Cały brud zmył się ze mnie i mogłam odetchnąć z ulgą. Jeden problem rozwiązany. Pozostała cała masa innych, które nie wiem jak rozwiązać. Być może to nie koniec wszystkiego? Jeżeli tylko decepticony połkną haczyk. Gorzej jak to się nie uda. Zrobię to na własną odpowiedzialność. Wyszłam spod prysznica i od razu owinęłam się ręcznikiem. Chłód był nieprzyjemny, ale wytrzymałam najgorsze chwile zimna. Wytarłam się z wody i po nałożeniu luźnych ciuchów mogłam udać się do mojego pokoju. Było trochę duszno więc otworzyłam okno. Popatrzyłam na brudne ubrania, które leżały na dywanie. Zostawiłam je tu przed pójściem pod prysznic. Legginsy były nienaruszone jednak moja ulubiona koszula moro miała postrzępiony materiał na plecach. Przeklęłam te cholerne decepticony, ale tak naprawdę to jeszcze bardziej nie znosiłam szefa Optimusa. Miałam ochotę na niego napluć, a gdybym miała psa, kazałabym mu go oszczać. Należało mu się. Co to w ogóle za frajer? I Optimus był mu za coś wdzięczny? Nim się połapałam że płaczę dywan był już mokry od moich łez. Nie wiem co będzie, ale nie mogę pozwolić by tak pozostało. Świadomość ,że ich już nie ma tam w lesie okropnie mnie dołowała. Wyjrzałam za okno. Część lasu była zniszczona. Nawet nie wiem, czy nasza baza była w całości. Może zostało z niej już tylko pogorzelisko? Gdy wyjęłam z kieszeni All Spark, wrzuciłam legginsy do prania, koszulę zaś do kosza na śmieci. Mam oszczędności, kupie sobie drugą. Umyłam też ubłocone martensy. Minie trochę czasu zanim wyschną toteż przez kilka dni ponoszę sobie trampki. Wróciłam do pokoju jak tylko nakarmiłam mysz. Bardzo się cieszyłam, że nic jej nie jest. To tyczy się także mojej rodziny. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pokoju. Łuk stał oparty o szafę. Bardzo dobrze, że nie zmókł bo byłby do kitu. Przynajmniej przez czas wysychania. Źle by się nim strzelało. Na szafce obok odłamka leżały też nóż Sidewaysa i broń Optimusa. Wzięłam pistolet do ręki i potarłam jego uchwyt. Po chwili przyłożyłam go sobie do ust. Brakowało mi Primea i to bardzo. Gdyby tu był, przytulałby mnie pewnie i pytał o słone ciastka, które tak lubił. Zablokowałam pistolet i odłożyłam go na stolik. Od teraz był mój. Może mi się przydać, gdy decepticony przyjdą po więcej. A na pewno się to stanie prędzej czy później. Zakręcone jest to życie. Bardziej niż to można sobie wyobrazić. Arsen dała mi sygnał abym weszła na spadzisty daszek. Nie widziałam przeszkód. Wgramoliłam się na parapet i po chwili zsunęłam się lekko na dach. Moja przyjaciółka siedziała tuż obok, na swoim daszku. Kochałyśmy te domy także za to, że mogłyśmy wysiadywać w tym miejscu czasem niemal całą noc. Najlepsze było, gdy jedna z nas miała szlaban. Niewolno nam się było spotykać w domu, ani wychodzić poza niego. Wtedy siadałyśmy na dachu, każda na swoim, i rozmawiałyśmy ile wlezie. Nie spotykałyśmy się ani w domu, ani poza nim. Każda siedziała na swojej "posesji". Arsen ubrana była w krótką, przewiewną piżamę. Opierała się o ścianę domu, a nogi miała wyciągnięte. Spojrzała na mnie i odmachnęła leniwie. Przybrałam podobną pozycję i zapytałam czy chce czegoś konkretnego, czy pogadać o bzdurach jak to było zazwyczaj. Wtedy uśmiechnęła się i stwierdziła ,że trochę tego, trochę tamtego. Przytaknęłam i przez chwile milczałyśmy nie wiedząc od czego zacząć.
- To, co chcieli od ciebie ci od rządu ? - zapytała w końcu, lekko ściszając głos.
- Powiem, jak tylko powiesz mi czemu jesteś w piżamie, skoro mamy dziewiątą rano ?
- Może to dość dziwne, ale nie potrafię zasnąć w innych ciuchach. Musiałam odespać walkę. Mam zakwasy.
- Tak, ja też. Prawie ich nie czuję, ale dają się we znaki. A co do twojego pytania... chcieli wiedzieć wszystko.
- A ty im powiedziałaś ?- moja przyjaciółka podniosła brew.
- A co miałam zrobić? To już mniej więcej koniec. Nie łudzę się, że wrócą. Wolałam im wyjaśnić zaistniałą sytuację. Prezydent wie teraz czego można się spodziewać, a mianowicie wszelkich odpowiedzi decepticonów. Może zbierać wojsko do walki, czy coś tam. Wiesz.
- Wiem. W sumie, nic innego nie mogłaś zrobić. Zgadzam się z tobą. Prawdopodobnie nie daliby ci spokoju. Może autoboty nie byłyby zachwycone, ale teraz jest to nie istotne.
- Hide na ciebie leciał.
- Co?!
- Wiem, że to odbiega od tematu, ale widać ,że wpadłaś mu w oko, Arsen.
- Ble.
- No.
- Co cię naszło ?
- Bo ja wiem? Przypomniałam sobie jak cię całował.
- To było ohydne.
- Wiem. To tak jakby teraz nagle Ratchet...
- Błagam nie kończ!
Obie wybuchłyśmy śmiechem.
- A ty i Optimus? Jak myślisz dacię rade w takiej odległości? - zapytała już bardziej poważnie.
- Nie wiem. Pisanie do siebie nie wchodzi w grę.
- SMSy do osoby na innej planecie? No fakt. Nie wchodzi w grę.
- No, a innej formy kontaktu nie ma. Więc pewnie kiedy minie najgorsza tęsknota trzeba będzie zacząć zapominać.
- Może jeszcze nie wszystko stracone? Wiesz, Prime mógłby złamać zakaz.
- Oj nie. W to nie wierzę. On ma dług u tego Magnusa czy kogoś tam. Wygląda na to, że jego szef ma na niego haka i teraz go szantażuje.
- Szuja - Arsen westchnęła ciężko.
- Nawet gorzej - stwierdziłam. W głowie miałam wymyślone parę soczystych słów na jego temat.
- Jeżeli nie wrócą, a decepticony i owszem to mamy przesrane.
- Jakbym nie wiedziała.
- I co wtedy? Poddamy się? Przyjmiemy do wiadomości, że rozwalą nam ziemię?
- Mam plan jak dostać się do autobotów, ale wymaga sporego poświęcenia.
- Nawijaj! - Arsen usiadła po turecku wykonując gest ręką bym zaczęła mówić. Westchnęłam ciężko pociągnąwszy się za rękaw koszulki spojrzałam w stronę spalonego lasu. Tylko jego część była pogorzeliskiem. Ogień nie dotarł zbyt daleko. Aż dziwne.
- To nie jest jeszcze do końca przemyślany plan. Zamierzam się oddać w ręce decepticonów - stwierdziłam bez większych emocji.
- Że co?! - moja przyjaciółka zaczęła wymachiwać rękoma jak to często mają w zwyczaju robić postacie z anime, które Arsen od jakiegoś czasu ciągle maniaczy. Przewróciłam oczami, a po chwili odparłam ,że to jedyny pomysł.
- No, ale... to jest...
- Wymagające poświęcenia, wiem. Jeżeli się uda, sprowadzę autoboty. No a jeśli nie, to przynajmniej podjęliśmy jakąś próbę, nie? Wolę już zginąć w taki sposób niż umrzeć przez eksplozję ziemi jaką zgotują nam wrogowie, gdy czegoś nie zrobimy.
- A co ze mną i Arturem? Co mamy robić?
- Nie wiem. Po prostu czekać.
- Musisz pchać tyłek zawsze tam gdzie jest niebezpiecznie? - zapytała lekko podirytowana.
- Tak. Przecież mnie znasz.
- To prawda. To... kiedy masz zamiar to wszystko zrobić?
- Tak jakoś po śniadaniu.
- Już?
- Po co czekać? - zapytałam nie czekając na odpowiedź. Dobrze wiedziałam, że Arsen się ze mną zgodzi. Te kwestie są oczywiste. - Jeśli nie wrócę, weź mój łuk. Jest zajebisty. Dam ci znać kiedy rozpocznę "misję". Teraz idę jeszcze trochę pospać. Nie wiem czemu, ale znowu jestem zmęczona. Do zobaczenia.
Arsen pomachała mi i weszła do domu. Ja również wróciłam do pokoju, by przez chwile podrzemać. Spojrzałam na zegarek. Śniadanie będzie gotowe już niedługo, ale zdążę do tego czasu wypocząć. Przygotowywanie do sjesty zajęło mi trochę dużo czasu. Musiałam poprawić poduszkę, rozłożyć prześcieradło i wytrzepać kołdrę. W końcu jednak udało mi się wskoczyć do przyszykowanego łóżka i mogłam cieszyć się krótkim, błogim lecz dziwnym snem. Nie był znowu aż tak dziwny, znowu śnił ci się ten twój przystojniak Zuko z Awatara. Uh! Zamknij się. Lubię go, ale nie jest przystojniakiem. No może jest trochę ładny, ale nie zakochuję się w postaciach z anime. Błagam! Tak, tak. Już ci wierzę.Spadaj! No dobra, dobra tylko żartowałam.
