Donośny harmider na parterze obudził Severusa. Wstając z łóżka, złapał szybko różdżkę leżącą na stoliku i, w samych bokserkach, powoli podszedł do drzwi. Uchylił je, a jego nozdrza zostały zaatakowane mocnym zapachem kawy i jajecznicy na bekonie. Kręcąc z niedowierzaniem głową cofnął się do sypialni, założył szlafrok i zszedł do kuchni.
Spodziewał się Molly. W końcu tylko ona wchodziła do jego domu i rządziła się jak u siebie. Więc widok małego, obrzydliwego skrzata domowego niezmiernie go zaskoczył.
Skrzat miał na sobie czerwoną chustę, przewiązaną wokół pasa. Był mały, a jego pomarszczona skóra miała szarawy odcień. Zgrabnie operował patelnią, aby śniadanie się nie przypaliło, co jakiś czas sprawdzając grzanki w piekarniku.
Severus odchrząknął cicho. Wielkie, pomarańczowe oczy zwróciły się w jego stronę. Skrzat wyłączył ogień pod patelnią, zeskoczył na podłogę z szerokim uśmiechem i ukłonił się dotykając czubkiem długiego nosa podłogi.
- Głupek wita pana Snape'a. Głupek został przysłany przez panią Weasley, aby przygotować panu Snape'owi śniadanie i upewnić się, że pan Snape o osiemnastej pojawi się w Norze.
Mężczyzna nie bardzo wiedział, co robić. Nigdy nie miał skrzata i, szczerze mówiąc, nigdy nie chciał mieć. Mimo to usiadł przy stole i rzucił:
- Podaj mi śniadanie.
Głupek (swoją drogą był pewny, że takie imię nadali mu bliźniacy i miał dziwne przeczucie, że Molly nie była z tego zadowolona) szybko posmarował gorące tosty masłem, po czym podał mu talerz z jajecznicą i kubek czarnej, mocnej kawy. Severus nie bardzo wierzył, że skrzatowi uda się zrobić dobrą kawę, toteż zdziwił się, gdy jej spróbował i okazało się, że jest wprost idealna. Dokładnie taka, jaką lubi.
Zjadł, co mu podano, po czym zwrócił się do skrzata.
- Możesz wrócić do swojej pani.
- Głupek nie może. Głupkowi polecono, że ma być z panem Snape'm cały dzień i ma pomóc panu Snape'owi w przygotowaniu się do wyjazdu.
- Potrafię sam się przygotować, Głupku. Odejdź.
- Głupek nie może. Głupek ma słuchać wszystkich poleceń pana Snape'a, ale nie może wrócić do domu bez niego.
Severus, nic nie mówiąc, wstał i poszedł pod prysznic. Nie mógł uwierzyć, że Molly mu to zrobiła. Nie lubił skrzatów domowych.
Po kąpieli stwierdził jednak, że pani Weasley to złota kobieta. Od dwóch lat nie prasował prania, tylko wrzucał byle jak do szafy, nawet nie składając. Wyszukał wszystkie potrzebne ubrania i położył je na łóżku, po czym przywołał skrzata.
- Wyprasuj te rzeczy, złóż je i ułóż w torbie.
- Tak jest, panie Snape! – krzyknął Głupek i zabrał się do pracy.
Severus wyszedł z pokoju ze złośliwym uśmieszkiem. Wyprasowanie tego wszystkiego zajmie skrzatowi dobre pół dnia, więc on będzie miał czas dla siebie. Nadal nie mógł uwierzyć, że już jest piątek. Za parę godzin będzie siedział przy stole z ludźmi, którzy go nienawidzą. Starając się o tym nie myśleć, usiadł na kanapie i zaczął czytać kolejną książkę.
Głupek pojawił się znów o trzynastej. Postawił lunch na stoliku kawowym, życzył smacznego i wrócił do pracy. Ponownie zjawił się o siedemnastej z kubkiem parującej herbaty i ciasteczkami z czekoladą.
- Głupek wszystko naszykował, torba stoi przy drzwiach. Głupek wyprasował i ułożył również wszystko, co było w szafie pana Snape'a.
- Nie prosiłem o to.
- Pani Weasley mówiła, że pan Snape nie lubi skrzatów, dlatego rozkazała, aby posprzątać panu Snape'owi nawet, jeśli nie będzie prosił. Głupek wszystko zrobił i przypomina panu Snape'owi, że za godzinę muszą być w Norze.
- Pan Snape pamięta – syknął zirytowany.
Aportowali się tuż przy bramie Nory. Severus omal nie gwizdnął. Widać było, że młody Malfoy nie szczędził pieniędzy dla teściów. Budynek, choć zachował swój pierwotny kształt, wyraźnie był odnowiony, a ogród wypielęgnowany. Teraz przynajmniej nie miało się wrażenia, że wszystko zaraz się zawali.
Głupek poprosił go, aby poczekał na werandzie, po czym zniknął. Dosłownie kilka sekund później pojawiła się pani Weasley.
- Severusie, tak się cieszę, że jesteś! – wyszeptała uradowana i próbowała go przytulić. Ten jednak zrobił zgrabny unik. Pokręciła z niezadowoleniem głową.
- Witaj, Molly.
- Nigdy się nie zmienisz. W każdym razie, zanim wejdziemy, muszę ci powiedzieć parę rzeczy. Po pierwsze: nie powiedziałam nikomu, że będziesz. To ma być niespodzianka.
- Niespodzianką dla ciebie będzie, jak wejdę do środka i wszyscy zaczną we mnie strzelać zaklęciami – mruknął.
- Nie przesadzaj, wcale nie będzie tak źle. Druga sprawa… - zamilkła na chwilę - … chciałam cię poprosić, abyś był miły.
- Zawsze jestem.
- Wiesz, o co mi chodzi. Proszę, nie obrażaj nikogo…
- Czyli innymi słowy mam się nie odzywać?
- Severusie! – powiedziała oburzona.
Wzruszył tylko ramionami, a ona uśmiechnęła się szeroko.
- No to idziemy – rzekła i złapała go pod ramię.
Poszedł z nią, choć nie bardzo mu się to podobało. Jego umysł krzyczał, żeby wyniósł się stąd w cholerę, wrócił do domu i napił się whiskey. Nie chciał jednak zrobić Molly przykrości. Mimo wszystko szanował ją, bo była jedyną osobą, która o nim nie zapomniała.
Gdy weszli do kuchni, nikt ich nie zauważył. Wszyscy byli weseli i wybuchali co chwilę niekontrolowanym śmiechem. Nic dziwnego – każdy z nich miał kogoś bliskiego…
- Kochani! Zobaczcie, kto w tym roku spędzi z nami święta! – krzyknęła uradowana pani Weasley.
Cisza, która zaległa, gdy spojrzeli na Snape'a, drażniła uszy. Wszyscy byli zaszokowani – siedzieli z otwartymi ustami i rozszerzonymi oczami. Widać było, że nie podzielają entuzjazmu gospodyni.
W końcu wstał pan Weasley.
- Witaj, Severusie. Witaj! – starał się okazać jakąś radość, ale nie bardzo mu to wyszło.
- Dobry wieczór, Arturze.
Severus uścisnął jego dłoń. Chwilę potem wszyscy zaczęli wstawać i podchodzić do Snape'a, co nie bardzo mu odpowiadało. Pamiętał jednak, co obiecał Molly.
Potter miał dziwną minę. Pierwszy raz Snape nie był w stanie nic wyczytać z jego twarzy. Niby nie wyglądał na zachwyconego, jednak w jego oczach widział… ulgę?
Ronald podszedł razem z Charliem, Billem i Fleur, i był najmniej zachwycony z całej paczki. Charlie i Bill uśmiechali się sztucznie, natomiast głupia Francuzka chyba niedokładnie słuchała opowieści o Mistrzu Eliksirów, gdyż chciała ucałować go w policzek. Odsunął się z wyrazem obrzydzenia na twarzy, co ją widać zdenerwowało, bo prychnęła oburzona i odeszła. Chwilę potem z piętra dotarł do nich płacz dziecka, co kazało Fleur iść na górę by zająć się swoją pociechą.
Gdy podeszła do niego Granger, omal nie wybuchł. Widział, że się go bała. I dobrze: ona jest odpowiedzialna za śmierć Minerwy! Nie patrzyła mu w oczy i cała się trzęsła. Bąknęła tylko „Dobry wieczór, profesorze" i uciekła na swoje miejsce, czerwona na twarzy, chowając się za jakąś księgą.
Młody Malfoy podszedł wraz ze swoją żoną, Ginewrą, która, o zgrozo, była przy nadziei. Bez przerwy głaskała swój wydatny brzuch, a Draco nie odrywał od niej wzroku.
Największą niespodzianką dla niego okazali się bliźniacy. Podeszli jako ostatni, wcześniej szepcząc coś do siebie. Ich szerokie uśmiechy bardzo, ale to naprawdę BARDZO mu się nie podobały. Coś knuli, a Severus miał ku temu złe przeczucia.
- Usiądzie pan z nami, profesorze? – spytał jeden.
- Tak, jest wolne miejsce, dokładnie między nami – powiedział drugi.
Naprawdę nie miał pojęcia, jak Molly ich rozpoznaje. Spojrzał na kobietę, szukając ratunku, ta jednak wskazała mu miejsce między Fredem i Georgem, dokładnie naprzeciwko Granger. Zaklął szpetnie w myślach, po czy usiadł przy stole.
Po chwili wszyscy znów zaczęli ze sobą rozmawiać, podczas gdy pani Weasley podała kolację. Bliźniacy przyglądali się uważnie Severusowi, gdy nakładał jedzenie na swój talerz. Starał się ich ignorować.
- Wie pan, profesorze…
- W sumie to nie jest pan już naszym profesorem…
- A skoro ma pan spędzić z nami święta…
- Wypadało by się lepiej poznać…
- To może przejdziemy na 'ty'?
Severus powoli odłożył nóż i widelec, po czym zamknął oczy i policzył do dziesięciu. Zapowiadało się, że to będą najgorsze święta w jego życiu.
- Milczenie uznane za zgodę! – krzyknął jeden, a drugi podskoczył do barku, wyjął flaszkę i trzy kieliszki, które napełnił i podał najpierw Severusowi, potem Fredowi/George'owi, zatrzymując jeden dla siebie. Snape spojrzał na kieliszek i powąchał jego zawartość. Spodziewał się jakiejś trucizny. W końcu czego innego można się spodziewać po bliźniakach?
- No to sru! – zawołał radośnie jeden z nich.
- Na nic się nie zgodziłem.
- Daj spokój, Sev…
- Tak nam będzie łatwiej…
- Nie jestem Sev – warknął.
Bliźniacy zrobili smutne minki, a on zaklął w myślach. Kątem oka dostrzegł zawiedzione spojrzenie Molly. Czy ona nie zna swoich własnych synów? Severus doskonale wiedział, że czegoś od niego chcą. W sumie był ciekaw, co wymyślili. Mógłby się zgodzić, aby mówili mu po imieniu, by zobaczyć, co się wydarzy później. Spojrzał na Granger, która, cała czerwona na twarzy, siedziała ze spuszczoną głową i powoli grzebała widelcem w swoim talerzu. Potem na Pottera, Ronalda i Malfoyów, po czym stwierdził, że naprawdę potrzebuje kieliszka alkoholu, aby przetrwać ten obiad.
Zanim jednak powiedział cokolwiek przyjrzał się uważnie bliźniakom, którzy patrzyli na niego z nadzieją, i uśmiechnął się złośliwie. Zamknął oczy, skupiając się, by po chwili poczuć coś małego w swojej dłoni. Machnął ręką…
- Ałłłł! – wrzasnął jeden z bliźniaków – Powaliło cię?
Wszyscy zamilkli, przyglądając się małemu, srebrnemu kolczykowi, widniejącemu teraz w uchu Freda. Ten z wyrzutem spojrzał na Snape'a.
- Cóz… - zaczął Severus – Jakoś muszę was odróżniać.
Bliźniacy uśmiechnęli się szeroko, a reszta towarzystwa zaczęła się śmiać, co wcale się Snape'owi nie podobało. Nie lubił zwracać na siebie uwagi. Nawet Granger spojrzała w ich stronę z zaciekawieniem, odwróciła się jednak szybko, gdy napotkała wzrok Mistrza Eliksirów.
Czas mijał szybko i uczta powitalna dobiegła końca.
Gdy Severus w końcu leżał już w łóżku, nie mógł uwierzyć, że przeżył ten dzień. I – co więcej – nikogo nie skrzywdził. Choć Fred pewnie był innego zdania.
Przewracał się z boku na bok. Był ogromnie zmęczony, a jednak… Łóżko było zbyt miękkie, a poduszka zbyt nabita, aby mógł zasnąć. I miał wielką ochotę na herbatę.
Po dłuższym czasie dał w końcu za wygraną. Wstał, założył szlafrok, po czym zszedł na dół z książką pod pachą, mając nadzieję, że usiądzie z herbatą przy kominku i poczyta chwilę. Albo całą noc.
Jego plany legły w gruzach, gdy tylko wszedł do salonu. Przy kominku, na fotelu który chciał zająć, siedział nie kto inny, jak Hermiona Granger. Przeszedł obok, udając, że jej nie widzi, byleby jak najszybciej znaleźć się w kuchni. Ochota na napój mu przeszła, postanowił jednak go zrobić, podejrzewając, że jak wróci do łóżka, to znów go najdzie. A nie chciał oglądać nieszczęsnej Gryfonki częściej, niż to konieczne. Zaparzył mocną, czarną herbatę, po czym wypił ją szybko, parząc usta, podniebienie i gardło i przeklinając samego siebie. Na szczęście, razem z gorącem, po jego ciele zaczęła rozchodzić się błoga senność.
Przemknął do swojej sypialni, odprowadzany smutnym wzrokiem Hermiony.
