Guest: Jak widać, popełniłaś błąd. Lubię moich bohaterów i niełatwo się z nim rozstaję. Bardzo dziękuję za komentarz, naprawdę go potrzebowałam.

Isabella369 : No co ty. Przyprawianie ludzi o palpitacje właśnie stało się moim nowym hobby. Ale jednakże tutaj Percy to po prostu Percy. Alfa to zmierzła historia, wręcz jakby z innej rzeczywistości... :) Równie ciepło pozdrawiam, mam nadzieję, że po dzisiejszym rozdziale znów zobaczę cie na liście czytających.

Będę się streszczać, bo czasu mam krótko, a i was jest dość mało.

Rozdział nie najdłuższy, ale bardzo zależało mi na tym, by go wstawić, bo za parę godzin wyjeżdżam do Chorwacji na dwa tygodnie. Postaram się przez ten czas pisać, ale ja i dotykowa klawiatura na komórce... nie bardzo ze sobą koegzystujemy.

Chciałam wam umilić ten czas oczekiwania, i spójrzmy prawdzie w oczy, także sobie. Mam nadzieję, że po dwóch tygodniach bez internetu, wejdę i zobaczę tonę opinii i stare, znajome twarze, za którymi zdążyłam już zatęsknić, oraz te nowe, których jeszcze nie zdążyłam poznać.

Nie zawiedźcie mnie, to i ja nie zawiodę was.

soundtrack : Z filmu "Host" (pol. Intruz)

Dedykowane Isabelle

(powody są chyba dość oczywiste)

Rozdział I

10 LAT TEMU

PIPER

- I co teraz?

Pytanie przecięło ciszę, jak miecz niedawno użyty do walki. Piątka herosów spojrzała niepewnie na syna Hadesa, a ten wzruszył ramionami.

- Musimy poczekać. Annabeth i Percy powinni tu być lada moment, – odparł, a po chwili dodał pod nosem- a przynajmniej taką mam nadzieję.

Cała szóstka westchnęła, próbując uniknąć wypowiedzenia na głos obawiającej ich myśli. A co jeśli się nie zjawią?

Piper ścisnęła mocno dłoń Jasona i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Chłopak wyraźnie chciał jej coś powiedzieć, ale ona puściła już jego rękę i zrobiła krok do przodu.

Stali, zalani dookoła ciemnością i bezsilnością. Przed nimi rozciągał się ponury tunel, który, jak przypuszczała dziewczyna, skrywał wejście do czeluści piekieł. Już stąd czuła ich przyciąganie i nie była w stanie obwinić pozostałych o to, że nie chcą zbliżyć się na krok. Ale Piper czuła, i wiedziała, że ma rację, że musieli iść dalej. To było ostatnie miejsce, które mogli uważać za schronienie, i dlatego przekroczenie tej niewidzialnej granicy było niemal bolesne.

Piper obróciła się przez ramię i rzuciła smutne spojrzenie Jasonowi. Ten skinął głową i złapał ją za dłoń. Nie uszło to uwadze pozostałych. Leo dostrzegł ich splecione palce i dumne spojrzenia i niemalże jęknął. Mimo to podniósł się z ziemi i dołączył do nich, jak przystało na prawdziwego przyjaciela.

- Co wy...? - Nico zmarszczył brwi i zaraz zaczął kręcić głową, jak szalony. - Nie. Nie, nie, nie. Nie możemy tam iść.

Hazel podeszła do brata.

- Nico, ale...

Chłopak cofnął się gwałtownie do tyłu, a jego oczy zapłonęły.

- Jak już tam wejdziemy, nie będzie odwrotu. Możemy już nigdy nie wrócić. Możemy zostać tam wessani, i całkowicie przepadniemy!- Po czym chłopak zwiesił głowę i opadł na ziemię. - Nie wiecie, jak tam jest. - Dodał szeptem. - Nie wiecie...

Na chwilę zapanowała cisza.

- Ale co z nimi? Co z Percy'm i Annabeth? Jeśli my mamy tak małe szanse… to oni? Jakie oni mają szansę? – Oczy Piper rozbłysnęły, wiedziała bowiem, że ma rację. – Musimy im pomóc, Nico. Musimy! Musimy przejść przez ten tunel, prosto do Wrót Śmierci i wyciągnąć ich z tego okropnego miejsca! I przysięgam ci, że jeśli nawet ich tam nie zobaczymy, to wejdziemy w sam środek piekła, żeby ich uwolnić.

Cała szóstka spojrzała po sobie i wszyscy wymienili nieme spojrzenia.

- Jesteśmy im to winni. – wyszeptała Hazel. - Jesteśmy to winni Percy'emu i Annabeth.

Półbogowie rzucili ostatnie spojrzenie ku wyjściu, po czym wpełzli w piekło.


NICO

Przejście korytarza było katorgą. Nico czuł, jak z każdej strony otacza go ciemność, i to zła ciemność. Każdy stawiany krok zdawał się być wiecznością i jednocześnie milisekundą. W uszy biła go cisza, brzęcząc jak natrętny komar w środku nocy. Chciał wziąć nogi za pas i zacząć uciekać, jak najdalej od tego miejsca, tej ciszy i ciemności, ale z tyłu czuł oddechy pozostałych. Tkwił w pułapce.

Korytarz zaczął zwężać się i Nica naszła kolejna fala niepokoju. Zatrzymał się na sekundę i jego uszy natychmiast wypełniły się delikatnym brzękiem.

- Cholera - mruknął i puścił się biegiem.

Z tyłu, za nim piątka herosów zareagowała, natychmiast doganiając go i zadając pytania, ale nie kłopotał się odpowiedziami. Przyspieszył i zaraz zostawił ich lekko w tyle. Brzęk mógł oznaczać tylko jedno. Ktoś umierał, właśnie w tej chwili. A syn Hadesa rozpaczliwie pragnął by ten ktoś nie był synem Posejdona, ani córką Ateny.

Wypadł zza ostrego zakrętu zbyt późno, by zrozumieć co się właśnie stało. Dźwięk w jego uszach rozdzwonił się, a u stóp padło mu martwe ciało.

Poczuł, jak z tyłu uderza go fala złożona z przyjaciół, którzy właśnie go dogonili. Zachwiał się pod ich ciężarem, i omal nie wywróciłby się na ziemię, gdyby opiekuńcza dłoń siostry nie przytrzymała go za ramię. Chciał uśmiechnąć się do niej w podziękowaniu, albo kiwnąć głową, ale jeden na co się zdobył, to był krótki charkot.

Usłyszał cichy pisk i natychmiast rozpoznał głos Piper.

- Za późno - wymamrotał. Ale wtedy jego uszy ponownie wypełniły się cichym brzękiem. Uniósł głowę, pewny, że oto już całkowicie zawiedli, i dopieor wtedy, tak naprawdę, zdołał się przyjrzeć temu, co było naokoło.

A naokoło rozgorzała się bitwa.

Ciało u jego stóp należało do jakiegoś bezimiennego śmiertelnika, a obok niego resztki zbroi. A pod Wrotami Śmierci, zdającymi się być czarną, oślizgłą materią, nie mogącą utrzymać miejsca, w samym środku wiru potworów, w ramię - w ramię walczyli pewien zielonooki brunet i szaroka blondynka.

Chłopak wbił ostrze miecza w ciało drakainy, a ta rozsypała się w zielony pył, jedynie po to, by zaraz zmaterializować się u jego pleców.

- Annabeth - krzyknęła Piper, dając upust radości. Kątem oka syn Hadesa dostrzegł łzy w oczach Hazel, a na twarzy Leona odcisk ulgi.

Nie mogło to jednak trwać długo.

Córka Ateny obróciła się, i ten błąd sporo ją kosztował.

Pięciometrowy cyklop, z którym właśnie walczyła, wykorzystał jej moment nieuwagi i posłał ją ostrym kopniakiem na drugi koniec jaskini.

Dziewczyna uderzyła w ścianę, a Nico mógł przysiąc, że usłyszał, jak wszystkie jej kości zagruchotały.

Już się nie podniosła.

Z drugiego końca jaskini syn Posejdona krzyknął rozpaczliwie i jednym ciosem załatwił dziesięć potworów. Jego miecz przecinał ciała ofiar, gdy z każdym krokiem próbował zbliżyć się do blondynki. Pozostali, jak rażeni gromem, rzucili się w wir walki, a ich umysł był nastawiony tylko na jedno: zabijanie.

Nie miało znaczenia, że nie mieli przewagi liczebnej. Nie miało znaczenia, że jest ich jeden do dwudziestu, a ich ofiary wciąż się odradzały.

Walczył.

Wezwał na swoje rozkazy amię szkieletonów i pozwolił by wojska wymieszały się ze sobą, tworząc gęstwinę chmur, pyłu i kurzu. Poczuł, jak opada na ziemię, a powieki zamykają się, pozwalając by jakiś niemiecki żołnierz rozpłatał piekielnego psa na pół, tuż przed jego oczami.