A/N: Witajcie. Mam nadzieję, że drugi rozdział przypadnie Wam do gustu, choć ja nie do końca jestem z niego zadowolona.
Dziękuję za wszystkie komentarze.
I z góry przepraszam za błędy.
Czas płynął Harry'emu powoli lecz wcale mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, miał przynajmniej czas na to, by móc wszystko przemyśleć. Uporządkować myśli, które szalały w jego głowie. Nie miał pojęcia dlaczego Lucjusz Malfoy zaprosił go na spotkanie i czego od niego chciał. Intuicja podpowiadała mu, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, a ma to coś wspólnego z Malfoyem, to z pewnością będzie to coś nieprzyjemnego.
Harry pomyślał nawet o tym, by powiedzieć o wszystkim przyjacielowi, lecz Ron z pewnością odradziłby mu spotkania z mężczyzną.
"To tylko kolacja" – przekonywał sam siebie lecz gdy nadeszła godzina ich spotkania, Harry poczuł niepokój. Aportował się prosto do Dziurawego Kotła za pomocą sieci Fiuu. Westchnął. Jeszcze przez dwa tygodnie nie będzie mógł używać magii poza Hogwartem.
Harry obawiał się, że w pubie będzie dużo osób lecz na jego szczęście, nie było ich aż tak wiele. Nie lubił tego miejsca. Chciał tu przyjść tylko dlatego, aby pokazać, że nie będzie godził się na warunki Malfoya. Severus zawsze powtarzał mu, aby w kontaktach z ludźmi pokroju Malfoya nie okazywać strachu ani uległości. Prawdą jest, że ich dostojny i pewny siebie wygląd robił wrażenie lecz gdy okażemy słabość, będziemy straceni. Dodatkowo, Harry miał wielką ochotę zrobić mężczyźnie na złość wybierając to miejsce. Chciał zobaczyć jego arystokratyczny tyłek w miejscu tak obskurnym jak Dziurawy Kocioł. Dostrzegł go przy stoliku, który stał przy ścianie, zdała od innych. Minę miał zdegustowaną co automatycznie poprawiło Harry'emu humor. Gdy dostrzegł, że chłopak idzie w jego stronę, wstał.
- Pan Potter – przywitał się gdy Harry zajął miejsce na przeciwko mężczyzny.
- Mam nadzieję, że nie czekał pan zbyt długo – powiedział z grzeczności.
- Och, nie – odpowiedział uśmiechając się. Przez chwilę siedzieli w ciszy, podczas której Malfoy uważnie przyglądał się Harry'emu.
- Więc? Wydaje mi się, że był jakiś powód tego spotkania – przypomniał.
- Naturalnie. Ostrzegam, że moja propozycja może wydać się nieco nietypowa.
- Proszę przejść do rzeczy – powiedział Harry, czując się coraz bardziej zaniepokojony, co doskonale udawało mu się ukrywać.
- Proponuję umowę, która dla nas obu będzie nawet bardziej niż korzystna.
Harry posłał w jego stronę pytający wzrok.
- Mimo tego, że zostałem oczyszczony z zarzutów, wciąż jest wiele osób, które nie do końca wierzą w to, że stoję po jasnej stronie...
- I nie mylą się – przerwał mu.
Lucjusz puścił tą uwagę mimo uszu.
- Obiecałem sobie naprawić to, co zszargała wojna i proces, zaczynając od nazwiska.
- I co ja mam z tym wspólnego, panie Malfoy?
- Jest pan teraz zaiste najbardziej cenionym czarodziejem w naszym świecie. Wydaje się, że nawet nie masz pojęcia, czym dysponujesz. Wystarczy kilka słownych deklaracji z twojej strony i wszystko będzie załatwione – powiedział. - Po ślubie oczywiście.
- Słucham? Po ślubie?
- W rzeczy samej.
- Wydaje mi się, że nie zrozumiałem.
- Ślub sprawi, że wszystko będzie wydawało się bardziej prawdziwe – wytłumaczył.
- Nie wierzę, że naprawdę pan myśli, że się zgodzę – powiedział, lecz to co wydostało się z jego ust zabrzmiało jak zachrypnięty szept. - To chore! Przecież my nawet nie... my nawet się nie... - nie był w stanie wykrztusić niczego więcej.
- To nie będzie prawdziwe małżeństwo. To tylko interesy.
Harry przez chwilę nie wiedział co powiedzieć.
- I co pozwala panu sądzić, że mógłbym się na to zgodzić? - zapytał w końcu, siląc się na stanowczy głos.
- Wydaje mi się, że Ministerstwo wciąż ma problem ze schwytaniem wielu śmierciożerców. Moje informacje mogły by okazać się bardzo pomocne – powiedział. - Miejsce pobytu Bellatrix Lestrange, dla przykładu.
I trafił w słaby punkt Harry'ego. Chłopak marzył o tym, by tą kobietę spotkało wszystko co najgorsze. Czyli wszystko, na co zasłużyła. Od schwytania rzez aurorów, aż po pocałunek dementorów.
- I oczywiście nie mógłby pan pomóc Ministerstwu tak po prostu, bez dostania czegoś w zamian? - zapytał, doskonale znając odpowiedź.
- To nie leży w mojej naturze.
- Oczywiście – prychnął.
- Trzymałem te informacje na specjalną okazje – powiedział dumnie.
- Od początku pan to wszystko zaplanował. – Harry zmarszczył brwi.
- Owszem – przyznał a dumny uśmiech nie zniknął z jego twarzy.
Patrzył na Harry'ego wyczekująco. Chłopak wręcz czuł na sobie pytające spojrzenie.
- Co masz do stracenia, Harry? - powiedział, wypowiadając jego imię powoli i z naciskiem.
I to zdanie uderzyło Harry'ego prosto w brzuch. Nie miał niczego do stracenia. Jedynie na tym zyska. Nie miał nawet powodu by się nie zgodzić. Zwłaszcza, że miał być to związek czysto biznesowy. Daje coś, i otrzymuje coś innego w zamian. Prosta transakcja. Snape również nie stał na przeszkodzie. Harry był wolny i prawie dorosły. I już nigdy nie pozwoli się zranić.
- Zgadzam się – słowa wydostały się z jego ust zanim zdążył to przemyśleć. Liczył w duchu na to, że nie pożałuje tej decyzji. Na twarzy Malfoya pojawił się szeroki uśmiech.
- Jak chce pan wszystkich poinformować? Nie możemy po prostu stanąć na środku ulicy Pokątnej i zacząć się całować. Prędzej odesłali by nas do Munga niż pomyśleli, że jesteśmy... w związku.
Lucjusz po prostu wstał a Harry instynktownie zrobił to samo. Mężczyzna chwycił go lekko pod łokieć, w drugiej ręce trzymając swoją laskę. Wyszli razem z pubu, po czym Malfoy nagle położył swoją rękę na biodrze Harry'ego i jednym, gwałtownym ruchem przysunął go bliżej do siebie, tak, że ich klatki piersiowe prawie się stykały. Kolejne co Harry poczuł, to ciepłe wargi na swoich własnych. Nie był to prawdziwy pocałunek, za co Harry był bardzo wdzięczny. Nie minęło kilka sekund, gdy w mroku nocy dostrzegli błyski aparatów fotograficznych. Harry domyślił się od razu, że właśnie na to liczył Malfoy. Chłopak czuł zadziwiająco przyjemny zapach mydła, wanilii i jakiegoś drogiego alkoholu. Po chwili przerwali pocałunek. W półmroku wciąż błyskały światła fleszy, gdy Malfoy nachylił się w stronę Pottera.
- Myślę, że sprawa załatwiona – wyszeptał. - Chodźmy. Złap mnie za ramię.
Harry wykonał polecenie.
- Gdzie?
- Grimmuald Place 12.
I po chwili byli już na miejscu a Harry czuł nieprzyjemne wrażenie po aportacji.
- Wyślę do ciebie sowę odnośnie naszego następnego spotkania. Ustalimy zasady i podpiszemy umowę.
- Umowę? - zapytał zdziwiony.
- To jedynie formalność. Potrzebuję zapewnienia, że nie zmienisz zdania dzień przed ślubem.
Słysząc słowo "ślub", poczuł nieprzyjemny ścisk w brzuchu.
- Nie zrobię tego – zapewnił.
- Gryfońska uczciwość – roześmiał się. Stali blisko siebie. Harry odsunął się nagle gdy poczuł ciepły oddech na swoim policzku.
- Skąd pan wiedział, że tam będą? Fotografowie.
- Zawsze się gdzieś kręcą. Szukają sensacji. Wraz z końcem wojny, skończyły im się skandale i tematy.
- Jutro z pewnością będą meli o czym napisać.
- Z pewnością.
- Pójdę już – powiedział Harry. Chciał jak najszybciej wziąć kąpiel i zmyć z siebie zapach drugiego mężczyzny.
- W porządku. Musisz się wyspać przed wyjściem jutrzejszego wydania proroka.
Po chwili Lucjusz aportował się a Harry został sam.
Tak. Jutro wszyscy się dowiedzą.
I jak? Koniecznie zostawcie po sobie komentarz :))
Pozdrawiam,
Lawliettxox.
