Rozdział 2

Wiele wydarzyło się, odkąd wśród ludzi nieba nastąpiła schizma. W klanie leśnego boru życie toczyło się swym zwykłym tonem. Eltu, który od pewnego czasu zaczął wykazywać zainteresowanie badaniami prowadzonymi przez doktor Anne, został „zatrudniony" w jej obozie naukowym. Pełnił tam funkcję przewodnika, ale z czasem zaczął także zajmować się drobnymi badaniami. Jeden z asystentów dr. Anne Thomas pokazał mu, w jaki sposób obchodzić się z próbkami, zbierać je, oraz jak skanować organizmy żywe. Naukowcy, którzy teraz byli dokładnie obserwowani stawali się nerwowi. W każdej chwili mogli zrobić coś, co nie spodoba się konsorcjum i będzie źle. Dzień, od którego chciałbym kontynuować opowieść zapowiadał się na zwykły i nudny. Eltu wstał, zjadł szybkie śniadanie i popędził przez las do laboratorium. Znajdowało się ono na polanie dość dużych rozmiarów, na której znajdowała się również szkoła. Budynek przypominał architekturę ludzką, jednak widać było, że jest zbudowany na Pandorze. Był o wiele większy od innych, piętrowy i mogło pomieścić się w nim wiele osób. Naukowcy zdążyli już jako tako zaadaptować się w to miejsce, między innymi wybudowali szopę do trzymania avatarów, oraz drugą do trzymania większego sprzętu. Eltu poszedł w kierunku szopy avatarów i zobaczył Velmę - szesnastoletnią dziewczynę-naukowca. Mówiono o niej, że jest genialna, Eltu słyszał jak dwoje naukowców rozmawiało i mówiło, że w wieku dwunastu lat ukończyła doktorat i dostała specjalne pozwolenie na odbycie treningu do programu avatar. Inny powiedział, że jej praca na temat lekarstw, które można uzyskać z pandorańskiej roślinności jest niesamowita i że nie wysłanie jej tutaj do poparcia swoich hipotez byłaby zmarnowaniem talentu. W tym momencie stała i rozczesywała sobie włosy. Eltu pomyślał, że w porannym słońcu wygląda bardzo ładnie, po chwili przez głowę przeszła mu myśl, że zawsze ładnie wygląda. Postanowił się przywitać.

-Widzę cię Velma – powiedział z uśmiechem – Co badamy ciekawego dzisiaj? - Dziewczyna spojrzała na niego i rozpromieniła się. Lubiła tego chłopaka, był w końcu jedynym jej rówieśnikiem w tym miejscu. Poza tym był zawsze chętny do pomocy, uśmiechnięty i taki do rany przyłóż.

-A ja widzę ciebie – odpowiedziała – dzisiaj mam zamiar udać się nad rzekę. Podobno można tam znaleźć jedną z roślin, która może posłużyć jako lekarstwo na AIDS. Pójdziesz ze mną? - spytała na koniec. Eltu natychmiast zgodził się i po chwili razem z nią szli już spacerkiem w kierunku rzeki.

-A tak właściwie co to jest to całe AIDS? – spytał po chwili. Dziewczyna spojrzała na niego, jakby zastanawiając się nad odpowiedzią. Po chwili zaczęła wyjaśniać:

-To taka choroba, która atakuje, gdy dwie osoby zbliżają się do siebie, ale nie tylko. Wystarczy tylko kontakt z krwią chorego, gdy krew osoby zarażonej dostanie się do organizmu. – zaczęła – przez wiele lat może przebywać w uśpieniu, ale gdy zaatakuje nie ma już ratunku. Człowiek umiera z powodu chorób, których nie może pokonać.

-To znaczy? - spytał po chwili zadumy Eltu

Ta choroba niszczy naturalną odporność człowieka. Może umrzeć na zwykłe przeziębienie – wyjaśniła Velma - Wiele ludzi na Ziemi ginie teraz przez choroby. Chciałabym im pomóc. - Eltu wsłuchiwał się w głos Velmy opowiadającej o różnych chorobach, aż w końcu dotarli nad rzekę.

-To tutaj – wyjaśniła – musimy teraz znaleźć roślinę , która wygląda jak niewielki czerwono-niebieski wyrostek. - przez chwilę błądzili wzdłuż rzeki poszukując jej. Po kilku chwilach, idąc w dół rzeki Eltu zauważył ją. Rosła w zwartej kępie nad samym brzegiem. Z uśmiechem zawołał:

- Jest tutaj! - Velma szybko podbiegła do chłopaka, po czym podeszła do rośliny i wyrwała jedną wraz z korzeniem. Następnie umieściła każdą jej część w innej probówce.

- To teraz pozostaje nam ją dokładnie zbadać – powiedziała z uśmiechem od ucha do ucha – mam nadzieję, że to zadziała.

-Na pewno zadziała! – krzyknął entuzjastycznie Eltu, na co pani doktor odpowiedziała jeszcze większym uśmiechem i zaczerwienieniem się.

-Powinniśmy wracać, za niedługo rozpoczną się zajęcia w szkole, a chcę porozmawiać jeszcze z Anne – powiedziała i ruszyła żwawym krokiem przez gęstwiny krzewów w stronę obozu.

Gdy Eltu i Velma dotarli na miejsce, dostrzegli, że kręci się tu już wielu na'vi. Stali oni w zwartych grupkach rozmawiając o lekcjach. W tym momencie niczym nie różnili się od swoich rówieśników na Ziemi. Niektórzy ze starszych klas martwili się sprawdzianami, młodsi bawili się, a wszystkich cechowała dziecięca i młodzieńcza beztroska. Eltu i Velma weszli do szkoły i ruszyli korytarzem w kierunku pokoju nauczycieli. Velma zapukała, a po chwili w drzwiach pojawiła się Anne.

-Dzień dobry - powiedziała zaskoczona – Zaskoczyliście mnie- oznajmiła kobieta spoglądając to na Eltu, to na Velmę.

-Dzień dobry – odpowiedziała szesnastolatka – Znaleźliśmy roślinę, a teraz chcemy ją zbadać więc...

-Żadnych więc – powiedziała surowo pani doktor – Skoro jesteście wolni tak szybko to oboje udacie się do jednej z klas początkowych. Ktoś musi w końcu nadgonić z nimi materiał. Na'vi sami się nie nauczą naszego języka – wyjaśniła, po czym zreflektowała się spoglądając na Eltu - nie wszyscy. - Nie bez marudzenia, ale oboje udali się do jednej z klas początkowych. W klasie siedziało dziesięcioro pięcioletnich Na'vi. Eltu najbardziej lubił uczyć właśnie te dzieciaki, bo miał najwięcej pracy. Velma, chociaż genialnie uzdolniona biologicznie i chemicznie była kompletną nogą z języka na'vi. Dlatego też wspólnie łącząc siły byli w stanie przekazać im wiedzę. Po upływie dwóch godzin lekcje zakończyły się i dziesiątka dzieciaków wybiegła z krzykiem i śmiechem z klasy. To było męczące – pomyślał Eltu – ale aż miło popatrzeć jak szybko się uczą.

Kilka godzin później ruszył wraz z Velmą w stronę „składziku avatarów". Słońce zaczęło już zachodzić, toteż praca avatarów zakończyła się.

-Dobranoc – powiedział z uśmiechem do Velmy, która odpowiedziawszy na pożegnanie weszła do środka. Chłopak udał się w kierunku drzewa domu, jednak jego uwagę przykuł dziwny odgłos. Brzmiał jak kunsip ludzi nieba, ale o tej porze nikt nigdy nie przylatywał. Eltu ruszył biegiem między drzewa i ukrył się. Z miejsca ukrycia widział dokładnie wszystko. Bo oto ze śmigłowca wyszła uzbrojona grupa ludzi. Po chwili za nią wyszedł jakiś mężczyzna. Był on wysoki, jak na człowieka, dobrze zbudowany i sprawiał wrażenie dowódcy. Podszedł pewnym krokiem w kierunku bazy i po chwili zniknął za zamkniętą śluzą. Grupa ludzi rozeszła się po terenie, po chwili usłyszał jedną urywek rozmowy:

-Zając pozycje chłopcy, niedługo przylecą nasze „domki". - w tym momencie zrozumiał co się dzieje. Ci ludzie chcą przejąć to miejsce! Wiedział, że nie może nic zrobić, ale wiedział też że trzeba działać. Po chwili na zewnątrz wyszła Anne. Rozejrzała się wkoło, i zapytała

- A więc nasz kochany Brown znowu wpieprza się w moje interesy? Świetnie, ale pamiętajcie, że my nie tolerujemy strzelania do tubylców zrozumiano? Jeżeli zrobicie krzywdę chociaż jednej osobie to osobiście was rozerwę na strzępy. - po tych słowach wielu żołnierzy wybuchło głośnym śmiechem, po czym ignorując ją poszło rozpakowywać własne rzeczy w dopiero co przetransportowanych barakach. Zrezygnowana pani doktor udała się do bazy, a Eltu, gotując się z gniewu, szybkim krokiem ruszył w kierunku drzewa-domu.