Karaluch
Ciemno, cicho, gorąco. Wczorajszej nocy nie wyrzucił Kise za drzwi, więc nie potrafił znaleźć racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego miałby znaleźć się w piekle. Poza kilkoma małymi grzeszkami, był przecież wcieleniem niewinności. Do tego było jeszcze tyle idol DVD, których nie obejrzał…
Coraz dobitniej czuł, że zaczyna brakować mu powietrza, w dodatku coś łaskotało go po twarzy. Otworzył oczy i z trudem powstrzymał okrzyk zdziwienia, gdy zorientował się, że coś na nim leży. W dodatku to „coś" miało ręce, nogi i blond czuprynę, a do tego wdzięczne imię Ryouta Kise. I spało sobie w najlepsze. Na jego klacie. Aomine szybko wrócił myślami do ostatnich wydarzeń bieżącej nocy, by przypomnieć sobie jak ta cholera znalazła się w jego pokoju i czy miało to coś wspólnego z...
2 godziny wcześniej...
- Aominecchi! – blondyn wpadł do pomieszczenia niczym trąba powietrzna. Drzwi trzasnęły o ścianę tak mocno, iż mało brakowało, a wypadłyby z framugi.
Aomine spojrzał na chłopaka, potem na ślad, jaki zostawiły na ścianie niezbyt delikatnie potraktowane drzwi i z powrotem na niego. Przez jego głowę przewinęła się cała litania przekleństw, która w jednej chwili została przerwana przez słowotok Kise:
- W moim pokoju jest karaluch! Karaluch! Rozumiesz to, Aominecchi?! KA-RA-LUCH!
Taka wielka, ohydna, uskrzydlona bestia, która czyha na moje bezcenne życie! Nie chcę tak młodo umierać! – wysapał jednym tchem blondyn i zadrżał, gdy wzdłuż jego kręgosłupa przeszedł dreszcz na samą myśl o wspomnianym owadzie.
- Kise, do cholery... – zaczął Aomine przez zaciśnięte zęby, powstrzymując się od długiej i soczystej wiązanki ordynarnych wyrażeń połączonych z wywodem na temat zakłócania jego świętego (a jakże!) spokoju. - Wpadasz tutaj jakbyś chciał mi powiedzieć, że za oknem właśnie rozpętała się trzecia wojna światowa, a do tego zawracasz mi dupę jakimś owadem. Przecież on boi się ciebie bardziej niż ty jego... – zapewnił go ciemnowłosy, z trudem zachowując zimną krew. - A tera-
- Ale on ma nóżki! Takie fuj! – przeszkodził mu Kise w ogóle nie zwracając uwagi na to, co powiedział wcześniej ciemnowłosy.
- Jak każdy karaluch... czy mógłb-
- On ma takie fuj czułki! – naciskał blondyn, nie dając mu dojść do słowa
- Tak, karaluchy mają czułki, Kise. Ale zrozum, że-
- On ma nóżki i czułki, i ślepia, i skrzydełka, a w dodatku jest wszystkożerny! Nie mogę tam spać, bo jak tylko zasnę, to odgryzie mi nogę!
W tym momencie Aomine poczuł nieodpartą chęć zawinięcia Kise w dywan i eksportowania go gdzieś w okolice koła podbiegunowego. Blondyn stał na środku jego pokoju ze spuszczoną głową, skubiąc brzeg przyciskanej do piersi poduszki. …Zaraz, poduszki? I wszystko jasne.
- Boję się go... – wymamrotał cichutko blondyn drepcząc w stronę Aomine i siadając na krawędzi jego łóżka.
- Kise... – zaczął Daiki, ale ten po raz kolejny natychmiast mu przerwał, nie dając żadnej sposobności na nawiązanie dwustronnej komunikacji.
- Nie zajmę dużo miejsca, obiecuję! – powiedział szybko i położył się na skraju jego łóżka, przykrywając dokładnie kołdrą.
Aomine westchnął ciężko, dając za wygraną. I tak by go nie przegadał.
...
„…tak to się skończyło. Znowu dałem się wykorzystać." pomyślał ciemnowłosy, spychając z siebie drugiego chłopaka i przewracając na bok. Nie minęło 30 sekund, gdy poczuł jak coś ciepłego przykleja się do jego pleców.
- Ja cię kiedyś normalnie zapierdolę.
W odpowiedzi usłyszał tylko ciche chrapnięcie.
