Rozdział 2

Przez chwilę stałem w miejscu. Zastanawiałem się od czego powinienem zacząć, gdy do niej podejdę. Nie zauważyła mnie jeszcze.

– I co, znalazłeś ją? – podchodząc do mnie spytał się Auruo.

– Tak, siedzi tam. – Wskazałem palcem.

– Więc? Na co czekasz? Idź do swojej dziewczyny. – Szturchnął mnie swoją dłonią w ramię.

– Idę, i to nie jest..

– Tak, wiem. Masz z dwadzieścia minut, więc lepiej się pośpiesz. Będę obserwował z góry byś nie znikł. Spokojnie nie będę podsłuchiwał. – Po czym skierował się schodami na górę. Natomiast ja powoli ruszyłem w jej kierunku.

Ile to czasu minęło, gdy ostatnio ją widziałem? Gdy odbijaliśmy Trost też sytuacja nie pozwoliła bym mógł ją spotkać, chociaż może i mnie spotkała, tylko ja byłem tego nie świadomy. Przecisnąłem się przez tabun ludzi, widziałem, że jeszcze mnie nie zauważyła, z pewnością musiała wyłączyć się z tego świata i przenieść się myślami w zupełnie inne miejsce. Akurat krzesełko stojące obok stolika przy którym siedzi Annie było puste. Chwyciłem za oparcie i usiadłem zdejmując kaptur. Uznałem, że tu i tak mnie nikt mnie nie pozna.

– Cześć, Annie – powiedziałem z ukrytym uśmiechem, podnosząc przy tym prawą dłoń. Annie na moje słowa uniosła swoją głowę, po czym ujrzałem w jej oczach zdziwienie, rzadko kiedy można było ujrzeć taką reakcję u Annie.

– ...Eren? – zapytała ze spokojną miną. Widać było, że nie chciała ukazywać zdziwienia. – Co ty tu robisz? – z tym pytaniem, aż sam chciałem o to zapytać a co ona tu robi, lecz uznałem, że inaczej poprowadzę rozmowę.

– Wiesz, akurat się złożyło, że ja i mój oddział przyjechaliśmy nabyć parę rzeczy. Pan Auruo, który mi towarzyszy miał ochotę tu zajrzeć, a że i tak nie miałem nic do roboty to postanowiłem tu się przejść z nim. – No w końcu nie powiem jej, wiesz, Annie zbiegłem całe miasto by cię znaleźć. Póki co jest dobrze, tak właściwie nawet nie wiem dokąd chce by ta rozmowa prowadziła.

– Więc, gdzie twój towarzysz? – spytała jak gdyby nic.

– Jest na górze, zapewne coś pije i mnie pilnuje – odpowiedziałem ze znużoną miną.

– A ty nie pijesz?

– Ja? Nie, ja tylko przyszedłem do towarzystwa. – Teraz mi przeleciała myśl. – Właściwie to pytasz się o to, czy będę pić, a nie to, że jestem pilnowany?

– Uznałam, że nie jest to coś o czym chcesz rozmawiać – wymawiając te słowa zauważyłem krótki uśmiech. Podniosło mnie to na duchu.

– Ha ha pewnie i tak się domyślasz, dlaczego taka jest moja sytuacja – wyraz jej twarzy nie zmienił się gdy wymówiłem te słowa – A co z tobą? Jak w żandarmerii?

– Jest dokładnie to czego oczekiwałam. Żandarmeria działa na swoich własnych zasadach. Tak jak ja teraz.

– To znaczy? – wiedziałem, dokąd zaprowadzi to pytanie, ale byłem ciekaw.

– Czyli teraz powinnam być na patrolu, a zamiast tego siedzę z tobą i rozmawiam gdzie, nie powinnam być – co prawda Annie mówiąc te słowa nie dała po sobie poznać jakiś konkretnych emocji, ale wystarczyło bym się lekko wstrzymał z nie którymi pytaniami – Teraz moja kolej. Gdzie ta twoja dwójka?

– Dwójka? – spytałem.

– Dwójka – powtórzyła.

Czyżby mówiła o...

– Chodzi ci o Mikasę i Armina?

– Zawsze się obok ciebie kręcili. A już szczególnie ona – zauważyłem w jej głosie lekką irytację, jednak nie zrozumiałem z jakiego powodu.

– Wiesz, Annie, że wiele z nimi przeszedłem. Niestety, ale oni nie są częścią oddziału do którego należę.

– Rozumiem. – W tym momencie nie wiedziałem co powiedzieć czy o co zapytać. Jednak i tak byłem zainteresowany, chciałbym trochę wiedzieć o niej więcej. – Masz jeszcze chwile czasu?

– He? Tak z dziesięć minut – odpowiedziałem zaskoczony.

– Dobrze. Wyjdźmy na chwilę. – Nie byłem pewien, ale wydawała się jakby była czymś poruszona.

– Wiesz, jest ze mną Pan Auru.. – nie dokończyłem

– Staniemy tylko przy wejściu. Za to nic ci nie zrobią. – Zauważyłem mały uśmiech na jej twarzy. Gdy odeszliśmy od stołu, spojrzałem w górę, gdzie Pan Auruo popijał z kimś alkohol. Nawet nie wiedział co się wokół niego dzieje. Wyszliśmy po czym stanęliśmy oboje, oparliśmy się o ścianę przy wejściu, lecz tak by nikt przy nas nie stał. – Eren, za miesiąc wyruszasz.

– Wiem.

– Boisz się?

– Trochę.

– Czego się boisz? – zadała mi kolejne pytanie nie patrząc na mnie.

– Czego? Nie wiem, ale chyba tego, że mógłbym stracić tę dwójkę – odpowiedziałem nie patrząc na nią. – I pozostałych z którymi spędziliśmy trening.

– Rozumiem.

Nie byłem pewien czy o to spytać, ale uznałem, że więcej takiej okazji mogę nie mieć – Annie, martwisz się o mnie? – gdy tylko zadałem to pytanie od razu odwróciła głowę.

– A chciałbyś? – zauważyłem ten wyraz, gdy się ze mną droczyła podczas treningów.

– Może? – Annie lekko się uśmiechnęła .

– Eren – ton głosu spoważniał. – Dalej czujesz to samo wobec tytanów tak jak kiedyś?

– Tak – odpowiedziałem szybko, przy czym można było usłyszeć lekki gniew w moim głosie.

– ... Rozumiem – powiedziała odwracając się w drugą stronę. Nie wiem, co teraz Annie chodzi po głowie.

– Annie, ja z pewnością wrócę. – Odwróciła się powoli do mnie. – Więc, nie musisz się o mnie obawiać.

– Obawiać? – Zauważyłem, że wyraz twarzy zmienił się taki jaki zazwyczaj u niej widzę. – Już raz zginąłeś – kiedy tymi słowami mi przypomniała o tym co się kiedyś stało, aż mi ciśnienie przyśpieszyło. – I możesz drugi raz zginąć, jeśli w ciągu pięciu minut nie wrócisz na miejsce spotkania.

– Hę? Co? – zdziwiłem się.

– Twój czas się kończy – odpowiedziała stanowczo.

– Czas? Chwila, o ja! Zapomniałem. Zaczekaj chwile. – Podbiegłem do drzwi wejściowych, skierowałem się ku schodom, wbiegłem po nich i krzyknąłem do Pana Auruo, który właśnie popijał. – Panie Auruo musimy wracać czas nam się kończy!

– Czas? Czas...O kurwa! – Szybko wstał, rzucił pieniądze na blat. – Szybko, biegniemy! – Po czym zbiegliśmy po schodach i wyskoczyliśmy przez drzwi. – Hej, Eren! Co się zatrzymujesz?! – krzyknął Auruo do mnie.

– Tylko się pożegnam! – odkrzyknąłem. Podszedłem do Annie. – Annie, jeszcze się spotkamy. Z pewnością – mówiąc te słowa, nie umiałem rozczytać jej wyrazu twarzy.

– Wiem – odpowiedziała ze spokojem. – Jestem tego pewna. – W tym momencie wydawało mi się, jakby wiedziała co może mnie spotkać, ale to sprawiało, że nie wygląda na zadowoloną.

– Annie, ja nie zginę. – Trochę się zdenerwowałem.

– Wiem – odpowiedziała tym samym wyrazem.

– Nie rozumiem, żartujesz sobie ze mn... – w tym momencie przerwał mi głos Auruo.

– Zacznij biec!

– No idź czekają na ciebie – powiedziała do mnie Annie. Przez chwile ucieszyłem się, że nie musiałem dokańczać tamtych słów. Kto wie dokąd by to rozmowę doprowadziło.

– Idę, zdecydowanie zobaczymy się za miesiąc! – spojrzałem jej w oczy i pobiegłem. Biegłem z panem Auruo najszybciej jak się da. Dotarliśmy do miejsca spotkania, cali zdyszani.

– Równo z czasem – oświadczył nam kapral Levi stojący przy swoim koniu a przy nim Petra z plecakiem, w którym miała zakupione rzeczy.

– Przepraszam, kapralu Levi – powiedziałem. – To moja wina bo się ociągałem.

– Nie, to moja wina kapralu Levi, gdy bym go lepiej pilnował – powiedział Auruo.

– Nie obchodzą mnie wasze powody. Zdążyliście na czas. Wszystko inne mam gdzieś. – Spojrzeliśmy na niego równocześnie. Widać było, że Petra się zaśmiała.

– Tak jest! – wspólnie krzyknęliśmy. Po tych słowach wsiedliśmy na konie i skierowaliśmy się ku zamkowi.W czasie drogi powrotnej cały czas było słychać Petrę, która to dogryzała Auruo, mówiąc, że pachnie alkoholem.

– Eren – odezwał się kapral Levi pierwszy raz odkąd wsiedliśmy na konie.

– Tak?

– Zrobiłeś, to co miałeś zrobić? – Przez chwilę zastanowiłem się nad pytaniem jak i odpowiedzią.

– Sam nie wiem. Chyba tak.

– Rozumiem – tylko to jedno słowo uzyskałem.

Gdy tak wracaliśmy, przypominałem sobie moment, kiedy się żegnałem z Annie. Może była to tylko moja wyobraźnia, ale gdy od niej odbiegałem, usłyszałem słowo „Przepraszam". Dlaczego miała by mnie przepraszać? Z pewnością mi się tylko przesłyszało. Jeśli jednak to prawda, to przy następnym spotkaniu spytam się o to i o inne rzeczy dotyczące jej. Gdy tak dłużej myślę to zaczynam rozumieć, dlaczego tak mi zależało by ją zobaczyć.

– Chyba ją lubię – powiedziałem.

Koniec