Oryginalny Tytuł: Time to Put Your Galleons Where Your Mouth Is

Autorka: Tsume Yuki

Zgoda: Jest

Tłumaczenie: Mineya

Beta: brak

Raiting: T

Fandom: Harry Potter

Link: s/10610076/1/Time-to-Put-Your-Galleons-Where-Your-Mouth-Is

Wybaczcie tamtą wersję, nie mam pojęcia co się stało. Choć mam pewne podejrzenia... Mam nadzieję, że wszystko jest teraz w porządku.

Wraz z młodszym bratem

Siedząc przy łóżku swojego młodszego brata, Harry James Potter, znany teraz wszystkim jako Turais Rigel Black, powoli przesunął palcem wskazującym po bliźnie znajdującej się jak zwykle na jego czole. Walburga krzyczała i skrzeczała, kiedy przyszła obudzić go rankiem pierwszego listopada, i zobaczyła na poduszce krew. Podobno w czasie snu wydrapał sobie błyskawicę na czole. To był zupełnie nowy sposób na zdobycie tego znamienia, ale teraz była to tylko zwykła blizna, jak to ujął dawno temu Draco Malfoy.

Jego najnowsza matka była wściekła, że ta niedoskonałość szpeci mu twarz, do momentu, kiedy Orion zwrócił jej uwagę, że znamię ma kształt runy Sowilo, oznaczającej przewodnictwo i sukces. Walburga najwyraźniej, w przeciwieństwie do swojego męża, nie wybrała Starożytnych Run jako przedmiot dodadkowy.

Po tym, pani Black zdawała się to zaakceptować, a nawet z dumą pokazała jego bliznę Arcturusowi, ojcu Oriona, czyli nowemu dziadkowi Harry'ego. Starszy mężczyzna pomruczał trochę pod nosem, lekko szturchnął bliznę, ale nie zrobił nic więcej. Później zostawiono ją w spokoju. Jego rodzice bardzo się martwili, bo Harry nie powiedział jeszcze w ogóle ani słowa. Stworka przydzielono do czytania mu książek, kiedy tylko elf miał czas wolny, więc zarówno on jak i Syriusz spędzali zwyczajowo godzinę bądź dwie dziennie na słuchaniu opowieści o Merlinie i Morganie.

- Turais? Już się obudziłeś? Są dla ciebie prezenty! Turais, gdzie jesteś?

Harry uśmiechnął się lekko, patrząc jak oczy Syriusza otwierają się w nieprzyjemnym zaskoczeniu na dźwięki krzyczącej banshee, którą była ich matka, a niebieskie kule robią się wilgotne. Oczy Harry'ego były w odcieniu typowej dla rodziny Black szarości, chodź doskonale zdawał sobie sprawę, że ilekroć używał potężniejszej niż przeciętny człowiek magii, lśniły one zwyczajową zielenią.

Mały Syriusz przed nim, nie liczący sobie nawet pół roku, wydał z siebie cichy okrzyk i w tym momencie Harry wiedział, że zaraz zacznie płakać. Sięgnął więc do swojego wnętrza, chwycił magię, którą wciąż nieco niestabilna uciekała z jego uścisku i wyciągnął na zewnątrz.

Wokół nich utworzyły się kule światła, różnych rozmiarów i kolorów. Harry wykręcał światła do momentu aż setka Patronusów tańczyła wokół łóżeczka Syriusza. Łapa, który skakał tam i z powrotem, nie większy niż noga Harry'ego, został zastąpiony przez Rogacza, a potem Lunatyka. Trio krążyło wokół siebie, ganiając się wzajemnie, gdy Syriusz wydał z siebie cichy pisk. Jego wzrok nie był jeszcze wystarczająco dobry, aby był w stanie rozpoznać postacie, jednak fakt, że cieszył się z ich powodu był wystarczający dobry dla sterującymi ruchami zwierząt Harry'ego.

Odgłos gwałtownego wciągania powietrza dobiegający zza jego pleców pozwolił Harry'emu zorientować się, że nie jest już sam w pomieszczeniu. Odwrócił się, aby ujrzeć swojego ojca i matkę wpatrujących się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą wesoło psocili Huncwoci.

- Co to było, Turais? Gdzie ty używasz magii?

Walburga rzuciła się do przodu i porwała Harry'ego do góry, a ten wił się i wiercił, aż znowu znalazł się twarzą w twarz z Syriuszem. Jego nowa matka wydała z siebie zirytowanyy pisk i przekazała go Orionowi, który trzymał go w pasie w taki sposób, aby nie był zbyt blisko swojego brata. Nie pozostawili go zbyt blisko z małym Syriuszem, a on nie miał pojęcia dlaczego, ale bardzo go to irytowało.

- Siri smutny.

Wielki Merlinie, jak on nie znosił mówienia w taki sposób, ale przyciągnąłby do siebie jeszcze więcej uwagi, gdyby zaczął mówić pełnymi zdaniami.

- Co robiłeś, Turais? Mówiliśmy ci, że używanie magii w pobliżu Syriusza jest bardzo niebezpieczne. Jest jeszcze za młody.

Harry mógł zrozumieć niepokój Oriona. Mówcie co chcecie o dwóch Blackach, ale byli naprawdę bardzo opiekuńczy. Nawet jeśli mieli zabawne sposoby na okazywanie tego. Orion był o wiele spokojniejszy niż jego żona. Choć może Harry powinien pokazać na co naprawdę go stać i wtedy pozwolą mu pozostać bliżej Syriusza?

- Szczeście! - zaseplenił finalnie Harry, ponownie przywołując małego patronusa Łapy i pozwalając psu na powrót tańczyć wokół Syriusza, a przedtem każąc mu dotknąć jeszcze palców Oriona.

Mężczyzna prawie go upuścił.

- Salazarze! Walburga, to był patronus! Poczułem to! Wystarczy dotknąć, zobaczysz, że tym właśnie jest.

Harry skierował psa, aby wskoczył na ramię matki i otrzepał sierść. Walburga mocniej ścisnęła trzymanego Syriusza. Harry znowu został obrócony, dopóki nie patrzył w oczy Orionowi. Zamrugał z taką niewinnością, jak tylko mógł.

- Czy robisz to świadomie? Czy przyzywasz tą magię, aby Syriusz był szczęśliwy?

Harry udawał, że się zastanawia, po czym pokiwał głową i na powrót przyzwał Rogacza oraz Lunatyka. Obaj natychmiast zwrócili się w stronę Walburgi, która odłożyła rozbawionego Syriusza aby zrobić im zdjęcie w otoczeniu dwóch patronusów, które przyzwał Harry.

- Nikt by nam nie uwierzył, jeśli nie mielibyśmy dowodu!

Walburga wymaszerowała z pokoju, z całą pewnością, aby bezpiecznie schować dowód na wydarzenia z dzisiejszego tak szybko, jak to tylko możliwe. Harry patrzył, nieco speszony na odejście kobiety. Tyle dumy ze spadkobiercy rodu Black.

- Powinniśmy zatem zejść na dół?

Leżąc prawie w całości pod choinką, Harry poruszał się pomiędzy toną prezentów przysłanych jemu i Syriuszowi przez pozostałe ciemne rodziny, znajdujące się na szczycie politycznego łańcucha w magicznym świecie. Było wśród nich kilka trafionych podarków, ale nie mógł używać w tej chwili kabury na różdżkę zrobionej ze smoczej skóry. Cóż, mógł, ale musiałby nieco ją zmniejszyć i przywołać Czarną Różdżkę, co niewątpliwie doprowadziłoby jego rodziców do zawału.

Walburga, okazując prawdziwie matczyną troskę, co zaskoczyło Harry'ego, tuliła śpiącego Syriusza do piersi, podczas gdy Orion poszedł powitać kuzyna wychodzącego z kominka. Trzy siostry Black powinny pojawić się tylko na godzinę bądź dłużej, w celu podarowania prezentów i podziękowania za otrzymane. I on, z racji tego, że w tym roku nie prześpi tego wydarzenia, będzie musiał zrobić to samo. Cholera. Nie podobało mu się to.

Narcyza miała zaledwie dwa lata, co czyniło ją pół roku starszą od niego. Andromeda była starsza o cztery lata, a Bellatrix urodziła się sześć i pół roku przed nim, sprawiając, że była dumną ośmiolatką. Harry był po prostu wdzięczny, że był na tyle młody, że Walburga nie widziała sensu zabierać go na rodzinne spotkania, jednocześnie pozwalając wszystkim przychodzić do niego. Miał jednak nieprzyjemne uczucie w brzuchu, że już nie długo będzie dane cieszyć mu się tym uprzywilejowanym statusem.

Nie zawracając uwagi na odgłosy buchającego ognia, Harry wreszcie zauważył podarek, który go tu przywiódł. Małe pudełko owinięte starannie w czarny papier z lekkim połyskiem. Śmierć przysłała swój standardowy podarek.

Rozrywając papier, znalazł pod nim bransoletkę dla niemowląt ze znakiem Insygniów Śmierci umieszczonym pomiędzy dwoma paskami miękkiej skóry. Z doświadczenia wiedział, że ozdoba będzie rosła razem z nim, ostatecznie stając się prostym łańcuszkiem z tym samym znakiem. Symbol będzie stawał się ciepły, z każdym przypadkiem użycia przez niego jednego z Insygniów. Jeszcze jedno przypomnienie tego, kim był.

- Wesołych Świąt, ciociu Walburgo.

Chór złożony z trzech głosów wyrwał Harry'ego z zadumy. Małe westchnienie wydobyło się z jego ust, gdy założył bransoletkę na nadgarstek. Nie zniknie ona z jego nadgarstka, chyba że na jego wyraźnie życzenie.

- Turais, wyłaź z pod tego drzewa!

Krzywiąc się, Harry ostrożnie wycofał się, podnosząc głowę, gdy tylko miał nad nią odpowiednio dużo miejsca, by objąć wzrokiem pokój. Spojrzał na swoje kuzynki. Narcyza była tam jedyną blondynką, jak się tego zresztą spodziewał, i wyglądała niewinnie i młodziutko, siedząc na kanapie obok ciotki. Andromeda zajęta była gruchaniem nad Syriuszem i pytaniami, kiedy będzie on na tyle duży, aby się czołgać, co oznaczało...

- Cześć, mały Turaisku.

Dobry Boże, to zdanie zaczynało jej towarzyszyć już w dzieciństwie.

Harry usiadł z powrotem, marszcząc brwi, jednocześnie mentalnie wyrzucając wuja i ciotkę z domu.

- Witaj Bell - mruknął czarnowłosy, a jego twarz była całkowicie bez wyrazu. Bellatrix wyglądała na niego wytrąconą z równowagi z powodu tego, że nie płakał, czy coś, bo jej wielkie, ciemne oczy rozszerzyły się z zaskoczenia.

- Turais, chodź tutaj i pokaż swojemu wujostwo magię, którą wykonałeś dziś rano.

Harry walczył z chęcią warknięcia. Nie był małpą cyrkową i gdyby był jakimkolwiek innym dzieckiem - biorąc pod uwagę fakt, że żadne inne dziecko nie było zdolne do takiej magii - nie byłoby szans na powtórkę. Jednak on był tym, kim był i jeśli jego tak zwany "geniusz" miał ukazać się wcześnie, to musiało to następować już.

W związku z tym Harry zaczął iść na niepewnych nogach, gdy Bellatrix relacjonowała swój ostatni atak przypadkowej magii.

- Ogacz, Apa czy Unatyk?

- Czy potrafisz jednocześnie kontrolować wszystkie trzy?

Orion wszedł do pokoju, a za nim maszerował Stworek, trzymając wszystkie prezenty za pomocą magii.

Harry przygryzł wargę, patrząc na obudzonego Syriusza, po czym pokiwał głową. Przekręcając nadgarstek i lekko poruszając palcami, chłopiec patrzył jak jego patronusy tańczą swobodnie. Mały Lunatyk i Łapa ścigali się wokół pokoju i tańczyli przed oczami wszystkich, gdy Syriusz wydał z siebie chichot. A żeby dopełnić wrażenie, Harry dopilnował, aby Rogacz w pełnym wymiarze biegał po dywanie, a następnie dmuchnął we włosy Narcyzy, która wydała okrzyk zaskoczenia.

- Słodki Salazarze, to patrunus.

- Nigdy wcześniej nie zrobił dużego! Wszystkie trzy były małe. Turais, czy możesz sprawić, aby cała trójka była duża?

Orion przykucnął, aby znaleźć się na tym samym poziomie co Harry. Chłopiec zdecydował się wyciągnąć ramiona z wyraźną prośbą, aby go podnieść. Nie nosili go odkąd nauczył się chodzić samodzielnie, zostawiając jedynie Stworka, aby upewnić się, że może sam zejść po schodach. Wyglądało jednak na to, że zainteresują się nim teraz trochę bardziej.

Dwie duże dłonie owinęły się wokół niego, unosząc go do momentu, aż opierał się o bok Oriona. Był on znacznie wygodniejszy do oparcia się niż Walburga, która wyglądała na zirytowaną tym, że Orion wciąż go niańczy.

W odpowiedzi Harry zmusił zarówno Łapę jak i Lunatyka, aby dołączyli do Rogacza. Patronusy rosły do momentu, aż na dywanie siedziały trzy pełnowymiarowe, lśniąco niebieskie stworzenia.

- To jest wilkołak.

- Cygnusie, ten chłopiec podtrzymuje trzech patronusów bez różdżki.

Jego ciotka, Durella, wydawała się być najbardziej zrównoważona. Była również powodem jasnych włosów Narcyzy, co było oczywiste.

Ponownie opuszczając nadgarstek, Harry pozwolił patronusom zniknąć i patrzył, jak dorośli zaczynają rozmawiać o nim, wyglądając jak stado hien walczących o zwłoki.

- Myślałem, że kłamiesz, mówiąc że Turais wysadził okna w dniu jego narodzin.

- Nie muszę kłamać. Turais jest wyjątkowy, jak przystało na dziedzica rodziny Black.

Harry spojrzał na swoją nową biżuterię, zauważając, że symbol nie jest już z metalu, a z miękkiego plastiku, idealnego do gryzienia. Śmierć zawsze bardzo na niego uważała, w szczególności gdy był w tak podatnym na zranienia, małym ciele. Tym razem jednak spóźniła się z gryzakiem, co było irytujące.

Bellatrix starała się ponownie zwrócić na siebie uwagę, niemal podskakując przed swoimi rodzicami, którzy wciąż ''rozmawiali'' z Walburgą.

Dłoń przeczesała mu włosy, co sprawiło, że Harry oderwał się od swoich myśli i zaczął poszukiwać źródła. Ojciec uśmiechał się do niego, zanim zszokował go już całkowicie, gdy pocałował go w skroń.

- Będziesz wspaniałym synem.

Harry mógł tylko pokiwać lekko głową, zaskoczony. Może udałoby mu się powstrzymać tę rodzinę przed wzajemną nienawiścią, gdyby spróbował wystarczająco mocno.

Ale nie pokładał w tym wielkich nadziei.

Hmmm, więc potrzebuję bety. Najlepiej takiej, która zna się na przecinkach oraz potrafi ładnie bawić się słowami i zdaniami. W tym tłumaczeniu mam ogromny problem z "zsensowaniem" zdań, choć mam nadzieję, że nie widać tego tak bardzo. Jeśli jest ktoś chętny, to proszę pisać :)

Oh, i z trochę mniej przyjemnych wiadomości. Do 12 kwietnia rozdziały będą się pojawiać nieregularnie, rzadko, a może nawet wcale. Jest to spowodowane zbliżającymi się egzaminami i ogromem nauki do nich. Ehhh, mam nadzieję, że uda mi się jednak wstawić ze trzy rozdziały... No nic. Proszę o cierpliwość wobec mojej osoby. I na pewno nie zamierzam porzucać tego tłumaczenia!