II
Podczas gdy on szykował się do najważniejszego dnia w swoim życiu, ona skupiła się na pracy. Przychodziła do biura pierwsza i wychodziła ostatnia, pracując od siódmej do dwudziestej pierwszej.
Oficjalnie podganiała zaległe raporty, a nieoficjalnie pomagała innym ekipom w kilku różnych dochodzeniach. Nie zaniedbywała swojej własnej. Co to, to nie! Nigdy by tego nie zrobiła, bo byli dla niej priorytetem. Od dziewiątej do piątej była członkiem grupy inwigilacyjnej. Po godzinach i przed pracą wspierała inne teamy swoją ekspertyzą i zdobytym doświadczeniem. Była zajęta i to było najważniejsze.
Dziewczyny się martwiły. Była tego świadoma. Dobrze wiedziały, że mało sypiała i zaniedbywała posiłki, ale upierała się, że tylko im się wydaje. W biurze grała starą siebie, pogodną, wesołą, pełną werwy i póki nie było widać fizycznych oznak jej przepracowania, nikt nie pisnął słowem na ponadplanowe godziny, zakładając, że wkrótce nadgoni zaległości, o których mówiła, i powróci do zwykłego cyklu pracy.
Kiedy zobaczyła cienie pod swoimi oczami, w sukurs przychodził jej nowy, świetny podkład i te parę kosmetycznych trików, które pokazała jej kiedyś bratowa, z zawodu kosmetyczka. Wystarczyło kilka wprawnych ruchów pędzlem i voilà! Nikt nie zauważyłby bladości skóry, podkrążonych oczu...
Spadek wagi tłumaczyła chęcią zrzucenia paru kilo przez weselem, bo widziała fajną sukienkę, idealną na tę okazję, ale niestety nieco za bardzo opinającą jej brzuch i pośladki.
- Chcę ją mieć, ale póki nie przestanie uwypuklać na mnie zarysów bielizny pod spodem, nie kupię jej.- mówiła.
- Może nie jest tego warta?- spytały niepewnie, z niepokojem zerkając na coraz luźniejsze ciuchy.
- Jest!- zapewniła gorąco.- Efekt będzie świetny, a podczas przyjęcia sobie to odbiję. Raz dwa wrócę do dawnej wagi!- dodała.
Powątpiewały w to, ale cóż mogły zrobić? Znały ją na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że kiedy się na coś uprze, nie będzie na nią mocnych.
Chłopcy wzięli jej „dietę' za jedno z tych kobiecych dziwactw, których komentować się nie powinno. Kiedy zaś ON wreszcie dostrzegł, jak szczupła się stała i podejrzliwie spytał: „Wszystko w porządku?", odpowiedziała:
- Pewnie! Dlaczego miałyby być inaczej?
- Bardzo schudłaś.- zauważył niepewnie, a ona się uśmiechnęła niewinnie.
- Dziękuję! To do nowej sukienki!- wcisnęła mu tę samą historyjkę, co reszcie.
- Żaden kawałek materiału nie jest wart takiego spadku wagi.- powiedział, uważnie lustrując ją wzrokiem.
- Ten jest.- odparła, usiłując brzmieć przekonująco.
- Dawniej byś tak nie powiedziała.- stwierdził zaskoczony jej słowami.
- Wszystko się zmienia.- usłyszał w zamian.- Sam wiesz o tym najlepiej.- dodała na pozór beznamiętnie i chwyciwszy torebkę, dorzuciła:- Wybacz, ale mam spotkanie na mieście. Zobaczymy się później.
- Informator?- zapytał.- Mam iść z tobą?
- Nie, to nie ma nic wspólnego z pracą. Dziękuję jednak za propozycję.- zaprzeczyła.
- Randka?- odważył się zapytać, choć wiedział, że właściwie to nie jego interes, z kim się spotykała. Był zaręczony i takie rzeczy nie powinny go interesować. Z drugiej strony, byli przyjaciółmi i się o nią troszczył, więc…
Nie potwierdziła, ani nie zaprzeczyła. Właściwie nie powiedziała nic, tylko uśmiechnęła się takim codziennym, przeciętnym uśmiechem i zebrawszy swoje rzeczy, wyszła z biura, zostawiając go nadal sterczącego przy jej biurku. Wiedziała, że na nią patrzył, kiedy szła do windy. Czuła na sobie jego wzrok, ale nie odwróciła się ani razu. Odetchnęła, gdy drzwi dźwigu zamknęły się za nią i urządzenie ruszyło w dół. Chciała nareszcie mieć trochę spokoju.
Znowu zaszyła się w swojej nowoodkrytej kafejce, sącząc całkiem niezłą kawę (chyba z cykorią, ale nie była pewna) i lakonicznie pogryzając apetyczną kanapkę, na którą jednak tak naprawdę nie miała większej ochoty. Jej apetyt stał się dla niej sprawą drugorzędną. Jadła, bo powinna, ale bez entuzjazmu i szczerze powiedziawszy niewiele w porównaniu do tego, ile jedzenia pochłaniała dawniej.
Zdawała sobie sprawę, że taki tryb życia nie wpływa dobrze na jej zdrowie i kondycję, ale prawdę mówiąc powoli przestawało to mieć dla niej znaczenie. Była, jaka była. Nie miała dla kogo się starać, wyglądać, choć może powinna, żeby udowodnić wszystkim, że jego ślub nie obszedł jej tak, jak podejrzewali, by udowodnić to jemu.
Z drugiej strony… po co? Czy naprawdę MUSIAŁA coś komuś udowadniać? Przecież to i tak niczego nie zmieni.
Parę dni później dostała oficjalne zaproszenie, z dołączonym RSVP. W sumie, powinna się tego spodziewać. Nikt nie planuje zapraszać gości w ciemno, no chyba że jest milionerem i parę osób w tą, czy w tamtą, nie robi mu różnicy. Przeciętny człowiek, organizując wesele, chciałby wiedzieć, ilu ludzi przyjdzie mu nakarmić, dlatego prosi o potwierdzenie przybycia. Inna sprawa, że to elegancka tradycja, nadająca szyku tego rodzaju imprezie i każdy, kto chciałby się odpowiednio pokazać, wysyła coś takiego potencjalnym uczestnikom.
- Kurczę!- wymruczała pod nosem, otwierając kopertę i czytając zawartość.
Nie paliła się, by iść na ten ślub, chociaż każdy zakładał, że się na nim pojawi jak cała reszta. Rozważała to, aczkolwiek nie miałby nic przeciwko temu, żeby pojawiły się jakieś nieoczekiwane komplikacje i ta wątpliwa przyjemność ją ominęła. Nie była jednak na tyle naiwna, by wierzyć, że tak się stanie. Cuda nie zdarzają się na zawołanie. Poza tym, teoretycznie wciąż pozostawała przyjaciółką pana młodego. W takim dniu powinna stać u jego boku i dzielić z nim jego radość. Tyle tylko, że wcale jej nie czuła…
Na dodatek w biurze zaczęto plotkować, że się z kimś spotyka, i o ile z jednej strony teoria ta uprawdopodobniała jej tajemnicze wyjścia na miasto bez towarzystwa nikogo z grupy, o tyle komplikowała sytuację z RSVP, którego nie odesłała jeszcze przez kolejny tydzień z okładem. Wszyscy oczekiwali, że postawi krzyżyk pod opcją przybycia z partnerem, a tymczasem żadnego przecież nie miała.
Ślub zbliżał się wielkim krokami. Widać narzeczonym bardzo się spieszyło uprawomocnić związek, bo datę ustalono na początek września (podobno „R" w nazwie przynosiło szczęście, przynajmniej według narzeczonej). Miesiąc z kawałkiem- tyle dali sobie na zorganizowanie uroczystości. Musieli być naprawdę w sobie zakochani…
Kiedy zapytał, czy przyjdzie sama, odpowiedziała pokrętnie, że jeszcze nie jest pewna, że da mu znać najpewniej za parę dni, bo wtedy będzie wiedziała już na bank.
- Tylko na pewno!- poprosił.- Na razie założę, że będzie was dwoje.- dodał z wahaniem.
- Dziękuję. Jak tylko będę wiedziała na pewno, zaraz ci powiem.- zapewniła i wróciła do pracy, dłużej nie zwracając na niego uwagi.
Zapewne gdyby spojrzała mu w oczy, ujrzałaby konfuzję i pewną dozę bólu, ale prawdę powiedziawszy, od dawna już tego nie robiła. Odkąd związał się ponownie z NIĄ, nie pozwalała sobie na żaden bliższy kontakt wzrokowy. Nie chciała, by spojrzenie ją zdradziło. Miała w sobie na tyle dumy by nie pokazać, jak bardzo ją zranił.
Nie, nie miała depresji, a przynajmniej nie sądziła, że ją ma. Znała objawy, bo jej ciotka na to chorowała i chociaż czuła smutek, i zniechęcenie, nie odczuwała tej nieprzebranej potrzeby, by zasnąć i już się nie obudzić, albo przynajmniej przespać to, co najgorsze. Była silna, wiedziała, że to przetrwa, tak samo jak przetrwała wszystko inne.
Praca jej pomagała. Jej myśli skupiały się na tym, co ważne w tym momencie, nie zaś na tym, co wkrótce się wydarzy i to było najważniejsze.
Kiedy dziewczyny spytały o sukienkę, którą rzekomo miała kupić, odparła na pozór poirytowana, że ktoś jej ją podkupił wprost sprzed nosa i cała jej dieta poszła na marne.
- Poszukajmy czegoś razem!- zaproponowały z entuzjazmem.- Na pewno znajdziemy jeszcze coś, od czego twoja randka pogubi skarpetki!- dorzuciły, po czym stwierdziły, że już się nie mogą doczekać chwili, gdy przedstawi im nowego faceta w swoim życiu.
- Musi być boski, skoro dla niego tak się starałaś!- powiedziała jedna z nich.
Co miała zrobić? Jeszcze tego samego dnia, w czasie lunchu, poszła z nim na zakupy i udawała zadowoloną, kiedy kazały jej mierzyć kolejne kreacje. Dobrze chociaż, że cena nie okazała się nazbyt wysoka, a sukienkę można będzie założyć więcej niż raz, jeśli tylko zmieni się do niej dodatki. Buty, co prawda, nie należały do najtańszych, ale i one nie musiały być jednorazowego użytku, więc ostatecznie tragedii nie było. Zresztą, bez cudu i tak musiała iść na ten ślub, a nago raczej nie wypada!
Koniec końców, znalazła jednak wymówkę, która pozwoliła jej wymigać się od tej imprezy, choć ta przynajmniej nie należała do przyjemnych. Odpowiadając na kolejny raz zadane przez niego pytanie odnośnie RSVP, poczuła silne zawroty głowy i padła jak długa pośrodku biura.
Potem była już tylko ciemność…
TBC
