Zamieszczam kolejny rozdział. Miłej lektury!


Bella
Zapukałam do ciemnoniebieskich drzwi mieszkania Emmetta. I Rosalie,dodałam po dłuższym namyśle. Ciągle nie mogłam przywyknąć do tego, że Rose mieszka z moim bratem, chociaż byli ze sobą od lat. Zostali najlepszymi przyjaciółmi, gdy byli jeszcze dziećmi; razem przetrwali trudne lata w gimnazjum, a kiedy Rose zaczęła szkołę średnią, postanowili się spotykać; ona miała czternaście lat, a Emmett piętnaście. Byli dla siebie idealni. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek znalazła kogoś tak dobrego jak mój brat. Głównie dlatego, że oglądanie ich przywoływało złe wspomnienia. Właściwie zachowywanie się tak, jak oni byłoby dziesięć razy gorsze. Gdyby któreś z nich wiedziało, próbowaliby być bardziej ostrożni, ale nie chciałam im mówić. Zasługiwali na szczęście.

Kiedy tak rozmyślałam, usłyszałam odgłos otwieranego zamka i skrzypienie zawiasów - drzwi się otworzyły. Stał w nich Emmett z telefonem przy uchu i jedną ręką włożoną do rękawa skórzanej kurtki. Spojrzał na mnie i wybuchnął swoim głośnym, tubalnym śmiechem. W mojej głowie powstał zamęt. Dlaczego się śmiał? Miałam coś na twarzy? Włosy mi stały? A może miałam rozpięty rozporek? Sprawdziłam, tak dla pewności. Jednak on tylko zaczął śmiać się jeszcze głośniej, a ja usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Stałam w cichym korytarzu naszego bloku, gdzie akustyka była lepsza od tej na zatłoczonych ulicach; rozległ się po nim donośny dzwonek - A Hundred Years Five For Fighting. Wyjęłam telefon z kieszeni uśmiechając się, ponieważ wiedziałam kto to był. Oczywiście wiadomość od Emmetta.

Bella, idę Cię szukać. Powinnaś już być w domu.

Przewróciłam oczami i chowając komórkę weszłam do środka. "Szukać". Jakbym była jakimś zagubionym turystą w Tokio.
Za bardzo się o mnie martwisz.Podniosłam ręce i ułożyłam w głowie słowa, pokazując - nieco rozdrażniona - co miałam na myśli. Zamknął drzwi, a ja mogłam praktycznie poczuć, jak pokazuje język za moją głową. Usiadłam na kanapie, a chwilę potem z sypialni wyszła Rosalie w ekstremalnie krótkich, czerwonych spodenkach. Właściwie nie wiedziałam, czy można byłoby je nazwać spodenkami. Miała też na sobie prostą, białą koszulkę bez rękawów i ręcznik na jej długich, blond włosach.

- Cześć, Bella. Jak tam w pracy? - rozwiesiła ręcznik na suszarce i usiadła obok mnie ze skrzyżowanymi nogami. Miała spokojny i łagodny głos tak, jak większość kobiet.

W porządku. Nie byłam dzisiaj bardzo zajęta.Pokazałam, zastanawiając się, czy powinnam jej powiedzieć o moim spotkaniu z Edwardem Masenem. Raczej nie. Na pewno powiedziałaby Alice, a potem wyciągnęłyby ode mnie każdy malutki szczegół, próbując mnie z nim zeswatać. Z nimi nic nigdy nie jest pewne.

Emmett usiadł w fotelu i włączył telewizor. Rosalie się uśmiechnęła.

- To dobrze - schyliła się sięgając po szczotkę, aby rozczesać swoje złote włosy. Wstałam, a obydwoje spojrzeli na mnie.

Idę do domu. Zjem kolację, a potem się położę. Dobranoc.Ich oczy podążały za ruchami moich rąk. Pomachałam Rosalie i uścisnęłam Emmetta zanim wyszłam za drzwi.

Westchnęłam lekko, gdy otwierałam drzwi mojego mieszkania, sąsiadującego z tym "uroczej parki". Rose była modelką. Wiedziałam, że mogli pozwolić sobie na kupno mieszkania o wiele lepszego od obecnego. Ja ledwo mogłam utrzymać to. Jednak byli tu po to, aby się mną opiekować. Nie mogłam pomóc i czułam się za to winna.

Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Gdy przebywałam z nimi to zawsze czułam się jak piąte koło u wozu. Znowu westchnęłam i zdjęłam płaszcz; poszłam do salonu, który był jednocześnie kuchnią i sypialnią. Powiesiłam kurtkę w szafie - prawie wymarłej - i przekopywałam szuflady dopóki nie znalazłam tego, czego szukałam; moją ulubioną, wygodną piżamę. Składała się ona z jasnych, niebieskich spodni, które całe pokryte były nadrukami pingwinów(mam je od czasów gimnazjum) i starej koszulki Emmetta o wiele na mnie za dużej. Położyłam to, co znalazłam na łóżku i wzięłam gorący prysznic, zanim się przebrałam, nie opróżniając kieszeni moich dżinsów.

Założyłam piżamę i związałam włosy w kok, wchodząc do salonu/kuchni. Westchnęłam, gdy rozejrzałam się po moim jednopokojowym mieszkanku. Ciasna łazienka była jedynym oddzielnym pomieszczeniem w tym domu. Usiadłam na łóżku i włożyłam kapcie(króliczki, oczywiście), przechodząc do części kuchennej. To była najlepsza rzecz na jaką mogłam sobie pozwolić z moimi zarobkami. Wiedziałam, że Charlie i Renee daliby mi pieniądze na coś lepszego, ale nie chciałam ich pomocy. I tak przez całe dotychczasowe życie byłam dla wszystkich ciężarem. Chciałabym być niezależna. Przeszukałam szafki i w końcu zdecydowałam się na ravioli szefa Boyardee. Postawiłam jedzenie na kuchence - nie miałam mikrofalówki; spojrzałam na pocztę leżącą na blacie. Graty. Graty. Więcej gratów... Moje ramiona gwałtownie się osunęły. Nie powinnam zapłacić rachunków? Pomyślałam, przygryzając wargę. Wzięłam głęboki wdech i rozcięłam pierwszą kopertę - ogrzewanie i klimatyzacja. Zmarszczyłam brwi i odłożyłam papiery; zamieszałam ravioli, zanim podeszłam do kaloryfera i zakręciłam go. Tutaj nie może być tak ciepło... Po prostu będę musiała cieplej się ubierać tej zimy. Wróciłam do kuchni i wyłączyłam kuchenkę; zaczęłam układać rachunki, zagryzając wargi z każdym spojrzeniem. Wygląda na to, że ta sterta nigdy nie zniknie; rachunek po rachunku, pocztówka, parę interesujących katalogów, kolejny rachunek, kolejny, i kolejny...

Ale ostatecznie kupka wkurzających, monotonnych kopert się skończyła. Niestety, moje jedzenie już wystygło. Pomimo tego przełożyłam wszystko do miski i usiadłam na jednym z krzeseł, wkładając łyżkę do ust, próbując nie czuć tego okropnego smaku. Kiedy skończyłam, podeszłam do zlewu po drugiej stronie szafki i umyłam naczynia, starając się zużyć tak mało wody, jak to tylko możliwe; wytarłam je i odłożyłam na miejsce. Ostatni raz spojrzałam na rachunki leżące na szafce i podeszłam do łóżka, zrzucając kapcie z nóg. Wzięłam dodatkowy koc i rozciągnęłam go na łóżku, wyłączając światło. Weszłam pod kołdrę, odkładając na bok myśli o mojej trudnej sytuacji finansowej.

Edward

Klucz zaklinował się w zamku, gdy próbowałem otworzyć drzwi, jednak po chwili stanęły otworem. Zacząłem po omacku szukać włącznika światła; gdy go nacisnąłem, pokój został oświetlony jasnym promieniem. Powiesiłem płaszcz na jednym z wieszaków na drzwiach i wszedłem do holu. Następnie wspiąłem się po krętych schodach na piętro, gdzie mieściła się moja sypialnia i pokoje gościnne. Na parterze był salon, kuchnia, moje osobiste... biuro? Właściwie nie wiedziałem, jak można to nazwać; może być biuro. I łazienka. Poszedłem korytarzem prosto do sypialni. Usiadłem na brzegu łóżka i zdjąłem buty. Nie mogłem przestać myśleć o tej dziewczynie. Isabella Swan... Wyglądała na osobę, która pewnie wolałaby, aby mówić do niej Bella. Nie powiedziała ani słowa podczas każdego z naszych spotkań tego wieczoru. Chciałem znowu ją zobaczyć, usłyszeć jej głos. Uśmiechnąłem się, gdy wyciągałem z kieszeni jej portfel, ponownie spoglądając na prawo jazdy. Była piękna... jej mahoniowe włosy... jej czekoladowo - orzechowe oczy ukryte pod długimi rzęsami, jej skóra w kolorze kości słoniowej... Tak bardzo chciałem dotknąć tej twarzy... Wpatrywałem się w fotografię przez jakiś czas, zanim powróciłem na ziemię. Zamknąłem portfel i rzuciłem na biurko. Co było ze mną nie tak? Czułem się jak jakiś prześladowca.

- Jezu, Edward. Co ty robisz? - spytałem. - Świetnie. Teraz nawet mówię sam do siebie - jęknąłem i zamknąłem usta.

Jutro to oddasz. Znowu ją zobaczysz. Myślałem, ściągając koszulkę przez głowę. Wycelowałem nią do kosza na bieliznę stojącego na drugim końcu pomieszczenia i szarpiąc nadgarstkiem, podrzuciłem ją do góry. Nie byłem głodny, bo jadłem kolację z przyjaciółmi na mieście, ale postanowiłem coś przekąsić.

Zgarbiony wszedłem do kuchni, wciąż myśląc o szczególnie łatwych do rozszyfrowania oczach Belli i otworzyłem spiżarnię; wziąłem paczkę chipsów i wsypałem trochę do miski. Doniosłem je do sofy, usiadłem i zamknąłem oczy, czując przez chwilę sosnowy odświeżacz powietrza. Chwyciłem pilota i zacząłem przeskakiwać po kanałach, zatrzymując się na filmie z Tomem Hanks'em. Nie mogłem sobie przypomnieć jak się nazywa, ale pamiętałem, że oglądałem go kilka miesięcy temu. Minęła już połowa filmu, a ja patrzyłem na ekran, tak naprawdę wcale nie oglądając. Myślałem o Belli - jej pięknych, falujących, czekoladowych włosach pasujących do jej oczu. Zastanawiałem się, dlaczego była taka cicha, nie mówiąc ani jednego słowa; wyobrażałem sobie jak brzmi jej głos i myślałem, co jej jutro powiem, kiedy wrócę do sklepu...

Niestety, nie zdążyłem nic wymyślić - zasnąłem na kanapie, śniąc o jej pięknej twarzy...

Bella

Obudziły mnie promienie słońca wdzierające się przez okno, powodując pojawienie się czerwonych plam przed moimi oczami. Szybko spojrzałam na zegarek w kuchence. Była ósma rano. Zwlekłam się z łóżka, ziewając i przecierając oczy. Założyłam jasnoniebieskie dżinsy i lawendową bluzkę przed rozpoczęciem porannej toalety: myciem zębów, włosów, twarzy... Pracę zaczynałam o czternastej; wcześniej chciałam wyjść i porozglądać się za jakąś inną ofertą. Spojrzałam w lustro. Westchnęłam, patrząc na fioletowe cienie pod oczami. Otworzyłam szufladę znajdującą się pod zlewem i użyłam paru kosmetyków, które kiedyś dała mi Alice; poszłam do kuchni, szukając śniadania. Znalazłam miskę i nasypałam do niej trochę płatków; otworzyłam lodówkę, chcąc sięgnąć po mleko. Nic z tego. Wygląda na to, że dzisiaj zjem płatki na sucho.

Zaniosłam miskę na kanapę i włączyłam telewizor. Nie miałam kablówki; nie mogłam sobie pozwolić na taki luksus, ale miałam kilka lokalnych kanałów. Oglądałam wiadomości i słuchałam o tych wszystkich złych rzeczach, dziejących się na świecie w międzyczasie jedząc płatki. Jednak nie wytrzymałam i po kilku minutach wyłączyłam urządzenie. Postawiłam miskę na stoliku i włożyłam tenisówki, gotowa na poszukiwania pracy. Przeszukałam dżinsy, które miałam na sobie poprzedniego dnia, wyjmując z nich klucze i telefon; ruszyłam w kierunku wyjścia, po drodze chwytając za kurtkę.

Wyszłam na korytarz i zamknęłam drzwi, zbiegając po schodach. Zły pomysł. Przewróciłam się na dywanik i poczułam podłogę przy mojej twarzy. Dzień dobry, podłogo. Co tam u Ciebie?Powiedziałam w myślach. Podłoga i ja byłyśmy ze sobą bardzo dobrze zaznajomione. Zignorowałam pieczenie w policzku i podparłam się dłońmi, wstając. Kiedy się tak otrzepywałam, przypomniałam sobie, że nie mam portfela. Bardzo ostrożnie podeszłam do drzwi mojego mieszkania i otworzyłam je. Stanęłam przy łóżku, gdzie leżały spodnie, i ponownie sprawdziłam kieszenie. Nic. Przygryzłam wargę starając sobie przypomnieć, gdzie mogłam go położyć, ale w mojej głowie była pustka. Całą godzinę przeszukiwałam mieszkanie, a panika wzrastała z każdą minutą. Zapukałam do drzwi mieszkania Emmetta i Rose, przestępując z nogi na nogę; poczułam łzy w moich oczach. Po paru minutach drzwi się otworzyły, ukazując Emmetta ubranego jedynie w czarne bokserki. Od razu zaczął zrzędzić.

- Bella? Jest dziewiąta piętnaście, a ja miałem wczoraj nocną zmianę! - jęknął, brzmiąc jak mały chłopczyk, któremu zabrano zabawkę. Kilka łez wypłynęło spod moich rzęs, a na jego twarzy pojawił się niepokój.

- Hej... o co chodzi? - spytał łagodnie. Był po prostu jak duży... miś - przytulanka.

Nie mam pojęcia, gdzie posiałam portfel. Możesz pomóc mi go znaleźć?Pokazałam szybko. Skinął głową i przyłączył się. Zaczęłam szukać między poduszkami na kanapie. Zgubiłam portfel. Z kartami kredytowymi. Z książeczką oszczędnościową. Z resztkami pieniędzy. Zaczęłam panikować. Po pół godzinie żadne z nas nie znalazło zguby. Przetarłam oczy, a Emmett spojrzał na mnie ze współczuciem.

- Przykro mi, Bella. Będziesz musiała zgłosić, że zgubiłaś karty i anulować je - powiedział. Skinęłam głową i przytuliłam się do niego, znowu czując się tak, jakbyśmy wciąż byli dziećmi - byłam z nim bardzo zżyta. Uścisnął mnie lekko, a gdy wyszłam, zamknął za mną drzwi. Wzdychając, zeszłam schodami w dół; znalazłam się na zewnątrz budynku. Teraz na serio musiałam rozejrzeć się za dodatkową pracą. Podczas przerwy pójdę zgłosić zaginięcie kart. Westchnęłam i poszłam wzdłuż cichych ulic nieopodal mojego mieszkania, dopóki nie znalazłam się w tej bardziej zajętej części Nowego Jorku; dołączyłam do twarzy w tłumie, zastanawiając się, co przyniesie ten dzień.


Od Autorki: Polubiliście to? Pokochaliście? Znienawidzieliście? A zostawicie komentarz?

Ode mnie: Drugi rozdział za nami. Niedługo pojawi się kolejny. Powiedzcie, co o tym myślicie ;)