Alec obudził się w niewiarygodnie wygodnym łóżku, ale nie mógł się tym długo nacieszyć, gdy poczuł niemiłosiernie ostry ból głowy i poczuł ogromną potrzebę zwrócenia zawartości swojego żołądka. Starając się nie ruszać by nie poczuć się jeszcze gorzej, jeśli to w ogóle możliwe, zaczął oddychać głęboko. W końcu mdłości odeszły i mógł usiąść na łóżku. Spojrzał w bok, na swojego ukochanego i uśmiechnął się półgębkiem. Co to była za szalona noc… Poczuł, że się rumieni przypominając sobie wszystko co robili tej nocy. Sam siebie zaskoczył, jak bardzo może być bezwstydny. Ale przy Magnusie nie musiał się hamować, mężczyzna kompletnie niczego się nie wstydził.

Wstał z uśmiechem i zaczął się rozglądać za zgubionymi ubraniami. No nic, będzie musiał pożyczyć jakąś koszulę czarownika. Otworzył cicho szafę i założył granatową, która leżała najbliżej niego na dnie szafy, zamiast ładnie wisieć. Widać właściciel tych ubrań niezbyt przejmował się porządkiem. Koszula doskonale pasowała na takie popołudnie po, była bowiem za długa na niego, sięgała aż do ud. W tej chwili zauważył swoje bokserki, więc jego poranny strój był trochę mniej niekompletny.

W tej chwili mdłości powróciły i Alec pobiegł do toalety na chybił trafił, i zaczął wymiotować do sedesu, czyli cały alkohol, który jeszcze w nim został i kwas żołądkowy. Po tym zrobiło mu się o wiele lepiej.

- Gdybym miał stele, ale Natalie ma ją w torbie. – Wymamrotał do siebie.

Spojrzał na prysznic i uznał, że to dobry pomysł. Już po chwili stał w strumieniach ciepłej wody, obmywając się z potu i innych podejrzanych fluidów. Całe szczęście po pierwszym stosunku zaczęli używać kondomów bo byłby cały w… Każdy wie czym.

Zaśmiał się do siebie. Kto by pomyślał, że przyjęcie propozycji od ledwo co poznanej czarodziejki poskutkuje poznaniem takiego ciacha. Boże, musi jej podziękować. Choć pewnie życia mu nie starczy by to zrobić tak jak sobie zasłużyła!

W końcu wyszedł z prysznica i ubrał się z powrotem w swoje obecne ubrania. Magnus dalej spał, a on nie chciał go budzić, przeszukał tylko pokuj w poszukiwaniu spodni. Poszedł do wielkiego salonu gdzie leżały jego podkoszulka i sweter. Ubrał więc swoje ubrania i położył się na kanapę. Ten ból głowy był nie do wytrzymania i jeszcze ciągle czuł lekkie mdłości. Alec spojrzał na wiszący na ścianie dziwny zegar. Była godzina piętnasta.

Właśnie wtedy zabrzmiał dzwonek.

Chłopak ruszył szybko do drzwi, by dotarł tam zanim zabrzmi kolejny dzwonek i obudzi śpiocha. Podniósł słuchawkę.

- Halo? – Zapytał niepewnie.

- Alec słonko moje, tu Nat! Przybyłam z wybawieniem! – Zaśmiała się wesoło czarodziejka.

Wpuścił ją do budynku i otworzył drzwi od mieszkania. Paru sekundach zjawiła się w produ z szerokim uśmiechem i wielkimi torbami pachnącymi jedzeniem, aż chłopak poczuł, że zbiera mu się na wymioty. Zakrył usta i nos ręką.

Natalie zaśmiała się na ten gest.

- Spokojnie moje ty kochanie, jak mówiłam mam twoje wybawienie. – Sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła małą buteleczkę. – Na kaca!

Podała mu ją, a on z wdzięcznością wypił wszystko na raz. Mikstura od razu zaczęła działać i już po paru sekundach Alec poczuł niesamowitą ochotę na cokolwiek Natalie przyniosła.

- Dziś w menu Kentucky Fried Chickens, Twistery i frytki. Dużo pysznych frytek! Ha ha ha!

Ta czarodziejka naprawdę była jak taki mały huragan. Łowca nigdy nie zaprzyjaźniał się łatwo, ale ona od razu go do siebie przekonała. Czuł się jakby znał ją od lat.

- Myślałam, że o piętnastej już będziecie na nogach, ale widocznie mieliście męczącą noc. – I znowu wybuchnęła śmiechem.

Alec poczuł, że się rumieni.

- Owszem. – Odparł cały czerwony. – A teraz daj mi jedzenie bo jestem głodny.

Weseli ruszyli do kuchni. Był to duży pokój w którym stał również duży, stary stół, a po drugiej stronie przy ścianie stały meble kuchenne w kolorze kremowego różu. Wokół panował porządek, w przeciwieństwie do reszty domu. Alec zaczął sprawdzać szafki w poszukiwaniu talerzy i postawił dwa na stole. Wyjął z lodówki kolę (Magnus się chyba nie obrazi, że pożyczą parę jego rzeczy) i dwie szklanki. W końcu usiedli obok siebie i rozpakowali jedzenie. Na widok cudownych, gorących kawałków kurczaka Alecowi zaburczało w brzuchu. Od razu wziął się za jedzenie.

- Boże jakie pyszne. – Jęknął, opierając się plecami o oparcie i zamykając oczy. Delektował się pysznym smakiem fast-foodów.

- Kocham kurczaki z KFC. – Zgodziła się Natalie. – Niezłe ma Magnus mieszkanie, to muszę mu przyznać. – Dodała po chwili rozglądając się.

- Mhm. Ciekawe co tak właściwie robi. Współpracuje z nocnymi łowcami jak ty czy coś innego…

- Ah, tak. Spoko Alec obdzwoniłam paru znajomych. Jest Wielkim Czarownikiem Brooklinu, kochanie, złapałeś niezłego faceta. Jest sławny.

- Ach tak? – Zamyślił się.

- Aha. Jeden z potężniejszych pozostałych przy życiu czarowników, obok Malcolma Fade'a i Ragnora Fella. Ten ostatni to mój dobry znajomy, tak w ogóle. Jak się o niego zapytałam to mi godzinę marudził, a na koniec odradził jakiegokolwiek kontaktu z Magnusem. – Zaśmiała się. - Podobno jest najbardziej irytującym, wkurzającym, szalonym czarownikiem jakiego Rags poznał i bardzo tego żałuje. Kiedyś wpakował ich w kłopoty i teraz mają zakaz pokazywania się w Peru.

- No nieźle.

Z salonu dobiegł ich odgłos kroków i cichych przekleństw. Po chwili w drzwiach pojawił się Magnus, jedynie w spodniach, wyglądający na niewyspanego. Skrzywił się.

- Jezu moja głowa. Rzygać mi się chce od zapachu waszego jedzenia. – Odparł podpierając się o futrynę drzwi.

Natalie wyciągnęła z kieszeni drugą fiolkę i podała mu. Magnus spojrzał na buteleczkę, a potem na Natalie.

- No co? Nie jest zatrute.

- Skąd to masz?

- Jak to? Sama zrobiłam. Mam całą zgrzewkę w domu. – Wzruszyła ramionami. – Jestem czarodziejką, jak ty. Tylko nie mam żadnego demonicznego znaku. Czuję się przez to jak unikat. – Zaśmiała się.

Nie zastanawiając się więcej, Magnus wypił zawartość buteleczki i poszedł usiąść przy stole.

- Bierz co chcesz. – Zaproponowała Nat pokazując na jedzenie.

Po zastanowieniu sięgnął po twistera.

- Skąd się tu wzięłaś? – Zapytał.

- Ragnor powiedział mi gdzie mieszkasz. Uznałam, że dam wam czas na wyspanie się. Tak w ogóle to ciągle mam twoje rzeczy w mojej torebce. – Powiedziała do Aleca i zaczęła w niej grzebać. Wkrótce na stoliku leżała jego stela i komórka. – Twój telefon jest zawalony wiadomościami i nieodebranymi wiadomościami. Masz przejebane u rodzinki, smuteczek. – Dodała.

Łowca tylko wzruszył ramionami.

- A kij im w oko. Ciągle tylko się mnie czepiają. Dbaj o Jace'a, uważaj na niego, utemperuj jego temperament, poratuj jak ma kłopot. Co ja jestem, niania pomieszana z sensei'em? Robię co mogę, a i tak zbieram opieprz. – Wyrzucił z siebie patrząc z nienawiścią na komórkę.

- Rodzice… - Skomentowała Natalie z obrzydzeniem. – Dzięki Bogu moi już dawno zdechli, para skurwieli. Najpierw zmuszali mnie do leczenia ludzi za pieniądze, których nigdy nie zobaczyłam, przez co przynajmniej pięć razy ledwo uszłam z życiem, a potem sprzedali mnie jakiemuś staremu bogatemu dziadydze na żonę i miałam mu leczyć codziennie jakieś starcze choróbska. – Parsknęła. – Okradłam go przy pierwszej sposobności i zwiałam puszczając mu wille z dymem. Ha ha ha. – Zaczęła się śmiać.

- Okej. Nagroda dla najbardziej pokrzywdzonego dziecka leci do ciebie. – Odparł Alec skruszony.

Natalie podniosła pięść w górę w geście zwycięstwa, wgryzając się w hot wingsa. Nastrój przy stole poprawił się.

- Mój ojciec chciał mknie utopić… - Powiedział nagle Magnus.

Alec spojrzał na niego zdziwiony, szeroko otwartymi oczami. Było mu głupio, że narzekał na swoje życie, skoro jego przyjaciele mieli o wiele gorzej.

- Przynajmniej nie sprzedał jak dziwki. – Odparła ponuro Natalie. – W każdym razie, jesteśmy radzi, że mu się nie udało.

Magnus uśmiechnął się lekko. Ci dwoje byli naprawdę mega dziwni.

Alec sprawdził komórkę, krzywiąc się co chwilę. Jaki przypuszczał większość telefonów była od rodziców, ale dużo też dzwoniła Isabelle, większość wiadomości była od niej i Jace'a. W większości smsów pytali gdzie do cholery jest, albo kazali mu wracać bo rodzice są na niego wkurzeni.

- Właśnie, podaj mi swój numer. – Powiedział nagle Alec do Magnusa. Uśmiechnął się. – Musimy się jakoś kontaktować, gdy już dostanę dostane ten szlaban na całe moje życie.

- Jasne, słonko, zaraz ci zapiszę.

Wziął od Aleca jego komórkę i zapisał się w kontaktach jako „Moje kochanie".

- Aww, jak słodko. – Zaśmiał się chłopak.

- Tak właściwie to ile masz lat? – Zapytał czarownik przypominając sobie, że jeszcze o to nie zapytał. Wiedział, a raczej czuł, że jest nieletni, ale jeśli miał siedemnaście lat to jeszcze pół biedy.

- …Siedemnaście. – Odpowiedział po długiej przerwie.

Natalie parsknęła i zaczęła mocno kaszleć. Magnus spojrzał na nią ze zmarszczonymi brwiami, nie rozumiejąc. Nie mógł zobaczyć jak Alec zgromił ją wzrokiem.

- Przepraszam, zakrztusiłam się. – Powiedziała w końcu, poważniejąc.

- Nic się nie stało. – Odparł Alec chłodno. – Macie ochotę na jakiejś wyjście dzisiaj? Sporo rodzice i tak są na mnie wkurwieni nie zbawi mnie kolejne parę godzin.

- Nie, powinieneś wracać do domu. – Oznajmił Magnus. Łowca spojrzał na niego z niezadowoloną miną. – Twoi bliscy się o ciebie martwią.

Chłopak jęknął. Nie miał najmniejszej ochoty żegnać się z Magnusem. Właściwie z chęcią zaciągnąłby go z powrotem do łóżka.

- I tak nie mam czasu, niedługo przyjdzie klient.

Jakby na zawołanie zabrzmiał dzwonek do drzwi.

- Otworzę drzwi, a ty się ubierz do końca. – Alec wstał i pokazał jego nagi tors ręką.

Gdy czarownik zgodził się cichym mruknięciem, chłopak ruszył w stronę drzwi i nacisnął przycisk. Stał przy nich aż ktoś nie zapukał.

Otworzył drzwi i spojrzał na ładną rudowłosą kobietę z dziewczynką stojącą obok niej. Uśmiechnął się.

- Dzień dobry. Proszę, Magnus zaraz przyjdzie. – Zaprosił je gestem.

Kobieta, lekko zdziwiona po sekundzie wahania ruszyła do środka pewnym krokiem. Jej córka rozglądała się zaciekawiona wokół, trzymając się trochę za matką, widocznie była nieśmiała.

- Dzień dobry. – Natalie opierała się o ścianę niedaleko drzwi do kuchni. – No słonko, zbierajmy się zanim Magnus nas wyrzuci. – Powiedziała tym razem do chłopaka.

- Ehh, no dobra. – Przewrócił oczami.

W tej chwili do pokoju wszedł Magnus.

- Hej, przyszłaś wcześniej. – Powiedział do kobiety.

- Nie wiedziałam, że masz gości.

- Mamo, czemu tu jesteśmy? – Zapytała dziewczynka niepewnie, patrząc to na matkę to na nieznajomego.

- Muszę tylko coś zrobić i zaraz pójdziemy, Clary.

- Goście już sobie wychodzą. – Powiedziała Natalie z uśmiechem. Podała Alecowi stele i komórkę, którą zostawił na stole. – Odwiozę Aleca.

Wzięła swoją kurtkę i podała Alecowi jego skórę, która leżała na ziemi. Podziękował jej kiwnięciem głowy, podszedł do Magnusa i pocałował go namiętnie. Zaskoczony czarownik oddał pocałunek. W końcu Alec odsunął się od niego i uśmiechnął pogodnie.

- Do zobaczenia. – Ruszył do drzwi, które otworzyła Natalie. – Zadzwonię do ciebie. – Dodał odwracając się.

Razem z Natalie zeszli schodami na dwór i do jej małego samochodu stojącego niedaleko na chodniku.

- Zostawiliśmy mu syf w kuchni. – Zaśmiała się czarodziejka.

Alec spojrzał na nią zdziwiony i parsknął śmiechem.

- Głupia jesteś.


W końcu wylądował przed instytutem.

- Nie chcę tam iść. – Powiedział ponuro.

- Marnuję benzynę stojąc tutaj. – Powiedziała Natalie poważnie. – Idź i nie zmuszaj mnie bym cię tam zaciągnęła, siedemnastolatku… - Zachichotała, nie mogąc dłużej wytrzymać bycia poważną.

- A co miałem powiedzieć? Wyraźnie mu zależało żebym był starszy.

- Nom, inaczej można by go uznać za pedofila.

Alec zgromił ją spojrzeniem.

- Dobrze, że jesteś taki wysoki i wyglądasz poważniej bo ciągle tylko smutasz.

- Taaa, dobra idę. Do zobaczenia. – Wyszedł z auta.

- Masz mój numer w komórce! Zadzwonię! – Zawołała zanim zamknął drzwiczki.

Pomachał jej i ruszył ponuro do środka budynku. Przeszedł całą drogę do windy i nacisną przycisk. Rodzice już na pewno wiedzieli, że jedzie i będzie miał ostrą pogadankę. Ale jakoś niewiele go to obchodziło. Kiedyś pewnie by się siebie wstydził i strasznie bał stanąć przed zdenerwowanymi rodzicami, ale teraz nie za bardzo przejmował się tym, że ich zaniepokoił. W kuchni Magnusa powiedział dokładnie to co myślał. Jego matka i ojciec za bardzo traktowali go jak niańkę Jace'a, a chociaż uważali go za na tyle dorosłego by zaopiekować się bratem to traktowali go jak nieporadne dziecko. Ciągle musieli wiedzieć gdzie jest, kazali mu wracać o idiotycznie wczesnych godzinach… a właściwie to i tak nie miał po co wychodzić. Za to Jace chodził gdzie chciał, pchał się na polowania, uciekał niewiadomo gdzie i w ogóle za to nie obrywał. To na niego się darli, że go nie upilnował, bo tylko on mógł wpłynąć na tego idiotę.

Winda otworzyła się. Alec ruszył kuchni, pewnie tam będą pozostali. Nie ma się co kryć, nie ucieknie przed darciem ryja i szlabanem.

- Alec, na anioła gdzie ty byłeś? – Zapytała jego siostra gdy wszedł do kuchni.

Jak podejrzewał ona i Jace jedli jakieś chińskie danie z pudełeczka.

- O brachu, ale ci się dostanie. Rodzice wpadli w furie gdy nie wróciłeś na noc. – Powiedział Jace patrząc na niego z podziwem. – Ty to masz odwagę.

- Dzięki, Jace. Nic mnie nie obchodzą jacyś furiaci. Ten wypad był najlepszym pomysłem w całym moim życiu. – Uśmiechnął się rozmarzony.

- O mój Boże! Poznałeś kogoś? To dlatego nie było cie całą noc, ty cholerny szczęściarzu?! – Zawołała Izzy szczęśliwa, że jego brat wreszcie kogoś ma.

Tylko ona wiedziała, że jest gejem i nie przeszkadzało jej to. W jednej chwili Alec poczuł, że nie obchodzi go jak zareagują na tą nowinę inni ludzie, bo był niesamowicie szczęśliwy, że w końcu poznał swojego ukochanego. W końcu gdyby nie to nie mógłby być z Magnusem.

- O tak. Jest nieziemski i w ogóle boski. Wysoki, przystojny i zabawny. – Zaczął opowiadać podjadany.

- Eee, co? Alec, czy ty mówisz o facecie? – Zapytał Jace, mrugając zdziwiony.

- Tak. Czy ci to przeszkadza? – Zapytał ostrożnie.

- No co ty, brachu. Jestem zaskoczony, że nic mi nie powiedziałeś. W końcu mamy zostać parabatai i w ogóle.

A tak, już za tydzień mieli mieć ceremonię.

- A tak właściwie to gdzie są nasi rodzice? – Zapytał.

- W gabinecie. Coś się chyba dzieje z aktywnością demonów w Nowym Jorku, tak mi się wydaje. Gdzieś skoczył jakiś radar około czterech godzin temu. – Odpowiedziała Izzy, marszcząc brwi. – Rodzice nie chcą mówić nic więcej.

- No dobrze. Ale chyba i tak muszę im się pokazać. – Odparł Alec i ruszył do pokoju tortur.

- Idziemy z tobą. – Oznajmił Jace. – Nie zostawimy cię stary w potrzebie, nie?

Alec poczuł, że robi mu się cieplej na sercu.

- Dziękuję wam, naprawdę. Jesteście wielcy.

I razem ruszyli na ścięcie.