2. Bo jestem… zazdrosny?

Naruto nigdy nie przestawał zachwycać się budową sceny w teatrze nō, mimo że wielokrotnie ją widział. Nie przeszkadzało mu, że kolejny raz podziwiał tę samą scenerię, zwłaszcza, gdy poszczególne osoby zajmowały odpowiednie miejsca na podwyższeniu. Póki co nieobecny był jeszcze Sasuke, ale mężczyzna wiedział, że już za moment sytuacja ulegnie zmianie. Wystarczy, że zaczną próbę.

Scena w teatrze nō różniła się od innych scen, choćby ze względu na fakt, że cała została zbudowana z hinoki, czyli cyprysiku japońskiego. Nad nią wznosił się stylizowany na klasyczną architekturę japońską dach, który wspierały proste, drewniane kolumny. W tle można było zauważyć namalowaną sosnę, a podwyższenie dodatkowo od widowni oddzielał pasek drobnego żwiru, co według Uzumakiego stwarzało pewnego rodzaju dystans między aktorami a publicznością. Niemniej jednak to właśnie budowa sceny najbardziej fascynowała Naruto. W Internecie, książkach czy choćby w poprzednim miejscu zamieszkania spotykał się z kompletnie innym ułożeniem, bardziej uniwersalnym dla większości typów teatrów. Tutaj, w odróżnieniu do pozostałych, wydzielono główną scenę, na której rozgrywała się akcja sztuki, pomost, po przejściu którego shite mógł przedostać się do pomieszczenia lustrzanego, aby założyć maskę oraz przestrzeń dla chóru. Z tyłu sceny znajdowało się również miejsce dla muzyków grających na fletach i trzech rodzajach bębnów. To właśnie oni nadawali rytmu, do którego poruszali się aktorzy. Natomiast między podwyższeniem a widownią umieszczono trzy sosenki, których symbolika oznaczać miała długowieczność.

Ze względu na ułożenie sceny, miejsca na widowni również zostały specjalnie do tego dostosowane. Rzędy krzeseł znajdywały się prosto przed sceną główną, pod kątem czterdziestu pięciu stopni do sceny oraz całkowicie po boku. W siedzenia poprzedzające następne zostały wbudowane ciekłokrystaliczne ekrany, na których wyświetlano tekst sztuki oraz dopiski w języku japońskim i angielskim.

Wszyscy zdążyli ustawić się na swoich pozycjach, chór zajął odpowiednie miejsce po boku sceny, muzycy stanęli z tyłu, a Naruto czekał z przodu, na scenie głównej, na shite, któremu towarzyszył. Akcja sztuki rozgrywała się w większości wokół głównego aktora, a Uzumaki, pełniący rolę shitezure, również brał udział w przedstawieniu, tyle tylko, że był postacią poboczną. Niemniej jednak w żadnym stopniu mu to nie przeszkadzało i nie czuł się przez to gorszy. Po prostu wiedział, że nawet teatry, a zwłaszcza te niezwykle cenione i tradycyjne rządziły się własnymi prawami i Naruto zwyczajnie nie miał nawet najmniejszych szans, aby dostać główną rolę. Ta była zarezerwowana dla członka rodziny dyrektora placówki bądź kogoś, kto wywodził się z niezwykle wpływowego rodu aktorów, którzy przekazywali sobie niezbędną wiedzę z pokolenia na pokolenie. Jeśli wziąłby jeszcze pod uwagę fakt zbliżenia się do shite, to za nic w świecie nie mógłby żałować załapania posady w Narodowym Teatrze Nō.

Chwilę później z prawej strony sceny, zza kulis wyszedł Sasuke, a każdy jego krok był obserwowany przez pozostałych pracowników teatru. Jednak młody Uchiha zdawał się nie zwracać na nikogo uwagi, bo i tak najważniejszy był mężczyzna zajmujący fotel, który znajdował się naprzeciw podwyższenia. W środkowym rzędzie siedział Fugaku i w milczeniu przyglądał się grze aktorów, z wprawą oceniając jakość i poziom umiejętności poszczególnych osób. W tle zaczęły pobrzmiewać odgłosy uderzania o bębny, którym towarzyszyła spokojna muzyka płynąca z fletów, a całości dopełniały pierwsze słowa piosenki śpiewanej przez chór. Dyrektor placówki wyłapał niewielki zgrzyt we współpracy muzyków i chóru, ale póki co nie przerywał próby. Zresztą zawsze stosował ten sam system — ćwiczyli całą sztukę, od początku do końca, a ewentualne błędy Fugaku zapisywał w notatniku lub zapamiętywał, jeśli pomyłek nie było dużo. W pracy pomagał mu również choreograf, który pilnował kroków aktorów i niekiedy pouczał ich co do odpowiedniego ułożenia ciała, aby w połączeniu ze światłem uzyskać jak najkorzystniejszy efekt. Tę jakże zaszczytną funkcję pełnił wykładowca Sasuke ze szkoły aktorskiej — Orochimaru, który obecnie przechadzał się przy scenie, aby z bliższej odległości przyjrzeć się synowi pracodawcy i jego pomocnikowi.

Choreograf przystanął z boku sceny głównej, patrząc, jak Sasuke unosi nogę, żeby wyprowadzić cios w ramię shitezure. Przez chwilę marszczył brwi i kręcił niezadowolony głową, aż w końcu postanowił interweniować i przerwać próbę.

— Wystarczy! — krzyknął, po czym obszedł podest i wszedł na scenę dzięki kilku schodkom, znajdującym się z przodu podwyższenia. Zazwyczaj stopnie nie były używane, ale w takich momentach Orochimaru chętnie z nich korzystał. Mężczyzna niespiesznie zbliżył się do syna Uchihy, wiedząc, że Fugaku siedział kawałek dalej i bacznie obserwował sytuację. Nieznacznie wykrzywił usta w parodii uśmiechu, a następnie zwrócił się do shite: — Nie tak, Sasuke — powiedział, wpatrując się przy tym prosto w ciemne tęczówki. Nagle odwrócił się w kierunku Uzumakiego i sam go zaatakował, pokazując aktorowi jak dokładnie powinien wykonać kopnięcie.

— Hej! — oburzył się Naruto, który z ledwością zdołał odparować atak. Przecież zupełnie nie spodziewał się uderzenia! — Mogłeś uprzedzić — burknął, zapominając, że nie miał tego przywileju, aby przejść z choreografem na „ty".

Pan mógł uprzedzić, chłopcze — odparł uśmiechnięty Orochimaru. — Ale doskonale sobie poradziłeś — dodał, jakby chciał się usprawiedliwić, gdy kątem oka zauważył poruszenie ze strony widowni. W duchu odetchnął, że Fugaku go nie upomniał, mimo że zdawał sobie sprawę ze swojego błędu. Cóż, może nie szczycił się łagodnym podejściem w stosunku do podopiecznych, ale nawet właściciel teatru nie mógł zarzucić mu niekompetencji. Bez wątpienia Orochimaru wywiązywał się z zadania lepiej, niż starszy Uchiha zakładał. Ostatecznie liczył się przecież końcowy efekt i mało kto był świadomy ciężkiej drogi, którą niekiedy aktorzy musieli przejść.

— Dlaczego przerwałeś? — odezwał się, jak dotąd milczący Sasuke, mający dość całej tej szopki. W przeciwieństwie do Naruto nie przejmował się, że zwracał się do choreografa jak do starego znajomego, ale nie było to umotywowane faktem, że ten pracował dla jego rodziny. Młodszy Uchiha zwyczajnie nie przepadał za mężczyzną, który zdawał się czasami zapominać o istotnych barierach i przykładnych relacjach na linii nauczyciel-uczeń.

— Ach, Sasuke, Sasuke — mruknął Orochimaru i z powrotem przeniósł spojrzenie na syna pracodawcy. Zmrużył tajemniczo oczy, a usta wykrzywił w niewielkim uśmiechu, koniuszkiem języka oblizując dolną wargę. — Nie mówię, że było źle… — zaczął tłumaczyć, ale przeszkodziło mu ciche prychnięcie.

— To nie trzeba było się wtrącać — odparł Sasuke i zaplótł ramiona na piersi. Nie przejął się tym, że na widowni siedział jego ojciec. Gdyby ktoś inny znalazł się na miejscu choreografa, to nie widziałby problemu, aby ewentualnie wysilić się i chociaż przez moment zgrywać uprzejmego. Niemniej jednak to był Orochimaru, który kiedyś aż za bardzo zalazł mu za skórę.

— Nie było też idealnie — wyjaśnił choreograf, zmuszając się do pogodnego uśmiechu. Tak, bardzo, ale to bardzo uwielbiał pracę z tą rozkapryszoną gwiazdką. Z tylko nieznanych mu jeszcze powodów nie rzucił tego wszystkiego w cholerę albo… ktoś sprawiał, że nie był w stanie rzucić. Orochimaru zlustrował sylwetkę Sasuke, po czym ruszył z miejsca i stanął za mężczyzną. Chwilę się zamyślił, aż ostatecznie zaczął tłumaczyć, w jaki sposób shite powinien wykonać atak.

Sasuke przewrócił oczami, ale niechętnie przysłuchiwał się wskazówkom choreografa, żeby wykorzystać rady w powtórzeniu sceny. Zrobił krok do tyłu, będąc za bardzo świadomym, że tuż za nim stał Orochimaru, ale za wszelką cenę starał się zapomnieć o irytującym mężczyźnie. Głęboko odetchnął, jedynie na sekundę dłużej przymykając powieki, a następnie ustawił się w odpowiedniej pozycji, z której bez problemu wyprowadzi cios w ramię Naruto.

Uzumaki, widząc przygotowanie kompana, również przestał bujać w obłokach i z napięciem wyczekiwał momentu ataku. On także próbował odgonić od siebie myśli, że tym razem choreograf przyglądał się ich pracy z tak niewielkiej odległości, a spojrzenie złocistych tęczówek niekiedy mroziło krew w żyłach. Naruto nie czuł się komfortowo, zwłaszcza gdy Orochimaru patrzył na niego jak na jakąś przeszkodę, która stała na drodze młodszego Uchihy. Cóż, na to akurat nie miał żadnego wpływu, a nawet jeśli, to za nic w świecie nie zostawiłby Sasuke samego, nie po tym, co się między nimi wydarzyło.

— Możesz zacząć — ogłosił choreograf, ale nie poczynił nic, żeby się odsunąć. Z tak bliska przyglądał się poczynaniom aktorów, a jego mina sugerowała, że nie wszystko jeszcze się zgadzało.

Shite powoli wypuścił powietrze z płuc i w mgnieniu oka przemieścił się bliżej Naruto, żeby móc wyprowadzić płynne kopnięcie. Zgodnie ze scenariuszem Uzumaki odparował atak, a Uchiha wycofał się, przyjmując poprzednią pozycję. Wydawałoby się, że scena wyszła pierwszorzędnie, jednak innego zdania był choreograf, który nie omieszkał się podzielić swoimi wątpliwościami.

— Wciąż coś nie gra — mruknął, patrząc znacząco na Sasuke. Zdawał się całkowicie ignorować obecność drugiego aktora, który aktualnie próbował zabić go wzrokiem.

No niechże się odczepi!

— Widziałeś, jak to pokazywałem, prawda? — zapytał Orochimaru.

Młodszy Uchiha najpierw się wyprostował i dopiero po krótkim milczeniu, skinął twierdząco głową. Nie krył przy tym swojej złości, spowodowanej ciągłym przerywaniem próby. Nie tak to sobie wyobrażał, w końcu kiedy ćwiczyli wcześniej, choreograf w ogóle nie zwracał im na nic uwagi. Zatem co tym razem poszło nie tak?

— Stań naprzeciw Uzumakiego, dokładnie jak w tej scenie — poinstruował go Orochimaru. Kiedy Sasuke wypełnił polecenie, mężczyzna na chwilę zamyślił się, ale w głowie momentalnie ułożył plan, który postanowił od razu wcielić w życie. — Zaatakuj go, ale powoli. Wszystko rób w zwolnionym tempie — wyjaśnił. — Może wtedy uda się wprowadzić poprawki.

Shite podejrzliwie zerknął na choreografa, ale nie podzielił się żadną kąśliwą uwagą. Zmarszczył jedynie brwi, co z kolei nie uszło uwadze Naruto, który również zastanawiał się nad celem Orochimaru.

— Zgoda — powiedział młodszy Uchiha, po czym dostosował się do wskazówek. Niczym w spowolnieniu nieznacznie zbliżył się do Uzumakiego, równie wolno uniósł nogę, żeby kopnąć mężczyznę w przedramię. Choć, przy tej prędkości nie można było mówić o prawdziwym kopnięciu. Bardziej przypominało to lekkie muśnięcie, jakby Sasuke ledwo dotknął ręki Naruto. Shite już miał zamiar się wyprostować, kiedy niespodziewanie Orochimaru zbliżył się do niego jeszcze bardziej i obiema dłońmi chwycił go za nogę.

— Zostań w tej pozycji — ogłosił natychmiast choreograf.

Sasuke rzucił mu mordercze spojrzenie, ale z niewielkim trudem postanowił utrzymać się na jednej nodze. Póki co Orochimaru nie zrobił niczego niestosownego. Póki co.

— I co dalej? — zapytał, zniecierpliwiony przedłużającym się milczeniem mężczyzny. Był świadomy zdezorientowania Uzumakiego i naprawdę nie miał zamiaru tłumaczyć mu, że choreograf czasami po prostu się zapominał i w mniejszy lub większy sposób naruszał jego przestrzeń osobistą. Tak jak w tym momencie.

— Cios za mocno schodzi na palce — stwierdził i, nie czekając na żadną odpowiedź, przesunął jedną dłoń na stopę Uchihy, a drugą wciąż trzymał go za udo. — Powinieneś uderzyć… — mówił i przy okazji lekko pociągnął go za nogę, żeby pokazać, jak to miało wyglądać w praktyce. Co prawda przez to zagranie Sasuke omal nie stracił równowagi, bo nie spodziewał się tak gwałtownego szarpnięcia. Niemniej jednak nie odezwał się nawet słowem i cierpliwie czekał, aż Orochimaru skończy ten swój mały pokaz. I przestanie go w końcu niepotrzebnie dotykać.

— Koń by już zrozumiał — mruknął pod nosem Naruto, nie ukrywając swojego niezadowolenia. Nie żeby był zaborczy w stosunku do Uchihy, ale zwyczajnie nie podobało mu się, że choreograf w tak bezczelny sposób obłapiał Sasuke na oczach ich pracodawcy. A jakby było tego mało, to syn Fugaku zdawał się tym nie przejmować. Przecież Uzumaki nie przyzna się, że sytuacja wydawała się co najmniej podejrzana, a on sam był… zazdrosny? Momentalnie skrzywił się, gdy zrozumiał sens swoich myśli i ich kierunek nie za bardzo przypadł mu do gustu. W końcu, pomijając wszystko to, co zdążyło zaistnieć między nim a Uchihą, nie miał prawa do kontrolowania Sasuke. Jakby nie patrzeć był tylko jego kochankiem i nie tworzyli nawet normalnie funkcjonującego związku. Ot, kiedy mieli ochotę na seks, to się spotykali bez zbędnego owijania w bawełnę.

Ku zdziwieniu Naruto żaden z mężczyzn nie skomentował jego uwagi, ale ostatecznie Orochimaru puścił Sasuke. Mało tego, choreograf jeszcze tylko powiedział im, aby powtórzyli ten fragment sztuki kolejny raz i później wrócili do kontynuowania urwanego wcześniej wątku, po czym zwyczajnie oddalił się. Uzumaki upewnił się, że Orochimaru odszedł wystarczająco daleko i zajął miejsce obok Fugaku, a następnie rzucił shite niezrozumiałe spojrzenie. Młody Uchiha jednak nic mu nie odpowiedział, a zamiast tego wzruszył tylko ramionami.

Po chwili milczenia, podczas której żaden nie wiedział, w jaki sposób odnieść się do poczynań choreografa, obaj zgodnie wrócili do powtórzenia sceny. W ułamku sekundy wydawali się o wszystkim zapomnieć i płynnie przeszli do dalszych ćwiczeń, starając się nie rozpraszać obecnością pozostałych osób. A już zwłaszcza za wszelką cenę próbowali ignorować Orochimaru. Zachowywali się tak, jakby występowali przed prawdziwą publicznością, a każdy ich krok był dopracowany, staranny i przemyślany. Niczego nie robili pochopnie, wręcz zdawało się, jakby zręcznie poruszali się w rytm uderzeń bębnów, co tylko potęgowało wrażenie dokładności.

Mniej więcej po kilkunastu następnych minutach, Fugaku w końcu postanowił się odezwać i dopytać choreografa o jego uwagi. Sam za wiele nie zanotował w notatniku, pomijając oczywiście ten początkowy zgrzyt muzyków i chóru. Prawdę mówiąc nie widział tu wielu elementów, które wymagałyby poprawy. Cóż, po prostu był zadowolony, że załoga podeszła profesjonalnie do próby i wierzył, że na głównym występie pokażą nad czym długo pracowali i na co ich tak naprawdę stać.

— Dlaczego interweniowałeś? — odezwał się dyrektor teatru, aktualnie wpatrując się w profil Orochimaru i jedynie kątem oka zerkając na wciąż ćwiczących aktorów.

— Z całym szacunkiem dla pańskich metod — zaczął nad wyraz spokojnie i nieco przesłodzonym tonem, ale Fugaku nie zwrócił na to uwagi. Ludzie bywali różni, zdążył przywyknąć do licznych dziwactw. Na przykład do tego, że choreograf wykazywał niezdrowe zainteresowanie wężami czy nie miał nic przeciwko „zdobieniu" ciała tatuażami. Uchiha uważał to za coś kompletnie zbędnego i jedynie szpecącego zdrową skórę, ale starał się przymykać oko na fakt, że Orochimaru mimo podjęcia pracy w teatrze nie zaprzestał korzystania z usług tatuażystów. Co prawda Fugaku nie tak wyobrażał sobie porządnego choreografa, ale całe szczęście Orochimaru nie brakowało umiejętności w tym zakresie. — Wydaje mi się, że później mogliby nie wczuć się w sytuację… — wyjaśnił, w głowie układając dalszy ciąg wypowiedzi, aby w jak najbardziej przejrzysty sposób wyłożyć główny problem.

— Nie wczuć się w sytuację, powiadasz — mruknął Uchiha, z powrotem opierając się plecami o fotel i wpatrując się w akcję rozgrywającą się na scenie. — Czy poza tym jednym atakiem masz jeszcze jakieś zastrzeżenia? — zapytał.

— Właściwie to tak — wręcz wysyczał Orochimaru, z pełnym skupieniem obserwując poczynania shite.

— Tak? — zainteresował się Fugaku. Nie spodziewał się, żeby choreograf mógł się do czegokolwiek jeszcze przyczepić, ale nie ukrywał, że poczuł się zaintrygowany. — Zatem zamieniam się w słuch — dodał.

— Zrezygnowałbym z walki wręcz — rzucił, nie owijając w bawełnę. — Zdaję sobie sprawę, że może być na to trochę za późno, ale lepszym rozwiązaniem…

— Chcesz powiedzieć, żeby wyciąć całą tę scenę? — przerwał mu z niedowierzaniem Uchiha. Cóż, Orochimaru wiedział, jak go zaciekawić, ale tego by się w życiu nie domyślił. W końcu za trzy tygodnie miała odbyć się premiera, a tu, ni z tego ni owego choreograf chciał przerobić całą scenę!

— I tak i nie — odparł. — Ach, doskonale! — powiedział bardziej do siebie, kiedy Sasuke bezbłędnie odegrał trudniejszą część sztuki. — Wracając jednak do walki…

— Rozumiem, że proponujesz coś zamiast pięści — odpowiedział Fugaku, licząc, że Orochimaru trzymał jakiegoś asa w rękawie. Nie był pozytywnie nastawiony do zmian, zwłaszcza że pozostało naprawdę niewiele czasu i powinni skupić się na doskonaleniu detali, a nie zmianie poszczególnych scen.

— Dokładnie — odparł, wykrzywiając usta w niewielkim uśmiechu. Również mimowolnie nawilżył wargi koniuszkiem języka, po czym ponownie się odezwał: — Jakby nie patrzeć już i tak prawie robią za samurajów, więc dlaczego by nie dać im mieczy? — zapytał.

Fugaku nie odpowiedział od razu, zastanawiając się nad sensem słów choreografa. W zasadzie nie był to jakiś kosmiczny pomysł nie do zrealizowania, ale zapewne nie obejdzie się bez zwiększenia ilości prób. I wymyślenia nowego układu, w który wchodziłoby użycie mieczy.

— Masz jakiś konkretny plan? — odezwał się dyrektor, w głowie rozmyślając nad tą propozycją. Naprawdę nie wydawało się to złym posunięciem, ale nie był do końca pewny na ile mogą sobie pozwolić w ingerencję scenariusza, aby nie odbiło się to niekorzystnie na przedstawieniu. Całe szczęście, a może i nieszczęście, że pierwszy raz wystawiali tę sztukę, tak więc praktycznie mieli jeszcze duże pole manewru i wprowadzenie zmian nie było niewykonalnym zadaniem.

— O tak, bardzo konkretny — powiedział Orochimaru, z dokładnością śledząc poczynania aktorów na scenie. Tak, znoszenie kaprysów uchihowej gwiazdki warte było tego poświęcenia, żeby móc z tak bliskiej odległości obserwować wznoszenie się głównych bohaterów przedstawienia na sam szczyt. Co prawda nie do końca kierował się dobrymi intencjami, jak zwykle zresztą, ale nie potrafił inaczej. To uzależniało — rzucanie wyzwania aktorom, uczenie ich skomplikowanych układów, przyglądanie się licznym wzlotom i upadkom, a przede wszystkim móc być tuż obok i patrzeć na poniesioną porażkę, kiedy to presja otoczenia okazała się wyniszczającym czynnikiem. Choreograf lubił analizować powody, przez które tak wiele osób, będących praktycznie u szczytu sławy, poddawało się i w mgnieniu oka opadało na samo dno. Nie każdy potrafił poradzić sobie z ciągłym stresem, wygórowanymi wymaganiami czy spełnieniem oczekiwań względem rodziny. Wielu bało się, że prędzej czy później zhańbią swój klan, przyniosą wstyd bliskim lub nie podołają kolejnej roli w sztuce, na którą oczekiwały tysiące ludzi. A Orochimaru mógł tak po prostu stać i być biernym obserwatorem.

— Jeżeli osobiście dopilnujesz postępów, to masz wolną rękę w tej kwestii — stwierdził Fugaku po dłuższym namyśle. Rzeczywiście zastąpienie walki wręcz na walkę z użyciem mieczy mogło okazać się lepszym posunięciem. I efektowniejszym, przede wszystkim.

— Nie zawiedzie się pan na mnie — odparł choreograf, ciesząc się z aprobaty dyrektora.

— Trzeba będzie zwiększyć ilość prób — dodał jeszcze Uchiha, już tylko kątem oka rejestrując poruszenie na scenie. Nie przejmował się tym, że nieznacznie stracił zainteresowanie próbą, bo wiedział, że aktorzy dają z siebie sto procent nawet na zwyczajnych ćwiczeniach.

— Niewykluczone — zaczął Orochimaru, również otwarcie przyglądając się swojemu rozmówcy. — Ale nie powinno być żadnego problemu, poradzą sobie, w końcu są najlepsi, prawda? — wyjaśnił, po czym ponownie wbił wzrok w scenę.

— Zdecydowanie — potwierdził i również skupił się na doglądaniu postępów ćwiczących aktorów. Chwilę tak na nich patrzył, po czym zerknął na zegarek, aby sprawdzić, ile czasu pozostało do końca próby. Szybko przypomniał sobie, o której godzinie zaczęli i stwierdził, że za kilka minut powinni przejść do drugiej części przedstawienia. Taki przeskok w scenariuszu stwarzał dobrą okazję do tego, aby zapoznać pracowników z planem Orochimaru. — Na przerwie wdrożysz ich w plan, a później zakończymy próbę — wyjaśnił Fugaku.

— Koniec na dzisiaj? Tak wcześnie? — zapytał, samemu dziwiąc się decyzji dyrektora. Nigdy nie zdarzyło się jeszcze, aby pracę kończono przed czasem.

— Muszą zapoznać się ze zmianami, nie ma sensu ciągnąć dalej tego scenariusza, skoro i tak będzie przerobiony. Im wcześniej, tym lepiej — wyznał Uchiha, a jego ton jasno dawał do zrozumienia, że nie przyjmuje żadnego sprzeciwu. Wszystko miało pójść gładko, bez komplikacji. Poza tym faktycznie lepiej byłoby przygotować aktorów na pewne nowości, do których będą musieli się przyzwyczaić i czym prędzej przyswoić, zwłaszcza że nie zostało wiele czasu do głównego występu.

— Jak sobie pan życzy — odparł choreograf, a na usta wpłynął mu niewielki uśmiech. Zapowiadało się naprawdę ciekawie i te zmiany będą niezwykłym sprawdzianem umiejętności aktorów.

Fugaku już nic nie powiedział i wyczekiwał jedynie momentu przejścia do drugiej części, kiedy Sasuke miał powracać jako duch zmarłej postaci. Patrzył jak shitezure kolejny raz prowokuje gestem reakcję głównego aktora, jak syn poprawnie odtwarza swoją rolę, a chór i muzycy zdają się idealnie zgrywać. Szczerze mówiąc nie wyobrażał sobie lepszej ekipy, która mogłaby podołać tej konkretnej sztuce. Sasuke perfekcyjnie sprawdzał się w roli porywczego i nieprzewidywalnego wojownika, Naruto z kolei idealnie kontrastował z młodym Uchihą i wydawało się, że wymuszanie na nim reakcji przychodziło mu praktycznie naturalnie. Mimo że Uzumaki pełnił rolę tylko pobocznego aktora, to była to dość istotna rola do odegrania, właśnie ze względu na oddziaływanie shitezure na shite. Obserwacja postępów Naruto na scenie i tego, jak mężczyzna wpływa na pracę jego syna, utwierdziła go jedynie w przekonaniu, że podjął słuszną decyzję i zamiast Nejiego ostatecznie zatrudnił Naruto. Ta dwójka sprawiała wrażenie duetu doskonałego, przez co Fugaku wręcz napawał się dumą, że to on, dyrektor Narodowego Teatru Nō, miał ich w swoim zespole. Wiedział, że dzięki nim nie poniosą klęski, a publiczność nie wyjdzie rozczarowana z przedstawienia. Lepiej nie mógł ich dobrać, po prostu. Jeśli chodziło o scenę, to Naruto i Sasuke czuli się tam razem jak ryba w wodzie, dlatego też był pewny, że ta inwestycja wkrótce mu się zwróci. Z niemałą nawiązką.

Minęły kolejne minuty, podczas których Fugaku bacznie przyglądał się akcji kończącej pierwszą część sztuki. Sasuke właśnie symbolicznie miał popełnić seppuku, które zwiastowało zakończenie aktu, a Naruto stał tuż za nim, aby wywiązać się z roli kaishaku[3]. Nie bez powodu honorowe „samobójstwo" shite zostało umieszczone na końcu. Rytuał ten nie był przyjemny w oglądaniu ze względu na rozcinanie brzucha czy praktycznie odcinanie głowy przez pomocnika wykonującego seppuku. Poza tym, właśnie taka kolejność odegrania poszczególnych scen pozwalała na wplecenie do repertuaru krótkiego, odprężającego przedstawienia, które miało rozluźnić atmosferę po dość poważnym i wyniosłym charakterze spektaklu nō. Kiedy Uzumaki przygotowywał się do zadania ciosu w szyję Sasuke, z pokoju lustrzanego wybiegło dwóch aktorów, którzy mieli odwrócić uwagę publiczności od głównych postaci. W czasie, gdy nowi zabawiali widownię, shite wraz z pomocnikiem wycofali się za kulisy, aby tam przebrać się w inne stroje, w których występowali w następnym akcie.

Ten moment wykorzystał dyrektor teatru i, zanim wstał z fotela, skinął głową na choreografa, po czym skierował się do garderoby aktorów. Nadarzyła się idealna okazja, aby wdrożyć główne postaci w dość istotne zmiany, na które będą musieli przystać.


VvV

3 — kaishaku, z Wikipedii — postać pomocnicza w seppuku, odcinająca głowę osoby popełniającej samobójstwo w momencie jej agonii