-Nasza sytuacja na Rubieżach staje się coraz gorsza. Praktycznie co standardowy tydzień tracimy co dwa większe krążownik, nie wspominając już o myśliwcach...
-Dziękuje Radco Darranas.- przerwał Jan Dodonna nemoidianinowi, obecny generał i członek Nowej Rady Konfederacji.
Wszyscy znali sytuacje, ale w naturze nemoidian musiało być coś takiego, że zawsze musieli panikować. Nieoficjalnie Yuzuricha Raa, wiedziała, że Dodonna wolałby wykluczyć Darranasa z rady. Szaroskóry nemoidianin najchętniej wysłałby całą flotę na Coruscant, a potem pomyślał o skutkach. Darranas stał na obecnym stanowisku tylko dlatego, że potrafił sfinansować ich wojnę o lepszy świat.
Nowa Rada Konfederacji bardzo się różniła od pierwowzoru, kiedyś niemal całkowicie złożona z humanoidów, teraz zaledwie trzy osoby z dziewięciu, były nie-ludźmi. Oprócz nemoidianina, w skład wchodził reprezentant Wookie, Tarfful oraz dinozauropodobny przedstawiciel z planety Nowe Plympto, Radca-Komandor Rootrock.
Ludzką część stanowili ona, Jan, była senator, Mon Mothma, piratka Jula i bankowiec Black , który podobnie jak Darranas, dzięki znajomości z ważną osobistością, posiadał tytuł radcy. Kto by pomyślał, że tak skromnie odziany mężczyzna, jeszcze kilka miesięcy temu jadł obiady wraz z przywódcą Klanu Bankowego, Sana Hila.
W przeszłości, Yuzuricha Raa była kapitanem w Konfederacji Niezależnych Systemów, lecz po powstaniu Imperium, wszystko się zmieniło.
Jako założycielka Nowej Rady powinna mieć największy wpływ na sprawowaną władzę, jednak zrezygnowała z tytułu i pozostałą przy swoim wojskowym stopniu. Główne decyzje podejmowali tylko pozostali członkowie, lecz gdy ilość głosów „za" i „przeciw" były sobie równe, to właśnie pani kapitan decydowała o dalszym losie Konfederacji. Po za kilkoma nielicznymi przywilejami, jej stanowisko w ogóle się nie zmieniło. Gdy ktoś ją pytał: dlaczego? Mówiła, że ma zbyt małe doświadczenie.
I był jeszcze Sidious.
W brązowej tunice i czarnych spodniach wyglądał jak zwykły służący podający napoje dla zdenerwowanych gości. Lecz wystarczyło jedno spojrzenie w niebieskie oczy albo na uczepiony u pasa czarny miecz świetlny, aby pozbyć się złudzeń.
Mężczyzna był w wieku pomiędzy trzydziestką i czterdziestką, miał jasne włosy, tak jak ona, tylko bez pomarańczowych pasm, oraz łagodną twarzą z często bijącym zmęczeniem. Patrząc, choćby na będącego w średnim wieku Dodonne , Yuzuricha domyślała się, że generał przeżył wiele i lata wojaczki zrobiły swoje, aczkolwiek porównując postacie obu panów, to Sidious aż symbolizował wyniszczenie wojowniczą egzystencji.
To statek Yuzurichy, „Wyróżniony Zwycięzca", znalazł Sidousa na Mustafar. W fortecy separatysta zebrał z niemal zniszczonego komputera ocalałe dane. Aczkolwiek statek wzbogacił się nie o jednego pasażera, lecz o dwóch, kapsułę ratunkową z rannym w środku. Raa nie wiedział co bardziej ją przeraziło, czy to, że z młodego mężczyzny w kapsule pozostał jedynie korpus i zniszczona proteza, czy to, że był nim Anakin Skywalker, największy bohater Republiki. Yuzuricha nie zapomniała, że podczas przesłuchania Sidiousa, mężczyzna mocno zacisnął ręce na oparciach fotela, gdy spytała o Skywalkera. Separatysta udzielił odpowiedzi, wtedy i podczas tworzenia nowej rady, niestety nie takiej jakiej chcieli usłyszeć nowi członkowie. Większości Radcom nie podobało się, że ukrywa przed nimi swoją przeszłość, aczkolwiek pogarszająca się sytuacja ciągnęła za sobą wielkie ryzyko, więc nikt nie miał dużego wyboru i wszyscy jednogłośnie przyjęli pomoc nieznajomego.
Imię władającego mocą Radcy, też budziło w niej wątpliwości, zaufani znajomi z Coruscant, potwierdzili, że podobno tak nazywa się Sith, który niby włada Senatem i jest przyczyną całej wojny.
Informacja, że Skywalker po przebudzeniu, zachowywał się jakby stracił rozum, również nie poprawiała pani kapitan humoru. Nie ufała Jedi, nawet gdy byli ranni, potrafili pokazać zęby i ukąsić. Co gorsza, Skywalker podobno miał żonę i dziecko, (a mówili, że to eunuchy )oraz o winę za ich stratę obarczał Konfederacje i Sidiousa.
Rodzice pani kapitan gotowi byli zrobić wszystko, aby ich córka była bezpieczna. Czasami w burzliwe noce, zdawało jej sie, że widzi, jak oblepiony zeschniętą krwią i błotem ojciec z krzykiem rzuca się na żołnierzy republiki.
Ojciec i Jedi w jednym. Sidious musiał się gęsto tłumaczyć i przepraszać, że sprowadził na statek żądnego krwi rankora.
Pomimo tych przywar, Yuzuricha była pełen podziwu dla umiejętności Sidiousa: wojskowych, dyplomatycznych, związanych z mocą oraz tych których nie potrafiła konkretnie nazwać. Jasnowłosy mężczyzna wiedział jak i gdzie Konfederacja może najwięcej zyskać, wiedział z kim rozmawiać, gdzie pójść, kogo wybrać na sojusznika, a kogo umieścić na liście wrogów. Preferował głównie pokojowy sposób odbywania sporów, nawet na „Wyróżnionym", gdzie posiadał wszystkie mocne karty, a sprzeciw pani kapitan wcale mu by nie przeszkodził, prosił i zachowywał się uprzejmie.
Sidious miał rację co do Imperium, było gorsze od Republiki, cała odraza do nie-ludzi zmaterializowała się w obecnym rządzie. Rada zdawała sobie sprawę, że przy złowrogim Imperium ich bunt zdawał się promieniować światłością, a któremu światłu zamierzała pomóc nawet za cenę życia.
I pomyśleć, że kiedyś, ostania rzeczą jaka chodziła po głowie Raa była walka ramię w ramię z przedstawicielami Republiki.
Kolejną ciekawostką był fakt, że Sidious nie pozwalał nazywać się Jedi, ani Sithem, lecz obiecał wyjaśnić to później. Yuziricha jako jego przyjaciółka uszanowała jego wolę i więcej nie poruszała tego tematu.
Sidious cały swój wolny czas spędzał w twierdzy, w której właśnie odbywała się debata, a którą zaczęto nazywać "Twierdzą Mocy". Budowla leżała w Odległych Rubieżach, jej planeta nie wyróżniała się niczym aż tak, że astrologowie zamiast zwykłej nazwy dali jej tylko numer: M-217. Dzięki wysokim górom, które występowały na całej planecie, twierdza była niewidoczna z zewnątrz. Planeta posiadała również znośną atmosferę dla istot tlenodysznych.
Sidious, jakby wyczuwając myśli koleżanki, odwrócił się od okna i lekko się uśmiechnął.
Yuzuricha po prostu musiała odwzajemnić gest i choć rzadko się martwiła, ale spoglądając za iluminator, naprawdę wolałaby, aby Anakina Skywalkera nie było w sali obok.
Anakin zrobił kolejny młynek swoim mieczem świetlnym.
Przestronna komnata z brązowo-kremowego marmuru, służyła kiedyś za salon gościnny. Skywalkerowi przypominała apartament żony na Coruscant, gdzie razem siadali przy gustownej fontannie, tutaj również znajdował się mały taras, lecz panoramę z budynków zastąpiły szare góry, a umeblowanie ograniczyło się do dwóch foteli.
Z tego co wiedział, kiedyś sam Passel Argente, zabity członek starej rady, wybrał sobie twierdzę za schronienie. Jednak ze stanu w jakim znaleziono kryjówkę, wywnioskowano, że nie osiadł w niej na stałe; spiżarnia, magazyny, części wojskowe i medyczne świeciły pustkami. Nowy front separatystyczny musiał wszystko zaopatrzyć w konieczne produkty od samego początku. Wynikiem były spartańsko urządzone pokoje ( ku wielkiemu rozczarowaniu Darranasa), lecz wystarczające do przeżycia.
Nawet główna sala konferencyjna z dowódcami, gdzie przepiękne płaskorzeźby wycięto i sprzedano, ze swojej dawnej świetlności pozostawiając jedynie okno w suficie przetykane metalowymi obręczami oraz drugie zastępujące ścianę. To właśnie ono wychodziło na były pokój gościnny, zaprojektowane tak, aby goście nawet nie domyślili się, że są obserwowani.
Anakin znacząco spojrzał w zakamuflowany iluminator. Człowiek, który go tu sprowadził, z pewnością większą część uwagi zwracał właśnie na niego.
Skywalker zamachnął się jeszcze raz.
Jego sztuczne ręce i nogi już dawno przystosowały się do ciała, dodatkowo pokrywała je syntetyczna skóra, każdy nieświadomy przechodzień nigdy by się nie domyślił, że kończyny są nieprawdziwe.
Tak jakby walka z Obi-wanem nigdy się nie zdarzyła, pomyślał.
„Byłeś moim bratem, Anakinie. Kochałem cię."
A to i tak zmieniło go na zawsze.
Podczas bitwy końce jego włosów lekko się podpaliły, w gruncie czego musiał je podciąć. Teraz były krótsze, prawie takie jakie miał będąc padawanem, aczkolwiek nawet w swojej spokojniejszej wersji potrafiły nieokiełznanie rozchodzić się na wszystkie strony.
Zrezygnował z czarnej rękawicy osłaniającej pierwszą protezę, nagle zdała mu się szorstka i niewygodna, a co dopiero para. Szczęście, że blizna dawno już znikła z jego czoła, po kilku dniach zmieniła kolor z czerwonej na białą stając się jedynie złym wspomnieniem.
Tak wyglądały jego zmiany zewnętrzne, wewnętrzne mówiły zupełnie o czymś innym.
A co się nie zmieniło? Nadal ubierał się w stylu bojowym: spodnie, które nie blokowały ruchów, wysokie buty, okazjonalnie do treningu, zamiast tuniki włożył skórzaną kamizelkę. Był doskonałym szermierzem, mechanikiem i pilotem, choć ostatnio jedynie mógł obserwować statki, niż nimi latać.
Był więźniem, któremu odebrano największy talent jaki kiedykolwiek posiadał - moc. Nic nie czuł. Nic nie widział. Dopiero po pięciu dniach odkrył, że górzysta panorama to jedynie holofilm odgrywany wciąż na nowo. Kolejna idealna sztuczka dekoratora wnętrz. Sidious zadbał, aby nie tak łatwo mógł opuścić planetę oraz bronił dostępu do każdej maszyny zdolnej pomóc mu w ucieczce.
Po wymianie floty na Skywalkera separatyści powinni już dawno nie istnieć. Nie mieli statków, maszyn, części zamiennych, lekarstw, nie wspominając o pożywieniu i ubraniach. Raz podczas „małej" utarczki z Sidiousem, Anakin znacząco rozciął sobie skórę na plecach. Rana była głęboka i nie chciała się goić. W prymitywnych warunkach trzeba było po prostu ją oczyścić ogniem i zszyć. Złościł go fakt, że sam nie mógł tego zrobić, dopiero dzięki pomocy Sidiousa udało się uleczyć rozcięcie.
To cud, że separatyści nadal mogli walczyć.
Kto by pomyślał, że tylko jeden surowiec decydował o ich dalszej egzystencji.
Żołnierze.
Yuzuricha zawsze stawiała na kreatywność i doświadczenie, a nie na przewagę liczebną. Siła wojska leżała w rękach jej przywódców, w ich mądrości i wiedzy. Już w przeszłości zdarzało się wielokrotnie, że jednotysięczna armia wygrywała z milionem. Na szczęście tym razem los, a raczej Moc, chciał inaczej.
-Jaka sytuacja panuje w Sektorze Coreliańskim?- zapytał Sidious.
-Tak jak ostatnio.- powiedziała Jula.- Corelianie to wolne duchy, nie lubią niczyjego zwierzchnictwa, Senator Iblis radzi zachować spokój, jednak duże skupisko imperialnych krążowników w rejonie coraz bardziej go irytuje. – dokończyła z półuśmiechem.
-Jeśli Palpatine wyśle jeszcze więcej statków, nasze ruchy staną się ograniczone. - stwierdził zimno Black.- Jeżeli zamierzamy włączyć go do naszych sił, zróbmy to teraz póki mamy szansę.
Yuzuricha kątem oka zauważył, że miecz Anakina wykonał mordercze cięcie.
-I zginie więcej ludzi, jednakże cel zostanie osiągnięty.- przyznał cierpko Rootrock.
-Pana propozycja?- zapytał wyuczonym głosem bankowca.
-Senator Zar obiecał przysłać posiłki.- ciągnęła niespeszony komandor. – Większość naszych ludzi siedzi bezczynnie bo brak nam broni.
-Nie trzeba było marnować połowy floty.- stwierdził Darranas.
-Skywalker nigdy nam nie pomoże.- dodał Black .
Sidious skierował na bankowca dwoje ostrych jak sztylety oczu, a Black lekko zbladł.
-Tu nie chodzi oto jak on może pomóc nam, jednakże jak MY możemy pomóc mu... i innym, których zniewoliło Imperium. –i znowu odwrócił się w stronę Anakina.
-Z całym szacunkiem, Radco Sidious, lecz czasami zastanawiam się, a pragnę dodać, że również i inne osoby w tej sali, czy za bardzo nie martwi się pan o chłopaka, a za mało – o wojnę.
Skywalker znowu zadał cios wyimaginowanemu wrogowi.
Sidious tylko wsparł się ręką o framugę okna.
-Masz rację. – przyznał ku szczeremu zaskoczeniu wszystkich.- Generale Dodonna , sytuacja w sektorze Coreliańskim to głownie twoja domena, jak brzmi twoja rada?
-Bez broni i statków jesteśmy bezsilni. Najlepiej zrobimy, gdy umocnimy nasze obecne pozycje. Nie zapominajmy, że propaganda Imperium opisuje nas w czarnych barwach. Mieszkańcy galaktyki muszą poznać prawdę, dopiero wtedy będziemy mogli przenieść się bliżej jądra...
Czerwony kolor ubrania Anakina niebezpiecznie kontrastował z bezwzględnością ostrza.
-Żałosne.- powiedział Sidious.
-Słucham?
-Przepraszam. Mówiłem do siebie. Proszę kontynuować.
-On nie powinien tu być.- wtrąciła Yuzuricha korzystając z sytuacji i z impulsem obróciła swoją szczupłą sylwetkę w stronę Sidiousa.- Jest niebezpieczny.
-Na każdym zebraniu wychwalacie moją miksturę, niektórzy z was chcieliby ją wykorzystać. Bezskutecznie.
- To Jedi, oni mogą wszystko.- po sali rozniosły się potwierdzające opinie.
-W czasach Imperium? Jedyne co mogą to walka z „legalnym" rządem, nieliczni pomagają nam jak tylko mogą.
Lecz żaden z pracujących dla Konfederacji Jedi, nie wiedział, że Anakin żyje.
-Rozkaz z świątyni kazał im się ukryć.
Prawdopodobnie jedyną wadę jaką posiadała Yuzuricha Raa był upór i zbytnia podejrzliwość.
Anakin znów wykonał młynek swoim miecze. To błękitne ostrze było zdolne do wszystkiego.
-Nikt nie może się wiecznie ukrywać. –głos Sidiousa zabrzmiał jakby z głębi wielkiej studni.
-Kim on dla ciebie jest, że aż tak pochłania twoją uwagę? – spuściła z tonu.
-To mój syn.- widząc, że wszyscy znieruchomieli, grzecznie przeprosił i wyszedł z pokoju.
A/N; mam nadzieję, że się podobało
Jak widać wprowadziłam nowa postać kobieca, zwykle lubię bazować już na wymyślonych , ale niestety wg mnie ta sytuacja wymagała takiego biegu zdarzeń.
