Rozdział 2
Urlop
O dziwo, Greg nie oberwał od zwierzchników, chociaż nieco później ze zgrozą dowiedział się, że Mycroft Holmes piastował „skromne" stanowisko w brytyjskim rządzie. Lestrade nawet nie wiedział, któremu z braci współczuł bardziej. Doskonale wyobrażał sobie tych dwóch w dzieciństwie. Razem. W jednym domu. Lecz podejrzewał, że nawet najśmielsze jego fantazje nie dorównywały rzeczywistości. I z jakiegoś powodu te myśli wzbudzały w nim śmiech. Nerwowy, a chwilami nawet z lekka histeryczny.
W czasie śledztw z udziałem Sherlocka, dość rzadko, pojawiał się czarny samochód z przyciemnianymi szybami. Nikt nigdy z niego nie wysiadał i Gregowi wydawało się, że rozwinęła się u niego paranoja. Lecz to dziwne zjawisko trwało już prawie pięć lat. I nic właściwie nie zmieniło się przez ten czas. Poza tym, że Lestrade awansował. Cała reszta życia teraz już inspektora składała się z wyczerpującej pracy oraz pomocy Sharon, która ciężko zniosła rozwód i walkę o pozbawienie męża praw rodzicielskich wobec dzieci. A czarny samochód nie był już niczym nadzwyczajnym na kolejnym miejscu przestępstwa. Jednym słowem: rutyna.
Lecz po pierwszej wyprawie na Baker Street, Gregowi wydawało się, że coś się w Sherlocku zmieniło. Znał go dotychczas raczej słabo, lecz nie był pozbawiony intuicji. Instynkt podpowiadał, że był to początek większych zmian. I miało to swoją przyczynę, która nazywała się John Hamish Watson. Człowiek, który potrafił mieszkać z samym Sherlockiem Holmesem, w co trudno było uwierzyć. W bardzo krótkim czasie ci dwaj zbliżyli się do siebie tak mocno, że podejrzenia ich o „kontakty" wydawały się niebezpodstawne. Chociaż inspektor wiedział, że to nieprawda, i prawie współczuł Johnowi, któremu już sprzykrzyło się za każdym razem powtarzać „Nie jesteśmy parą!". Lestrade tylko uśmiechał się w duchu, wyobrażając sobie moment, kiedy Watson nareszcie zrozumiał, jaką rolę w jego życiu gra Sherlock, a detektyw z kolei uświadamiał sobie, że nie może żyć bez swojego blogera i jedynego bliskiego człowieka, jakim stał się doktor. Bacznej uwadze Grega nie umknęły zachwycone i pełne troski spojrzenia Watsona. A ileż był wart błogi uśmiech Holmesa młodszego, któremu teraz śledztwa sprawiały dziesięć razy więcej przyjemności! Jakoś nikt nie chciał zakłócać tej idylli. Kiedy tych dwóch wszystko układało, Londyn mógł spać stosunkowo spokojnie. A życie osobiste to prywatna sprawa każdego człowieka. Lestrade życia osobistego dotychczas jakoś nie miał i nawet nie podejmował prób, by je sobie jakoś zbudować. Siwizna już solidnie przysypała Gregowi włosy, nadając im szlachetny srebrny odcień. Inspektor zaś czuł, że słabnie mu refleks i może z tego powodu zginąć w czasie kolejnej obławy. Robiło mu się smutno, że opłakiwać jego śmierć będzie nie tak znów wielu ludzi.
Burzliwa aktywność Sherlocka pomogła przekroczyć roczny plan aresztowań w ciągu paru miesięcy, w wyniku czego Grega wysłano na urlop bez szans na odmowę. Lestrade opierał się tak długo, że nadinspektor musiał zagrozić mu zwolnieniem, do którego pewnie nie by doszło, lecz inspektor ostatecznie się poddał. Włochy przywitały go życzliwym słońcem i apetycznym zapachem z przytulnej kawiarni niedaleko hotelu. Pierwsze trzy dni były rozpisane według planu dosłownie w minutach. Pasjonujące wycieczki po najbardziej malowniczych i starożytnych zakątkach Rzymu nie pozwalały nudzić się ani przez sekundę. Miejscowi byli przyjacielscy i chętnie pomagali fotografować turystów na tle Koloseum. Czwarty dzień przeszedł w jakiejś dziwnej euforii. Greg spacerował po całym mieście bez mapy. Szedł, dokąd go oczy niosły, zachwycając się architekturą i błogim ciepłem. Karmił gołębie, rzucał monety do fontann i po prostu napawał się każdą chwilą. Nawet nie pamiętał, kiedy ostatnim razem tak wypoczywał. Późnym wieczorem z niepoddającą się wątpliwościom myślą, że życie jest piękne, wkroczył do niedużej cukierni, zamierzając rozkoszować się najdroższymi i najsmaczniejszymi deserami. Do numeru hotelowego Lestrade wrócił po północy. Nogi uginały się pod nim od przyjemnego zmęczenia. Siły starczyło mu już tylko na prysznic. I kiedy runął na łóżko jako doskonale szczęśliwy i czysty człowiek, wyłączył się natychmiast. Tej nocy pewnie śniło mu się coś miłego, lecz tego nie zapamiętał.
Ranek przywitał inspektora lekkim półmrokiem w pokoju i ogłuszającym sygnałem komórki. Gregory próbował ją zignorować, nakrywając głowę poduszką, lecz uparty abonent nie rezygnował. Po siedmiu minutach Lestrade poddał się i niemrawo sięgnął po telefon, ledwo zdążywszy złapać go na samym skraju szafki nocnej. Numer był nieznany, a zegar pokazywał 06:07.
- Halo, kto tam?
- Dzień dobry, inspektorze. - Greg natychmiast rozpoznał ten sztucznie uprzejmy ton i pojął, że jego urlop prawdopodobnie właśnie dobiegł końca. – Proszę, by pan możliwie jak najszybciej zebrał swoje rzeczy. Samochód już czeka na dole. Prywatnym samolotem dotrze pan do Anglii, a potem helikopter dostarczy pana prosto do Dartmoor. Sherlock i John potrzebują pańskiej pomocy.
- Czyżby wątpił pan w dedukcyjne zdolności brata? - Lestrade nie mógł powstrzymać lekkiej drwiny.
- Nie, skąd. - Mycroft mówił tak, jakby objaśniał coś niezbyt pojętnemu dziecku. – Po prostu całkowitym przypadkiem wykupiłem wszystkie pokoje w tamtejszym hotelu, zostawiwszy wolny tylko numer dla nowożeńców.
Greg upuścił telefon, kiedy nachylił się, by wydostać skarpetki spod łóżka, lecz szybko podniósł aparat do ucha, przyciskając go ramieniem.
- Ale po co? – zapytał ze zdumieniem.
- Rozumie pan, mój brat orientuje się w sferze ludzkich uczuć głównie z punktu widzenia procesów chemicznych i fizycznych. Dobrym przykładem była pani Adler. - Inspektor nie był w pełnej mierze zorientowany w tej historii, lecz coś było mu wiadomo, więc w milczeniu czekał na dalszy ciąg. - Ich kontaktu nie można było nazwać miłością. Raczej... – Holmes starszy westchnął, szukając najlepszego określenia – ...obłędem. Był zachwycony nie kobietą jako taką, a jej umysłem i profesjonalizmem. Do tej pory ubolewam, że zleciłem mu tę sprawę.
- Ja nawet nie rozumiem, czego właściwie pan ode mnie oczekuje - wymamrotał Greg, nakrywając się kocem z głową.
- Zechce pan wysłuchać mnie do końca. Długo i dokładnie obserwowałem doktora Watsona. On bardzo pozytywnie wpływa na mojego brata, chociaż czasem obaj zachowują się jak dzieci. Moim zdaniem, będą idealną parą wedle wszystkich parametrów.
- Pieprzony manipulator… - wysyczał inspektor, w duchu żałując tych, o których losie już zdecydowano.
- Przepraszam...? - Oczywiście, Mycroft udawał, że nie dosłyszał, lecz taka uwaga od Lestrade'a chyba mu nawet pochlebiała.
- Pytam, w czym ja im mogę pomóc? - Greg marnie widział siebie w roli swatki. Bardzo marnie.
- Po prostu pan dopilnuje, żeby się nie pozabijali i w miarę możliwości pomoże w śledztwie. - Ton Holmesa od razu dał do zrozumienia, że w sumie od Grega wymaga tylko tego pierwszego.
- Dobrze, coś jeszcze? - Inspektor nawet nie miał nadziei, że Mycroft przeprosi za tak wczesną pobudkę, więc zupełnie nie spodziewał się, że usłyszy:
- Tak, urlop pański będzie przedłużony następnym razem. Co do pieniędzy, proszę się nie martwić. Wszystkie koszty biorę na siebie.
Lestrade speszył się, podejrzewając, że ten człowiek umie czytać myśli na odległość, i z nutką nieufności odpowiedział:
- Dziękuję.
