Re:Gość: Dziękuję za miłe słowa :) Postaram się doprowadzić historię do końca, choć niczego nie obiecuję ;)
Re:alicja321: Ciekawy pomysł... ale myślę, że na historii Hery zostanę Mam w planach jeszcze opowiadania z Wiedźmina, Portala, Krainy lodu... najpierw zajmę się tymi, dopóki potem resztą :)
Medycy mieli rację. Już następnego dnia Hera była jak nowa… niestety tylko fizycznie. Psychicznie cały czas cierpiała i obwiniała się za śmierć tak ważnych i tak bliskich jej ludzi. Trauma cały czas trwała… i to długo. Starania jej przyjaciół o poprawienie jej humoru nie pomagały, wręcz sprawiały, że czuła się, jak nieznajoma, sławna osobistość, której próbuje się dogodzić… a ona tego nienawidziła. Ale wkrótce czuła się już lepiej, i mimo ciągłego obwiniania się wróciła do służby.
- Nie… wątpię… ta planeta jest zbyt daleko od reszty naszych… może paść łatwym łupem Imperium. Zbyt dużo możliwości ataku i za duża odległość, by w porę przesłać posiłki.
- Można wiedzieć, czemu on tu stoi? - Spytał jeden z komandorów. Fakt, widok Mistrza Deitha na naradzie dotyczącej tak ważnego aspektu Rebelii był… niespodziewany.
- Pomógł nam w czasie rzezi na Sulim' Raah, ryzykując własne życie… i podobno bardzo pomaga kapitan Syndulli. - odpowiedziała Ashoka. Komandor popatrzył się na niego wilkiem. - Wróćmy do tematu. Ktoś ma jakieś propozycje? Musimy odbudować tą bazę za wszelką cenę… i nie może być w byle jakim układzie.
- Nie możemy ją zbudować wewnątrz naszego obszaru? Tam będzie najbezpieczniejsza.
- Baza na Sulim' Raah miała również funkcję kontrolną tego, co dzieje się w najbliższym otoczeniu… a to nie jest nam wewnątrz w ogóle potrzebne, a musimy nadrobić straty, które ponieśliśmy... za wszelką cenę. - Ahsoka zaczęła spacerować dookoła nich. - nasi inżynierzy zaprojektowali projekt całkowicie od nowa… ta baza będzie miała o wiele większe możliwości. I obronne, i szpiegowskie. Ale żeby w pełni wykorzystać jej potencjał, musi być bliżej Imperialnych. I do tego bliżej miejsca, gdzie stacjonują nasze jednostki militarne. Drugi raz nie możemy jej stracić. - Cisza.
- Komandor Tano… to dosyć ryzykowny projekt. Budowa tak potężnej bazy blisko Imperialnych może się skończyć bardzo, bardzo źle. - Ahsoka westchnęła.
- Niestety… musimy podjąć te ryzyko. Ta baza MUSI spełnić nasze wymagania. Dlatego potrzebujemy do niej również wykwalifikowanego personelu. Powierzyłam odpowiednim organom organizację tego aspektu… ale co do jednego wszyscy są zgodni. - wskazała na Herę. - Że to kapitan Syndulla powinna zajmować się organizacją jednostek powietrznych. - Hera otworzyła szeroko oczy.
- ...ja?
- Zgadza się… razem z Eskadrą "Feniksów" - odparła. Deith nieco spoważniał.
- Ale… do tej pory uczestniczyłam w jednostce sabotażowej… tak po prostu chcecie mnie przenieść? Odciągając mnie od przyjaciół, od…
- Przyjaciele będą tam razem z Tobą… oczywiście, jeżeli wszyscy się zgodzicie. - Hera nie wiedziała co powiedzieć.
- A co jeśli się nie sprawdzę?
- Wiele razy, nawet w sytuacjach krytycznych potrafiłaś odpowiednio zarządzać jednostkami w powietrzu… dasz radę. Wierzymy w to. Wszyscy w naradzie dostrzegli twój talent… nie ma wątpliwości, że się marnujesz w tak nikło znaczącej jednostce. Siedząc za sterami obrony powietrznej, zdziałasz więcej… o wiele więcej. Poświęcając na to mniej czasu. I, jeśli Imperialni nie wykryją bazy, a są bardzo małe szanse, by to zrobili… odstresujesz się. - Deith podrapał się po brodzie, jakby się nad czymś zastanawiał. - Ale… niestety, jeśli nie znajdziemy odpowiedniej planety… - westchnęła - ...cały plan diabli wezmą…
- ...chyba wiem, jaka się nada. - wtrącił Deith. Wszyscy się na niego popatrzyli.
- W systemie Anoat znajduje się planeta, zwana A'bine. Pasuje do kryteriów, które opisaliście. W dodatku jej ziemia jest dosyć żyzna, a w niektórych miejscach jest bardzo duża ilość minerałów… coś czuję, że to planeta idealna dla was.
- ...zwariowałeś?! Przecież ona jest zajęta przez Imperium… wystrzelają na ja kaczki! - Deith zmrużył oczy. - Zajęta przez Imperium? Nie… O czym wy mówicie?
- Cóż…. - przerwała Ahsoka. - Kiedyś widzieliśmy tam patrole szturmowców… w dużych ilościach… ale blokady faktycznie nie było…
- Siły naziemne były zbyt wielkie - odparł jeden z komandorów. - Nie możemy rzucać się na takie ryzyko.
- Imperialni opuścili tą planetę lata świetlne temu.
- ...co? Bzdura. Dowiedzielibyśmy się o tym natychmiast. - Przekręcił oczyma.
- Wybaczcie, ale po rzezi w Dea'carn wątpię, byście w ogóle chociaż raz próbowali się połączyć z tą planetą.
- Dlatego tam się nie wybieramy! - zaprotestował komandor. Ahsoka popatrzyła się na niego. - Komandorze Tano, nie mów, że mu ufasz!
- Ma rację… to nie sposób zabezpieczenia planet nam znany… być może imperialni faktycznie się wynieśli.
- A być może nigdy tam nie byli, tylko po prostu wysłali tony wojsk na ważną misję? - wtrącił Deith. - Rebelia to nie jedyny wróg Imperium, jaki powstał… oczywiście cała reszta została wybita, ale nie zmienia to faktu, że kiedyś byli potężni. - Ahsoka przytaknęła
- ...podejmiemy decyzję na podstawie opinii kogoś, kto nigdy nie mieszał się do polityki?
- Oj, mieszał się - Tano uśmiechnęła się do niego. - Znam go dobrze… pamiętam jeszcze za czasów Republiki. Możemy mu ufać. - Deith posłał ciepły uśmiech w jej stronę
- ...skoro komandor Tano mu ufa, ja się absolutnie zgadzam. - większość przytaknęła.
- Świetnie...ustalone więc. Chodźmy przekazać reszcie… - część z uczestników narady pokiwała głową, nieco zszokowani i zdenerwowani. Po chwili w sali została tylko Hera z Deithem.
- ...Co ty kombinujesz. - Spytała Hera. Deith usiadł spokojnie.
- Jak to co? To idealne miejsce na bazę dla was. Przecież…
- To wiem… ale czemu powiedziałeś to dopiero po tym, jak Ahsoka dała mi propozycję? - Mistrz spojrzał się na nią.
- Kilka razy z rzędu mówiłaś, że podjęłaś już decyzję o szkoleniu… więc to jest już jasne. Ta planeta jest jedną z tych, przez które przepływa cała moc, za czasów starej Republiki przez nią przechodziła granica ciemnej i jasnej strony… tak samo jest teraz. To idealne miejsce, by tam zacząć trening. No i same korzyści dla Rebelii. Ale to ty podejmiesz decyzję… jak powiedziała Ahsoka. - Hera zaśmiała się.
- Taaaa, ja… już poleciała przekazać, że się zgodziłam… tak to jest w wojsku.
- Trzeba jeszcze policzyć to, że na tej planecie naprawdę się odstresujesz i będziesz miała więcej czasu wolnego. Teraz tylko, jak zareagują na to twoi towarzysze.
- Aj… zupełnie o tym zapomniałam… przyzwyczaiłam się do tego, że decyzje podejmują za mnie… ale oni? - skierowała się do drzwi.
- Idziesz im to powiedzieć?
- Im szybciej się dowiedzą, tym więcej będę miała spokoju później. - I wyszła w pośpiechu. Mistrz Deith westchnął.
- Masa goryczy, niecierpliwość… - mówił do siebie. - trudno z nią będzie…
Baza faktycznie była zaawansowana. Jej budowa nieco się przedłużyła, ze względu na trudności związane z terenem, ale na szczęście mimo to, Imperium nie dowiedziało się o jej istnieniu. Deith miał rację - ziemia była żyzna, a obszary górnicze wypełnione minerałami. Dlatego też wkrótce po zakończeniu budowy bazy, inżynierowie i geolodzy zamierzali wykorzystać te tereny. Plany na kopalnie nie były wielkie, gdyż Rebelii nie brakowało materiałów, statków, lub innych maszyn. Bardziej brakowało ludzi. Ale jeśli chodzi o uprawy - tutaj nikt nie miał wątpliwości. Żyzna ziemia na względnie płaskich terenach pozwoliła żołnierzom na lepsze posiłki i zgromadzenie zapasów na wypadek, gdyby ludność cywilna potrzebowała pomocy. Okazało się, że na A'bine powstała baza, która nie tylko była zaawansowana szpiegowsko i defensywnie, ale też samowystarczalna. A po zbudowaniu całej infrastruktury, inżynierowie, robotnicy, tragarze, wszyscy mogli odpocząć. I niech mnie zdezintegrują, jeśli nie mieli na co. Krajobraz był przepiękny. Nietuzinkowy, nieregularny, niesprzyjający człowiekowi, ale przepiękny. Na szczęście góry nie zostały zniszczone ze względu na małą ilość kopalń. Potężne wyspy górzyste, które miały małą powierzchnię, wyglądały niesamowicie w obok błękitnego oceanu, który zaczynał się niedaleko bazy. Często wyspy łączyły się kilkanaście, lub nawet kilkadziesiąt metrów na wodą, tworząc niespotykaną rzeźbę terenu. Oj, tak… zdecydowanie było na co patrzeć.
Co do Hery - faktem było, że faktycznie miała więcej czasu. I że mogła się tu odstresować.
- Pięknie tu, nie….? - spytała pewnego razu Ezrę, gdy cała ekipa przesiadywała na brzegu.
- Fakt… fajna odmiana po skakaniu na planety raz z wielkimi miastami, a drugi raz z męczącym klimatem. - Hera westchnęła. Po chwili Kanan usiadł obok niej.
- Tak więc… długo tu zostaniemy?
- A masz ochotę iść?
- Nieee… tylko założę się, że zaraz będą Cię wzywać do siebie.
- Jak wezwą, to będę musiała iść… wy możecie zostać.
- Teorytycznie tak…
- Możecie zwiedzić ten krajobraz, dotknąć go… mi nie wolno się tak daleko oddalać… dopóki radary i sonary nie osiągną maksymalnego zasięgu.
- Tak, ale już wkrótce będziemy się mogli wybrać na wycieczkę… razem - uśmiechnął się. Hera przekręciła oczyma.
- Czemu mam wrażenie, że wszyscy po rzezi na Sulim' Raah traktują mnie jak małe dziecko…. Owszem, miałam przez dłuższy czas problemy po tej katastrofie, ale teraz… dobra, nie mówmy już o tym.
- Wojna nie jest obecna wszędzie, ty powinnaś to wiedzieć najlepiej. Trzeba korzystać z każdej chwili odpoczynku.
- Tiaaa… ale tutaj, coś czuję, będę go miała za dużo… no bo niby co tu jest do roboty? Dopóki Imperialni nie zaatakują tego miejsca, będę po prostu siedziała przy przysłowionym biurku i nadzorowała bazę…?
- Oj, nie będziesz miała aż tak łatwo. - usłyszała Ahsokę.
- Ahsoka? - Hera wstała, odwracając się do niej.
- Tak. Mam dla Ciebie wiadomość.
- Już chcą mnie na stanowisku, tak?
- Co? Nie… mistrz Deith Cię woła.
- Nie może chwili poczekać? - Tano uśmiechnęła się.
- Od razu wiedział, że to powiesz… mówił, że wtedy mam ci odpowiedzieć, że możesz przyjść później. I że nie ma z tym problemu. - Hera przytaknęła.
- Coś jeszcze?
- Tak… wkrótce będziesz musiała nauczyć posługiwać się nowym sprzętem, który…
- Tak, wiem… a nie mogłabym od czasu do czasu sama odbyć patrol, zamiast siedzenia przez cały czas w centrum dowodzenia? - Ahsoka popatrzyła się na krajobraz.
- Piękne tu, co? Nie dziwię się, że chciałabyś polatać. - pokiwała głową.
- Dobrze, porozmawiam o tym z naradą… postaram Ci się to załatwić. - odwróciła się i ruszyła w stronę ośrodka.
- Dzięki! - Hera zdążyła krzyknąć.
Po niecałej godzinie postanowiła, że już czas, by do niego pójść… owszem, chciała jeszcze zostać, ale nie wiedziała, czy Deith się nie zdenerwuje. Tak, powiedział, że nie przeszkadza mu to, że przyjdzie później… ale nie wiedziała, czy na nią czeka, czy też wykorzystuje czas wolny. W tym pierwszym przypadku głupio byłoby przyjść zbyt późno. Natomiast odpowiedź była… po środku. Mistrz Jedi siedział w swoim pokoju, pogrążony w medytacji, próbując wyczuć sygnały przekazywane przez moc. Czy może chce ona mu coś przekazać od siebie, a może od dawnych przyjaciół, połączonych z mocą na całą wieczność. Po dłuższej chwili usłyszał pukanie. Od razu wiedział, kto stoi za drzwiami.
- Proszę - powoli wstał, otworzył oczy i spojrzał się na drzwi. Które się otworzyły, a za nimi stała Hera. - Wejdź Zirael. - tak zrobiła. - Domyślasz się pewnie, po co Cię tu poprosiłem.
- Tak… domyślam się - westchnęła.
- Czuję, że coś jest nie tak… czegoś mi nie mówisz - spojrzał się na nią podejrzliwie.
- Nie będę obijała w bawełnę… po prostu to powiem. Nie chcę, żeby ktokolwiek się o tym treningu dowiedział. - Deith zaczął wyglądać na zaniepokojonego. - Kanan by mnie za to zabił… mimo, że dobrze wie, że nie powinien się mieszać w moje życie. Ale… ja to po prostu wiem. Nie pozwoliłby na to. I tak już po tym uziemieniu część ekipy ma o mnie gorszą opinię… że nie zapytałam się ich o zdanie. Jak jeszcze bym to im powiedziała, to powiedzieliby, że w swoim życiu kieruję się pokrętną logiką… przynajmniej Zeb, to na pewno.
- Ukrywanie przed najlepszymi przyjaciółmi tak ważnego aspektu życia…
- Nie jest łatwe, wiem… ale… naprawdę, nie widzę innego wyboru… nie znasz ich tak, jak ja ich znam. To naprawdę jedyne wyjście. - Deith pokiwał głową.
- Miałem powiedzieć, że coś takiego nie jest w porządku w stosunku do nich… to twoi najbliżsi.
- Wiem, ale… wydaje mi się, że kiedy już będę coś umiała, to zareagują lepiej… przynajmniej część z nich. - usiadła na jego łóżku - Będą wiedzieli, że przez ten czas, kiedy miałam trening, nie zwariowałam, nie pomieszało mi się w głowie, ani nic… mam nadzieję. - zaśmiała się. - A teraz… teraz próbowaliby mnie od tego odwieść. A ja już podjęłam decyzję. - Mistrz Jedi nie wiedział, co odpowiedzieć. Po chwili przytaknął.
- Żadne rozwiązanie nie jest bez wad… od Ciebie zależy wybór, jaki podejmiesz. Ale na twoim miejscu postąpiłbym inaczej. - przytaknęła.
- Czy… chciałeś jeszcze o czymś innym ze mną pomówić. - Mistrz Jedi odwrócił się w stronę okna, które było zdecydowanie większe, niż te, które miał w swojej kajucie na statku. Nowoczesna baza również była bardziej estetyczna, a przez więcej wpadającego światła pokoje wydawały się bardziej przestrzenne. Deith podszedł bliżej, na jego twarzy powoli zaczął pojawiać się ciepły uśmiech. Gdy był przy oknie, oparł swoje dłonie na ramie okna i marzycielsko spojrzał na krajobraz.
- Tak… zdecydowanie tak. - ponownie odwróci się do niej.
- Mam w głowie kilka pomysłów, jak Cię trenować w takim otoczeniu… zaręczam, że Ci się spodoba. - Hera również się uśmiechnęła - Kiedy możesz zacząć. - otrząsnęła się.
- Eee… myślę, że jutro wieczorem będę wolna… wtedy TEORYTYCZNIE nie będę miała problemów z opuszczeniem bazy. - Deith pokiwał głową.
- Wieczorem nauczać Cię nie będę. Żadnego z tego pożytku nie ma… za to pojutrze rankiem, to idealna pora.
- Zwykle wstaję dosyć wcześnie… więc nie powinno być problemu. A, no i… muszę jeszcze posprawdzać kilka rzeczy w centrum dowodzenia… potem będę wolna.
- ...Jesteś pewna, że będziesz mogła się oddalić od bazy? Teorytycznie powinnaś być na posterunku przez ten cały czas. A co jeśli zaatakowaliby Imperialni?
- Radary wykrywają aktywność na naprawdę dużym dystansie… statek w nadprzestrzeni wykryją dość szybko, by mnie o nim powiadomić. O to możesz być spokojny - powiedziała tonem, którym zwykli mówić generałowie, jeszcze za czasów istnienie Republiki. Mistrz Jedi uśmiechnął się szeroko i odpowiedział.
- Oj… będzie z Ciebie Jedi, Twi'lek… trzeba będzie na to czasu, ale… będzie, uwierz mi. - Hera uśmiechnęła się lekko. Od razu było widać, że ma co do tego mieszane uczucia… ale tak samo było za czasów jej młodości, kiedy to zdecydowała się zostać pilotem. I nie pożałowała. - Z mojej strony to wszystko. A z twojej?
- Też… muszę… iść już…
- Nie musisz, tak samo jak nie musisz się wyjaśniać z tego, że tak naprawdę CHCESZ iść. Do zobaczenia, Zirael.
- Do zobaczenia, Deith - przytaknął z ciepłym uśmiechem na twarzy. Młoda Twi'lek wyszła z pokoju i skierowała się do swojego - 'Zriael… co to może znaczyć?' - zastanawiała się.
Wieczorem poszła do swojego starego statku. Ducha. Do tego, co jeszcze niedawno przedzierał się przez tysiące statków Impeirum, do tego, z którym tyle przeżyła… i który do tej pory nigdy jej nie zawiódł. W ciemności przechodziła przez korytarze, kajuty, aż w końcu do kabiny pilota. Nie wierzyła, że oddaje ten statek komuś innemu. Był dla niej jak członek ekipy. Kimś, kim się opiekuje i o niego dba, ale także wymaga się dosyć sporo. Nie mogła się powstrzymać. Odpaliła konsolę. System automatycznie zapalił światło, przygotował podsystemy do działania, zrobił diagnostykę i odblokował stery. Ach, jak bardzo chciała teraz złapać za nie i polecieć chem, daleko w niebiosa… byle by poczuć się tak, jak kiedyś… jak kilka miesięcy temu… ale… nie mogła… nie teraz. Westchnęła.
- Lunatykujesz? - nieco przestraszyła się, ale od razu poznała głos. Odwróciła się.
- Oj, Ahsoka… nie strasz mnie tak…
- W nocy, wśród ciszy i ciemności nie da się Ciebie nie przestraszyć. - Skrzyżowała ramiona.
- Przyszłaś tu oglądać swój nowy statek?
- Tak… słyszałam, jaki on jest porządny, i w ogóle… mam nadzieję, że się pozytywnie zaskoczę.
- Oj, zaskoczysz… gwarantuję Ci to. - Ahsoka uśmiechnęła się.
- Wiesz… nie rozstajesz się z nim przecież. Nadal będziesz w nich mogła przebywać, a od czasu do czasu… latać. - Hera otworzyła szerzej oczy.
- Zgodzili się?! - Tano przytaknęła, nie mogąc powstrzymać małego uśmiechu wkradającego się na niej usta, widząc swoją przyjaciółkę tak podekscytowaną.
- Tak… - Kapitan odetchnęła z ulgą.
- Ja… naprawdę, nie wiem, jak Ci dziękować… jak ich znam, oczywiście nie chcieli się zgodzić.
- Nie chcieli. Ale czego się nie robi dla przyjaciół - Ahsoka przytaknęła w jej stronę.
- Mam u Ciebie dług…
- Nieee, nie bujaj… uratowałaś mnie tyle razy, że nawet teraz nie jesteśmy kwita.
- Tak, czy inaczej… dzięki, wielkie dzięki.
- Wow, spokojnie - zaśmiała się. Potem nastała niezręczna siła.
- Chcesz… obejrzeć statek? W końcu po to tu przyszłaś.
- Tak, ale… po namyśle, może jutro rano. Teraz jestem nieco śpiąca, a ze względu na ciemność, zauważyłabym jeszcze mniej.
- Nie przesadzaj… nie jest aż tak ciemno.
- Tak czy siak, mało widać… przynajmniej dla mnie. Ale fakt, noce są tu jasne… - Hera popatrzyła się na niebo.
- Wiesz, światło masy gwiazd tu dociera, no i jeszcze ten księżyc…
- ...I ułożenie terenu. - Togrutanka przerwała. - Światło odbija się to od oceanu, to od zamoczonych miejsc na rzeźbie terenu… sporo tego wszystkiego. Przypominają mi się moje treningi Jedi, za młodu… trenowałam na podobnej planecie.
- I? Jak było? - Ashoka wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, nie mam porównania... jeśli chodzi o sam trening. Ale odpoczynki po nim zawsze były relaksujące.
- Jak to jest być Jedi? - Tano popatrzyła się na nią z pytającym wzrokiem.
- Wiesz, to poczucie mocy… ta władza nad przedmiotami.
- Cóż… jeśli mnie o to pytasz… świetnie. Czujesz, że wszystko dookoła Ciebie żyje, sprawiając, że sama czujesz się żywa… wyczuwasz pewne rzeczy, o których inni nie mają pojęcia, czy to blisko, czy to hem w dalekiej galaktyce… co prawda zależy to od tego, jak głęboki masz związek z daną osobą lub przedmiotem… i co się teraz tam dzieje. Ale tylko potężne emocje mogą sprawdzić, że da się to wyczuć.
- A kontrolowanie otoczenia? Jest to trudne?
- Na początku było dosyć słabo… musiałam się koncentrować na jednej rzeczy, by cokolwiek z nią zrobić… i ograniczały mnie stare przyzwyczajenia, typu "nawet nie próbuję, bo za ciężkie", "muszę sobie wyobrazić, że sama to podnoszę"... trzeba było się pozbyć starych nawyków. Ale potem… potem zaczęłam nie zwracać uwagi na wielkość przedmiotu czy na wagę… a przesunięcie czegoś stawało się coraz łatwiejsze. Doszło do momentu, że w ogóle się na tym nie skupiałam, a robiłam to, zajmując się czymś zupełnie innym. Potem tak samo było z kontrolowaniem wielu rzeczy naraz… a teraz… teraz robię to instyktownie. - ostatnie słowa powiedziała tajemniczym tonem. - Fakt, czuję się czasami jak jakiś… nadczłowiek… ale tak naprawdę z mistrzami Zakonu nawet teraz nie mogę być porównywana… Yoda jednoczył się z mocą tak, że regularnie widział zarysy przyszłości i starego ucznia z zaświatów, Deith tak sprawnie ją władał, że potrafił wykorzystać ją jako pełnoprawny szósty zmysł, a Givarnne była nawet w stanie utworzyć pole dookoła siebie chroniące go przed mocą innych… w porównaniu do nich moje umiejętności są… nikłe.
- Jak tak teraz opowiadasz… to brzmi to niesamowicie… - odparła Hera, teraz zdziwiona tym, co słyszy od przyjaciółki.
- A czemu się pytasz?
- A, może kiedyś Ci powiem. - Ahsoka zaśmiała się. - Na razie nie… - ziewnęła. - ...dobra… wracam do kwater. Idziesz ze mną?
- Tak… nie mam tu już nic do roboty. - skierowały się w stronę wyjścia. Hera wychodząc jeszcze raz spojrzała się na kabinę. Uśmiechnęła się.
Hera chciała wszystko ukryć przed całą ekipą, a zwłaszcza Kananem. Ale on… coś wyczuwał. Wiedział, że coś jest nie tak. Na samym początku myślał, że to przez tą okrutną rzeź… ale nie… to było… coś innego… zmartwiło go to trochę, bo myślał, że między nimi nie ma żadnych tajemnic… ale teraz… miał wrażenie, że coś jest zdecydowanie nie tak. Za czasów zakonu, kiedy jeszcze był małym szkrabem, który dopiero się uczył, zwykle udawał się do swojej mistrzyni, albo z prośbą o pomoc do rady… ale przez ostatnie lata nauczył się samodzielności. Mimo to jego wątpliwości to problem innego kalibru niż Imperialni… dlatego postanowił zasięgnąć pomocnej dłoni właśnie u doświadczonego Jedi - u Deitha. Była noc, i nie wiedział, czy aby na pewno chce do niego iść… ale zdecydował się. Wyszedł ze swojego pokoju i skierował się do kajuty Deitha. Szedł przez ciemne korytarze. W końcu zatrzymał się i jeszcze przez chwilę zastanawiał się, czy aby na pewno chce to zrobić. Ale wiedział, że teraz już się nie cofnie. Zapukał. Przez kilka sekund nic się nie działo. Potem drzwi się otworzyły, a przed nim stanął mistrz Jedi, który wyglądał na… zaspanego.
- Och, Bleidd… witaj. - ziewnął. - Słucham Cię? Wchodź - puścił go do swojego pokoju. Kanan wszedł, mając lekki rumieniec na twarzy.
- Wybacz, że nachodzę Cię o tej porze mistrzu, ale…
- Coś Cię gryzie. - usiadł na podłodze, po turecku. - Siadaj. - I Kanan usiadł na przeciwko niego. - O co chodzi? - Młody Jedi popatrzył się na mistrza. Mimo, że nie było jasno, jego oczy widział wyraźnie.
- Chodzi o Herę. - Deith przymrużył oczy. - Ja… nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś przede mną ukrywa… coś większego. Nie potrafię tego określić… po prostu… wyczuwam, że coś się z nią dzieje, przez coś przechodzi… i nie chce się tym podzielić. A zwykle to robiła.
- Doprawdy? Ciekawe… - odparł Deith tajemniczo. - Twoja… przyjaciółka, ma teraz cięższy okres w swoim życiu. Dostała awans wojskowy. Poza tym dobrze wiesz, że ostatnio pokazała, że moc jest w niej silna… impulsywna. A to jest osobisty problem każdej żywej istoty, z którym musi się uporać albo sama, albo z kimś, kto ma z tym doświadczenie… - Kanan przymrużył oczy.
- Nie mówisz o mnie, nigdy nie miałem daru w nauczaniu kogoś… mimo, że bardzo chciałbym jej pomóc - westchnął. - O Ahsoce też nie, jest zbyt zajęta wojną… a po tonie twojego głosu wnoszę, że już się zgłosiła do kogoś, kto może jej pomóc… i jesteś nim ty. - Deith uśmiechnął. się.
- Dedukcja, młody Jedi… twoja mocna strona. Tak, zgadza się, staram się w tym jej pomóc.
- Czy… powinienem się martwić? - Deith wykrzywił usta.
- Hera ma swoje własne przemyślenia, swoje własne myśli, którymi woli się nie dzielić.
- Czy podzieliła się nimi z Tobą. - Deith przytaknął.
- Nie martw się, przyjacielu… nie jest to spowodowane brakiem zaufania - uśmiechnął się.
- Ale wierzę, że wie, co robi. I że zachowanie tego dla siebie pomoże jej.
- A więc powinienem by spokojny mimo wszystko? - Deith przytaknął.
- Tak. Założę się, że wkrótce Zirael powróci do dawnej świetności, wraz ze swoim humorem, żywiołowością i… zwyczajnie bycia sobą… myślę też, że kiedy problemu przestaną ją gryźć, chętnie się z wami nimi podzieli. Ale na razie… tylko tyle mogę powiedzieć. - Kanan popatrzył się za okno. Westchnął.
- Mam nadzieję, że masz rację, mistrzu… - odpowiedział wstając. - Dobrze… dziękuję za pomoc. - pokłonił się.
- I ja Tobie za wizytę, mimo późnej pory. Cieszę się, że mogłem pomóc.
- Dobrze, to do zobaczenia jutro, mistrzu… - ruszył w stronę drzwi. - I jeszcze raz przepraszam za najście - Deith przytaknął z gestem oznajmiającym, że wszystko jest w porządku. Kiedy wyszedł, westchnął.
- Młody Jedi, porywny Jedi… miejmy nadzieję, że zrozumie.
...tak... pewnie teraz większość z was wie, jak ta opowieść się potoczy... oczywiście ogólnie, i przez pewien czas. Mam nadzieję, że się podobało i spełniło wasze oczekiwania. Jeśli masz jakieś uwagi, proszę, napisz ;)
