Mimo ostrzeżeń Kuroko i jego licznych opowieści o potędze Aomine, Kagami nie przypuszczał, że może on być aż tak dobry. Mieszkając w Ameryce niejednokrotnie spotykał silnych przeciwników i myślał, że jest gotowy na wszystko. Pokolenie Cudów owiane było wieloma legendami, ale przecież ostatecznie pokonał Kise i Midorime, dlaczego więc miałoby by inaczej w przypadku Aomine? Odpowiedź poznał w momencie, gdy chłopak wszedł na boisko. Być może Taiga mógł być porównywany do tygrysa, jednak Aomine poruszał się jak pantera. Jego ruchy były niesamowicie skoordynowane. Poruszał się z szybkością, której Taiga nigdy nie spodziewałby się po człowieku. Do tego jego przyspieszenie i hamowanie zdawały się być na zupełnie innym poziomie. Dopiero podczas gry Kagami zrozumiał słowa Kuroko. Aomine był niesamowity. I doskonale o tym wiedział.

Kochał mierzyć się z silnymi przeciwnikami, a fakt, że nienawidził przegrywać za każdym razem zmuszał go do jeszcze większego wysiłku, do pokonywania własnych barier. Tym razem czuł się podobnie. Powiększająca się różnica punktów w połączeniu z ironicznym uśmieszkiem Aomine cały czas napędzała do go walki. Biegał więc coraz szybciej, skakał coraz wyżej. Gdy Aomine zdobywał punkt, on rewanżował się tym samym. Wiedział, że musi nadążać za swoim rywalem. Nie mógł odpuścić, nie po tym jak widział łzy frustracji Kuroko. Nie rozumiał jak Aomine mógł tak łatwo przejrzeć błękitnowłosego i go powstrzymać, ale skoro Kuroko nie mógł go powstrzymać, on musiał to zrobić. Był niesamowicie skoncentrowany. Świadomość, że wystarczy chwila nieuwagi, by ich szanse spadły do zera motywowała go do wytężenia wszystkich zmysłów. I wtedy to poczuł. Rwący ból przeszył jego nogę, gdy wyskoczył do góry po piłkę. Skrzywił się, ale nie zamierzał się oszczędzać. Nie mógł teraz odpuścić, wiedział przecież czym by się to skończyło, a tego nie byłby w stanie znieść.


Kuroko obawiał się tego meczu i ogromne prawdopodobieństwo przegranej wcale nie było dla niego najgorszym, co mogło się wydarzyć. Bał się, że gdy spojrzy na Aomine nie będzie mógł dostrzec w nim przyjaciela z którym kiedyś grał. Chłopak zmienił się najbardziej z nich wszystkich i Kuroko wiedział, że mimo rozwijającego się talentu do gry, zmiany te wcale nie były dobre.

Gdy Aomine w końcu wszedł na boisko Kuroko poczuł jak ściska mu się serce. Aomine emanował pychą i arogancją o które kiedyś by go nie podejrzewał. Już sam fakt, że spóźnił się na mecz powiedział mu dostatecznie wiele na temat tego jaki się stał. Do tego obecne na jego twarzy znudzenie. Niczego tak bardzo nie pragnął jak wygrać ten mecz. Tylko przegrana mogła wstrząsnąć Aomine tak bardzo, by się opamiętał i na powrót zaczął cieszyć się grą i zwracać uwagę na resztę drużyny. To była jego jedyna szansa na odzyskanie przyjaciela, bo Kuroko wierzył, że Aomine, którego znał ciągle gdzieś tam jest i czeka na przebudzenie. Był to główny powód jego determinacji, chciał zrobić tyle ile tylko zdoła, by ułatwić drużynie wygraną. Szybko jednak okazało się, że nie będzie to tak proste jak myślał. Powód był oczywisty i Kuroko skarcił się za to, że tego nie przewidział. Grali razem w kilkudziesięciu meczach, byli partnerami na boisku. Pozostali zawodnicy Pokolenia Cudów nieraz śmiali się z nich, że rozumieją się niemal bez słów. I teraz nic się pod tym względem nie zmieniło, Aomine nadal był w stanie przewidzieć, co zamierza zrobić. Oczywiście działało to też po części w drugą stronę, ale w przeciwieństwie do niego, Aomine nie grał zespołowo, więc nie było to aż tak przydatne jak odgadywanie ruchów Kuroko.

Kolejną przykrą niespodzianką był dla Kuroko fakt, że Aomine potrafił odebrać jego przyspieszone podanie, które dotychczas odbierał tylko Kagami. Zaczęło do niego docierać, że sztuczki, które działały na innych zawodników nigdy nie zadziałają w przypadku Aomine. Ten zbyt dobrze go znał i teraz wykorzystywał to przeciwko niemu. Nie to, że się tego nie spodziewał, w końcu sam korzystał z informacji jakie posiadał o Kise czy Midorimie, by z nimi wygrać. Aomine posunął się jednak o krok dalej i otwarcie lekceważył jego grę. Twoja koszykówka nigdy nie wygra – jego słowa dźwięczały boleśnie w jego głowie. Aomine po raz kolejny dawał mu do zrozumienia, że współpraca na której opierał swoją grę nie ma żadnych szans, by pokonać naturalny talent. Kuroko zadrżał momentalnie powracając pamięcią do rozmowy z wakacji. Wtedy zwątpił w swoje umiejętności i odepchnął na kraniec umysłu całą swoją miłość do koszykówki. Tym razem nie zamierzał tak łatwo dać się wytrącić z równowagi. Chciał udowodnić Aomine, ale też samemu sobie, że ze wsparciem drużyny jest w stanie go pokonać. Wtedy jednak zrobił coś, co tylko pogorszyło ich sytuację. Działanie pod wpływem emocji nigdy nie leżało w jego naturze, tym razem jednak gniew i żal przysłoniły mu osąd sytuacji przez co Seirin straciło kolejne punkty. Gdy rozbrzmiał dzwonek oznajmiający koniec kwarty, Kuroko stał jeszcze przez chwilę oszołomiony własną bezsilnością. Idąc na ławkę usłyszał jeszcze wymamrotane przez Aomine „Idiota". W tym momencie zgadzał się z nim zupełnie. Był idiotą i co gorsza nie miał w zanadrzu nic, co mogłoby uratować sytuację. Mimo zwykle optymistycznej natury nie widział dla nich zbyt wielu szans. Musiałby się zdarzyć cud. Sfrustrowany pozwolił emocjom przejąć nad sobą kontrolę, w bezsilnej złości zaciskając pięści. Wszystkie słowa Aomine wracały do niego jedne po drugich, przytłaczając go swoją intensywnością. Był słaby. Może i ktoś uważał, że jego zdolności są czegoś warte, ale tak naprawdę wiedział, że Aomine miał co do niego rację. Nic się nie zmienił od czasów gimnazjum. Inni urośli w siłę, podszkolili swoje zdolności i weszli na wyższy poziom. A on? Nadal jedyne, co potrafił to podawanie piłek i umiejętność odwracania od siebie uwagi. Dla członków dawnej drużyny był przewidywalny, bo znali jego grę.


Przegrana bolała. Na dodatek był uziemiony na najbliższe dwa tygodnie. Lekarz zabronił mu się forsować i nawet myśleć o koszykówce. Jeśli chciał, by jego nogi były znowu w pełni sprawne miał zapomnieć o jakiejkolwiek większej aktywności. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Był przecież koszykarzem do cholery. Co niby miał robić, jeśli nie mógł grać? Z frustracji zaczął chodzić nerwowo po domu, tylko siłą woli powstrzymując się przed złamaniem zakazu. A i tak nie wiedział ile wytrzyma.

Niespodziewanym odwróceniem uwagi okazało się dziecko, które podrzuciła mu kuzynka, wyjaśniając, że musi na tydzień wrócić do Ameryki i coś załatwić. Zanim zdążył mrugnąć już jej nie było, a on miał w domu pięcioletniego chłopca. Miał przerąbane. Nie wiedział co takiego zrobił w poprzednim życiu, ale musiało to być coś paskudnego, skoro teraz wszystko zwalało mu się na głowę. Plusem całej sytuacji było jednak to, że zajmując się Mashiro nie miał czasu, by myśleć o przegranej i kontuzji.

Westchnął ciężko na samą myśl, że nie grał od czterech dni. Dla niego to była niemal wieczność! Spojrzał na śpiącego na kanapie chłopca i ruszył do kuchni zrobić obiad. Wyjmował właśnie produkty z lodówki, gdy usłyszał dzwonek do drzwi. Zmarszczył brwi. Nie spodziewał się dzisiaj nikogo. Wzruszył lekko ramionami i poszedł otworzyć. Zaraz też zamarł, widząc kto stoi w progu.

- Kagamicchi!

- Kise? Co ty tu robisz? – spytał zdziwiony, zastanawiając się, co takiego skłoniło asa Kaijo do odwiedzenia go w domu.

- Przyszedłem do Kurokocchiego! – zawołał blondyn, nie zrażony jego sceptycznym nastawieniem, wpraszając się do środka i zatrzaskując za sobą drzwi. – Muszę z nim porozmawiać.

Kagami podrapał się z zakłopotaniem po karku, z niedowierzaniem patrząc na promieniującego radością chłopaka stojącego w drzwiach. W końcu mruknął:

- I niby dlaczego przychodzisz z tym do mnie?

Kise zmieszał się i na chwilę przestał błyskać dokoła uśmiechem. Wręcz przeciwnie, przybrał wyjątkowo poważny wyraz twarzy, który Kagami widział u niego tylko kilka razy, a i to głownie podczas meczu.

- Nie ma go u ciebie – ni to stwierdził, ni zapytał, wprawiając Kagamiego w jeszcze większą dezorientację.

- A miał być?

- Wiedziałem, po prostu wiedziałem – mamrotał do siebie Kise, chodząc nerwowo po przedpokoju.

Kagami był zaintrygowany i, do czego nie chciał się przyznać nawet przed sobą, zaniepokojony dziwnym zachowaniem chłopaka. W dodatku wyglądało na to, że czymkolwiek tak bardzo denerwował się Kise, miało to jakiś związek z Kuroko. Westchnął i zaciągnął chłopaka do kuchni. Posadził go przy stole i opadając na krzesło naprzeciwko, zapytał:

- Co się stało?

Kise spojrzał na niego zbolałym wzrokiem, przeczesują ręką włosy.

- Kiedy ostatni raz rozmawiałeś z Kurokocchim?

- Po meczu z Touou. – Skrzywił się na samo wspomnienie odniesionej porażki.

- I nie przyszło ci do głowy, by się z nim skontaktować? – zdumiał się Kise. – Myślałem, że się przyjaźnicie, że jesteście partnerami na boisku.

- Oczywiście, że się przyjaźnimy – żachnął się Kagami, niecierpliwie stukając palcami po blacie. – Mam szlaban na treningi, nie mogę biegać, o skakaniu nawet nie mówiąc. Po co miałem mu zawracać głowę i przeszkadzać w treningach?

Kise westchnął, ze znużeniem przeciągając ręką po twarzy. Kagami musiał przyznać sam przed sobą, że dziwiło go zachowanie modela. Wyglądał na zmęczonego i nie był tak promienny jak zawsze, co od razu zapaliło w jego głowie czerwoną lampkę. Do tego wydawał się cały czas czymś martwić.

- Kurokocchi zniknął – przyznał w końcu ponuro. – Jego rodzice są przekonani, że wyjechał na obóz treningowy z drużyną, gdy jednak zadzwoniłem do waszego kapitana dowiedziałem się, że nie mają żadnego obozu, a Kurokocchi jest z tobą. Podobno chciał ci dotrzymać towarzystwa i omówić z tobą jak może poprawić swoją grę. Teraz jednak widzę, że tu go nie ma. Nie mam pojęcia gdzie może być! – Sfrustrowany odgarnął włosy z twarzy.

Kagami przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu. Nigdy by się nie spodziewał, że Kuroko będzie kogoś okłamywał. To nadal nie wyjaśniało jednak dlaczego Kise był tak zmartwiony, każdy w końcu czasem potrzebował trochę czasu dla siebie, by pomyśleć. Gdy mu o tym powiedział, Kise potrząsnął głową.

- Nie rozumiesz – mruknął, odwracając się do okna. – Kurokocchi i Aominecchi byli najlepszymi przyjaciółmi, praktycznie nie można ich było zobaczyć oddzielnie. Koszykówka była dla nich najważniejsza i to właśnie to ich do siebie zbliżyło. Potem jednak Aominecchi zaczął się zmieniać. – Spojrzał na niego ponuro. – Twierdził, że jedynym, który może go pokonać jest on sam, zresztą sam go słyszałeś. Przestał grać zespołowo i odwrócił się od Kurokocchiego. Nie potrzebował go już, w końcu był w stanie wygrywać sam. Kurokocchi cierpiał widząc jak Aominecchi się od niego oddala, ale nic nie mówił, no bo co miał powiedzieć? Aominecchi oddalił się od wszystkich z drużyny. To przez niego Kurokocchi znienawidził koszykówkę i nie chciał więcej grać. Tym bardziej, że Aominecchi zaczął podważać grę Kurokocchiego, mówiąc, że sam nic nie zdziała.

Kagami drgął, słysząc to. Wiedział, że mecz z Touou był dla Kuroko ważny, nie miał jednak pojęcia, że to przez Aomine Kuroko prawie zrezygnował z koszykówki. Nagle w zupełnie innym świetle zobaczył jego determinację i łzy bezsilności. To chyba jednak nie była tylko frustracja wywołana przegraną, jak myślał dotychczas. Zaraz też przypomniał sobie wszystkie ostre słowa, które Aomine skierował do błękitnowłosego w czasie meczu i poczuł się źle. Powinien wcześniej zauważyć, że coś jest nie tak. Potarł nerwowo kark i spojrzał zdesperowany na Kise, mając nadzieję, że ten choć podejrzewa, gdzie mógł udać się Kuroko. Blondyn jednak wpatrywał się tylko uporczywie w ekran swojego telefonu, przygryzając w zamyśleniu wargę.

- Kise, wiesz… - zaczął Kagami, jednak nie dokończył, bo Kise w tym samym momencie z determinacją na twarzy przyłożył telefon do ucha i po chwili zawołał do niego:

- Momoicchi! Mam pytanie! Znasz jakieś miejsce, gdzie mógł pojechać Kurokocchi? – Kagami w napięciu przypatrywał się blondynowi, próbując po jego reakcji odgadnąć, co mówiła dziewczyna. – Nie, oczywiście, że nic się nie stało! – Kise zaśmiał się i Kagami był pod wrażeniem jego aktorstwa. – Kurokocchi chciał pobyć sam po ostatnim meczu, ale drużyna się o niego martwi. – Kise słuchał przez chwilę w milczeniu, po czym przytaknął i pospiesznie zakończył rozmowę.

- I co, wiesz gdzie jest? – Kagami przypatrywał mu się uważnie.

- Jego dziadek ma chatkę w lesie, na obrzeżach Tokio. Momoicchi jest pewna, że jest właśnie tam.

Kagami wypuścił powietrze, które nie wiedzieć kiedy zaczął wstrzymywać i mruknął:

- Walnij go ode mnie.

- Ja? – Zdziwił się Kise. – Przecież mam niedługo mecz! Kagamicchi, ty musisz pojechać!

- No chyba żartujesz! – zawołał oburzony. – Jak nie ty, to niech pojedzie Momoi, myślałem, że jej na nim zależy. – Poruszył zabawnie brwiami, na co Kise tylko wywrócił oczami.

- Nie są parą, wbrew temu na co wygląda. Poza tym, jej drużyna też ma za kilka dni mecz – przypomniał mu, na co Kagami skrzywił się z niechęcią. Oczywiście, że wiedział, że mieli mecz, w końcu gdyby nie ich przegrana, to Seirin brałoby w nim udział. Zerknął na ponownie zdeterminowanego blondyna i miał mu właśnie wyjaśnić, że nie może jechać, gdy do kuchni wszedł Mashiro, pocierając piąstką oko.

- Tai-chan, kto to? – spytał mały, wdrapując mu się na kolana i patrząc niepewnie na obcego.

- To mój kolega, Kise – mruknął, poprawiając mu ubranie. Zwrócił się do blondyna: - Jak widzisz mam pod opieką małego.

Kise jednak nie uznał dzieciaka za przeszkodę, wręcz przeciwnie. Zanim Kagami zdążył mrugnąć, ten już zaczął opowiadać małemu o wycieczce. Zazgrzytał zębami i musiał użyć całej swojej samokontroli, by nie wywalić blondyna z domu. Na dodatek dzieciak podchwycił pomysł wycieczki i wszelkie próby zmiany tematu spełzły na niczym. Po prostu pięknie.


Przeklinając pod nosem wziął dzieciaka na ręce i ruszył mozolnie do przodu, próbując się przedrzeć przez coraz większe zwały śniegu. Kise powinien się cieszyć, że był daleko, bo w tej chwili był gotowy go udusić. W swoim genialnym planie, blondyn nie przewidział pogody, a ta postanowiła jak najbardziej wszystko utrudnić. Rozejrzał się dookoła i ze zdenerwowaniem zacisnął usta. Coraz bardziej sypało, na dodatek mocno wiało przez co widoczność była niemal zerowa. Do tego wszystkiego oczywiście było ciemno, bo jakże inaczej. I jak on miał do cholera znaleźć jakąś małą chatkę w lesie, skoro ledwo widział otaczające go drzewa? Poprawił sobie chłopca w ramionach i z determinacją ruszył do przodu. Było już za późno, by się wycofać. Z każdą chwilą był pewien, że silny wiatr zapowiadał zamieć, a to znaczyło, że nie mieli czasu, by wracać na pociąg. Pozostało im tylko przeć do przodu z nadzieją, że w końcu znajdą domek. Nawet nie chciał myśleć co z nimi będzie, gdy się okaże, że Kuroko w nim nie ma. Przy tak niskiej temperaturze i całym tym śniegu nie wyszliby raczej z tego cało. Zaklął po raz kolejny. Był wściekły, że dał się na to namówić. Od początku wiedział, że to był zły pomysł. Trzeba było słuchać swojego instynktu.

- Cholara! – warknął, podnosząc się z zaspy w którą wpadł.

Teraz obaj z Mashiro byli cali ze śniegu. Otrzepał ich choć trochę, co w sumie nie miało żadnego sensu, skoro cały czas sypał śnieg. Z niepokojem zauważył, że Mashiro ma lekko sine usta. Opatulił go więc bardziej i przyciskając go do swojej piersi, ruszył jeszcze szybciej, wkładając w to całą swoją energię. Ta pieprzona chatka powinna gdzieś tu być. Tylko co z tego, skoro wszystko wokół było białe. Nie chciał się do tego przyznawać nawet przed sobą, ale zaczął się martwić na poważnie. O ile sam byłby pewnie w stanie gdzieś się schować i przeczekać śnieżycę, o tyle wiedział, że mały tego nie wytrzyma.

Zastanawiał się już nad wezwaniem jakiejś pomocy, choć w sumie nawet nie wiedział czy na tym odludziu był zasięg, gdy wpadł na coś. Po bliższym przyjrzeniu się, owo coś okazało się być ścianą domku. Z nową nadzieją zaczął się przesuwać wzdłuż ściany, szukając drzwi. Jednocześnie próbował odegnać od siebie pesymistyczne myśli, które podpowiadały mu, że gdyby ktoś był w środku, widziałby jakieś światło lub dym. Z drugiej strony cudem było, że widział własny nos. Gdy w końcu wymacał klamkę nacisnął ją, ale ta nie ustąpiła. Zdenerwowany załomotał do drzwi, a gdy nic się nie stało ponowił próbę. W końcu, gdy już myślał, że naprawdę mają pecha, drzwi otworzyły się znienacka przez co wpadli do środka. Kagami dosłownie w ostatniej chwili zdołał przekręcić się tak, by upaść na plecy i nie przygnieść trzymanego w ramionach Mashiro. Przez chwilę leżał nieruchomo, wpatrując się beznamiętnie w sufit i chłonąc ciepło, które powoli zaczęło do niego napływać. Szczerze mówiąc mógłby tak leżeć, niczego więcej do szczęścia nie potrzebował.

- Kagami-kun?

Wzdrygnął się widząc nad sobą głowę błękitnowłosego. Zaraz też zamrugał gwałtownie, potrząsnął głową i szybko zerwał się z podłogi. Kuroko musiał poczekać, miał pod opieką dzieciaka. Szybko się rozebrał i sadzając małego na jednym z foteli zaczął zdejmować z niego kolejne warstwy. Dzieciak był wyraźnie śpiący i zmarznięty. Zacisnął usta i opatulił go w leżący obok fotela koc. Miał nadzieję, że się nie rozchoruje przez tę eskapadę.

- Kagami-kun, zrobiłem kakao.

Jak spod ziemi wyrósł koło nich Kuroko, podając mu parujący kubek. Wziął go i ostrożnie podał Mashiro, nakazując:

- Wypij i zaraz pójdziesz spać.

Gdy chłopiec skinął lekko głową i posłusznie wziął od niego kubek, Kagami mógł w końcu spojrzeć na przyjaciela. Zaraz też zmarszczył brwi. Zwykle jako tako ułożone włosy były w nieładzie, tak samo jak ubranie, które miał na sobie. Najbardziej jednak zmartwiła go jego bladość i wyraźnie zaczerwienione oczy, które wpatrywały się teraz w niego z zainteresowaniem. Odchrząknął, nie bardzo wiedząc, co powinien teraz powiedzieć. W końcu niezręczną ciszę przerwał Kuroko:

- Co tu robisz? I kim jest to dziecko?

Kagami zacisnął dłonie w pięści, nagle mając ochotę nawrzeszczeć na stojącego przed nim chłopaka. Powstrzymał go przed tym tylko fakt, że Mashiro był tuż obok. Zamiast tego, wycedził przez zaciśnięte zęby:

- Może ty pierwszy powiesz, co tu do cholery robisz? I czemu wszystkich okłamałeś?

Kuroko odwrócił wzrok i Kagami musiał przyznać, że chyba pierwszy raz widział go zmieszanego. Był to dziwny widok. Przypominał mu, że zawsze niewzruszony chłopak też miał emocje, tak jak wszyscy inni. Westchnął, przeczesując ręką włosy. Chyba powinien podejść do tego na spokojnie. Tak, łatwiej powiedzieć niż zrobić. Co miał mu niby powiedzieć? Najchętniej wygarnąłby mu, że jest idiotą, skoro przejmuje się takim kretynem jak Aomine, ale to chyba tylko by wszystko pogorszyło. Cholera, nie znał się na takich rzeczach. Kise lub Momoi pewnie wiedzieliby co zrobić, zamiast tego zostawili wszystko w jego rękach, licząc na jakiś pierzony cud.

- Kagami-kun – odezwał się Kuroko, patrząc na niego uważnie. – Skąd wiedziałeś, że tu jestem?

Wziął uspokajający oddech i opowiedział mu o tym jak Kise go szukał, a Momoi podpowiedziała, gdzie może być. Przez moment wydawało mu się nawet, że dostrzegł lekki uśmiech na jego twarzy, zaraz jednak znowu stała się ona beznamiętna. Jak on tego nie znosił!


Plus śnieżycy był taki, że Kuroko nie mógł nic poradzić na ich obecność, bo przecież nie wyrzuci ich ot, tak na zewnątrz. Musiał się więc pogodzić z tym, że na trochę z nim zostaną, co oczywiście było Kagamiemu bardzo na rękę.

- Kagami-kun, mam tylko jedno łóżko – oświadczył nagle Kuroko, po tym jak już położyli małego na górze w dziecięcym łóżku. Kagamiemu przeszło przez myśl, że pewnie kiedyś był to pokój Kuroko.

- Mogę spać na kanapie – mruknął i rozejrzał się bezwiednie dookoła.

Nagle dotarło do niego, że w salonie nie było kanapy. Stały tylko fotele. Spojrzał zaskoczony na Kuroko, który przypatrywał mu się z lekkim uśmieszkiem, czającym się w kąciku ust. Potarł zakłopotany kark. Nie przewidział tego. Tak na dobrą sprawę w ogóle nie myślał o tym co zrobi, gdy już się tu dostanie.

- Będę spał na podłodze – powiedział w końcu, gdy milczenie stało się uporczywe.

- W nocy jest zimno – zaoponował Kuroko i zanim Kagami zdążył coś powiedzieć, dodał: - Możemy spać razem.


Leżał nieruchomo na skraju wąskiego łóżka, próbując się zmusić do zaśnięcia. Co oczywiście wcale nie było takie łatwe. Ostatni raz dzielił z kimś posłanie w Ameryce, gdy nocował u Himuro. Mieli wtedy po 11 lat i robili wszystko, byle tylko nie zasnąć. Tym razem jednak wspólne spanie miało w sobie coś krępującego. Nie wiedział czy chodziło o to, że byli już prawie dorośli, czy o to, że po drugiej stronie łóżka leżał właśnie Kuroko.

Zmienił pozycję, układając się przodem do błękitnowłosego i naciągając sobie kołdrę aż po brodę. Z jakiegoś powodu całe zmęczenie z niego wyparowało i zamiast spać leżał z szeroko otwartymi oczami, wpatrując się w tył głowy Kuroko. Zastanawiał się czy chłopak spał, czy tak jak on próbował się zmusić do zaśnięcia. Sądząc po zaczerwienionych oczach, które zauważył u niego wcześniej, nie był tak spokojny za jakiego chciał przed nim uchodzić. Nie spodziewał się po nim tak emocjonalnego zachowania. Zawsze poważny i skupiony wydawał się mieć pod kontrolą całe swoje życie. Niby była cała ta sprawa z porzuceniem koszykówki, ale myślał o tym raczej jak o jednorazowym wybryku. Nie chciał się do tego przyznać nawet przed samym sobą, ale martwił się o niego. Westchnął cicho i zirytowany wcisnął głowę w poduszkę, zaciskając mocno oczy. Chciał wreszcie zasnąć.


Nie był przyzwyczajony do bycia zaskakiwanym. Zwykle to on był tym, który wprawiał ludzi w zakłopotanie swoim niespodziewanym pojawieniem się. Tak czy inaczej, gdyby miał zgadywać komu uda się go zaskoczyć i w jaki sposób, na pewno nie wpadłby na to, że zrobi to Kagami, wpadając do jego domku w lesie w środku zamieci. I to z dzieckiem na rękach! Powiedzieć, że był oszołomiony, to niedopowiedzenie. Tylko lata praktyki pozwoliły mu zachować spokój i beznamiętną twarz. Szybko też zrozumiał, że jego odosobnienie zostało trwale zakłócone. Przy takiej pogodzie nie było mowy, by jego niespodziewani goście wyszli za próg wcześniej jak za kilka dni. Nie wiedział, co o tym myśleć. Pragnienie samotności nie było chyba czymś aż tak skomplikowanym, by je uszanować, prawda? A jednak Kagami, Kise i Momoi nie wahali się, by zakłócić jego spokój. Chciał się na nich gniewać i być może gdzieś w środku chował do nich pewną urazę. Jednocześnie jednak czuł dziwne ciepło na myśl, że Kagami postanowił przedzierać się przez zamieć, by go odnaleźć. Co, biorąc pod uwagę chłopca, którego ze sobą przywlókł, było raczej głupie i nieodpowiedzialne. Kagami twierdził wprawdzie, że wpadł, bo się nudził w domu, ale Kuroko znał go już wystarczająco dobrze, by wiedzieć kiedy go okłamywał. Poza tym uważne spojrzenie, którym go obrzucił na samym początku, dało mu jasno do zrozumienia, że martwił się o niego. Było to miłe. Zwykle ludzie go ignorowali, zapominając o nim lub wierząc, że sam jest sobie w stanie ze wszystkim poradzić. Na tym mu przecież zależało, bardzo się starał, by pozostać niewidocznym i zlać się z tłumem. Tak było łatwiej. Mógł dzięki temu uniknąć wielu nieciekawych sytuacji i przede wszystkim miał możliwość obserwowania innych. Kagami jednak zdawał się poświęcać mu więcej uwagi od pozostałych. Nie to, że nie mógł go zaskoczyć czy zniknąć mu z oczu, robił to przecież nagminnie, strasznie go tym irytując. Jednak niezależnie od tego czy akurat go widział czy nie Kagami wydawał się o nim cały czas pamiętać. Kuroko coraz częściej widział jak chłopak rozgląda się, szukając go. To było nieco dziwne i nie bardzo na początku wiedział, co z tym zrobić. Zwykle ludzie po prostu o nim zapominali, przypominając sobie o jego istnieniu w momencie gdy był im potrzebny lub gdy się przed nimi pojawiał. Jedyną osobą, która kiedyś tak jak Kagami go szukała i o nim myślała był Aomine. To jednak było dawno i Kuroko wiedział, że dzisiaj nie znaczył zbyt wiele dla dawnego przyjaciela. Czy jednak znaczyło to, że Kagami był mu równie bliski, co kiedyś Aomine? Nie wiedział i nie był do końca pewny czy chce się dowiedzieć.


Nadal nieprzytomny ubrał się i zajrzał do pokoju w którym położyli Mashiro. Dzieciaka nie było już jednak w łóżku i Kagami miał nadzieję, że jest z Kuroko. Ziewnął, szeroko otwierając usta, po czym przecierając zaspane oczy zszedł do kuchni. Zaraz też zatrzymał się w progu, obserwując scenę jaką zastał. Mashiro klęczał na krześle, obok którego stał Kuroko. Mały z zaangażowaniem mieszał coś w misce, podczas gdy błękitnowłosy dosypywał coś do niej. Obaj rozmawiali o czymś wesoło, co chwilę się śmiejąc. Do tego cali byli w mące, tak samo jak stół wokół nich. Kagami mimo swoich starań nie mógł pozostać cicho i już chwilę później zwijał się ze śmiechu, który tylko przybrał na sile, gdy obaj odwrócili się w jego stronę, patrząc na niego pytająco.

- Co wy tak właściwie robicie? – wykrztusił w końcu z siebie, podchodząc do nich, w przelocie czochrając włosy dzieciaka.

- Tai-chi! – zaraz zawołał Mashiro, uśmiechając się do niego promiennie. - Robimy z Tet-chanem naleśniki! – Pokazał umorusanym palcem na papkę w misce.

- Naleśniki, mówisz? – Uniósł sceptycznie brwi, zerkając na składniki rozstawione dookoła. – I jak wam idzie? – Spojrzał na Mashiro, a następnie przeniósł wzrok na Kuroko.

- Całkiem nieźle – odpowiedział z powagą błękitnowłosy. Zaraz jednak rzucił okiem na masę w misce. – Choć nie jestem pewien czy nie pomieszaliśmy proporcji – przyznał.

- Jestem tego niemal pewien! – zaśmiał się Kagami, biorąc od niego trzepaczkę i sprawdzając gęstość ciasta. – Mogę wam pomóc? – zapytał, mając przeczucie, że w innym wypadku to się może skończyć w najlepszym razie niejadalnymi naleśnikami.

- Tai-chan, będziesz smażył naleśniki? – zawołał podekscytowany Mashiro. – Takie jak w domu?

Kagami speszył się czując na sobie zaciekawiony wzrok Kuroko, więc tylko wymamrotał odpowiedź, głośniej dodając:

- Mashiro, wlej tu więcej mleka. Ok, już wystarczy. Dobrze, teraz to wymieszaj, tylko ostrożnie…


- Nie mogę uwierzyć, że zrobiliście taki bałagan przy zwykłych naleśnikach – zauważył Kagami, ścierając pozostałości mąki z jednej z szafek.

- Mashiro mieszał bardzo energicznie – przyznał Kuroko, uśmiechając się na to wspomnienie.

Kagami szybko stwierdził, że Kuroko świetnie dogaduje się z dziećmi. Jadąc tutaj trochę się martwił tym jak Mashiro zareaguje na obcą mu osobę, ale o dziwo szybko złapali ze sobą kontakt i teraz zachowywali się jakby byli najlepszymi przyjaciółmi. Uśmiechnął się szeroko. Miał wrażenie, że obecność dzieciaka w jakiś sposób pomaga Kuroko.

- Kagami-kun?

Wzdrygnął się lekko, słysząc głos chłopaka i szybko skupił na nim wzrok, unosząc pytająco brew.

- Nadal mi nie powiedziałeś dlaczego tu jesteś – stwierdził chłopak, patrząc na niego uważnie.

Kagami zmieszał się lekko. Co miał powiedzieć? Przecież nie powie mu, że się o niego martwił! To nawet w jego myślach brzmiało niedorzecznie. Choć z drugiej strony, przecież to właśnie robili przyjaciele, czyż nie? Podniósł na niego wzrok, przypatrując się jego bladej twarzy, rozczochranym włosom i przeszywającym oczom. Naprawdę nie sądził, że chłopak może być jeszcze bledszy niż był wcześniej, a jednak dowód na to miał przed sobą.

- Jadłeś coś w ogóle przez te cztery dni? – zapytał znienacka, zaraz łapiąc się za usta i spuszczając wzrok. Naprawdę powiedział to na głos?

Odchrząknął i wytłumaczył, nadal nie podnosząc wzroku:

- Jesteś bledszy niż byłeś.

Kuroko milczał, więc Kagami w końcu zerknął na niego speszony. Chłopak obserwował go z czymś nieokreślonym w oczach.

- Nie byłem głodny – stwierdził cicho po chwili, opuszczając głowę i zaciskając mocno dłonie na blacie stołu.

Kagami skrzywił się lekko na to oświadczenie. Chłopak mógł się rozchorować jeśli zaniedbywał tak ważne rzeczy jak jedzenie. Po raz kolejny utwierdził się w tym, że decyzja o przyjechaniu tu była dobra. Już on dopilnuje, by Kuroko jadł i przestał się zamartwiać. Z tym postanowieniem otworzył lodówkę, mówiąc przez ramię:

- Zrobię obiad. Zajmiesz się małym?

- Dobrze – przytaknął i zniknął, zanim Kagami zdążył coś dodać.


- Cholera – mruknął i zaraz dodał głośniej – Przecież widzę, że jesteś zmęczony. Oczy ci się same zamykają, więc nie marudź i kładź się spać. Jutro też jest dzień.

- Ale ja nie chcę – jęknął Mashiro, rzucając się na łóżku. – Chcę bawić się w chowanego z Tet-chanem! – zawył, wykrzywiając usta w podkowę.

Kagami tracił powoli cierpliwość i naprawdę miał ochotę wrzasnąć na dzieciaka, by się zamknął i spał. Wiedział jednak, że jeśli doprowadzi go do płaczu będzie go musiał uspokajać przez najbliższą godzinę. Jęknął, przeczesując z frustracją włosy. Zwykle Mashiro kładł się bez problemu, ale tak bardzo spodobała mu się zabawa z Kuroko, że dalej chciał się bawić i za nic nie chciał dać się przekonać, że przecież pobawią się też jutro.

- Mashiro-chan. – Kuroko wyrósł nagle koło nich jak spod ziemi i teraz wpatrywał się łagodnie w chłopca. – My też zaraz idziemy spać – wyjaśnił i zaraz dodał, unosząc kącik ust – Im prędzej zaśniesz, tym prędzej będzie nowy dzień.

Kagami spojrzał ostrożnie na Mashiro, ciekawy czy błękitnowłosemu uda się w ten sposób nakłonić go do spania. O dziwo, jego słowa zdawały się działać, bo dzieciak tylko pokiwał głową i posłusznie zamknął oczy. Normalnie nie do wiary. I pomyśleć, że spędził ostatnie pół godziny na bezcelowych próbach, podczas gdy wystarczyło kilka słów od Kuroko. Prychnął cicho i wyszedł z pokoju z Kuroko zaraz za sobą.

- Dzięki za pomoc – mruknął. – Myślałem, że będę tam sterczał całą noc.

- Tak to właśnie wyglądało.

- Właśnie… Czekaj! Że co? – spojrzał na niego z niedowierzaniem. – Czy ty się ze mnie nabijasz?

- Ja? Mylisz się, Kagami-kun.


Znowu nie potrafił zasnąć, ale to był jednak męczący dzień. Przez połowę czasu miał wrażenie, że opiekuje się dwójką dzieci, a nie tylko jednym. No, może trochę przesadzał. Pomijając bałagan zrobiony w kuchni czuł się tak tylko przy posiłkach, kiedy to obu musiał zmuszać do jedzenia. Kuroko zdawał się żyć na shake'ach i jogurtach i przekonanie go, by zjadł normalny obiad wymagało małego cudu. Ha, na szczęście Kagami był równie uparty, co on. A nawet chyba bardziej, bo w końcu dopiął swego i obaj zjedli po małej porcji. No, a potem musieli zabawiać Mashiro, co bez telewizora i wychodzenia z domku było bardzo męczące i wymagało wszystkich pokładów siły. Zdążył już zapomnieć jak męcząca była opieka nad małym dzieckiem. Z tą myślą zasnął.

Ręka zsunęła mu się z łóżka, uderzając o podłogę, co go obudziło. Przetarł oczy i spojrzał na Kuroko. A raczej na miejsce w którym ten powinien leżeć. Zmarszczył brwi i przeklinając pod nosem wyszedł z pokoju. Sprawdził łazienkę, ale nikogo tam nie było. Gdzie on mógł poleźć o tej porze? Zszedł po cichu na dół i rozejrzał się. W kuchni go nie było, widział ją dobrze ze schodów. Musiał być więc w salonie. Ostrożnie podszedł do wejścia do pomieszczenia i zajrzał do środka. Po chwili zauważył w poblasku ognia skuloną na fotelu postać. Westchnął i wszedł do środka, podchodząc do niego. Gdy już stanął przed fotelem dotarło do niego, że Kuroko spał. Zaraz dostrzegł opuchnięte oczy i zaschnięte łzy na jego twarzy. Poczuł jak rośnie w nim złość. W tej chwili miał ochotę porządnie przywalić Aomine za to, że Kuroko się przez niego zadręczał. Zacisnął zęby i ostrożnie podniósł chłopaka, opierając sobie jego głowę na ramieniu. Po chwili ostrożnie położył go do łóżka, kładąc się zaraz obok i przykrywając go dokładnie. Przez chwilę wpatrywał się w jego twarz. W czasie snu nie widniała na niej beznamiętna maska, którą ten wkładał każdego dnia. Teraz była spokojna i delikatna. Odgarnął mu włosy z czoła, zaraz zamierając z ciągle uniesioną ręką. Nie był pewien czy troska, którą czuł w stosunku do chłopaka była właściwa. Gniew, który go przejmował, gdy widział jego łzy był cholernie intensywny i przerażało go to. Nie wiedział czemu, ale zależało mu na tym, by Kuroko był znowu tym irytującym go niebieskim diabłem. Teraz snuł się tylko niczym prawdziwe widmo. Może i bawiłoby go to porównanie, gdyby nie fakt, że chłopak wyraźnie zmagał się ze sobą. A on nie wiedział jak mógłby mu pomóc. Ale zrobi to, choćby miał się stać jego cieniem i nie odstępować go na krok, pomoże mu i sprawi, że ten zapomni o słowach Aomine. Przysunął się do niego i objął go, przyciskając do siebie. Był tu dla niego.


Już w momencie, gdy się obudził wiedział, że coś jest nie tak. Leżał w łóżku, a przecież w nocy zszedł na dół i siedział przed kominkiem. Nie pamiętał, by wchodził z powrotem do góry. Jedynym wyjaśnieniem było to, że Kagami zauważył, że go nie ma i zszedł po niego, a potem zaniósł go do łóżka. Zmieszał się na samą myśl, że ktoś niósł go we śnie. Westchnął i w końcu otworzył oczy, chcąc wstać. Zaraz jednak zamarł, zdając sobie sprawę, że ktoś obejmuje go ciasno w pasie. Co więcej głowę, zamiast na poduszce miał na piersi Kagamiego. Zarumienił się, wyobrażając sobie jak muszą wyglądać. Odetchnął głęboko i próbował się wyplątać z uścisku, ale chłopak mocno go trzymał i wyglądało na to, że nie ma zamiaru puszczać go w najbliższym czasie. Znieruchomiał, postanawiając poczekać aż ten się obudzi. Przy okazji był ciekawy jego reakcji na tę sytuację.


Jęknął cicho, budząc się. Czuł się nawet wypoczęty, choć w sumie chętnie pospałby dłużej. Rozważał to właśnie, gdy przypomniał sobie ostatnią próbę zrobienia śniadania w wykonaniu Kuroko i Mashiro. Może lepiej będzie jednak wstać, przynajmniej będzie mniej do sprzątania. Tym bardziej, że Kuroko pewnie już wstał, a kto wie co mu przyjdzie do głowy. Otworzył oczy i spojrzał w bok, czy chłopak już wstał. Zaraz też wybałuszył oczy, zdając sobie sprawę, że Kuroko dalej jest w łóżku, w dodatku w jego objęciach. Zarumienił się i szybko odwrócił od niego wzrok, wypuszczając go z uścisku.

- Dzień dobry, Kagami-kun.

Spojrzał z niedowierzaniem na błękitnowłosego, który podniósł głowę z jego piersi i teraz wpatrywał się w niego uważnie. Ich twarze dzieliło tylko kilka centymetrów i Kagami nagle zaczął się zastanawiać czy jego blada skóra jest tak miękka na jaką wygląda. Podniósł dłoń i zamarł, zdając sobie sprawę z tego, co zamierzał zrobić. Co się z nim w ogóle działo? Skąd te absurdalne myśli? Spojrzał w błękitne oczy i zadrżał. Nie wiedział czym było to, co właśnie czuł, ale sprawiało, że robiło mu się gorąco.

- Rumienisz się, Kagami-kun - stwierdził Kuroko, kładąc dłoń na jego policzku.

I nagle, zupełnie jakby dotyk błękitnowłosego coś w nim wyzwolił, Kagami pochylił się i pocałował go. Właściwie było to tylko delikatne zetknięcie warg, ale sam fakt, że to zrobił sprawił, że zadrżał i spojrzał na przyjaciela z przerażeniem. Co on do cholery wyrabiał? Przyłożył rękę do ust i, uciekając wzrokiem, zaczął mamrotać nieskładne przeprosiny.

- Lubię cię, Kagami-kun - przerwał mu Kuroko i gdy Kagami poderwał głowę, patrząc na niego z niedowierzaniem, zobaczył, że kąciki jego ust są uniesione. Spojrzał mu w oczy i aż wciągnął powietrze, widząc ich wyraz.

Być może faktycznie zdoła sprawić, by Kuroko przestał się zamartwiać.

- Kagami-kun, myślę, że Mashiro już się obudził - stwierdził po chwili błękitnowłosy i widząc jego pytające spojrzenie, skinął w stronę drzwi.

Faktycznie, w drzwiach stał zaspany chłopiec, który zerkał na nich, pocierając piąstkami oczy.

- Pora na śniadanie! - zawołał Kagami, zrywając się z łóżka i przy okazji zrywając całą kołdrę z Kuroko. - Chodźcie, zrobimy coś dobrego. Może nawet użyjemy do tego jogurtu - rzucił w stronę Kuroko, który tylko uśmiechnął się lekko na jego słowa.

KONIEC