Istnieją dwie płaszczyzny.
Jestem Minerwą McGonagall, nauczycielką transmutacji i zastępcą na stanowisku dyrektora Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Fakt powszechnie znany. Każdy, kto choć raz miał ze mną do czynienia powie, że dla uczniów jestem surowa, ale sprawiedliwa. Ci, którzy znają mnie nieco lepiej, dodadzą również, że w życiu prywatnym jestem do cna gryfonką. Nie będą się mylić.
Dlatego teraz, kiedy trwa wojna, po raz kolejny za cel obieram sobie za wszelką cenę chronić swoich uczniów – te młode, niezwykle chłonne umysły – przed magią czarniejszą niż ich najgorsze sny, śnione w mgliste listopadowe noce. Jestem ich opiekunką i nie mogę dopuścić, by te ich wciąż jeszcze jasne oczy zaszły cieniem krwi.
… a gdy na świecie rozpęta się burza, będę szybą w gmachu tego zamku, chroniącą dzieci przed zimnem.
A gdy przyjdzie wybierać między dobrem własnym a uczniów, przysięgam chronić ich niewinność do ostatniej kropli magii w żyłach…
Jest druga płaszczyzna. Część za zasłoną, przez wiele lat spychana na sam skraj pamięci, wciąż żywo pulsująca wśród dobrze znanego ładu nauczycielskiego umysłu.
Dawno temu pewna mała dziewczynka wyciągnęła rękę do swojego rówieśnika, pomimo różnic odwiecznie dzielących dzieci hogwardzkich domów. Chłopiec, mimo początkowego wahania, przyjął tą niespotykaną życzliwość. Dziewczynka wydawała się równie trzeźwo myślącą osobą jak on, i równie mocno odstawała od swoich rówieśników. W niedługim czasie stali się sobie bliżsi, niż można by przypuszczać. Razem poznawali tajniki magicznego świata, z równym zapałem w pierwszym, jak i ostatnim roku nauki. Mało kto wiedział o ich przyjaźni, skrywanej skrzętnie między najdalszymi regałami starej biblioteki, gdzie prowadzili swoje naukowe dyskusje. Zupełnie inni niż swoi spragnieni zabawy koledzy z roku. Byli żądni wiedzy i nieugięci. I być może to właśnie ta nieugiętość ich zgubiła, podobnie jak Salazara i Godryka, ale tę analogię dziewczynka okryła wiele lat później. Zbyt późno, by zatrzymać przyjaciela przy sobie. Po ukończeniu szkoły ich drogi się rozeszły. On zniknął wraz ze swymi ślizgońskimi znajomymi z których dawniej się z nią śmiał, a ona została nauczycielką. Przez wiele lat nie słyszała o nim ani słowa. Nie zapomniała jednak jego błyskotliwych uwag ani tamtego jednego pocałunku na skraju Zakazanego Lasu, od którego już nic nie pozostało takie, jak dawniej.
Jednak nie rozpamiętywałam.Nie jestem przecież jakąś nastoletnią puchonką, o nie! Jestem dumną gryfonką; zniknął, dobrze. Pokażę mu, że ja też potrafię tak po prostu nic nie pamiętać, myślałam.
Ale nie potrafiłam, gdy czterdzieści lat później stanęłam różdżka w różdżkę z człowiekiem o nazwisku Lord Voldemort. Nie potrafiłam uwierzyć, że Tom Marvolo Riddle, mój mądry chłopiec, umarł. Nie chciałam uwierzyć, że moje ukochane czarne oczy, za którymi tęskniłam odkąd zniknął z mojego życia na tak długo, były ostatnim widokiem przed śmiercią tak wielu z moich podopiecznych i przyjaciół.
Nadal nie mogę uwierzyć. A trwa już druga wojna, którą rozpętały tamte piękne, piękne oczy. Podobno teraz mają czerwony odblask, zupełnie jak krew moich uczniów.
