Oto jest - rozdział drugi! Dziękuję wszystkim, którzy czytają, a jeszcze bardziej tym, którzy się do mnie odezwali. Niestety nie mogę odpisywać na "gościnne" komentarze" (nie mogę też wysyłać teaserów)! Ale bardzo dziękuję ;)
2. Jak w transie sięgnęłam po kartkę, rozłożyłam ją i zaczęłam czytać.
Moja kochanko,
Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Okej, gdym miała choć odrobinę rozsądku, przerwałabym w tym miejscu. Zdawałam sobie sprawę, że czytanie tego listu, zwłaszcza w tej chwili, kiedy zostało mi mniej niż pół godziny do randki z innym mężczyzną, nie było, mówiąc delikatnie, najlepszym pomysłem. Mogłam sobie tylko wyobrazić, w jakiej psychicznej rozsypce zostawi mnie cała reszta, sądząc po efekcie, jaki miały na mnie te dwa słowa. Serce waliło mi jak młotem, czułam bolesny ucisk w piersi, pulsowanie w skroniach i znajome szczypanie pod powiekami. Nie, powiedziałam sobie, nie będę płakać. Problem w tym, że by dotrzymać tego złożonego samej sobie przyrzeczenia, musiałabym wyrzucić list, albo przynajmniej odłożyć go na później, po powrocie z randki, kiedy mogłabym go przeczytać na spokojnie. Fakt, pewnie i tak skończyłoby się łzami, ale wtedy przynajmniej miałabym sytuację bardziej pod kontrolą.
Niestety, czasami nie mam siły, aby być tą silną kobietą, którą staram się być przez większość czasu, jeśli wiecie, co mam na myśli. Tym razem okazałam się zupełnie pozbawiona siły woli. Nie mogłam się oprzeć. Otworzyłam oczy i powróciłam do lektury listu.
Nie chciałem Cię budzić, bo jesteś bardzo zmęczona, ale świt jest już blisko i nie uda mi się z Tobą porozmawiać przed wieczorem. Pam najprawdopodobniej złamie wkrótce zaklęcie. Mam w związku z tym złe przeczucie. Dlatego chcę Ci coś wyznać, póki jeszcze mogę.
Dziś w samochodzie powiedziałem coś, co nie było do końca prawdą. Powiedziałem, że mógłbym Cię kochać. Nie wiem, co skłoniło mnie do sformułowania tego zdania w ten sposób. Skłamałem. W tym stwierdzeniu nie ma miejsca na „może". Kocham Cię.
Nie wiem, co stanie się dziś w nocy. Co będę myśleć, kiedy odzyskam pamięć. Co powiem i co zrobię – wampiry nie radzą sobie zbyt dobrze z uczuciami.
Ale chcę, żebyś wiedziała, że nie wierzę, bym mógł tak po prostu przestać Cię kochać. Nie po wszystkim, co dla mnie zrobiłaś i wiedząc, jak bardzo mogę być z Tobą szczęśliwy.
Wierzę, że istnieje przyczyna, dla której biegłem tamtej nocy drogą prowadzącą akurat do Twojego domu.
A przede wszystkim nigdy nie uwierzę, bym mógł Cię nie pragnąć. Dlatego proszę Cię o jedno: cokolwiek stanie się jutro, daj mi szansę.
Zawsze Twój,
- E –
Kiedy skończyłam, przez chwilę gapiłam się na list zupełnie bez ruchu. Dopiero kiedy zauważyłam, że ręka, w której trzymam kartkę, cała się trzęsie, wyrwał mi się bolesny szloch. Zwinęłam się w kulkę na podłodze i poddałam się niekontrolowanym dreszczom. Po raz pierwszy od czasu, kiedy Eric opuścił mój dom, dałam upust całej mojej starannie tłumionej rozpaczy. Przez te wszystkie miesiące nie pozwalałam sobie myśleć zbyt dużo o tym, co właściwie straciłam tego wieczoru, gdy Eric obudził się bez pamięci o spędzonym ze mną czasie i w rezultacie nie opłakałam mojej straconej miłości, ale to nie sprawiło, by ból, który odczuwałam po jej utracie zelżał – o nie, okazało się, że był tam przez cały czas, zamknięty i jakby stwardniały, uwolniony w tej chwili i uderzający we mnie z pełną siłą. W pewnym sensie było to gorsze uczucie, niż gdyby mój ukochany umarł. Z jednej strony był całkiem blisko, w sąsiednim mieście, a z drugiej miałam świadomość, że w ogóle nie istniał.
Eric mnie kochał. Nie miałam wątpliwości co do tego, że napisał prawdę. Nie miałby żadnej korzyści z kłamstwa. Dostał ode mnie wszystko, co mogłam mu dać. Co gorsza jednak, zdałam sobie sprawę, że…
NIE.
Nie kocham Erica. Nie kochałam Erica. To nie był Eric.
O Boże. Boże, dopomóż. Tęskniłam za nim bardziej, niż byłam skłonna przyznać się przed samą sobą. Jednocześnie jednak wiedziałam, że gdybym mogła wskoczyć w wehikuł czasu i podjąć odmienne decyzje, nie zmieniłabym niczego. Wiem, żałosne.
Nie zgadliśmy z Erikiem, że Eric nie tyle się mnie wyrzeknie, co w ogóle nie będzie mieć pojęcia, że coś nas łączyło. Fakt, że leżałam teraz na podłodze w gościnnej sypialni i trzymałam w ręce materialny dowód jego miłości, miał w sobie coś słodkogorzkiego. Przynajmniej wiedziałam teraz, że nie oszalałam i nie wyśniłam sobie tego wszystkiego. Nie tylko wiedziałam, że Eric Northman w pewnym punkcie swojej niewyobrażalnie długiej egzystencji kochał mnie, niewykształconą kelnerkę z zapadłego miasteczka, ale co więcej, miałam to wyznanie na piśmie – przypuszczam, że gdybym sprzedała jego list na aukcji, dostałabym za niego tyle pieniędzy, że mogłabym do końca życia nie pracować. Albo zaszantażować go do zrobienia rzeczy, na które w przeciwnym razie nigdy by się nie zgodził. Albo, jeszcze lepiej, sprzedać go za jeszcze większą sumę Pam, która mogłaby szantażować go jeszcze skuteczniej.
Wiedziałam, że nigdy nie zrobię nic podobnego i to nie tylko z powodu poczucia lojalności. List był mój i tylko mój. Nie oddam go. Nikomu. Nigdy.
W tym momencie usłyszałam pukanie do drzwi. Szlag! Quinn! Jak mogłam zapomnieć? I co ja mam teraz zrobić? W żadnym wypadku nie nadawałam się w tej chwili na randkę. Wiedziałam, że jedyną osobą, o której będę w stanie myśleć tej nocy był Eric, a umawianie się z kimś, kiedy myślisz o innym mężczyźnie, jest po prostu nie w porządku. Nie wspominając już o tym, że prawdopodobnie wyglądałam jak kupka nieszczęścia, byłam cała zapłakana, rozstrojona psychicznie i zdecydowanie nie w nastroju na romantyczny wieczór z prawie nieznajomym. Z drugiej strony, czy mogłam go tak po prostu wystawić? To byłoby naprawdę niegrzeczne, najprawdopodobniej kupił już bilety. Tak czy owak, musiałam się pozbierać i otworzyć mu drzwi.
Zerwałam się w panice i starając się, by mój głos brzmiał w miarę normalnie (akurat!) zawołałam:
- Już idę!
Zostawiłam list na nocnej szafce w moim pokoju. Wbiegłam do łazienki, żeby zmyć smugi z rozmazanego od płaczu makijażu i odświeżyć się trochę zimną wodą. Byłam naprawdę zadowolona, że użyłam wodoodpornego tuszu – nie wyglądałam aż tak źle, jak się spodziewałam. Otarłam policzki, wydmuchałam nos i przywdziałam mój fałszywy, nerwowy uśmiech. Dopadłam do drzwi wejściowych w takim pośpiechu, że nie zerknęłam po drodze na zegarek, ani nie sprawdziłam przez wizjer, kto stoi na zewnątrz, zanim otworzyłam.
Błąd. Duży błąd, Sookie.
Przyznaję, że miałam pewien problem z tym, jak powinien brzmieć list - pamiętając o tym który Eric go napisał. Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale mam nadzieję, że jakoś mi to wybaczycie.
Czekam na odzew!
