Bardzo dziękuje za komentarze.

Filigranka: Kurcze nie wiem, jakoś mi nie podchodzi ten kwadrans, przepraszam. Może dlatego, że sama raczej częściej używam sformułowania "za piętnaście". Bardzo dziękuję za dorwanie tego małego html który mi się tu wkradł. I oczywiście za miłe słowa :)

Zapraszam na kolejny rozdział.


- Słucham, Stark Industries.

- Co masz na sobie?

- Spodnie od dresu. Kapcie. Koszulkę z napisem „Mój szef aż się prosi o pozew za molestowanie seksualne".

- Och, ty flirciaro.

- W czym mogę panu pomóc, panie Stark?

- Jestem na zakupach i potrzebna mi kobieca opinia. Mogłabyś zejść na dół?

- Przykro mi, panie Stark, mam papierkową robotę, którą chcę skończyć jeszcze dziś. Ale mogę dać panu jakieś rady telefonicznie.

- I jesteś w stanie pogodzić ze sobą te dwie czynności naraz?

- Popijając przy tym kawę.

- Za mało ci płacę.

- Jestem tego w pełni świadoma. To do zakupu czego konkretnie jest panu potrzebna kobieca opinia?

- Potrzebuję czegoś w stylu: „Jesteś piękna, mądra, zabawna i chciałbym, aby umowa pomiędzy firmą twojego ojca a moją przebiegła pomyślnie. Ale proszę nie pojawiaj się u mnie następnym razem mając na sobie jedynie płaszcz".

- Rozumiem, że nie układa się panu za dobrze z córką Dona Kellara.

- Wręcz przeciwnie, wszystko idzie aż zbyt dobrze. Ona ciągle za mną łazi, nawet była u mnie w biurze…

- Skąd przyszło jej do głowy, że pana tam zastanie?

- Bardzo śmieszne, Potts. To jeszcze nie koniec.

- Przepraszam, panie Stark. Zamieniam się w słuch.

- Potrzebuję zakończyć to jak najszybciej, ale w jakiś taki przyjazny sposób. W przeciwnym wypadku skończymy jako jedna z tych par, które chodzą na rodzinne imprezki i dopasowują ubrania do siebie nawzajem.

- Nie sądzę, aby jej sukienki dobrze na panu wyglądały.

- Panno Potts, czy pani widzi w tym coś zabawnego?

- W sposób, którego nie jest pan w stanie nawet sobie wyobrazić.

- Dobra, w porządku. Kpij sobie dalej z tego fantastycznego, przystojnego gościa, który co miesiąc zasila twoje konto w banku. Tylko powiedz mi co jest bardziej „lubię-cię-a-teraz-spadaj": kwiaty czy biżuteria?

- Może pan sięgnąć wyżej i kupić jej wyspę. Po czym ją na niej zostawić.

- Kuszące… ale nie. Zapewne wróciłaby po pięciu latach z długą brodą i niezdrowym przywiązaniem do piłki od siatkówki.

- To może bilet na tygodniowy wyjazd do Paryża? Myślę, że zrozumiałaby aluzję, gdyby nie pojawił się pan na lotnisku.

- Auć, Pepper, to by mogło być zbyt szorstkie.

- W ten sposób rozwiązał pan ostatnie cztery związki.

- Dwa. I za każdym razem nieźle mi się od ciebie oberwało. O co chodzi? Czyżbyś nie lubiła Christy?

- Tak się składa, że spośród wszystkich pańskich kobiet ona ma najwięcej z panem wspólnego.

- Co masz dokładnie na myśli?

- Kim był jej ostatni chłopak?

- Hmm… Zdaje się, że to był jakiś prawnik, zajmujący się ochroną środowiska. Chad albo jakoś tak.

- Spotykała się z prawnikiem od ochrony środowiska w tym samym czasie, gdy jej ojciec przejął jedną z największych rafinerii spoza Arabii Saudyjskiej? Kto był wcześniej?

- Wydaje mi się, że to był lider partii socjalistycznej.

- Pomimo, że Keller jest zatwardziałym Republikaninem. A przed nim?

- Inżynier od hybrydowych samochodów. Do czego zmierzasz?

- Czy nie uważasz, że to trochę podejrzane, że ona spotyka się tylko z facetami, którzy doprowadzają jej ojca do szału?

- Czekaj… sugerujesz, że ona spotyka się ze mną tylko dlatego, że ma jakiś konflikt z ojcem? Że wykorzystuje mnie dla jakiejś chorej satysfakcji?

- Tak. Dokładnie tak, jak pan wszystkie swoje poprzednie kobiety.

- To jest… cholernie podniecające.

- Rozłączam się.