Rozdział II
Cloths of Heaven
Gdybym miał niebios wyszywaną szatę
Z nici złotego i srebrnego światła,
Ciemną i bladą, i błękitną szatę
Ze światła, mroku, półmroku, półświatła,
Rozpostarłbym ci tę szatę pod stopy,
Lecz biedny jestem: me skarby - w marzeniach,
Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy;
Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach.
Gdybym miał niebios haftowane szaty,
Złotym i srebrnym przetykane światłem,
Błękitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i światła, i półświatła,
Rozpostarłbym je pod twoje stopy.
Lecz jestem biedny, mam tylko sny,
Moje sny ścielę pod twoje stopy,
Stąpaj, więc lekko, bo stąpasz po snach.
Wiliam Butler Yeats. On pragnie szaty niebiańskiej
Tej nocy żadnemu z nich nie było dane długo pospać. Harry analizował zachowanie Toma i swoje reakcje na jego ciało. W końcu może i był szesnastolatkiem, ale mimo wszystko nie był w stanie przestawić się z dnia na dzień. Z kolei Tom zadręczał się swoją nachalnością, czy aby nie obraził nią Harry'ego? Zresztą, może i jakaś jego część kiedyś zamordowała rodziców Gryfona, ale czy to znaczyło, że nie ma dla nich szansy?
Pamiętał każdą chwilę swojej pracy nad nowymi eliksirami, każdy zmieniony opatrunek, każdą noc spędzoną nad łóżkiem tego chłopaka w oczekiwaniu na poprawę... Kiedy Harry był nieprzytomny, do obowiązków Toma należało przebieranie, mycie, golenie go, rzucanie zaklęć rozgrzewających na pościel jego łóżka, spanie przy nim, gdy w komnacie było zbyt zimno dla obojga.
Po tak długim czasie zdążył się do niego przyzwyczaić, tak, że jego brak stałby się dotkliwszy z każdym dniem dzielącej ich rozłąki.
Jego własność, jego horkruks, jego Harry...
Harry obudził się jako pierwszy, czując jakiś dziwny zapach. Nie było to nic przykrego dla niego, ale nie czuł tej woni nigdy dotąd... Było mu niespodziewanie ciepło i dobrze, więc nie ruszał się z łóżka, mimo to jednak zdecydował, że poszuka źródła ciepła. Jego ręce błądziły pod kołdrą aż natrafiły na coś, czego nie powinno tam być. Po chwili znalazł: dłoń definitywnie nie należącą do niego, spoczywająca na jego brzuchu i rozgrzane ciało z ramionami zaborczo tulącymi go do siebie. Tom przytulał go od tyłu, tak, że plecy Gryfona i klatka piersiowa Ślizgona stykały się ze sobą. Do tego miał na sobie, podobnie jak Harry, jedynie bokserki. Obróciwszy się najdelikatniej jak tylko był w stanie bez przerywania uścisku, Gryfon mógł wyczuć delikatnie zarysowane linie mięśni na ciele Ślizgona, tak, że w chwilę później musiał zaprzestać swoich poszukiwań, aby odetchnąć. Jedna z jego rąk powędrowała do twarzy Toma, pieszcząc męską linię szczęki, muskając rozgrzane usta, dotykając kości policzkowych, przesuwając palcem wzdłuż jego nosa, sięgając do linii włosów zanurzając palce w jedwabistej miękkości ciemnych loków. Z jedną ręką głaszczącą Toma po plecach Harry przylgnął do jego piersi wzdychając z przyjemnością.
Tak miło było mu zasypiać w czyichś ramionach...
Ciemność powróciła we śnie Harry'ego, nie była jednak aż tak bezbrzeżna, ani czarna jak wcześniej, no i nigdzie nie było słyszeć tego przeraźliwego krzyku. To nieszczęsne, poranione zwierze wreszcie mogło odpocząć i pozwolić na to by zagoiły się najgorsze z jego ran. Ciemność nie była zimna, wręcz przeciwnie promieniowało z niej przyjemne ciepło, w którego promieniach zarówno zwierzę jak i człowiek znaleźli ukojenie. Oboje i każde z osobna...
– Lumnos omnia.
Ogień pojawił się z trzaskiem na każdej pochodni płonąc, ale nie wypalając żadnej z nich. Harry poczuł, że leżący obok niego Tom podniósł się, pamiętając jednak o tym by dokładnie go okryć. Szybko się ubrał i siadając na krześle wymówił coś na kształt inkantacji prosząc o przysłanie posiłku. W chwilę potem wstał i poszedł się odświeżyć. Gryfon leżał jeszcze w łóżku rozkoszując się resztkami zawartego w nim ciepła, po chwili jednak przeciągnął się, ziewnął i otworzył oczy. Przez chwilę taksował wzrokiem siedzącego przy stole Ślizgona powoli jedzącego kawałek tarty śliwkowej, popijając ją sokiem jabłkowym. Podobny posiłek czekał na niego po drugiej stronie stołu. Harry zerwał się z łóżka, przez chwilę rozglądając się za ubraniem, które wczoraj położył na krześle.
– Eee, Tom?
– Tak?
Ślizgon bacznie obserwował reakcje chłopaka. Gryfon zarumienił się, zawstydzony obrazami, jakie podsuwał mu jego umysł.
– Wiesz może gdzie są moje ubrania?
– Znikły.
– Jak to „znikły"?
– Zostały zabrane do wyprania i wyprasowania. Włóż rękę do szuflady, a dostaniesz wszystko, o co poprosisz.
Harry podszedł do toaletki i włożywszy rękę do jednej z jej szuflad pomyślał o tym jak miło by było mieć szatę, spodnie, koszulę i krawat w czerwono-złote paski Gryffindoru. Po chwili jego ręka, do tej pory błądząca w próżni natrafiła na jakiś materiał. Kiedy ją wyciągnął zobaczył złożony w kostkę kompletny szkolny mundurek, taki, o jakim przed chwilą pomyślał.
– Te rzeczy zostaną idealnie do ciebie dopasowane, z chwilą, gdy je założysz.
Gryfon skinął głową i ruszył za parawan. Ubierając się przypomniał sobie o lekcjach dobrego wychowania, jakie starała się mu wpoić Hermiona.
Wystawił głowę zza parawanu i powiedział:
– Smacznego.
Tom uśmiechnął się i skinął głową.
– Dziękuję.
Ubranie pachniało wrzosowiskami, świeżo ściętą trawą i słońcem, Harry zdziwił się, jakim cudem to suszone na świeżym powietrzu ubranie znalazło się w tej szufladzie. Magia była cudowną rzeczą...
Śniadanie przebiegało w milczeniu przerywanym jedynie dźwiękiem odstawiania sztućców i szkła. Tom zaspokoiwszy już częściowo apetyt jadł małymi kęsami po mistrzowsku manewrując łyżką, nożem i widelcem. Widocznie było to wrodzoną cechą Śizgonów, bo Harry, któremu brak było tego opanowania, co chwilę złą ręką chwytał to nóż, to widelec i kilka razy coś rozlał. Na szczęście nie zostało to zauważone, a gdy odwrócił się by wziąć serwetkę i szybko to wytrzeć zauważył, że płyn wsiąknął w drewno stołu. Odetchnąwszy z wdzięcznością zabrał się to parówek w cieście gęsto oblanych roztopionym serem, tym razem starając się niczego nie zrobić źle. Minuty mijały i mijały a żaden z nich nie wypowiedział ani słowa, chociaż rzadko i tylko na moment odrywali od siebie wzrok. Tom skończył jeść, wytarł usta serwetką i poczekał na swojego towarzysza, który zjadał właśnie ostatni kawałek ciasta. Kiedy Harry umył zęby pastą i szczoteczką znalezionymi w szufladzie, i spryskał twarz zimną wodą wrócił na swoje miejsce i popatrzył na Ślizgona.
Ten zastanawiał się jak ma do niego przemówić by go nie przestraszyć.
– Zapytałeś mnie wczoraj czy będę mógł cię nauczyć magii bezróżdżkowej... Odpowiedziałem, że tylko wtedy, gdy odpowiednio zapłacisz mi za naukę. Zdecydowałeś się, Harry?
Chłopak pokiwał twierdząco głową i powiedział zażenowany:
– Tak, ale zapłacę ci za to dopiero po tym jak mnie tego nauczysz.
Ślizgon zagryzł dolną wargę kręcąc głową z przekorą.
– Jaką mogę mieć pewność, że mnie nie oszukasz?
– Musi ci wystarczyć moje słowo.
Riddle wstał ze swojego krzesła i stając za oparciem krzesła Pottera nachylił się nad nim, wodząc nosem po delikatnej skórze za jego uchem. Jednocześnie jego ciepły oddech owiewał nieosłonięty przez koszulę fragment karku chłopaka. Jedna z rąk Toma powędrowała do dłoni Harry'ego pieszcząc każdy z palców po kolei..
– To może, chociaż mam jakąś szansę na małą zaliczkę?
Głos Toma kiedy mówił po angielsku był przyjemny dla uszu, ale gdy wysławiał się w wężomowie każda część ciała Harry'ego płonęła. Rumieniec wypełznął na twarz Gryfona rozpalając go do czerwoności. Zdawało się mu, że ten żar wnika głęboko w jego ciało, kumulując się gdzieś na wysokości lędźwi. W końcu – pomyślał, ma prawie szesnaście lat i drobna erekcja to nic dziwnego w jego wieku...
Z rozmyślań wyrwał go głęboki głos tuż za jego uchem:
– Namyśliłeś się, Harry?
Chłopak skinął niepewnie głową.
– T-tak, dzisiaj w nocy.
Jeśli już miał go pocałować, wolałby być przez niego nie widziany, zresztą noc sprzyjała „takim" rzeczom. Słodki Merlinie, czy tak miało wyglądać moje życie z Voldemortem? Może i nie rzucił mu się do gardła, ale tylko, dlatego, że ten uratował mu życie... W końcu siedział dniami i nocami nad jego łóżkiem, chociaż równie dobrze mógłby go zabić i ruszyć na podbój świata zaczynając od Hogwartu... Tak, Tom zdecydowanie mieszał mu w głowie...
– Jednak ćwiczenia zaczniemy dopiero od jutra.
– Jak to?
Gryfon spojrzał na Ślizgona podejrzliwie, na co ten położył mu rękę na ramieniu.
– Harry twoja magia jest jeszcze zbyt niestabilna.
– Ale rzuciłem tamte zaklęcia i zadziałały, więc?
Tom zaśmiał się cicho i powiedział:
– Rzuć Alohomorę na toaletkę, a zobaczymy jak zadziała.
Harry podszedł do rzeczonego mebla i chwyciwszy różdżkę wypowiedział zaklęcie:
– Alohomora!
Bladoniebieski promień wystrzelił z różdżki i uderzywszy w zamek jednej z szuflad zniknął w jej wnętrzu. Harry otworzył ją, ale w środku brak było jakichkolwiek śladów rzuconego zaklęcia. Natychmiast odwrócił się w stronę Toma.
– Twoja sygnatura magiczna jest na razie zbyt słaba i rozchwiana, a to wina tego jak długo pozostawałeś pod wpływem Wywaru Żywej Śmierci. Stworzyłem kilka eliksirów, które utrzymywały twoje ciało i umysł w miarę dobrej formie, jednak nie mogłem nic zrobić z resztą. Nie używając magii zachowałeś ją na poziomie, jaki osiągnąłeś przed jego zażyciem, twoje ciało jednak potrzebuje jej coraz więcej i nie powinieneś na razie się przesilać.
– Czyli te wczorajsze zaklęcia...?
– Nie były w stanie nawet dotrzeć do ściany, co dopiero mówić o jej zburzeniu.
Harry podniósł się z posadzki i zaczął szybko chodzić po komnacie z rękami założonymi do tyłu.
– Co ty robisz?
– Chodzi ci o to? Chodzenie i w ogóle wysiłek fizyczny pomagają mi się lepiej skoncentrować, dlatego tak bardzo lubię quidditch
Tom pokiwał głową i podniósł książkę, której czytanie wczoraj przerwał.
Przepraszam że ten rozdział jest tak krótki, ale terminy mnie gonią :P
Obiecuję się poprawić w następnej części.
H: Dziękuję za zwrócenie mi uwagi na kwestię eliksirów. Sprecyzowałam to w tym rozdziale.
Co do szybkości inicjacji zachowań pomiędzy Harrym i Tomem - ten rozdział sporo wyjaśni, chciałam pokazać zawiłości tej sytuacji od strony Toma. Poza tym Harry w oryginale "Komnaty Tajemnic" skrycie podziwiał urodę Toma, dużą rolę gra tu też wdzięczność za uratowanie życia, trud jaki Riddle poniósł i poświęcenie planu dominacji nad mugolami na rzecz ratowania Harry'ego. Dziękuję za komentarz.
