Za błyskawiczną i owocną pomoc w postaci bety wielkie dzięki dla Uchiha_Mario
No, dalej, oklaski dla pana xD.
* * *
PROLOG
Część druga
* * *
Nie dając po sobie poznać konsternacji, Sarutobi powstał, nachylił się nad dziewczynką, po czym odchylił poły koca, którym była owinięta i podciągnął górną część jej piżamy. Następnie uniósł dłonie ponad jej drobnym ciałem i złożył pierwszą pieczęć.
Technika, którą właśnie zaczął aktywować, była długa i skomplikowana, a precyzja wykonania przekładała się na jej końcowy efekt. Jako iż stary Kage pragnął utrzymań kontakt najdłużej jak to było tylko możliwe, dokładał wszelkich starań, by proces zawiązywania jutsu przebiegł w sposób perfekcyjny. Każdą pieczęć składał najwolniej jak tylko mógł, pilnując, by przepływ chakry idealnie zgrywał się w czasie z jej spalaniem oraz by każdy, nawet najmniejszy z mięśni dłoni znajdywał się w odpowiednim czasie w stosownej dla niego pozycji. Dodatkowo inkantował szeptem stosowne mantry - produkt jego osobistych badań - które miały za zadanie uzdatnić działanie techniki i wyeliminować szansę zaistnienia jej potencjalnych skutków ubocznych. Jutsu miało tą wadę, iż można było z niego korzystać jedynie w bardzo dużych odstępach czasowych, dlatego też nie mógł pozwolić sobie na porażkę.
Sarutobi wprawdzie oczyścił swój umysł, ale ściszone głosy pozostałych członków zebrania i tak przebijały się do jego świadomości. Wiekowy Kage z wypraktykowaną konsekwencją skupiał na nich jedynie minimum uwagi, tak by przypadkiem nie spartaczyć procesu aktywacji ulotnej techniki.
- Ścięliście jej włosy - zauważyła Tsunade, zwracając się do Kakashiego.
- Sama je sobie ścięła - odparował natychmiast Hatake. Dziewczynka była oczkiem w głowie Tsunade, w związku czym Kakashi wolał nie wdawać się w polemikę ze starszą kunoichi.
- Nie dopilnowaliście, by ich nie ścinała - sprostowała swojego rozmówcę Tsunade, jak zwykle nieprzejednana w sztuce walki na słowa.
Sarutobi usłyszał trzask fotela od strony najmłodszego członka zebrania, następnie ciche buczenie wibrującego powietrza, na koniec zaś stukanie kawałków tynku opadających z sufitu na kamienną podłogę. Wiekowy Kage uśmiechnął się pod nosem, mimowolnie omiatając spojrzeniem dyskutującą parę (czy też ściślej - wijącego się pod taksującym spojrzeniem Tsunade Kakashi'ego, który z powodu awarii strun głosowych próbował zilustrować gestykulacją zaistniałą sytuację - "Kizuna ucieka; łap za włosy; ciach; nie ma warkocza").
Sandaime mógł śmiało powiedzieć, że był zadowolony, ba, dumny z kierunku, w jakim rozwinęli się jego pomocnicy. Początkowo Tsunade wnosiła najskromniejszy wkład w wychowywanie córki Czwartego - nic w tym zresztą dziwnego, skoro spośród całej ich grupy łączyły ją najluźniejsze więzi z Minato. Podczas pierwszych trzech lat Kizuna była dla starej medyczki jedynie nadpobudliwym, denerwującym bachorem, którym trzeba było się opiekować przez wzgląd na pamięć o zmarłej parze przyjaciół. Z czasem jednak wiekowa kunoichi przeszła diametralną odmianę... Nie, w rzeczywistości powróciła do swego dawnego ja. Sarutobi nie wiedział, kiedy właściwie do tego doszło - najwyraźniej wpływ Kizuny podmywał sukcesywnie zamrożone uczucia Tsunade, przebijając się z wolna do jej okaleczonego serca. Wkrótce energiczny szkrab przestał być przeszkodą w piciu i wydziwianiu, a stał się ulubieńcem starej medyczki. Sarutobi domyślał się, że Kizuna przypominała Tsunade w pewnym stopniu Nawaki'ego i Dan'a, których strata wywarła na kobiecie ogromny wpływ. Serce mu rosło, w odpowiedzi na coraz częstsze wizyty jego byłej uczennicy, która wpadała do Konohy nie tylko na tajemne zebrania, ale z własnej woli, "by sprawdzić, jak głęboko dwójka starych pryków i zamaskowany flegmatyk zdążyli zdeprawować to niewinne dziecko". Dawny hart ducha powrócił do wiekowej kunoichi, jej lęk do krwi gdzieś się zatracił (najpewniej jako skutek uboczny którejś z częstych stłuczek Kizuny), niechęć do wioski powoli zatarła się, zaś krytycyzm w stosunku do starych towarzyszy rozrósł się na nowe poziomy. Pozytywny wpływ dziewczynki na jej przybraną babcię (w wersji Kizuny), czy też ciocię (w wersji Tsunade), zaszedł tak daleko, iż ku nieustającemu zdumieniu Sarutobi'ego, jego była uczennica zaczęła po raz kolejny interesować się tematem służby medycznej Konohy. Skutkiem tego wysunęła kilka propozycji i choć przed laty Sandaime patrzył krytycznie na jej projekty, teraz skłonny był do kompromisów.
Koncentracja Sarutobiego stłumiła wszelkie drugorzędne myśli, ogniskując się w całości na wkraczającej w finalną fazę aktywacji technice. Wraz z przejściem do końcowego etapu, dały się widzieć fizyczne oznaki oddziaływania jutsu. Pierwszym z nich był ledwie zauważalny, szkarłatny blask, który otoczył dziewczynkę niczym połyskująca na granicy widoczności aura. Powietrze stało się gorące, suche i ciężkie, dało się w nim też wyczuć ulotną woń popiołu. Potem zaś uwidoczniła się pieczęć...
Krawędzie jednego z najbardziej skomplikowanych Fuujin'ów na świecie przemknęły przez ciało dziewczynki niczym rozwścieczone węże, zwijając się w zygzaki i spirale wokół jej ramion, nóg i brzucha. Owe osobliwe znaki świeciły przy tym własnym, silnym blaskiem, tak iż zdawało się, że pieczęć została upleciona z żywego ognia, którego płomienie tańczyły radośnie na skórze śpiącego dziecka.
Jako iż przygotowania po jego stronie zostały wykonane, Sarutobi opuścił dłonie, po czym usadowił się na powrót na swoim fotelu. Kątem oka dostrzegł Jiraiyę, który zmarszczywszy czoło wpatrywał się intensywnie w błyszczący Fuujin. Z roku na rok spojrzenia Jiraiyi stawały się coraz podejrzliwsze, co niewątpliwie miało związek z prowadzonymi przezeń, intensywnymi badaniami nad nietypową pieczęcią Minato. Sandaime bał się, czy aby jego uczeń nie zaczął słusznie podejrzewać, że technika Yondaime nie ogranicza się jedynie do więzienia wewnątrz ciała Kizuny potężnego demona. Wiekowy Kage nie mógł jednak w żaden sposób powstrzymać dociekań swego byłego podopiecznego, nie zdradzając przy tym, iż nie dzieli się z nim wszystkimi tajemnicami. Jakoż iż w sprawie nieangażowania Jiraiyi nie miał nic do powiedzenia, nie pozostawało mu nic innego, jak dalej utrzymywać ciągnącą się latami farsę.
Konspiratorzy zostali zmuszeni do zasłonięcia oczu, gdy to na moment szkarłatna poświata przybrała na sile, zalewając salę oślepiająco jasnym rozbłyskiem światła. Po chwili odezwał się zaś ostatni z wyczekiwanych przez resztę członków zebrania.
- Widzę, że wraz z kolejnymi zebraniami, wasze poczucie punktualności wypacza się coraz bardziej. Strach pomyśleć, jak będzie ono wyglądało za kilka lat... Zakładając, że wasze ciała do tego czasu nie skruszeją już do reszty ze starości - odezwał się głęboki, basowy głos, właściwym dla siebie, ni to kpiącym, ni to przesiąkniętym wzgardą tonem.
Sandaime przetarł oczy, przeganiając tańczące przed nimi wielobarwne plamy, po czym zogniskował spojrzenie na ostatnim członku zebrania, upewniając się, czy aby jutsu aktywowało się bez żadnych niedociągnięć. Szczęśliwie, technika działała jak należy - pieczęć na ciele dziewczynki osłabła na tyle, by mogła się z niej ulotnić minimalna ilość mocy zapieczętowanego w niej demona, potrzebna mu do uformowania w świecie wewnętrznym swojego awatara. Chakra była na tyle gęsta, iż stała się widoczna gołym okiem, przybierając postać przeźroczystego, po trochu gazowego, po trochu ciekłego, czerwono-pomarańczowego kształtu, który unosił się nad ciałem Kizuny, przyjmując formę odpowiadającą z grubsza głowie lisa. Kyuubi patrzył na nich ziejącymi pustką oczyma, zaś na jego pysku tańczył grymas służący wyrażaniu względem czegoś wątpliwości. Lis wprost kochał denerwować ich tą miną.
A przynajmniej takie wrażenie umyślnie wywołuje - pomyślał Sarutobi, przygotowując się do odegrania kolejnego teatrzyku.
- Widzę, że twoje poczucie humoru nie osłabło ani o trochę - stwierdził zimno Jiraiya, jak zwykle pierwszy do słownej konfrontacji z demonem. Nie było w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, iż najciężej z całej grupy przyjął śmierć swego byłego ucznia, do której demon, było nie było, pośrednio się przyczynił.
- "Pierwszy do współpracy, ostatni do zaufania", jak to mawia jedno z waszych ludzkich porzekadeł - rzekł lis, przechylając niematerialną głowę w tak osobliwy sposób, iż wyrażenie "zerkać spode łba" nabrało całkiem nowego znaczenia. - Wybacz, jeśli wziąłem sobie tą regułkę zbyt głęboko do serca, ale nie chciałem oszołomić cię moją pełną radości werwą do kooperacji - kontynuował demon głosem tak przesłodzonym, jak to było tylko możliwe.
Wyraz twarzy Jiraiyi dobitnie wskazywał, iż ma dość ciągłego pokpiwania sobie lisa, podobnie zresztą jak Tsunade, która patrzyła na połyskujący kształt z nieukrywaną wrogością. Kakashi trzymał emocje na wodzy najlepiej z całej trójki, tak iż jedyną dostrzegalną zmianą w jego zachowaniu było przyjęcie nieco bardziej wyprostowanej pozycji i ledwie zauważalne zmrużenie prawego oka.
- Przynajmniej raz daj sobie spokój z kpinami - rzekł Jiraiya krzywiąc się, wyraźnie zdegustowany drwinami lisa. - Pamiętaj, na jakiej pozycji znajdujesz się w naszej umowie.
- Ależ nie zapominam o tym nigdy - skontrował błyskawicznie demon. - To ja mam tu dziewięć ogonów, a wy ani jednego. Kalkulując na modłę Kitsune, znajduje się na dnie struktury decyzyjnej. Swoją drogą jest to już kolejny dół, jaki zajmujecie, wliczając w rachunek łańcuch pokarmowy i drabinę ewolucyjną...
- Wystarczy! - Ryknął Sandaime, ucinając kłótnię w zarodku walnięciem pięści w stół. Zgodnie z ich wcześniejszymi ustaleniami, lis zmrużył dwoje ślepi, kierując do niego ostrzegawczy pomruk, co też wiekowy Kage skontrował wedle swoich wytycznych odpowiednio zdenerwowanym grymasem. - Wiesz dobrze, że niezależnie od twojej mocy stoimy na tej samej pozycji - podjął znowu wątek, nadając swojemu głosowi stosownie oziębły ton. - Bez nas, skazany jesteś na niewolę ze strony Madary, my bez kooperacji z twojej strony skazani jesteśmy na twój atak, gdy ten przejmie nad tobą kontrolę. Pojedynczo jesteśmy w równie beznadziejnej sytuacji, razem mamy szansę na przeciwdziałanie wspólnemu wrogowi. Ile razy mam to wałkować, nim wreszcie przestaniecie sobie wzajemnie dogryzać? - To rzekłszy omiótł spojrzeniem zarówno awatara Kyuubi'ego, jak również Jiraiyę, który wywrócił teatralnie oczyma, w niemym sprzeciwie na pakowanie go do jednego wora z głównym inicjatorem sprzeczek.
- Skoro już osiągnęliśmy wystarczający stopień porozumienia, możemy przejść do konkretów - podjął znowu Sarutobi, po czym umilknął na dłuższą chwilę.
- Wasze konkrety są zwykle zaskakująco mało konkretne - zauważył Kyuubi, prychając lekceważąco, gdy cisza przeciągnęła się ponad miarę. - Skoro uznajecie, że i ja mam słuchać głupich raportów z rozwoju mojego Jinchuuriki'ego, to...
- Dziś darujemy sobie raporty - rzekł cicho Sarutobi, splatając ręce pod brodą.
- O? Czyżbyście wreszcie doznali oświecenia i wreszcie dostrzegli bezsensowność tego procederu? - Zapytał lis lekceważącym tonem. Sandaime był jednak pewien, iż w rzeczywistości demon jest zaniepokojony, czego rzecz jasna nie mógł przed resztą okazywać. - Rozumiem, że...
- Zamknij pysk kupo futra - wtrąciła Tsunade, zbijając Kyuubi'ego z pantałyku swoim ulubionym sposobem, to jest możliwie najprostszymi, szczerymi słowami. - A ty przestań wreszcie unikać tematu sensei i wal prosto z mostu - dodała głosem nie znoszącym sprzeciwu.
Wyraźnie nie podobało jej się pominięcie - wedle jej zdania - "najważniejszej kwestii".
- Klan Uchiha został wybity wczorajszej nocy.
Cisza skuła salę dyskusyjną niczym lód, ucinając na dłuższy czas wszelkie rozmowy.
- Nie słyszę peanów z twojej strony - zwrócił się wreszcie do demona Jiraiya. Tym razem jego czepialski ton zelżał, najwyraźniej w skutek doznanego szoku. Zarówno on, jak i Tsunade, przybyli do wioski bezpośrednio na zebranie, w związku z czym nie mieli możliwości dowiedzenia się o masakrze wcześniej.
- Nigdy nie lubiłem tego klanu, ale chyba nawet twój ptasi... żabi móżdżek jest w stanie pojąć, co fakt ich wybicia oznacza - odwarknął demon głosem pozbawionym swego zwykłego, przesiąkniętego ironią tonu.
- Och, daj spokój - wtrąciła krytycznie Tsunade, choć i jej rezon wyraźnie zelżał o kilka stopni. - Rok temu omawialiśmy niesnaski wewnątrz tego klanu i choć nie sądziłam, że to... zepsucie... doprowadzi do czegoś takiego, doszukiwanie się w aferze Madary jest pozbawione podstaw - argumentowała trzeźwo i sceptycznie stara sannin'ka. - Najprawdopodobniej Itachi ześwirował szybciej, niż przewidywaliśmy, albo starszyzna postanowiła zgodnie z naszym najczarniejszym scenariuszem namieszać mu we łbie.
- Zaskakująco łatwo odrzucasz najgroźniejsze możliwości - stwierdził lodowato demon, wpatrując się intensywnie swoimi pustymi ślepiami w oczy medyczki. Na Tsunade nie zrobiło to bynajmniej wrażenia.
- To ty doszukujesz się maniakalnie we wszystkim tego człowieka, który nawiasem mówiąc powinien już dawno wyciągnąć nogi - odpowiedziała jeszcze zimniejszym tonem kunoichi. - Prawdopodobieństwo, iż maczał w tym palce jest na tyle niskie, że...
- Możliwe, że sam Itachi zechciał przebudzić prawdziwą moc Sharingana... - Wciął się w dyskusję z pewną dozą niechęci Kakashi. Gdy wszystkie oczy w sali padły na jego osobę, młody shinobi westchnął cicho, najwyraźniej niezbyt zadowolony z faktu, iż znalazł się w centrum uwagi.
Kakashi doskonale zdawał sobie sprawę, że na tajemnych zebraniach ma najsłabszą pozycję i zwykle najmniej do powiedzenia, skutkiem czego gdy już jednak coś mówił, dostawał na polu słownej bitwy najcięższe baty.
- Z całego klanu przeżył tylko sprawca i jego młodszy brat, Sasuke. - Podjął znowu wątek Hatake. - Ta konfiguracja to rzecz jasna najprostszy, o ile nie jedyny sposób na aktywację prawdziwej mocy ich Dojutsu.
- Niech to szlag - warknął lis, wykonując przy tym na tyle gwałtowny ruch, że chmura chakry rozwiała się na moment. - Gdy mówisz "wybity", wspominaj o szczegółach takich jak ten - zwrócił się demon do Sarutobiego rozeźlonym tonem. Tym razem Sandaime nie miał wątpliwości, że gniew jest autentyczny.
- Nie, nie rozkażę zabić chłopca - odezwał się wreszcie Hokage, widząc otwierającą się po raz wtóry paszczę demona. - I nie, nie rozkażę go oślepić - nie pozwolił dojść do głosu lisowi po raz wtóry. - Nie zrobiłbym tego nawet gdybyśmy byli pewni, że Madara faktycznie maczał palce w masakrze. Co do twoich podejrzeń, to nie denerwuj się ponad miarę, póki nie upewnimy się, co też naprawdę leżało na sercu Itachi'emu. A możemy dowiedzieć się tego szybko, gdyż dostałem anonimową wiadomość z propozycją spotkania, której autor zarzeka się, że wyłoży mi całą prawdę o tym zdarzeniu.
Wieść ta wyraźnie zaskoczyła całą czwórkę, która po raz pierwszy tego wieczora miała jako-tako zgodną reakcję.
- Hokage-sama, cze... nic mi o tym nie było wiadomo... - Rzekł Kakashi, poprawiając się w porę.
- W takim razie może przestaniesz iść po najmniejszej linii oporu i wrócisz do ANBU, gdzie o takich rzeczach będziesz dowiadywał się od ręki - spróbował podpuścić swego podkomendnego Sarutobi. Skonsternowana mina tegoż uświadomiła mu, iż w ten sposób niczego jednak nie wskóra.
- Oczywiście zdajesz sobie sprawę, że to może być pułapka - rzekł cicho Jiraiya, spoglądając badawczo na swojego senseia.
- Przewiduję taką możliwość...
- A zważywszy, że mamy swoje podejrzenia co do rady starszych, eskorta ze strony ANBU, w których ci mogą mieć swoje wtyki, nie wchodzi w rachubę - dodała trzeźwo Tsunade, taksując swego mistrza uważnym spojrzeniem.
Sarutobi westchnął i pokręcił głową.
- Jak widać, niczego nie jestem już przed wami ukryć - rzekł, uśmiechając się pod nosem. W rzeczywistości nie dane im było rozgryźć jeszcze TEGO sekretu, o czym rzecz jasna wspominać nie zamierzał. - Jak rozumiem, nie macie zamiaru puścić mnie tam samego, tak?
W odpowiedzi dwójka sannin'ów pokiwała ochoczo głowami.
Przez chwilę Sandaime poczuł nawrót wspomnień ze starych czasów...
- Oczywiście zdajecie sobie sprawę, że jeśli to Madara, to w zasadzie już jesteście martwi - rzucił lis, ale wyjątkowo nikt nie zwrócił na niego uwagi, co też demonowi wybitnie się nie spodobało.
- Hokage-sama... - Zaczął niepewnie Kakashi.
Sarutobi uśmiechnął się, po czym zerknął na swojego podkomendnego unosząc brwi w geście zapytania. Podchwytując co zamierza, dwójka jego byłych uczniów zawtórowała mu, czyniąc podobnie.
- Czy... Mogę... - Zaczął Hatake, poniekąd skonfundowany taką reakcją jego rozmówców. - ...Towarzyszyć wam?
Sarutobi uśmiechał się przez długą chwilę, ku wyraźnej konsternacji młodego shinobi'ego, by w jednej chwili zmienić wyraz twarzy na skrajnie surowy.
- Nie.
Obwisła nagle szczęka Kakashiego była widoczna nawet przez maskę.
- Pojmuję przesłanie - zapewnił Hatake starszych ninja, którzy kierowali ku niemu wysoce powątpiewające spojrzenia. - Rozważę powrót na swoje dawne stanowisko...
Sarutobi zaśmiał się cicho pod nosem, kręcąc przy tym głową. Dawka humoru zawsze dobrze mu robiła, gdy problemy wioski stawały się dlań szczególnie nieznośnym brzemieniem.
- Dobrze więc - skwitował Sandaime. - Kończymy zatem zebranie, skoro czas kontaktu mamy ściśle ograniczony, - tu starzec zahaczył spojrzeniem o lewitujący obłoczek chakry - a sprawę klanu Uchiha będziemy mogli omówić dopiero po uzyskaniu informacji od naszego anonimowego informatora. Pozostały czas przeznaczymy na standardowy materiał. Na teraz nie pozostaje nam nic, jak rozejść się.
- Pewnie, dysponujcie sobie moim czasem jak wam się podoba - burknął kwaśno Kyuubi. - Nie żebym miał coś innego do roboty - mruknął jeszcze pod nosem, po czym rozproszył swój awatar.
Kakashi był pierwszym, który skierował się w stronę jednego z kilku wąskich przejść, odbijających we wszystkich kierunkach od okrągłej sali. Drugi był Jiraiya, który - choć usilnie próbował pozostać tym ostatnim - ostatecznie został zmuszony przez ciężkie, nieustannie taksujące go spojrzenie Tsunade, by wyjść PRZED nią. W końcu salę opuściła także wiekowa medyczka, na odchodnym obrzucając śpiącą dziewczynkę zatroskanym spojrzeniem.
Gdy sala opustoszała, Sarutobi uniósł pochyloną przez dłuższą chwilę głowy, po czym upewniwszy się, iż nikt z zebranych nie ma zamiaru zawrócić, przerwał ciąg fałszywych pieczęci i mantr. Następnie dał mentalny znak lisowi, który chwilę potem ponownie zamanifestował swój awatar ponad śpiącym dzieckiem.
Wiekowy Kage zrobił głęboki oddech, przygotowując się na najbardziej męczącą psychicznie, absolutnie poufną i zdecydowanie najważniejszą część zebrania...
* * *
Ilustracje - sam po prawdzie nie przejawiam póki co talentu do rysowania, lecz często zdarza mi się znajdywać inspirację w pracach innych twórców. Od czasu do czasu zapodam więc linka do jakiegoś obrazka, tak by czytelnicy mogli lepiej sobie zilustrować daną sytuację/rzecz/miejsce itp.
[ http: .com/ art/Bloody-Kitsune -revised-57458950 ] - póki co pojedyncza praca, która zasiała w mojej łepetynie pomysł na zmianę pieczęci głównej bohaterki. Jeśli któryś z czytelników będzie próbował wyobrazić sobie wygląd Fuujin'u Kizuny, to zachęcam do posiłkowania się tą właśnie pracą ;-).
