Regulus rzucił się biegiem w kierunku, w którym odszedł Severus. Problem pojawił się dopiero, gdy znalazł się na rozwidleniu dróg. Jedna z nich prowadziła w drogę powrotną do Hogwartu, a druga w dół wioski. Z jednej strony, jeśli chłopak rzeczywiście nie miał pieniędzy, prawdopodobnie wrócił do zamku, jednak, jeśli los sprzyjał młodemu Blackowi, to starszy Ślizgon zdecydował się wykorzystać ten wolny czas, pozostając w wiosce.
Ostatecznie, wiedząc, że nie miał już nic do stracenia, ruszył w kierunku Gospody Pod Świńskim Łbem; miejsca wystarczająco ponurego, by przypadło do gustu Severusowi. Zwłaszcza, że alternatywami była albo cukierkowa kawiarenka, albo zatłoczony pub Pod Trzema Miotłami.
Przemieszczał się lekkim truchtem, by nadrobić stracony czas i w końcu, jakieś czterdzieści stóp od gospody, dojrzał go. Przyspieszył kroku i, gdy był już wystarczająco blisko, krzyknął:
— Severusie, poczekaj na mnie!
Snape doskonale słyszał, że ktoś go woła, ale zignorował tę osobę. Nie chciał żadnego towarzystwa, właściwie nie miał nawet specjalnej ochoty rozmawiać z kimkolwiek.
Regulus, nie widząc reakcji ze strony Ślizgona, rzucił się do biegu. Czuł, że wyglądał wyjątkowo głupio i modlił się, by jednak nie pojawił się nikt znajomy. To by dopiero plotki ogarnęły całą szkołę… Miał jednak szczęście i wystarczająco szybko dogonił chłopaka, by nie musieć urządzać scen w gospodzie, a kiedy już znalazł się wystarczająco blisko, złapał go za ramię.
Kiedy Severus poczuł dłoń na swoim ramieniu, niewiele myśląc, przyszpilił osobnika do ściany Świńskiego Łba, przyciskając mu różdżkę do gardła.
— Black? — Severus nie udawał zdziwienia. — Czego ty jeszcze chcesz? — spytał, nie kryjąc rozdrażnienia.
— Porozmawiać, przysięgam, że tylko porozmawiać — wycharczał w odpowiedzi, patrząc na chłopaka błagalnym wzrokiem. Westchnął z ulgą, gdy Severus, nie spuszczając z niego wzroku, powoli opuścił dłoń z różdżką.
— Jak ci się nudzi, to poszukaj innego towarzystwa, bo ja nie jestem zainteresowany.
Regulus potarł bolące miejsce, patrząc na chłopaka urażonym wzrokiem. Niby dzielił ich raptem rok różnicy, ale Snape był od niego znacznie wyższy, co dodatkowo onieśmielało Regulusa. Nie lubił, gdy ludzie parzyli na niego z góry. To był ten moment, gdy spoczywająca w rodzinnym skarbcu niemała fortuna, nie miała żadnego znaczenia.
― Wiesz, nie musiałeś reagować tak gwałtownie — odparł, odsuwając się o krok, po czym sięgnął do kieszeni, by wydobyć z niej niewielką paczuszkę.
― Masz. ― Rzucił ją chłopakowi.
Był to jedyny pewny sposób, by trafiła ona do rąk Ślizgona. W końcu, co mogło być cenniejsze dla hogwardzkiego mistrza w eliksirach od cennych składników? Wiedział, że jeśli nie będzie działał szybko, rozpęta się tu wcale nie tak małe piekło. Był pewien, że Snape pomyśli, iż Regulus z niego drwi, może nawet poczuje się upokorzony. Mimo to, Black gotów był zaryzykować oberwanie jakąś niemiłą klątwą, gdyż widział w tym niemałe korzyści. Po pierwsze, jeśli starszy chłopak zgodzi się dać mu kilka lekcji z eliksirów, nie będzie już takim pośmiewiskiem na zajęciach swojego opiekuna. Dodatkowo, od dawna chciał zbliżyć się do Snape'a na tyle, by móc przynajmniej prowadzić z nim cywilizowane rozmowy i zadać pytania na nurtujące go tematy.
Severusowi chwilę zajęło zrozumienie, co znajduje się w pakunku, a gdy to pojął, zawrzała w nim krew. Miał ochotę ponownie rzucić młodszym Blackiem o kamienną ścianę. Ale mocniej. Tak, zdecydowanie mocniej. Tak do złamania jakiejś kości, albo chociaż zwichnięcia ...
Jak on śmiał! Tak go upokorzyć! Już nie chodziło o to, że mógł rozgadywać w szkole różne rzeczy, ale jak on teraz pokaże się u Higgsa?! Aptekarz wcale nie był idiotą i potrafił łączyć wszystkie fakty bardzo dobrze. Miesiące, może nawet lata, zajmie Severusowi przekonanie innego aptekarza do tego, żeby mu dawał spore zniżki w zamian za doskonale uwarzony eliksir - które zresztą najczęściej warzył na lekcjach - więc i tak mu się opłacało.
Zanim jednak zdążył cisnąć paczuszką, albo Blackiem - jemu w sumie było wszystko jedno - ten ponownie się odezwał.
— Wiem, że tego potrzebujesz — powiedział szybko Black, widząc wściekłość w oczach Snape'a i pragnąc go jakoś uspokoić, zanim ten go przeklnie.
― Nie biorę jałmużny ― wysyczał Severus najchłodniejszym, najbardziej jadowitym tonem, jakim potrafił. ― Wiem, że tacy jak ty bardzo chełpicie się z pomocy biedniejszym, bo to takie szlachetne, że aż gryf zdycha ― kontynuował tym samym tonem.
Black pokręcił gwałtownie głową i czym prędzej dokończył to, co chciał powiedzieć.
― Są twoje, o ile pomożesz mi z eliksirami. — Regulus spojrzał chłopakowi prosto w oczy, nieco kuląc się w sobie. Starał się jednak nie dać po sobie poznać, jak wiele kosztowała go ta wymiana zdań. Miał nadzieję, że starszy chłopak się zgodzi.
Jako, że Regulus nigdy się nie wychylał, mógł być na bieżąco z większością wydarzeń, które miały miejsce nie tylko między Ślizgonami, ale również uczniami innych domów. Docierało do niego wiele informacji, jednak starannie starał się oddzielać ziarna od plew, a pomoc Snape'a, który był głównym bohaterem przynajmniej połowy usłyszanych historii, była mile widziana.
Nieraz zdarzyło się także, że spędzali razem czas w bibliotece, chociaż przy sąsiednich stolikach. Jednak ilekroć Regulus miał problem z doborem interesującej go lektury, Snape mu pomagał. Co zastanawiało Blacka, chłopak zawsze zwracał się do niego chłodniej, niż do innych Ślizgonów i początkowo podejrzewał, że to dlatego, iż był od niego młodszy, szybko jednak zrozumiał, że wina leżała po stronie Syriusza. Jak zwykle.
― Po co ci moja pomoc w eliksirach? Przydałaby ci się, szczerze powiedziawszy jakakolwiek, ale czyż nie stać cię, by pobierać korepetycje od najlepszych? ― spytał go w zamian Severus, trochę już się uspokajając, co Regulus od razu wyłapał.
Właściwie, w pierwszej chwili chłopak pomyślał, że Snape go uszkodzi i to mocno. Jednak pod koniec tyrady, którą mu wygłosił, dojrzał w jego oczach zrozumienie i to był moment, gdy był już pewien sukcesu.
Snape teraz widział, że Regulus nie chciał mu uprzykrzyć życia, tylko, zwyczajem Ślizgonów, zaproponował wymianę, bo u nich nie istniało nic za darmo.
To nie było tak, że Severus traktował go jak Syriusza, czy widział odbicie jednego w drugim. Snape zdawał sobie sprawę z tego, że są różni, poza tym drugiego takiego idioty, jak Syriusz to ze świecą szukać. Nie, Severus ogólnie nie przepadał za niczym, co było w jakikolwiek sposób związane ze starszym żał też, że co w rodzinie, to nie ginie, więc mają zapewne kilka wspólnych cech charakteru, dlatego nigdy nie zacieśniał więzi z młodszym Ślizgonem. A ostatnim argumentem było to, że Severus nienawidził, jak ktoś miał dużo pieniędzy i szastał nimi na lewo i prawo, każąc padać do stóp biedniejszym, żeby ją zbierali z ziemi. A to czasem robił Regulus, nawet jeśli nieświadomie.
Propozycja jednak wydawała mu się na tyle interesująca, że zmarszczył brwi, patrząc na chłopaka uważnie, z niemałym zadowoleniem rejestrując fakt, jak wiele kosztowało Blacka, by nie uciec w popłochu.
Regulus oparł się o ścianę, krzyżując nogi. Spojrzał przed siebie, całkiem świadomy faktu, że Severus wciąż nie oddał mu pakunku.
— Wydaje mi się, że to logiczne. Potrzebuję pomocy natychmiast. Drogą eliminacji uznałem, że najlepiej nadajesz się do tej roli. Więc jak? — Uniósł brwi, nerwowo stukając wskazującym palcem prawej ręki o udo. Nagle wpadł na pewien pomysł. — No, jeśli jednak taka transakcja godzi w twoją dumę, czy co żeś sobie tam wymyślił, to zawsze mogę zwrócić się z podobną prośbą do Franka, słyszałem, że jest całkiem niezły...
Snape prychnął z rozdrażnieniem. Kolejna osoba, która z niewiadomych przyczyn twierdzi, że Darkwood jest lepszy i fajniejszy od niego. Miał ochotę zapytać Regulusa, co wszyscy w nim takiego widzą, ale w końcu ugryzł się w język. Nieistotne. Na to chyba nie istniała normalna, logiczna odpowiedź… a nawet jeśli, Severus po prostu, najzwyczajniej w świecie nie cierpiał tego chłopaka.
Tym bardziej, że Darkwood był ledwie znośny z eliksirów, doprawdy.
— Tak, doprawdy świetny pomysł — powiedział z ironią unosząc brew. — Po co wysadzać klasę samemu, skoro można we dwóch? — dodał jadowicie, zaciskając zęby we frustracji. — Nie pozwolę na to, byście tracili tyle punktów — oświadczył z mocą, mierząc Regulusa spojrzeniem. — Nie zamierzam też stać na tym zimnie. Jeśli chcesz coś ode mnie, to właśnie tutaj planowałem wejść — powiedział, po czym, nie czekając na odpowiedź, otworzył drzwi od gospody i wszedł do środka, nie zamykając za sobą. Paczuszkę schował do wewnętrznej kieszeni szaty.
Regulus wyszczerzył się do pleców drugiego chłopaka; to, że przyjął składniki, równało się ze zgodą. Idąc dalej tym tropem, spędzą razem trochę czasu, a Black postara się ten czas dobrze wykorzystać.
Ruszył w ślad za chłopakiem sprężystym krokiem, jakby ze strachu, że gdy ten się za bardzo oddali, to zniknie.
Jak tylko znalazł się w środku, jego nozdrza zaatakował jakiś nieprzyjemny zapach, jakby rozkładającej się padliny, ale jeśli Snape czuł się tutaj swobodnie, był skłonny nie prosić go o zmianę lokum. Podszedł do niego, stając wystarczająco blisko, by chłopak mógł go usłyszeć.
— Chcesz coś do picia? — zapytał, wskazując na kontuar.
— Nie, przyszedłem tutaj, żeby poczytać — mruknął ironicznie Severus, nie dowierzając, że można zadać takie bezsensowne pytanie. Oczywiście, że szedł tutaj, żeby się napić.
Black wyglądał na słusznie stropionego, gdy zdał sobie sprawę z tego, jak głupio zabrzmiało jego zapytanie. Snape musiał jednak przyznać, że trzymał przy tym fason i szybko się zreflektował.
— To ja pójdę zamówić, a ty zajmij w tym czasie miejsce — zdecydował młodszy chłopak.
Regulus wolał pozwolić mu być panem sytuacji, czego, o ile się nie mylił, drugi Ślizgon potrzebował. On nie miał z tym żadnego problemu, sam zbyt wiele czasu poświęciłby na decyzję, czy lepsze miejsce będzie w kącie blisko okna, czy może jednak w pobliżu drzwi.
Severus skinął głową, zgadzając się na taki układ. I tak niczego innego, jak piwo kremowe czy korzenne im tutaj nie sprzedadzą, więc nawet nie kwapił się by poinformować Regulusa, które woli. W sumie, było mu wszystko jedno.
Po krótkim zastanowieniu, wybrał miejsce w kącie pomieszczenia. Stąd widać było całkiem sporo, przy okazji samemu będąc mało zauważalnym. Ściągnął płaszcz i powiesił go na wieszaku, który stał nieopodal. Potem usiadł i cierpliwie czekał, aż Regulus wróci z napojami.
— Poproszę dwa kremowe piwa — zamówił Black u wyjątkowo urodziwej kelnerki. Zerknął przez ramię na Snape'a. — Albo lepiej trzy — skorygował po krótkim namyśle.
Cóż, tak naprawdę miał wrażenie, że potrzebowaliby coś mocniejszego; niestety nawet w tutaj nikt by mu nie sprzedał Ognistej.
Zapłacił i poczekał aż barmanka poda mu butelki i dwie zakurzone szklanki, po czym ruszył w kierunku Severusa, unosząc zwycięsko zdobycze.
— Mam nadzieję, że masz ochotę!
— Czemu wziąłeś trzy? — zdziwił się Severus. — Czekamy jeszcze na kogoś? — spytał, unosząc brew.
Wziął jedną ze szklanek i przyjrzał jej się z obrzydzeniem. No naprawdę, minimum higieny mogliby tutaj trzymać... Wziął jedną z jednorazowych serwetek i otarł szklankę z kurzu.
— Może być, nic lepszego tutaj nie dostaniemy — odpowiedział, biorąc piwo i przelewając je do szklanki. — Jakiej ty dokładnie pomocy ode mnie oczekujesz? — zapytał, postanawiając nie owijać w bawełnę i od razu przejść do konkretów.
Regulus usiadł wygodnie, a przynajmniej na tyle, ile pozwalały te niewygodne, drewniane krzesła, po czym sięgnął po drugą szklankę i, biorąc przykład z towarzysza , także wytarł ją jednorazowymi serwetkami.
— Nie śmiałbym spraszać kogokolwiek innego. Obawiam się, że jesteś skazany na mnie — odpowiedział i nalał sobie trochę piwa, po czym zakołysał szkłem, obserwując ruch płynu.
Sam nie wiedział dlaczego, ale nieco go to uspokajało, a od tej rozmowy zależało całkiem dużo: relacje ze Snape'em, a raczej ich początek, jego ocena z eliksirów...
Z zamiarem umoczenia dzioba w piwie, podniósł szklankę wyżej i wziął łyka. Płyn przyjemnie rozlał mu się ciepłem po organizmie, dlatego też, nim się obejrzał, szklanka była pusta. Miał nadzieję, że Snape nie pomyśli o nim, jak o jakimś początkującym alkoholiku, zwłaszcza, że upijanie się bezprocentowym kremowym, byłoby deczko dziwne.
— Oczekuję, że przybliżysz mi metody warzenia i sposoby łączenia ingrediencji, na tyle, bym dłużej nie był pośmiewiskiem. Nie godzi się to komuś z moim nazwiskiem, myślę, że rozumiesz. Wydaje mi się, że byłoby to kilka spotkań, najlepiej, by były regularne i dość częste; z doświadczenia wiem, że ten system jest skuteczny, jeśli chodzi o zapamiętywanie.
Uśmiechnął się lekko, napełniając szklankę na nowo. Do diabła z opinią.
— Czyli, w skrócie, praktycznie wszystko — podsumował Severus, marszcząc brwi w zamyśleniu. Tak, czeka go dużo pracy, ale przecież nie byłby sobą, gdyby ambitnie nie podążył wskazaną ścieżką. — Powiedz mi, co ty robiłeś na eliksirach przez ponad cztery lata, hm? - spytał retorycznie, upijając łyk kremowego piwa.
Nie skomentował w żaden sposób tempa, z którym zrobił to Regulus. Póki ten się nie będzie upijał - co przy bezalkoholowym raczej mu nie groziło - to Snape nie zamierzał się na ten temat odzywać.
— Oczywiście, że muszą być regularne i częste — zgodził się po chwili, już w myślach układając cały plan, od czego zacząć i jak to zrobić, by cokolwiek wbić mu do głowy. — Inaczej to nie miałoby sensu.
— W razie, gdybym wciąż sobie nie radził na tyle, bym był usatysfakcjonowany, liczę, że będziemy w stanie się dogadać; ty będziesz mnie douczał, a ja mogę zabezpieczać potrzebne ci składniki - dodał po chwili namysłu Black. Zapewne stąpał po kruchym lodzie, ale kto by się tym przejmował. Naprawdę potrzebował tych lekcji.
Severus zacisnął tylko usta, by nie unieść się dumą i nie nakrzyczeć na Regulusa za takie propozycje. Ale fakt, chłopak miał rację - nie tylko Regulus potrzebował Severusa, ale także Snape potrzebował jego, jeżeli chciał warzyć jakieś inne eliksiry niż te w klasie. Dlatego napił się kolejnego łyka piwa, by niechcący czegoś nie powiedzieć i nie zaprzepaścić tak dobrej szansy.
— Dobrze więc. Ja mam czas niemal zawsze po południu, więc to od ciebie zależy, kiedy odbędzie się nasze pierwsze spotkanie.
Black uśmiechnął się lekko, robiąc szybki rachunek sumienia swoich popołudniowych zajęć. Dziwnym trafem potrafił wskazać jedną, przodującą w zajmowanie jego czasu rzecz: naukę. Tak właściwie poza nią jego życie wyglądało całkiem smutnie i pusto. Nie przepadał za zbiorowiskami ludzi czy głośnymi rozmowami. Zresztą ogólnie średnio lubił ludzi, dlatego zazwyczaj ich głupie komentarze wprawiały go w stan głębokiego podirytowania.
— Wiesz, i tak popołudniami się uczę, więc generalnie nie mam nic przeciwko, byśmy zaczęli już od poniedziałku. I bez przesady, coś tam jednak umiem. To nie do końca moja wina, te braki. — Nachmurzył się, samemu zdając sobie sprawę z tego, że nie ma w zanadrzu nawet jakiegoś logicznego wytłumaczenia. Nie pojmował eliksirów i zawsze znajdowały się ważniejsze rzeczy do nauki od nich.
Mimo wszystko nie przystało, by miał tak słabe oceny z przedmiotu już kultowego dla domu węża. Zwłaszcza, że ich nauczyciel był równocześnie opiekunem Slytherinu i ilekroć Regulus czegoś nie zrobił, bądź zrobił to źle, czuł ogromny ciężar winy. Nie dość, że zawodził matkę to jeszcze opiekuna.
Nalał sobie jeszcze trochę piwa i przystawił rant szklanki do ust. Wypijając trunek kilkoma łykami, cały czas nie spuszczał z Severusa oczu; zupełnie jakby chciał mu powiedzieć: jestem tutaj! Tylko spójrz!
Severus upił łyk piwa ze swojej szklanki, zamyślając się. Jeżeli Regulus chce zacząć już pojutrze, dzisiaj będzie musiał zabrać się za jakiś wstępny plan działania… W sumie, poniedziałek rzeczywiście był dobrym dniem, Snape miał wtedy najkrócej lekcje. Poza tym, im wcześniej zaczną, tym szybciej Regulus zacznie ogarniać i być może przestanie tracić punkty za źle uwarzone eliksiry.
— Oczywiście — odpowiedział z uniesioną brwią, jawnie kpiąc ze słów chłopaka.
Wiedział, że ten się uczy, nieraz widział go już siedzącego w bibliotece tyle, co przeciętny Krukon, albo w kącie Pokoju Wspólnego z podręcznikiem lub lekturą uzupełniającą w ręce. Natomiast to, że to nie jego wina, zaległości i brak umiejętności w eliksirach, było totalną bzdurą. Może, gdyby mieli gorszego nauczyciela niż Slughorn, jeszcze by w to uwierzył, ale Horacy był naprawdę dobrym mistrzem eliksirów. Snape podejrzewał, że problemy Regulusa biorą się głównie z braku systematyczności nauki i wybiórczego słuchania instrukcji oraz lekkiego roztrzepania, niż z winy osób trzecich. Być może to też wina jego partnera z eliksirów, z którym siedzi, a który też niewiele umie? W sumie, to nie było jakoś szczególnie ważne - powody. Ważne były fakty, a fakt był taki, że od września Regulus dał radę stracić prawie sto punktów z powodu wypadków na eliksirach - całe szczęście je odrobił na innych zajęciach, ale i tak byli za Gryfonami w tabeli. Severus niemal czuł przymus pomocy w ogarnięciu Blacka i to tak, by do końca roku nie stracił ich więcej niż pięćdziesiąt. Najlepiej, żeby nie tracił ich w ogóle, ale Snape był realistą, nie wierzył w cuda.
— W porządku, zaczniemy w poniedziałek — stwierdził, dopijając piwo. — Poproszę Slughorna, to może udostępni nam klasę eliksirów — dodał, zamyślając się nad sposobem, w jaki może to zrobić. Może wystarczyłoby obiecać, że każdy poprawnie uwarzony przez Regulusa eliksir odda od razu nauczycielowi? Cóż, trzeba spróbować. — Jeżeli nie, dam ci znać gdzie się spotykamy. Oraz podam ci dokładną godzinę — kontynuował, po czym wstał i założył płaszcz. — Oczekuj jutro sowy ode mnie — dodał.
Regulus skinął głową na oświadczenie chłopaka.
— Jasne, nie ma sprawy. Będę jej wyglądał. — Również podniósł się z miejsca; miał jeszcze coś do załatwienia na mieście. Całkiem pasował mu taki układ, chociaż nie bardzo rozumiał, dlaczego chłopak miał mu wysłać sowę - nie mógł mu tego zwyczajnie powiedzieć? Nagle przypomniał sobie krążące o wspomnianej sowie historie i mina nieco mu zrzedła. Dlaczego Snape się nad nim znęcał?
— Tylko proszę, poproś ją, by nie była bardzo nieznośna, a najlepiej dodaj, by mnie nie udziobała... za mocno — wymamrotał do pleców będącego już przy drzwiach Severusa.
Ten jednak albo nie usłyszał, albo zwyczajnie go zignorował i wyszedł, nie oglądając na niego.
Po wyjściu z gospody, Regulus z przykrością odnotował fakt, że wciąż było zimno, a on miał do przejścia ładny kawał drogi. Westchnął; w co on się wpakował? Korki z eliksirów! W dodatku ze Snape'em. Owszem, chłopak był interesujący, ale kiedy Regulus myślał o spędzaniu z nim kilku godzin w jednej sali sam na sam, warząc eliksiry i ucząc się teorii, przed oczami stawał mu obraz wyjątkowo wściekłej, rozwrzeszczanej twarzy Ślizgona i uniesiona w groźbie różdżka. Nie wiedział, czy duma w oczach matki była warta sprowadzenia jego poczucia własnej wartości do zera.
