Dumbledore szedł przez stalowo szary korytarz, mijając dziesiątki drzwi, za którymi byli różni więźniowie. Brytyjski Instytut Dla Niebezpiecznych Przestępców i Szaleńców nie było miejscem dla osób o słabym sercu. Nawet utwardzeni weteranie czasami nie mogli znieść zbyt długiego przebywania w tym miejscu. Krzyki złości i bólu rozchodziły się po całym budynku, przyprawiając o dreszcze, każdego kto w nim przebywał. Strażnicy szli blisko z przygotowaną bronią, na wypadek, gdyby więzień sprawiał kłopoty. Dumbledore zignorował ich, ponieważ jego klient był w odosobnieniu w dalekim końcu budynku. Główny strażnik użył karty, która była kluczem, aby otworzyć przed nim metalowe drzwi, mając w tym czasie wycelowany przed siebie pistolet. Mężczyzna wszedł powoli, upewniając się, że więzień nie uciekł z klatki.
Dumbledore został odprowadzony na bok, ponieważ strażnicy musieli dokonać swojej zmiany. Po środku dużego pomieszczenia znajdowała się tak samo wielka, kwadratowa klatka. A wewnątrz niej był młody chłopak, nie mający więcej niż dziewiętnaście lat, powieszony do góry nogami na rozdartym prześcieradle, przywiązanym do szczytu klatki.
Obserwował smutno, jak młody chłopak rośnie. Niegdyś uważał go za nieoficjalnego wnuka, a teraz był uwięziony w tym mrocznym i niebezpiecznym miejscu. Wszystko dlatego, że został zmanipulowany. Jego serce zaczynało boleć z powodu, iż tak bystry młodzieniec, pełen potencjału stał się kimś takim.
Harry James Potter był kiedyś kimś wielkim.
Łatwo można było zauważyć, że chłopak nie brał kąpieli od kilku dni. Jego zazwyczaj miękkie, dzikie czarne włosy, stały się tłuste, a jego czysta skóra była pokryta starym potem, brudem i tatuażami. Mundur, który kiedyś składał się tylko z białej koszulki i spodni, stał się szmatą.
- Witaj, Harry - powiedział łagodnie Dumbledore, siadając na krześle, które stało kilka kroków od klatki.
Bez względu na to, jakim Harry stał się człowiekiem, Dumbledore zawsze miał do niego słabość. Przyglądał się, jak nastolatek otwiera swoje żywe, zielone oczy (takie same, jak u jego matki - Lily) i rozplątuje się z prześcieradeł.
Chłopak podszedł do krat i uśmiechnął się szeroko.
- Witaj, Albusie.
- Widzę, że znalazłeś dla siebie rozrywkę - Dumbledore uśmiechnął się łagodnie. Wiedział, że w ten sposób ich sesje stawały się łatwiejsze. Harry nienawidził rozmawiaćo swoich problemach, gdyż uważał, że są bez znaczenia. A teraz był niebezpieczny i łatwo było go sprowokować, więc musiał uważać na swoje słowa.
- Wiesz, wspinanie się po kratach jest zabronione - upomniał go delikatnie.
Harry wydął wargi.
- Ale tu jest taaak nudno! Kiedy mogę zagrać? Chcę zagrać ze strażnikami.On kocha oglądać, jak wywołuję bałagan wśród nich.
- A kim On jest? - zapytał swobodnym tonem. Jednak każdy w pokoju wiedział, kogo Harry miał na myśli.
Król Przestępczości.
- Mój Pączuś.
Dumbledore pogładził białą brodę w zamyśleniu.
- A dlaczego on chciałby, abyś grał ze strażnikami?
Musiał być ostrożny w zadawaniu pytań. Musieli dowiedzieć, jak pokonać mężczyznę, wydobywając informacje z nieświadomego tego Harry'ego.
Harry westchnął rozmarzony, a uśmiech wstąpił na jego twarz.
- Powiedział, że kocha, gdy staję się swawolny i agresywny. To sprawia, że jest napalony i chce mnie mieć.
Dumbledore nie odezwał się ani słowem, co o tym myślał. Miał wiele praktyk, jak utrzymywać neutralny wyraz twarzy w rozmowach ze swoimi pacjentami i otrzymywaniu zaskakujących informacji, jakie mówili. To nie pierwszy, ani zapewne nie ostatni, raz, gdy Dumbledore był świadkiem tego, że jacyś ludzie zostali wzbudzeni przemocą. I najwyraźniej Król nie był żadnym wyjątkiem. Ale musieli poznać jego słabości.
- Czy twój... Pączuś staje się... podniecony, gdy ktoś inny robi to samo? Czy ma innych takich jak ty?
Uśmiech Harry'ego w jednej sekundzie zamienił się w złowrogi grymas.
- Jestem JEDYNY! ON NIE POTRZEBUJE NIKOGO INNEGO! POWIEDZIAŁ, ŻE POTRZEBUJE TYLKO MNIE!
- Przepraszam, że cie zdenerwowałem, Harry. Ale musiałem zapytać, ponieważ ty dalej jesteś tutaj, a on jest na wolności. Skąd wiesz, że nie ma innych kochanków? Mógł zawieść twoją miłość i zaufanie. Zasługujesz na to? - naciskał dalej. Znalazł szlak i zamierzał go wykorzystać, o ile to możliwe, do czasy, gdy nie pojawi się coś innego.
Harry nie odpowiedział ale Dumbledore mógł zobaczyć walczące ze sobą uczucia w tych szmaragdowych oczach.
Tylko trochę więcej, trochę więcej zwątpienia.
- Harry - zaczął smutno - Ten człowiek się o ciebie nie troszczy. Manipuluje tobą. Odsunął cię od przyjaciół i rodziny. Twoi rodzice byli zdruzgotani, kiedy zobaczyli cię w wiadomościach, jako poszukiwanego zbrodniarza razem znim. Twoja matka płakała przez kilka dni, a ojciec i chrzestni byli bardzo zdenerwowani.
Kłamał, ale musiał mu pokazać, że jego rodzinie dalej na nim zależało. Żeby mógł wybrać ich, a nie Króla. Wtedy będzie o jedną osobę mniej pod jego wpływem.
- A twoi drodzy przyjaciele, Ronald i Hermiona. Bardzo za tobą tęsknią. Zawsze myślą o tobie z nadzieją, że pewnego dnia do nich wrócisz. Więc widzisz, Harry. Masz ludzi, którzy cię kochają i chcą, byś wrócił bezpiecznie do domu.
Nastolatek milczał przez kilka chwil. Głowę miał schyloną, a ręce oplatał barki tak mocno, że jego palce stały się białe. Potem szepnął coś tak cicho, że Dumbledore musiał poprosić go, aby powtórzył.
- Powiedziałem, że się mylisz - podniósł głowę, a w jego oczach błyszczała determinacja.
Dumbledore załamał się wewnętrznie. Harry wciąż uważał, że Król go kochał.
- Mylę? - zapytał.
Harry odsunął się od krat, a Dumbledore zaniepokoił się, że ten nie będzie chciał z nim rozmawiać, aż do ich następnej sesji.
- Nie znasz mojego Pączusia, Albusie. Może mi nie mówić, że mnie kocha, każdego dnia, każdej godziny ale pokazuje mi to swoimi czynami.
- Więc powiedz mi, dlaczego się mylę - zaproponował Dumbledore. W ręku miał swój notatnik i długopis, gotowy do zrobienia notatek o sytuacji między Królową a Królem Przestępczości.
Muzyka dudniła, ciała tańczyły, a migające reflektory były jedyną rzeczą, która oświetlała Nocny Klub. Większość osób spędzała tu noc na zabawie z przyjaciółmi, kochankami lub szukała kogoś na jedną noc, by ta stała się jeszcze lepsza. Dla innych był to czas, aby przeprowadzać lewe interesy, sprawiając, że wyglądali jak znajomi ale partnerzy, spędzający noc poza domem.
W strefie VIP, wysoki, przystojny mężczyzna o arystokratycznych cechach, kręconych brązowych włosach i zimnych, niebieskich oczach, siedział po królewsku na sofie, popijając drinka podczas swojego oczekiwania. Biała koszula miała pierwsze guziki odpięte, co uwydatniało jego długie nogi. Muzyka łagodniała, dudniąc w tle pomieszczenia.
- Cześć, Przystojniaku.
Mężczyzna nie zwrócił uwagę na tę osobę i poczekał chwilę, nim kiwnął do swoich ochroniarzy. W końcu odwrócił się, by skupić się na kobiecie, która siedziała uwodzicielsko naprzeciw niego. Fleur Delacour była znana jako najpiękniejsza kobieta w całej Europie. Francuska modelka, która wykorzystywała swój urok do spotkań, jakich chciała.
Ale rzeczą, o której nie wiedziała, było to, że król ulegał urokom tylko jednej osoby. I to nie była ona.
- Panno Delacour, co cię tu sprowadza? - zapytał w czysto biznesowy sposób.
Kobieta uśmiechnęła się uwodzicielsko.
- Słysiałam, że uciekłeś z Azilu.
- W rzeczy samej.
Nadąsała się, gdy Król nie zareagował tak, jakby chciała. Najpotężniejszy człowiek pochwaliłby ją, jeśli zrealizowaliby swoje zadanie i dlatego powinna zostać z nim, by się chronić. Ubrała nawet swoją najbardziej uwodzicielską sukienkę. To nie pozostawiało miejsca dla wyobraźni. Gdyby mogła sprawić, aby Król spojrzał na nią, gdy weszła w jego otoczenie, wszystko poszłoby zgodnie z planem.
Fleur Delacour miała na uwadze jeden cel. Uwieść Króla i zostać jego Królową.
Bez względu na wszystko.
- Jesteś taki niesamowity. Tak niesamowity męźczizna, jak ty potziebuje kobiety u swego boku, nieprawdaź? - Fleur wstała zmysłowo. Jej sukienka podwinęła się, częściowo pokazując co miała pod spodem. Zimne niebieskie oczy obserwowały ją bezinteresownie i wiedziała, że musi działać szybko albo to będzie jej koniec.
Usiadła okrakiem na jego biodrach, kładąc mu ręce na piersi. Mężczyzna nie zasygnalizował strażnikom, by ją zatrzymali więc uznała, że mu się to podoba.
- Mogę zostać twoją Królową - poruszyła się na jego biodrach i już miała zacząć całować jego szyję, nim ten ostro chwycił ją za włosy.
Zimne niebieskie oczy spojrzały na nią, a wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł strach.
Jego zabójczy uśmieszek nie pomagał w złagodzeniu jej obaw.
- Zakładasz zbyt dużo, Panno Delacour. Mam już Królową, a on nie chciałby, abyś próbowała zająć jego miejsce. On staje się dość niebezpieczny... kiedy jest zły. - Zamruczał niebezpiecznie Król.
- On? - zapytała zmieszana.
Król tylko uśmiechnął się, zanim puścił jej włosy. Nie miała czasu, aby ukoić ból głowy, gdyż została zdarta z kolan Króla i rzucona na szklany stolik. Boczne części i rogi stołu bez wątpienia zostawią po sobie ciemne sińce. Spojrzała w górę, by dostrzec innego mężczyznę obranego w obcisłe czarne spodnie i krwistoczerwoną koszulę. Ten piorunował ją żywymi zielonymi oczami. Z jego wyglądem, doszła do wniosku, że najprawdopodobniej był nastolatkiem od szesnastego do osiemnastego roku życia.
- Trzymaj łapy z dala od mojego Pączusia! - warknął młody mężczyzna.
To ją wkurzyło. Kim ten chłopczyk myślał, że jest? Król nigdy nie zwróciłby uwagi na kogoś tak chudego, skoro mógł mieć kogoś takiego jak ona.
- Jesteś tylko małym chłopcem. Wracaj do domu do swojej mamy - uśmiechnęła się, zadowolona z siebie.
Chłopak prychnął, nim pomysł pojawił się w jego głowie. Uśmiechnął się z wyższością, siadając na kolanach Króla. Posłał jej szyderczy uśmieszek, zanim pocałował mężczyznę. Pocałunek nie był wcale niewinny, a nastolatek jęczał głośny, gdy Król mruknął z aprobatą. Gdy oderwali się od siebie, strużka śliny łączyła ich usta. Król natychmiast wrócił do całowania i ssania szyi chłopaka, gdy spojrzał okrutnie w dół na Fleur.
- Jesteś niczym. Mój Pączuś nie potrzebuje jakiejś dziwki, jako swojej królowej. On ma mnie.
Fleur warknęła, gotowa wydrapać mu oczy jej ostrymi paznokciami. Podniosła się do ataku.
BUM!
Upadła martwa o podłogę.
Harry odłożył pistolet jego Pączusia z powrotem do kabury, zadowolony, że kobiety już nie było.
- Weź ciało i nie przeszkadzaj nam - nakazał Król, wracając do całowania szyi swojej Królowej - Byłeś taki seksowny. Kocham, gdy się złościsz, Kochanie.
- Dlaczego pozwoliłeś jej się dotknąć? Nie jestem dla ciebie wystarczająco dobry, Tom? - syknął ze złością. Wściekł się, gdy zobaczył, że kobieta odważyła się dotknąć jego Pączusia i że ten jej nie zatrzymał. To sprawiło, że jego serce ścisnęło się z bólu i paliło z zazdrości.
Król chwycił twarz Harry'ego w dłoń, palcami pocierając jego miękką skórę.
- Ta kurwa nic dla mnie nie znaczyła, Kochanie - oznajmił - Tylko ty się dla mnie liczysz. Przyznaję, że pozwoliłem jej mnie dotknąć, ponieważ chciałem zobaczyć, jak dajesz jej nauczkę. Aby zobaczyć, jak twoje piękne oczy błyszczą z gniewu.
Harry wydął wargi.
- Przysięgasz?
Król milczał ale wyciągnął niewielką paczkę z kieszeni i podał ją swej Królowej. Harry spojrzał na niego pytająco. Na skinienie Króla, wziął od niego pakunek. Sapnął z zaskoczenia. Trzymał właśnie w dłoniach złoty medalion z wężem, układającym się w literę "S". Znał tę ozdobę.
Szerokie, zaskoczone, zielone oczy spojrzały w łagodne niebieskie oczy.
- Pączusiu?
Z tym naszyjnikiem, przysięgam, że tylko ty się dla mnie liczysz.
- Och! Pączusiu!
Pocałunek był szorstki, zaborczy ale także delikatny i pełny miłości, którą tylko Harry otrzymywał od Króla. Nikt inny nie posiadał serca Króla, aż do teraz. Będą razem na zawsze, rządząc Światem Przestępczym.
Dumbledore wpatrywał się w zielone oczy, w których dostrzegał miłość i oddanie Królowi. Choć wielu mówiło, że jest na straconej pozycji, dalej w wierzył, że Harry się opamięta i zobaczy, że Król manipulował nim przez cały czas. Ponieważ Król nie kocha. Uważał to za słabość i pozwolił Harry'emu stać się tym słabym, w przeciwieństwie do niego samego.
Westchnął po czym spojrzał ze smutkiem na młodego człowieka.
- Miałem nadzieję, że zobaczysz, że manipuluje tobą nawet teraz. Ale wygląda na to, że nasza sesja dobiegła końca.
Dumbledore wstał z fotela przez pożegnaniem się.
- Do jutra, Harry.
Był już prawie przy drzwiach, gdy Harry krzyknął jego imię.
- Tak, Harry?
Harry uśmiechnął się złowrogo, posyłając tym dreszcze wzdłuż jego kręgosłupa.
- Mój Pączuś wie, Albusie.
- Wie, co? - spytał Dumbledore.
- Wie o tobie i Grindlewaldzie! Wie! Wie! - wyśpiewał ostatnią część.
Dumbledore zamarł. Skąd mógł wiedzieć?! Był pewien, że jego przeszłość z tym człowiekiem skończyła się i nikt o niej nie wiedział. Gdyby ktoś dowiedziałby się o jego kontaktach z Grindelwaldem, zostałby zniszczony.
- Hahahahahahah! Nie ma ucieczki, Albusie! Mój Pączuś wie! Hahahahahaha!
Dumbledore szybko wyszedł z pokoju, wciąż słysząc śmiech Harry'ego, mimo, że był już daleko od tamtego miejsca. Śmiech dręczył go przy każdej myśli o przeszłości.
Był pewien jednej rzeczy, Król nie może być niedoceniony.
