaby ci pomóc rozmowa o tym.
— Nie wiem, co masz na myśli. Merlin był moim służącym i tak... nie zaprzeczę, że przez ten czas, który go znałem, rozwinąłem do niego pewne uczucie sympatii... Przypuszczam, że był moim jedynym prawdziwym przyjacielem. Jedynym, który nie korzystał z mojej pozycji i nie próbował czerpać z tego zysków. Po prostu traktował mnie, jak... mnie. — Spojrzał szybko na nią, zdając sobie sprawę, że powiedział więcej niż chciał. Przysiągł sobie, że nigdy nie przyzna, iż Merlin był jego przyjacielem.
Morgana wydawała się wyczuć to i podeszła, by ponownie usiąść koło niego.
— To nic złego tęsknić za przyjacielem. — Albo kimś, w kim jesteś zakochany, pomyślała. — Przypuszczam, że tak bardzo za nim tęsknisz, że starasz się zapełnić przestrzeń żoną, która ci go przypomina. Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Możesz tego żałować.
— Nie masz pojęcia, czego mogę żałować czy pragnąć — zripostował Książę, na powrót zamykając się w sobie. Nie chciał, by ta rozmowa zeszła na jego byłego sługę, ale teraz było już za późno.
— Proszę, przemyśl to jeszcze — niemal błagała. — Jeśli kogoś poślubisz, nie będziesz mógł tego cofnąć.
— Daj spokój, Morgano, wiem to! — Przewrócił oczami.
— Arturze... jesteś pewien, że ona jest osobą, z którą chcesz spędzić resztę swego życia? Znasz ją tak krótko.
— Jestem pewny. — W jego głosie była prawdziwa szczerość, co zaskoczyło oboje i zmartwiło dziewczynę. Dlaczego Artur tak łatwo zapomniał o Merlinie? Była przekonana, że go kochał — to było oczywiste. Więc dlaczego rzucił go ot tak?
Jakże mało wiedziała.
— Arturze, to nie tylko kwestia krótkiego czasu. Jest tyle spraw, które musisz przemyśleć — próbowała przemówić mu do rozsądku.
— Na przykład, jakie? — zapytał.
— Twój ojciec.
Parsknął śmiechem.
— Do diabła z moim ojcem!
— Wiesz, że on może cię powstrzymać od poślubienia Gwen. Jest Królem, a twoje małżeństwo musi być przez niego pobłogosławione. — Wyglądało, że się z nią zgadza, ponieważ wydał krótkie westchnienie akceptacji.
— W takim razie nakłonię go do zmiany zdania.
Dziewczyna roześmiała się na te słowa.
— Spotkałeś się ostatnio z ojcem? Czy kiedykolwiek osiągnąłeś coś, rozmawiając z nim? Nawet mnie nie słuchał, gdy chciałam uratować Gwen z rąk porywaczy. Co sprawia, że myślisz, iż mógłbyś go namówić do zgody na wasz ślub?
— Morgano... Nie wiem — westchnął, kiedy doszła do niego oczywistość sytuacji. — Wszystko co wiem, to to, że chcę być z nią. Naprawdę chcę.
To nie zabrzmiało już tak przekonująco. Książę miękł albo coś w tym stylu, miała nadzieję. Pochyliła się i uściskała go serdecznie, szepcząc do ucha:
— Zrobisz co zechcesz, nie powstrzymam cię przed niczym — cofnęła się, by spojrzeć mu w oczy — ale proszę cię, błagam, przemyśl to. Nie rób niczego pochopnie.
Artur spuścił wzrok, nie chcąc ulec jej prośbie ani wymagającemu wzrokowi. Nie chciał myśleć i długo udawało mu się tego unikać. Myślenie zawsze sprowadzało go do jednego...
Rozdział 13: Niespodziewany powrót
Morgana była w błędzie — całkowicie się myliła. Artur wiedział, że chciała dobrze, ale, cholera, zachowywała się, jakby była jego matką. Znał Ginewrę wystarczająco długo, by zdać sobie sprawę, że był w niej zakochany. Przecież poznał ją... kilka miesięcy temu. Czy to zbyt krótko, żeby się w kimś zakochać? A może Morgana miała w tym jakiś cel. Być może potrzebował więcej czasu, by to przemyśleć? Wiedział, że jego uczucia do Gwen są prawdziwe, lecz zastanawiał się, czy ona odwzajemnia je z taką samą mocą. Martwił się o oświadczyny, a konkretnie o jej reakcję. W sumie mógłby się wstrzymać — poczekać i porządnie pomyśleć. Może był zbyt lekkomyślny i powinien najpierw porozmawiać z ojcem, uzyskując jego błogosławieństwo, zanim pójdzie do ukochanej.
o o o o o o o o o o o
Ponieważ Morgana pojechała z Utherem odwiedzić grób swojego ojca, Ginewra miała wolny dzień. Dziewczyna żywiła nadzieję, że ich wyprawa uda się lepiej niż ta ostatnia, kiedy to oboje niemal stracili życie. Gwen tak rzadko nie pracowała, że nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Pomyślała o innym wolnym dniu, który zorganizował Artur, by go z nią spędzić i uśmiechnęła się na to wspomnienie. Ale w następnej chwili uzmysłowiła sobie, że od tamtej pory się nie widzieli. Zrobiła coś złego? Powiedziała coś niewłaściwego?
Zepchnęła te myśli w głąb umysłu, mówiąc sobie, iż jedynym powodem było to, że jest zbyt zajęty — w końcu był następcą tronu i miał ważniejsze rzeczy na głowie niż odwiedzanie służącej. Ale jeśli tak się sprawy miały, to czy kochał ją naprawdę? Bardzo za nim tęskniła i teraz, gdy miała wolny dzień, bez niego będzie czuła się samotniejsza niż kiedykolwiek. Wyrzucając z głowy myśli o Arturze, zdecydowała się zejść do dolnego miasta i przynieść trochę wody, mając jednak odrobinę nadziei, że może książę będzie poza zamkiem i wpadną na siebie. Owinęła szczupłe ramiona fioletowym szalem i wyszła z domu, biorąc ciężkie wiadro. Bogu dzięki, że studnia nie była daleko, bo ceber pełen wody był dużym obciążeniem dla jej drobnego ciała. Taszczyła naczynie z powrotem, rozlewając zawartość po drodze, ale na szczęście miała już dom w zasięgu wzroku.
Nie spotkała Artura — nie żeby się tego spodziewała. Czuła się taka zdezorientowana. Tamtego dnia nad rzeką, wyglądał na niebywale zaangażowanego i chętnego, a teraz było tak, jakby ją kompletnie ignorował. Wiedziała, że jej uczucia do księcia są całkowicie irracjonalne, ale nic nie mogła na nie poradzić. Sposób, w jaki się czasem do niej uśmiechał czy po prostu fakt, iż był dla niej taki miły, chociaż była tylko służącą, sprawiał, że czuła się rzeczywiście coś warta. Kochała go — oczywiście, że tak. Jednak zastanawiała się, czy odwzajemniał jej miłość. Miał tak wiele obowiązków, tyle zmartwień, które wiązały się z jego tytułem. Rozumiała, że nie było to dla niego łatwe.
Nie chciała już więcej o nim rozmyślać. Było jasne, że nie był tak zainteresowany jak ona. Istniała większa szansa, iż Merlin powróci do Camelot i powie, że ją kocha niż zrobi to Artur. Roześmiała się na tę myśl, kontynuując drogę powrotną. Gdy przekładała wiadro do drugiej ręki, szal zsunął się z jej ramion i odfrunął, poderwany lekkim podmuchem.
— Kurcze, no — jęknęła podirytowana. Odwróciła się, gotowa pobiec za materiałem, ale zrezygnowała, widząc, że ktoś już go podnosi. Zaczęła iść bez pośpiechu w stronę tej osoby — jej szal był już bezpieczny — ale gdy podeszła bliżej, westchnęła i upuściła ceber, nie zauważając, że przez to moczy cały dół sukienki. Człowiek przed nią uśmiechał się serdecznie uśmiechem, który uwielbiała i dobrze znała. Oczy jej się zaszkliły i łzy spłynęły po oszołomionej twarzy, gdy wlepiała wzrok w stojącego przed nią mężczyznę. Bała się. Bała się, że to tylko omamy. O Boże, To na pewno nie może być sen. Wyglądał tak realnie — jego ciemne włosy z kosmykiem opadającym na twarz i uśmiech były takie rzeczywiste. Zbyt prawdziwy, by był snem. Westchnęła, oddychając po raz pierwszy od momentu, w którym go zobaczyła. Otworzyła usta, ośmielając się wypowiedzieć jego imię: — Lancelot — szepnęła, nie mając nawet pewności, czy ją usłyszał, lecz potrzebowała tego dla siebie. Dźwięk jego imienia brzmiał tak pięknie, ponieważ on był tutaj i czekał aż ona coś powie lub zrobi. Ale ledwie mogła myśleć, nie mówiąc o jakimkolwiek ruchu. Dopiero, gdy Lancelot zbliżył się do niej, podając szal, podniosła drżącą rękę, by go odebrać. Dotknęła przy tym lekko szorstkiej skóry na jego dłoni i sapnęła z wrażenia. To rzeczywiście prawda, pomyślała. Wrócił. Wrócił do mnie. Jak tylko te słowa do niej dotarły, rozłożyła ramiona i krzycząc, rzuciła się prosto w jego objęcia, nie troszcząc o to, że ktoś mógłby ich zobaczyć. Zignorowała Lancelota śmiejącego się z tego nagłego entuzjazmu i przycisnęła wargi do jego ust. Łzy znów potoczyły się po jej twarzy, gdy poczuła, jak silne ramiona unoszą ją nad ziemię i mężczyzna obraca nią, nie przerywając pocałunku.
Ginewra przeniosła dzbanek parującej herbaty do stołu, przy którym siedział Lancelot i przycupnęła na ławie naprzeciw niego. Niewiele mówili, odkąd zobaczyła go na placu. Była zbyt ogłuszona, miała zbyt wiele pytań. Chciała się dowiedzieć, dlaczego wyjechał, nie mówiąc jej, gdzie się udaje. Mimo że tęskniła za nim bardziej niż mogła przyznać, była na niego zła. Przynajmniej chciała być, ale gdy tylko spostrzegła, jak patrzy na nią w ten sposób — jakby była dla niego najważniejszą na świecie — wiedziała, że nie może się gniewać.
Otoczyła palcami filiżankę i upiła łyk. Rozmowa z Lancelotem była trudniejsza niż to sobie wyobrażała. Szczególnie z powodu... Artura i wszystkiego, co się z nim wiązało. Nie wiedziała, czy powinna powiedzieć Lancelotowi o księciu. Lecz przecież już o nim wiedział, prawda? Tak powiedział Merlin. Tak naprawdę nie wiedziała, jakie żywi uczucia do młodego Pendragona. Ilekroć pomyślała o powrocie Lancelota czy spojrzała ponownie na jego twarz, wszystkie uczucia do drugiego mężczyzny znikały. Ale co by powiedział Artur, gdyby dowiedział się, że Lancelot wrócił? Gwen musiała przerwać ciszę. Zadała jedyne pytanie, które przychodziło jej do głowy.
— Gdzie byłeś cały ten czas?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
— Nigdzie specjalnie. Kilka nocy oddalałem się od Camelot, ale... — urwał nagle.
— Tak? — ponagliła go.
— Nie mogłem wytrzymać rozłąki — przyznał. — Przepraszam.
Dziewczyna potrząsnęła głową z niedowierzaniem.
— Dlaczego przepraszasz? Nie musisz.
— Obiecałem, że nie będę się wtrącał między ciebie i Artura. Wiem, że się kochacie — zwiesił nisko głowę, zawstydzony. — I teraz obawiam się, że wszystko zepsułem.
Ginewra wyciągnęła rękę i ujęła jego dłoń.
— Lancelocie, nic nie zepsułeś. Ja... — wahała się czy skłamać, czy nie — Artur i ja... byliśmy zakochani. Przynajmniej myślę, że był we mnie zakochany. A ja... przypuszczam, że to trudne go nie lubić, ja... — czuła się winna, przyznając się przed nim do swoich uczuć względem księcia, ale Lancelot nie wyglądał na speszonego.
— W porządku. Rozumiem — powiedział. — To nic nienormalnego dzielić serce między dwóch mężczyzn. To wcale nie czyni z ciebie złego człowieka.
Spojrzała na niego oczami pełnymi łez.
— Naprawdę? — zapytała, wzruszona bardziej niż kiedykolwiek.
— Oczywiście — przytaknął. — Myślisz, że jesteś jedyną, która była zakochana w dwóch osobach naraz?
— Ja... nie wiem... chciałabym tylko, by tak się nie stało... — Po jej policzku spłynęła łza. — Kocham cię, Lancelocie — wyznała, biorąc głęboki wdech, wstrząśnięta szybkością, z jaką zdecydowała się wypowiedzieć te słowa i zarazem ulgą, którą jej dały. — Myślę, że nie jestem zakochana w Arturze w ten sam sposób, co w tobie. Ty... jesteś specjalny. To z twojego powodu wstawałam każdego ranka i zaczynałam dzień z nadzieją, że powrócisz.
Mężczyzna odwrócił wzrok przy tych słowach.
— Tak mi przykro — westchnął. Uwierzyła mu.
— Nie musisz Lancelocie. To już przeszłość i tak powinno zostać. Wróciłeś. Choć nadal nie mogę uwierzyć, że tu jesteś! — Uśmiechnęła się. — W moim domu, pijąc ze mną herbatę! — Roześmiał się i ucałował łagodnie jej dłoń, jak w dniu, kiedy spotkali się po raz pierwszy. Ogarnęła ją fala wspomnień. Była taka szczęśliwa. — Dlaczego wróciłeś? — zapytała w końcu.
— By być z tobą. Powiedziałem ci, że nie mogłem wytrzymać z dala od ciebie.
Ucieszyła się, słysząc to.
— Ty... nie odejdziesz znów, prawda? — zapytała ze ściśniętym łzami gardłem. Potrząsnął głową.
— Już nigdy więcej cię nie opuszczę, chyba że mnie poprosisz.
— Nie ma najmniejszej szansy — zaśmiała się. — Masz się gdzie zatrzymać? — zapytała, zdając sobie sprawę, że jej nie powiedział.
— Wynajmę pokój w gospodzie, póki nie znajdę czegoś innego. Mam nadzieję odwiedzić Merlina, może będzie mógł mi pomóc. — Spojrzał na nagle zasmuconą Gwen. — Co się stało?
— Merlin... już go tutaj nie ma.
— Nie ma? A gdzie jest?
— Na początku tego tygodnia wrócił do swojej rodzinnej wioski — wyjaśniła.
— Dlaczego? Przecież tak dobrze mu się tutaj żyło. Czemu miałby wyjechać? — Nie miało to dla niego żadnego sensu. Gwen wzruszyła ramionami.
— Myślę, że z powodu choroby matki, ale nie jestem pewna, o co tak naprawdę chodziło. Artur nie chce o nim mówić. Powinieneś zobaczyć jego twarz, gdy ktoś wspomina imię Merlina.
— Wściekły? — zapytał.
— Nie, bardziej... nie wiem. Przypuszczam, że smutny, winny, pełen żalu, coś w tym stylu. On... odwiedził mnie parę dni wcześniej, to znaczy Artur. Przyszedł i zaczął rozmowę, a kiedy wspomniał o Merlinie, zamilkł. Nigdy tego nie zapomnę, to było niebywale osobliwe. Był taki zadowolony, powiedział "Merlin zawsze mawiał..." i wtedy po prostu zamilkł. Nadal pamiętam wyraz jego twarzy. Wyglądał na takiego przygnębionego.
— Naprawdę?
— Tak, nie wiem, co o tym sądzić. To znaczy, zawsze wiedziałam, iż Merlin był bliższy Arturowi niż pozwalała się temu przyznać jego duma, ale nie sądziłam, że będzie za nim tęsknił tak bardzo. Tak... jakby umarł i teraz Artur był w żałobie. Nikt nie wspomina przy nim jego imienia. To jest niczym niebezpieczna strefa. Po prostu zaciął się.
— Rzeczywiście dziwne — zgodził się Lancelot. — Martwisz się o niego — zauważył. Gwen skrzywiła się nieco.
— Nie tylko ja — sprostowała. To nie było kompletne kłamstwo. — Nikt nie wie, jak zachowa się w następnej chwili. Wyrzucił trzech służących tylko w ciągu tego tygodnia. — Te słowa zaskoczyły mężczyznę jeszcze bardziej, ale Ginewra to zlekceważyła. — Mam tylko nadzieję, że sprawy przybiorą dla niego lepszy obrót. Nadal darzę go szczególną troską. Cokolwiek się działo czy zdarzy między nami on zawsze będzie w moim sercu. Nie chcę go widzieć przygnębionego.
— Ja również — zgodził się Lancelot. — Z tego, co pamiętam, dobry z niego człowiek. I przewiduję, że dobry przyjaciel. Chciałbym go lepiej poznać.
— Zrób to — powiedziała — tylko uważaj i nie wspominaj imienia Merlina.
— Nie będę — uśmiechnął się do niej i ponownie ucałował dłoń. Boże, jakże ona tęskniła za nim i tą jego szarmancką stroną. Sprawiał, że czuła się taka wyjątkowa. Wpatrywała się w niego, nie mogąc oderwać oczu, po prostu wchłaniała widok mężczyzny siedzącego przed nią. Będzie musiała przywyknąć do niego w swoim domu, ale to nie było coś, na co miałaby narzekać. — Powinienem iść — oznajmił Lancelot, wstając niechętnie.
— Nie idź jeszcze, proszę — błagała, rozbawiając go tym.
— Będę w pobliżu — poinformował ją.
— Dlaczego... dlaczego po prostu nie zostaniesz tutaj? — zapytała nerwowo.
— Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Ludzie mogą gadać.
— Nie dbam o to — oznajmiła bez fałszywej skromności. Czekała na niego tak długo, że nie zamierzała pozwolić mu teraz wyjść.
— Gwen, w porządku. Zobaczymy się jutro i zabiorę cię gdzieś, dobrze? Będziesz miała czego niecierpliwie wyczekiwać — uśmiechnął się do niej słodko, gdy niechętnie wzruszyła ramionami, zgadzając się. Zaśmiał się i uniósł jej brodę w górę.
Zamarła w oczekiwaniu na pocałunek, ale gdy nadszedł — och, Boże — był o wiele lepszy niż się spodziewała. Ostatnim razem, gdy ją pocałował, była pewna, że widzi go po raz ostatni. Odszedł od niej. Ale ten pocałunek był po prostu zbyt doskonały, by być iluzją. Westchnęła, gdy całował i ponownie, gdy oderwał się od jej ust; oczy miała nadal zamknięte zdumiona intensywnością doznań. Kiedy spojrzała na niego, była prawie zaskoczona sposobem, w jaki na nią patrzył. Był to wzrok, jakim Artur nigdy jej nie obdarzył. Zrozumiała, że to właśnie Lancelot jest jej bratnią duszą.
— Dobrej nocy, Ginewro — pożegnał się i zniknął za drzwiami.
Rozdział 14: Strapienie Artura
— Nie, ta też mi nie odpowiada — powiedział Artur, stojąc przed lustrem. Edward, coraz bardziej rozdrażniony, odebrał od niego kolejną kurtkę — już piątą z rzędu, którą książę dziś przymierzał. — Podasz mi jeszcze raz tę granatową? — zapytał młody Pendragon i chłopak niechętnie położył wskazaną garderobę na szerokich ramionach swego pana. Artur obrócił się raz, potem drugi, zanim potrząsnął głową i ją zdjął. — Za ciemna — oznajmił, odrzucając na bok.
— Mogę zapytać, co wprawiło cię dzisiaj w taki... zmienny nastrój, panie? — odezwał się służący, podnosząc odzienie.
— Och, nie masz pojęcia, Edwardzie. Nie masz pojęcia, jak to jest być zakochanym! — westchnął Artur.
— Jestem pewien, że nie — zgodził się. — Kim jest ta szczęśliwa panna, milordzie?
— Mniejsza o to — odpowiedział szybko książę — muszę znaleźć coś, co będzie pasowało na popołudnie, kiedy się z nią spotkam.
Chłopak westchnął. Zapowiadał się długi poranek.
o o o o o o o o o o o o o o o
— Lancelocie, mógłbyś, proszę, odsłonić mi już oczy? — roześmiała się Gwen. Mężczyzna, obiecując coś specjalnego, nie mówił po próżnicy i cały ranek przygotowywał dla niej niespodziankę. Zabrał dłonie i dziewczyna ujrzała swoją izbę rozświetloną pomarańczowym blaskiem bijącym od rozstawionych wszędzie świec, a na stole wśród płatków kwiatów dwa talerze z posiłkiem i bukiet.
Ginewra zachłysnęła się pięknym widokiem jej zwykłego, nudnego domu i odwróciła do ukochanego, by go ucałować. Uśmiechnął się i zaprosił szerokim gestem do stołu.
— Moja pani — powiedział tym kochającym głosem. Zachichotała i usiadła. Uczucie było dużo lepsze niż wtedy, gdy jadła z Arturem. Z jakiegoś powodu nie czuła się z nim sobą, podczas gdy z Lancelotem zawsze mogła być po prostu Gwen. Wzięła głęboki wdech, gdy zapach świeżo przygotowanego śniadania, stojącego tuż przed nią, podrażnił jej zmysł węchu.
— Nigdy mi nie mówiłeś, że potrafisz gotować — zauważyła, biorąc kęs do ust.
— Jestem pewien, że ty masz więcej ukrytych talentów, muszę je tylko odkryć — uśmiechnął się.
— Na twoim miejscu nie dałabym się nabrać, nie jestem aż tak utalentowana. Mogę ci powiedzieć co tylko chcesz o zbroi i umiem szyć, ale gotowanie wykracza daleko poza moje zdolności.
— Jetem pewien, że przemawia przez ciebie skromność.
Potrząsnęła głową.
— Naprawdę nie. W rzeczywistości jestem nudna. Będziesz żałował, że do mnie wróciłeś — zaśmiała się. — Jesteś pewien, że nie wolisz Morgany ode mnie? Zawsze możesz zmienić zdanie.
Lancelot roześmiał się i ucałował dłoń dziewczyny.
— Nigdy nie będę pragnął nikogo tak jak ciebie, moja kochana. — Gwen poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, kiedy wypowiedział te czułe słowa. Nigdy żaden mężczyzna jej tak nie nazwał i poczuła się cudownie, słysząc to z ust Lancelota. — Co byś chciała dzisiaj robić?
Westchnęła zrezygnowana.
— Niestety muszę iść do pracy.
— Och, tak, oczywiście. — Jego rozczarowanie było widoczne, ale nie powiedział nic więcej. — Powinienem zacząć się rozglądać za pracą dla siebie. Nie przypuszczam, by Artur potrzebował kolejnego służącego — zażartował.
— Nie mów tak, Lancelocie. Nie zapominaj, że zanim opuściłeś Camelot, chciał cię pasować na rycerza. Może teraz da ci tytuł szlachecki?
— Nie sądzę. Uther nigdy by na to nie pozwolił — powiedział z powagą.
— Jestem pewna, że znajdziemy sposób, byś został rycerzem, Lancelocie. Wiem, jak bardzo tego pragniesz.
— To nie ma znaczenia i jest poza moim zasięgiem.
— Zrobię, co w mojej mocy, ale nie mogę zbytnio naciskać na Artura.
— Książę nie jest osobą, na którą można wpłynąć.
— To prawda — przyznała — ale postaram się, obiecuję.
— Dziękuję, Gwen.
Uśmiechnęła się i znów bezmyślnie na niego zagapiła. Często jej się to zdarzało.
— Powinnam już iść — oznajmiła, przeklinając fakt, że zbliżał się czas pracy. Wstali jednocześnie.
— Może odprowadzę cię do pałacu? — zaproponował.
— Myślę, że to nie jest dobry pomysł, Lancelocie. Artur mógłby cię zobaczyć. Sądzę, że lepiej będzie, jeśli najpierw się z nim spotkam i... wyjaśnię mu wszystko.
— Świetny pomysł — zgodził się mężczyzna, kiwając głową.
— Dziękuję ci za cudowne śniadanie. To był najmilszy czas, jaki kiedykolwiek spędziłam przy posiłku. Zazwyczaj jestem sama i jem w pośpiechu.
— Cóż, w takim razie, od dziś będzie tak każdego poranka. — Klasnął w dłonie, wywołując tym chichot Gwen.
— Dobrze... do zobaczenia później — pożegnała się.
— Do później — zgodził się, patrząc jak znika za dębowymi drzwiami.
o o o o o o o o o o o o
Artur, po tym jak w końcu zdecydował się, co na siebie założyć, podążył do komnat Morgany. Nareszcie zdobył się na odwagę, by się oświadczyć. Nie obchodziło go, co powie na to Morgana, Uther czy ktokolwiek. Podjął decyzję i nic, ani nikt, nie skłoni go do zmiany zdania. Przypuszczał, że Gwen będzie już w pałacu, chyba że była spóźniona. By być pewnym, że się nie miną, postanowił poczekać na nią u Morgany. Wszedł po schodach prowadzących do jej pokoi, ale kiedy miał już zapukać do drzwi, zobaczył, że są uchylone. Pociągnął za klamkę i usłyszał wewnątrz głosy Gwen i Morgany. Ciekawska strona Artura przekonała go, by poczekał na zewnątrz i podsłuchał, o czym to dziewczyny rozmawiają całymi godzinami.
— Więc, jak minął ci wolny dzień? — Morgana zapytała służki.
— Ach, no wiesz, dobrze.
— Coś ukrywasz, Ginewro — szlachcianka nie dała się zbyć. — Co robiłaś wczoraj?
Chociaż Artur nie mógł zobaczyć Gwen, był pewny, że jest zdenerwowana.
— Jeśli ci się zwierzę, obiecasz mi, że nikomu tego nie wyjawisz, a szczególnie Arturowi? Sama chcę mu powiedzieć. — Książę wytężył słuch, by usłyszeć, co to za sekret, o którym dziewczyna nie chce, by się dowiedział. — To dlatego, że nikt nie wie, że on wrócił.
Pierwszym odruchem Artura była myśl o Merlinie. Nic dziwnego, bo któż inny mógłby "wrócić"? Ale przecież nie ukrywałaby tego przed nim, prawda? I oczywiście chłopak nie poszedłby w pierwszej kolejności do Ginewry? Słuchał dalej, ciekawy, o kim mówiła.
— Kto wrócił, Gwen? — zapytała Morgana dziwnym tonem. — Czy to Merlin wrócił?
— Nie, oczywiście, że nie! — Artur poczuł ostre ukłucie bólu przy tych słowach, ale kontynuował podsłuchiwanie. — To Lancelot — usłyszał jej szept. Lancelot? Och, Nie!
— Naprawdę? — zdziwiła się Morgana.
— Tak, wczoraj. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy go zobaczyłam.
— A niech mnie.
— Wiem — zapiszczała niczym podlotek Gwen.
— Zawsze miałaś na niego chętkę, prawda?
— Kocham go — wyznała otwarcie.
To było dla Artura jak cios tępym nożem. Co sobie myślał Lancelot, wracając ot tak do Camelot, jakby w ogóle nie porzucił Gwen? I co sobie myślała Ginewra, zdradzając go w ten sposób? Tak właśnie się poczuł — zdradzony.
Uświadomił sobie, że nie było niczego, co mógłby zrobić, aby odzyskać dziewczynę. Jej miłość do Lancelota zawsze była silniejsza niż uczucie do niego. Zmusił się, by to zaakceptować. Przygryzł wargę, chcąc powstrzymać napływające do oczu łzy. W całym swoim życiu nie płakał z powodu kobiety i nie miał zamiaru tego zmieniać. Najgorsze było to, że nie miał nikogo, kto mógłby go pocieszyć. Nikogo, kogo by kochał z wzajemnością. Zgoda... miał Morganę, ale ona nie mogła go zrozumieć. Nigdy nie była zakochana, dlatego nie zrozumiałaby straty i bólu, jaki poczuł właśnie teraz. Chciał... potrzebował przyjaciela. Potrzebował Merlina. To doprowadziło go do łez — jednej łzy, ale jednak łzy.
Wyprostował się i cofnął, by opuścić swój posterunek. Rzucając po raz ostatni spojrzenie na drzwi, odszedł powoli, zostawiając zajęte rozmową dziewczęta.
— Cieszę się z twojego szczęścia, Gwen — rzekła Morgana, chwilę po tym jak młody Pendragon się oddalił. Żadna z nich nie wiedziała, że podsłuchiwał, zatem nie zdawały sobie sprawy ze skutków, jakie to wywołało. — Wiesz... ja też mam pewien sekret. Dotyczy on Artura.
Ginewra zadreptała w miejscu.
— Powiedz, powiedz! — zawołała, podekscytowana.
— Dobrze... Przyszedł do mnie wczoraj i oznajmił, że chce cię poprosić o rękę.
— Och, nie! — Gwen zakryła dłonią usta w udręce i odwróciła się. — To go zniszczy — szepnęła.
— Artur jest silniejszy niż przypuszczasz, da sobie radę — zapewniła ją Morgana. — Nie pamiętasz Sophii?
— Pamiętam, ale to, co innego... Ona była... dziwna.
Szlachcianka roześmiała się.
— To prawda, była. Ale miałam na myśli to, iż nie możesz czuć się winna tym, że wybrałaś osobę którą kochasz bardziej... Kiedy wróci Merlin, Artur także to sobie uświadomi.
Służka podniosła wzrok na Morganę.
— O czym ty mówisz? — zdziwiła się.
— Nie widzisz tego? — zapytała rozbawionym głosem. Gwen potrząsnęła głową. — Kochają się!
— Artur i Merlin?
— Nie zauważyłaś?
— Cóż...zawsze wiedziałam, że są sobie bliscy, ale... tak, chyba masz rację! — Roześmiała się. — To dlatego tak bardzo za nim tęskni.
— W rzeczy samej, Gwen. Nie rozumiem, dlaczego chciał ci się oświadczyć, skoro jest zakochany w Merlinie. Zresztą, powinien już tutaj być.
— Czy on kiedykolwiek o tym mówił?
— Nie musiał. To widać na milę!
— Chyba masz rację — zgodziła się. I wtedy ją olśniło. Oczywiście! Jak mogła być tak głupia! To był Merlin, to on złamał zaklęcie ciążące na młodym Pendragonie. Kiedy ona pocałowała księcia, nie podziałało, więc to musiał być Merlin. Jego pocałunek zdjął czar! Ale dlaczego nie był z Arturem? Dlaczego odszedł? — Dlaczego? — szepnęła, nieświadoma tego, że myślała głośno.
— Dlaczego, co? — zapytała Morgana. Ginewra wróciła na ziemię.
— Pocałowali się! — wygadała. — To dlatego wyjechał, a nie z powodu choroby matki.
— Gwen, dobrze się czujesz?
— Nie, słuchaj, pocałowali się! Kiedy była tutaj hrabianka Vivian, Artur stracił dla niej głowę, pamiętasz?
— Jak mogłabym zapomnieć — roześmiała się.
— Ale to nie było naprawdę.
— Co masz na myśli.
— Był odurzony, pod wpływem eliksiru miłosnego.
— Jesteś pewna? Wiadomo kto to zrobił?
— Nie wiem kto, ale jestem pewna, że został zaczarowany. Merlin powiedział mi, że tylko pocałunek prawdziwej miłości może złamać urok i kazał mi to zrobić. Jednak mój pocałunek nie zadziałał.
— Ale... Artur jest już sobą — zauważyła Morgana.
— Dokładnie!
— Więc musieli się pocałować?
— Nie ma innej opcji!
— To dlaczego wyjechał? — To nie miało dla niej żadnego sensu. Czemu wyjechał, skoro Artur odwzajemniał jego uczucie. Musiało się wydarzyć coś naprawdę złego.
— Tego właśnie nie mogę zrozumieć. Chyba byliby teraz razem?
— Może się bał?
Gwen wzruszyła ramionami.
— Przypuszczam, że Artur próbuje ukryć fakt, że się pocałowali. Nie wolno nam o tym wspominać — ostrzegła. — Kto wie, co by zrobił.
— Racja, nie możemy mówić, że wiemy... choć, przyznaję, że jeśli kiedykolwiek się przyzna, zamierzam mieć niezły ubaw, dokuczając mu z tego powodu.
Rozdział 15: Sen Artura
Artur nigdy wcześniej nie miał problemów ze snem. Cóż, pomijając krótki czas przed tym jak odszedł Merlin, kiedy to dręczyły go dziwne, niewyraźne sny. Oprócz tego epizodu, zawsze twardo sypiał. Jednakże dziś wieczorem miał duży problem z zaśnięciem. Jego głowę zaprzątało wiele rzeczy, których nie mógł zrozumieć. Dzisiejszy dzień był okropny. Ironicznym — prawie okrutnym — było, że miał być pełen szczęścia, a Gwen uczyniła go pełnym bólu. Dlaczego Lancelot wrócił tak nagle i ukradł mu miłość jego życia? To było cholernie nie w porządku. Musiał na nowo sobie wszystko poukładać, tak jak wtedy, gdy Lancelot zostawił Gwen w lesie z nim i Merlinem.
— Och, Boże, wynoś się z mojej głowy! — powiedział głośno. Wolałby myśleć o zdradzie Gwen niż o Merlinie. Nie mógł się teraz zajmować przyjacielem. Jakby zostanie porzuconym przed oświadczynami nie było wystarczające na jeden dzień, musiał się dręczyć myślami o czymś jeszcze bardziej przygnębiającym i smutnym.
Ale im więcej miejsca w jego myślach zajmował Merlin, tym czuł się spokojniejszy. Jego ciało się rozluźniło i po raz pierwszy tego wieczoru poczuł się zrelaksowany. Całe uczucie gniewu w kierunku Lancelota i Ginewry wywietrzało, gdy starał się skoncentrować na Merlinie.
Pomyślał o pierwszym razie, kiedy się spotkali. Nie był wtedy dla niego szczególnie przyjazny i zawsze czuł się winny z tego powodu. Wkrótce po tym Merlin został jego służącym, początkowo znacznie rozczarowując Artura. Ale nie trwało długo, a dowiedział się wszystkiego o ujmujących cechach, które chłopak posiadał. Zaczął go uważać za bardzo zabawnego i słodkiego. Często słyszał jak służki mówiły — nawet Morgana — o tym jaki wspaniały był Merlin i jak wszyscy go kochali. Oczywiście, początkowo im nie wierzył, ale w miarę upływu czasu, zdał sobie sprawę, że jego sługa był kimś naprawdę wyjątkowym.
Wkrótce poczuł, że powieki stają się ciężkie i po chwili zapadł w głęboki sen, wypełniony Merlinem.
Stał w sali bankietowej. Beyard Mercia i jego ojciec podpisali własnie traktat pokojowy, który położył kres wojnie między ich królestwami.
— Beyard dodał do kielicha Artura truciznę — usłyszał słowa Merlina. Pamiętał to bardzo dobrze. Jeden z najgorszych dni jego życia. Był pewny, że straci swojego najlepszego przyjaciela. Nie chciałby przeżyć tego ponownie. To było straszne.
Ujrzał twarz Merlina tak dokładnie jak w dniu, w którym przystawił on kielich do swoich ust. A potem z zamkniętymi oczami osunął się bezwładnie na podłogę. Artur podbiegł do niego, nie bacząc na to, iż wszyscy dworzanie i goście zobaczą, że klęka i pochyla się nad ciałem swojego służącego.
Nie mógł zrozumieć, jak jego ojciec może być tak okrutny. Dlaczego nie pozwolił mu pojechać po antidotum?
— Nigdy nie martwiłeś się o przyjaciela, ojcze? — Uther podniósł wzrok, zszokowany.
— Nigdy nie szukałem przyjaciół wśród służących, Arturze, i dobrze byś zrobił, gdybyś sam się do tego stosował — ostrzegł go.
— Służący czy nie, ojcze, twój najlepszy przyjaciel został wysłany z twojego rozkazu na pole bitwy i zginął. To jest sposób, w jaki powinienem traktować przyjaciół?
— Nie masz prawa wygłaszać mi kazań, Arturze! — krzyknął król. — Jesteś księciem i nie będziesz traktował służących jak swoich przyjaciół. Nie opuścisz dzisiaj zamku i to jest moje ostatnie słowo!
Nie było ostatnim. Oczywiście Artur pojechał po antidotum. Jakim byłby człowiekiem, gdyby stał bezczynnie i przyglądał się, jak ktoś umiera, podczas gdy wiedział, że mógł ratować jego życie.
Przez moment wszystko wyglądało na zamazane, a potem na powrót był w swojej komnacie. To był ten sam dzień? Czy z Merlinem już wszystko w porządku? Artur pobiegł najszybciej jak mógł do komnat Gajusza, by zobaczyć przyjaciela.
— Co z nim? — zapytał, wbiegając do izby medyka. Gajusz i Ginewra siedzieli przy stole, oboje płakali. — Co się stało? — Dziewczyna pierwsza spojrzała na księcia i podeszła do niego z takim gniewem w oczach, że nawet dzielnego Artura wystraszyła. Uderzyła go mocno w twarz aż głowa mu odskoczyła, a łzy bólu stanęły w oczach. Potem zaczęła go bić bez opamiętania i litości, uderzając otwartą dłonią i pięścią, przestając dopiero wtedy, gdy odciągnął ją Gajusz. — Co się z tobą dzieje, Gwen?— zapytał książę, spuszczając wzrok, ponieważ opadła na kolana i zapłakała spazmatycznie. Medyk pomógł dziewczynie wstać i objął ją troskliwie. Artur czuł się bardziej zdezorientowany niż kiedykolwiek.
— Może powinieneś wyjść, panie — zasugerował starzec.
— Ale nie rozumiem... dlaczego Gwen jest taka załamana?
— JAK MOGŁEŚ? — wrzasnęła z całych sił, strasząc ich obu. — ON NIE ŻYJE Z TWOJEJ WINY! JESTEŚ PO PROSTU TCHÓRZEM. ZABIŁEŚ GO!
— Nie mam pojęcia o kim mówisz! Kto umarł? — zapytał.
Gwen potrząsnęła głową ze wstrętem.
— MERLIN! — krzyknęła. Oczy Artura rozszerzyły się w szoku, w głowie zawirowało wykrzyczane mu w twarz imię.
— Ale... jak? — było wszystkim, co mógł wydusić w swoim ogłuszonym stanie.
— Panie... nie pamiętasz? — zdziwił się Gajusz. Jego głos był wyraźnie zagniewany, ale znacznie spokojniejszy od Gwen, która wciąż płakała. Artur potrząsnął głową. Co takiego zrobił? — Merlin został otruty, pamiętasz? — zapytał.
— Tak... ale miałem antidotum... Poszedłem...
— Nie, nie poszedłeś! — Ginewra znów krzyknęła. — Nawet się nie waż, Arturze! Twój drogi Tatuś ci zabronił i, co więcej, ty to zaakceptowałeś. SIEDZIAŁEŚ TAM NA GÓRZE, W SWOJEJ KOMNACIE, PODCZAS GDY MERLIN TUTAJ UMIERAŁ!
— Co? — Artur nie mógł pojąć tego, co mówi dziewczyna. On nigdy by tak nie zrobił. Nigdy nie zostawiłby Merlina na pewną śmierć. — Kiedy to się stało? — zapytał.
— Nie więcej jak kilka godzin temu — oznajmił Gajusz. Odsunął się na bok, więc Artur mógł zobaczyć łóżko na końcu komnaty, w którym wciąż leżało blade i bezwładne ciało Merlina. Podszedł do chłopaka powoli i cicho, jakby oczekiwał, że śpi i zaraz się obudzi, mówiąc, że to był tylko żart i wszystko z nim w porządku. Ale nie obudził się. Mógł dokładnie zobaczyć, że nie było w nim ani krzty życia.
— Nie waż się go dotykać — ostrzegła Gwen. Artur poczuł gorące, słone łzy spływające po twarzy. Nigdy nad nikim nie płakał. Zawsze mawiał "żaden człowiek nie jest wart twoich łez", ale ten tutaj był i książę płakał jak dziewczyna. Nie zważając na słowa Ginewry, wyciągnął rękę i pogładził policzek Merlina. Ostatnim, co zapamiętał, było lodowate zimno pod palcami.
Zerwał się z krzykiem, który mógłby obudzić zmarłego. Serce biło mu gwałtownie, a kiedy złapał się za głowę, poczuł, że jest mokra od potu. Rozejrzał się wokoło i, gdy zdał sobie sprawę, iż był to tylko sen, wziął z ulgą głęboki wdech i opadł z powrotem na poduszki.
To nie miało żadnego sensu, że w takiej chwili śnił o Merlinie. Został porzucony przez Ginewrę, więc czy nie to powinno zajmować jego myśli? Jednak tak nie było.
Krótko po tym jak Artur się obudził, do jego komnaty wpadł służący. Książę widząc go, wywrócił oczami.
— Wszystko w porządku, panie? — zapytał chłopak. — Usłyszałem twój krzyk.
— Czuję się dobrze, Edwardzie. To tylko koszmar. Wracaj do łóżka — stęknął, odwracając się plecami do sługi i udając, że zasypia. Gdy tylko sługa opuścił komnatę, otworzył oczy. Nie mógł zasnąć. Nie po tym, co właśnie zobaczył w swoim śnie. Nigdy specjalnie nie zastanawiał się nad tym, co by zrobił, gdyby Merlin rzeczywiście umarł. Nie wiedział, jakby zareagował — pewnie przed Morganą, Gwen czy swoim ojcem odsłoniłby się i zauważyliby, jak bardzo mu go brakuje, ale nic ponadto.
Kiedy ujrzał leżącego tam Merlina, bladego jak śmierć, zupełnie bez życia, z jakiegoś powodu poczuł, że część niego odeszła wraz z nim.
Och, to głupie! Tak może powiedzieć żona o mężu, gdy go straci, a nie on o swoim służącym.
Zaśmiał się ze tej zabawnej, sentymentalnej myśli i próbował oczyścić swój umysł, by móc się jeszcze nieco zdrzemnąć przed porankiem.
Rozdział 16: Zwycięzca bierze wszystko
Następnego dnia Lancelot przyszedł do Ginewry bardzo wcześnie rano, gdy było jeszcze ciemno. Podkradł się do łóżka i zaczął nią delikatnie potrząsać, uśmiechając się, gdy poruszyła się przez sen.
— Obudź się, Gwen — szepnął. Dziewczyna jęknęła i otworzyła powoli oczy, rozglądając się w ciemnościach.
— Lancelot? Co ty tutaj robisz? — zapytała wstrząśnięta. — Która to godzina?
— Jeszcze słońce nie wzeszło. Ubierz się i chodź ze mną szybko.
— Dlaczego?
— Nie pytaj, tylko wstań, proszę.
Westchnęła, ale podniosła się z łóżka. Umyła się i ubrała w rekordowym czasie, a kiedy była w końcu gotowa, Lancelot wyprowadził ją z domu i podeszli do czekających tam koni. Młodzieniec pomógł jej wsiąść na wierzchowca, a potem sam wskoczył na drugiego.
— Lancelocie, powiesz mi, proszę, gdzie jedziemy? — zapytała niecierpliwie, a jej senność zastąpiło radosne podniecenie.
— Wkrótce zobaczysz — powiedział tylko, zanim szturchnął lekko konia, by ruszył.
Po niezbyt długiej jeździe dotarli do pięknego jeziora, nad którym piętrzyły się wysokie, białe góry. Gwen była bardzo zaskoczona tym przepięknym widokiem, którego nie była świadoma, choć mieszkała w pobliżu całe życie. Lancelot chwycił ją w pasie, zdjął z wierzchowca i postawił na ziemi.
Lustro wody było całkowicie nieruchome, jak w młyńskim stawie, a góry odbijały się w nim niczym w zwierciadle. Obraz ten zakłócało jedynie kilka niewielkich okręgów na środku błękitnej wody. Jednak najpiękniejszym i olśniewającym widokiem było wschodzące słońce. Wyłoniło się już w połowie zza wierzchołków gór i rozświetliło na pomarańczowo i złoto okryte śniegiem niższe partie szczytów. Na niebie widniała tak liczna feeria barw, że trudno było je zliczyć. Przeplatały się w tak niesamowity sposób, iż nawet najzręczniejszy malarz miałby problem z odzwierciedleniem ich na płótnie.
— Skąd wiedziałeś, że tak będzie? — zapytała Ginewra, kiedy otrząsnęła się nieco z pełnego respektu podziwu.
— Nie wiedziałem — odpowiedział. — Miałem nadzieję, że dotrzemy tutaj na czas. Te góry słynną z najpiękniejszych wschodów i zachodów słońca.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego, wciąż zdumiona, że przebył całą tę drogę tylko po to, by pokazać jej ten widok. Uzmysłowiła sobie, że przecież nadal nie wie, dlaczego tutaj przyjechali. Jakby czytając w jej myślach, Lancelot powiedział:
— Chciałem ci to pokazać... żebyś zapamiętała ten dzień na zawsze. Chciałem zrobić coś, co odcisnęłoby się w twojej pamięci.
— Co jest takiego specjalnego w dzisiejszym dniu? — zaciekawiła się. Wyglądał teraz na takiego zdenerwowanego. Ujął jej dłoń i pocałował.
— Wiesz, że cię kocham, prawda?
— Oczywiście, że wiem. Ja też cię kocham.
— Wiem... i dlatego jest coś, o co chcę cię zapytać...
Oczy Gwen zaokrągliły się w szoku.
— Och, Boże — świadomość tego, co nastąpi, wkradła się do jej głosu. Lancelot zignorował to i mówił dalej:
— Ginewro, odkąd cię spotkałem, wiedziałem, że jesteś mi przeznaczoną. Jesteś tak piękna, że tym pięknem aż promieniejesz i kocham cię z całego serca. Szczerze, nie wiem, co mogę zrobić, aby udowodnić, iż jestem ciebie wart.
— Już tego dowiodłeś, Lancelocie... kochając mnie. — Zaczęła płakać, gdy pogłaskał jej policzek z miłością.
— Nie mogę wymyślić innego sposobu, by udowodnić, jak bardzo cię kocham... poza tym...
— Tak? — westchnęła.
— Żeby... żeby zapytać cię... — przerwał, patrząc jej głęboko w oczy. Mogła zobaczyć jak jest przestraszony i zlitowała się nad nim.
— Powiedz to, powiedz, Lancelocie — wyszeptała.
— Wyjdziesz za mnie? — zapytał ledwo słyszalnym głosem. Gwen uśmiechnęła się, a nowe łzy spłynęły jej po twarzy. Tylekroć obrazowała sobie tę scenę w głowie, a teraz usłyszenie tych słów głośno, to było za wiele dla nich obojga.
— Tak — szepnęła. A potem oczy jej zaiskrzyły i roześmiała się głośno. — Tak! — krzyknęła radośnie, rzucając się na narzeczonego i powalając go na ziemię. Oboje wybuchnęli śmiechem, gdy zapytała, czy wszystko z nim w porządku.
— Mam się dobrze — odpowiedział. Dziewczyna przymknęła oczy zadowolona i ucałowała swojego przyszłego męża.
Gwen była zbyt szczęśliwa, by dało się to wyrazić słowami. Nigdy nawet nie śniła, że w przeciągu tygodnia wróci do niej przeznaczony jej mężczyzna i będzie z nim zaręczona. To jakby wszystko co kiedykolwiek poszło w jej życiu źle, obróciło się na dobre w tym krótkim czasie.
Dotarli do Camelot zaraz po wschodzie. Zjedli razem szybkie śniadanie, pocałowali się na pożegnanie i Ginewra popędziła do zamku, by zdążyć na czas do pracy.
o o o o o o o o o o
Morgana nadal była w koszuli nocnej i czytała, siedząc w łóżku.
— Przepraszam za spóźnienie, moja pani, byłam... zaspałam.
Morgana uniosła brew.
— Gwen, jesteś beznadziejnym kłamcą. Co tak naprawdę robiłaś? Czy to ma coś wspólnego z tym czarującym, młodym rycerzem?
— On nie jest jeszcze rycerzem, moja pani. Ale mam nadzieję, że nim zostanie.
— Więc chodzi jednak o Lancelota?
Gwen westchnęła i podeszła do łóżka, by usiąść obok szlachcianki.
— Oświadczył mi się — wyznała, rumieniąc się. Morgana zapiszczała z podniecenia i przytuliła dziewczynę mocno.
— Och, tak się cieszę! — Naprawdę radowała się jej szczęściem, a w duszy cieszyła się jeszcze bardziej, bo Artur nie mógł już poślubić Gwen. A co za tym idzie, mogły się teraz zastanowić, jak zeswatać ze sobą chłopaków. — Wiesz, myślałam o Merlinie — zaczęła.
— Ja również — przyznała służka. — Musimy spróbować sprowadzić go do Camelotu, by Artur mógł mu powiedzieć, co czuje.
Morgana skinęła głową na znak zgody, a potem sapnęła w nagłym olśnieniu.
— Oczywiście! — wykrzyknęła.
— Co? Wpadłaś na jakiś pomysł?
— Tak! To takie proste! Ty i Lancelot możecie pomóc.
— My? Jak możemy sprowadzić Merlina?
— Zapraszając go na wasz ślub.
— Morgano, nie sądzę, by to zadziałało. On jak widać nie chce być blisko Artura. Wątpię, żeby przyjechał na ślub. Choć byłabym szczęśliwa, gdyby na nim był i jestem pewna, że Lancelot też.
— Dokładnie! Merlin wie, ile dla was znaczy. Jesteście jego najlepszymi przyjaciółmi. Jestem pewna, że przyjechałby. A jeśli nawet tylko na uroczystość zaślubin, to potem możemy coś wymyślić.
Gwen rozmyślała prze chwilę. Mogłoby się to udać? Merlin naprawdę przyjechałby na ich wesele?
— A jak mam go zawiadomić? — zapytała.
— Mogłabyś poprosić Lancelota, żeby pojechał po niego — zasugerowała Morgana.
— Rzeczywiście myślisz, że mu się powiedzie?
— Jestem tego pewna. A tak na marginesie, to co ty tutaj jeszcze robisz? — zapytała.
— Nie rozumiem. Co masz na myśli?
— Na pewno nie masz ochoty marnować całego dnia na usługiwanie takiej starej wiedźmie jak ja! — zażartowała. A kiedy już te słowa opuściły jej usta, zaśmiała się w środku — jakże trafne było użycie słowa "wiedźma".
— Ale to mój obowiązek. Pracuję dla ciebie.
— Nie, kiedy w twoim domu czeka bardzo znudzony narzeczony. Idź już, poradzę sobie.
Ginewra uśmiechnęła się radośnie do swojej pani. Miała niebywałe szczęście pracować dla kogoś, kto jej nie wykorzystuje i nie nadużywa przywilejów.
— Do zobaczenia jutro — pożegnała się i opuściła komnatę.
o o o o o o o o o
— Cóż za niespodzianka — uradował się Lancelot, gdy Gwen wróciła do domu. — Chodź, usiądź — poprosił, wskazując krzesło. Ona jednak, zamiast zająć miejsce naprzeciw niego, podeszła i usiadła mu na kolanach, całując gwałtownie.
— Kocham cię, wiesz?
— Wiem.
Pocałowała go ponownie i umościła się na jego kolanach, uwielbiając poczucie bezpieczeństwa, jakie dawały jego silne ramiona.
— Jestem taka szczęśliwa — wyznała po chwili.
— Ja również — powiedział.
— A byłabym jeszcze szczęśliwsza, gdybyśmy już byli małżeństwem.
Lancelot roześmiał się.
— Dopiero się zaręczyliśmy, Gwen!
— Wiem, ale chcę już być twoją żoną, Lancelocie. Pragnę byś mógł mnie trzymać w ramionach tak jak teraz bez strachu przed skandalem. Chcę byś mógł mieszkać ze mną pod jednym dachem i bym mogła się budzić przy twoim boku każdego ranka.
— Też tego chcę — uśmiechnął się.
— Więc pobierzmy się.
— Kiedy?
— Pod koniec tego tygodnia.
— Jesteś pewna? Zostało mało czasu.
— Nie potrzebujemy wystawnego ślubu. Jesteśmy przecież prostymi ludźmi — zaśmiała się. — Chciałabym, żeby była na nim tylko garstka przyjaciół... a jednym z nich Merlin.
Lancelot przytaknął.
— Też bym chciał, aby był na ślubie i żeby został naszym świadkiem. Przynajmniej tyle możemy zrobić po tym wszystkim, co dla nas uczynił.
— Zgadzam się.
— Kogo chcesz poprosić na drugiego świadka? — zapytał, głaszcząc jej włosy.
— Morganę, jeśli się zgodzi. Może nie będzie mogła, ale zapytam jej.
— Cokolwiek zechcesz, moja kochana — powiedział czule. — A gdzie chcesz wziąć ślub?
— Nieważne. Poślubiłabym cię nawet w chlewiku. — Młodzieniec spojrzał na nią i roześmiał się głośno. — No dobrze, może nie w chlewiku, ale wiesz, co mam na myśli — zachichotała.
— Myślę, że tutaj, w twoim domu, będzie lepiej i według tradycji* — zaproponował. Skinęła głową na znak zgody. — Mamy jeszcze tyle do zorganizowania.
— Na przykład?
— Musimy ci kupić śliczną sukienkę na ceremonię. Chcę byś poczuła się jak księżniczka.
— Już sprawiłeś, że tak się poczułam — powiedziała i pocałowała go. — Muszę znaleźć dwie niebieskie wstążki.**
— To prawda.
— Zajmę się tym, a ty w tym czasie... czy mógłbyś... pojechać do Ealdor? — zapytała z nadzieją.
— Oczywiście, że tak, kochanie. Dla ciebie wszystko. — Cmoknął ją w nosek, wywołując tym jej chichot. Po czym wstał, podnosząc ją ze swoich kolan. — Zaczynamy więc działać, tak?
o o o o o o o o o o o
Od dnia wyjazdu Lancelota do Ealdor wieść o ich małżeństwie rozeszła się po całym mieście i wszyscy gratulowali Gwen zaręczyn. Trzy dni później, kiedy dziewczyna była w drodze do pracy, wydawało się, że cały zamek stawi się na jej ślub. Zapytana przez co najmniej pół tuzina osób czy zostaną zaproszeni, za każdym razem chętnie się zgadzała. Co jakiś czas ktoś wołał "spróbuję złapać podwiązkę!", wywołując tym ognisty rumieniec na jej twarzy.
Jedyną osobą, która nie cieszyła się z tych wieści, był książę. Siedział w komnacie Morgany, która obejmowała go ramieniem, próbując pocieszyć.
— Przykro mi, Arturze — powiedziała z powagą. — Miała zamiar powiedzieć ci sama, ale to potoczyło się tak szybko.
— Czuję się dobrze, naprawdę — wyjaśnił. — Pragnąłbym tylko, by była ze mną bardziej szczera, to wszystko.
— Jestem pewna, że nigdy nie chciała zadać ci bólu — próbowała ją wytłumaczyć.
— Wiem. Kiedy ślub?
— Pod koniec tego tygodnia. Lancelot... on... pojechał do domu, by przywieźć starego przyjaciela w charakterze świadka.
Artur kiwnął głową, nie zauważając zająknięcia dziewczyny przy kłamstwie. Spojrzał na nią i jej serce złamało się na ten widok. Wyglądał jak zagubiony chłopczyk, niepewny gdzie i do kogo się zwrócić. Uśmiechnął się do niej i rzekł:
— Zwycięzca bierze wszystko, prawda? — Ton jego głosu był obojętny, ale pełen oczywistego bólu. — Najlepszy wygrał. Przynajmniej wciąż mam ciebie, tak?
— Zawsze będziesz mnie miał, Arturze. Nigdy o tym nie zapominaj. I nigdy nie zapominaj, że to nic złego okazywać uczucia. To nie czyni cię słabym, gdy pokazujesz, że cierpisz.
— Nie w moim świecie — zaśmiał się. — Jedna oznaka słabości na polu bitwy i jesteś martwy.
— Nie jesteś na polu bitwy, Arturze.
— Czuję się jakbym był — wyznał. — Ale gorsze jest to, że nie mam nad tym kontroli. Mogę przejąć kontrolę nad sytuacją, kiedy walczę, a tutaj nie mogłem niczego zrobić, bo to był jej wybór. Ona podjęła decyzję.
— Naprawdę jest mi przykro. Chciałabym móc zrobić coś dla ciebie.
— Ale nie możesz. — Wzruszył ramionami. — Jeszcze jeden dzień i będzie po wszystkim. Znów będę sam.
Nie, nie będziesz, pomyślała Morgana, próbując z całych sił nie wyjawić swojego sekretu.
— Wyglądasz na takiego zmęczonego — zauważyła, spostrzegając ciemne cienie pod jego oczami.
— Źle spałem ostatniej nocy — zły sen.
— Kolejny?
— Nie, nie z tych, obiecuję. Po prostu zwykły koszmar. Wszyscy je czasem miewamy.
— Nie musisz mi tego mówić — wymamrotała, przewracając oczami. — Dlaczego nie pójdziesz teraz odpocząć? — zasugerowała.
Potrząsnął głową.
— Nic mi nie jest. Idę się przejść — oznajmił, wstając i wyszedł, zostawiając bardzo zaniepokojoną Morganę.
o o o o o o o o o o
Artur nie mógł sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz był na spacerze, ale — Boże — potrzebował tego! Jego głowa była tak pełna, że ledwo mógł myśleć logicznie. To nie była wina Gwen, że wybrała Lancelota — oczywiście, że nie. Ale mogła mu przynajmniej sama powiedzieć. Na pewno zauważyła, co do niej czuje.
Nawet nie zdając sobie z tego sprawy w swoim rozmarzonym stanie, książę przeszedł już za bramę zamkową i wszedł do miasta. Właśnie miał zawrócić, kiedy zobaczył znajomą twarz mężczyzny na koniu. Na widok Lancelota poczuł nagłe ukłucie gniewu i zebrał całą swoją samokontrolę, by nie podejść i nie skonfrontować się z nim. Jednak to mogłoby pogorszyć jego reputację, więc zdecydował się zostawić go w spokoju.
Minął go następny wierzchowiec, na którym Artur zobaczył szczupłego mężczyznę. Obejrzał się na obu jeszcze raz i jego usta otwarły się powoli na widok twarzy drugiego jeźdźca.
To nie może być prawda, pomyślał.
* Ceremonie zaręczyn odbywały się w domu panny młodej i cała wieś zebrała się, aby uczcić to wydarzenie, a może i dać parze kilka prezentów — drewniane naczynia lub inne narzędzia.
** Niebieski był tradycyjnym kolorem czystości w czasach średniowiecza; państwo młodzi nosili przepaski z niebieskich wstęg.
KONIEC KSIĘGI II
