Równo o dwudziestej do drzwi jego gabinetu rozległo się pukanie.
- Wejść.
Granger, Potter i Weasley- każde z nich wyglądające na wściekłe. Uśmiechnął się paskudnie- to dopiero będzie zabawa. Severus Snape znajdował przyjemność w dręczeniu tej trójki. Przy nich ciemniejsza strona jego duszy dochodziła do głosu. Innych uczniów straszył, by w obawie przed nim nie popełniali błędów, które mogą ich kosztować życie. Nie męczył nikogo, bez powodu, jednak ci tutaj byli wyjątkiem.
- Chłopiec- Który- Przeżył, Weasley- Naszym- Królem i etatowa Wiem-To-Wszystko. Gdybym chciał to napisać, to wyszła by mi znaczna ilość myślników. Trzy szlabany, wspaniale. Potter, ty pójdziesz do pana Filcha. Ma dla ciebie kilka odpowiednich dla twojego statusu zajęć.
Chłopak skrzywił się, zacisnął pięści, ale poszedł. Weasley i Granger nawet na niego nie zerknęli i teraz stali osobno, każde przy innym końcu biurka.
- Problemy w raju, Weasley?- zadrwił- Ty idziesz do Hagrida, który potrzebuje pomocy przy sklątkach.
Rudowłosy obrócił się i wyszedł nawet nie patrząc na swoją przyjaciółkę, która miała mocno zaciśnięte szczęki i pięści. Intrygujące, choć nie szokujące- już kilka razy trio się rozbiło. Pierwszy raz w trzeciej klasie z powodu kota i szczura, następnie w czwartej z powodu zranienia dumy i ego Weasleya, potem w szóstej. Ostatni rozłam był spowodowany hormonami i dla Snape'a te kilka miesięcy upłynęło na odejmowaniu punktów od Brown i Weasleya za całowanie się w miejscach publicznych. Czy też za całowanie w ogóle. Zastanawiał się tylko dlaczego zawsze w tych ich kłótniach poszkodowana jest Granger- nie licząc czwartej klasy, gdzie obaj chłopcy wzajemnie się na siebie obrazili.
- I co, Granger? Czyżby twoje gadulstwo i chęć popisania się rozluźniły więzy przyjaźni?
Drgnęła i bez większego zdziwienia doszedł do wniosku, że trafił w dziesiątkę. Oni byli tacy przewidywalni.
- Czy mogłabym się dowiedzieć, jak będzie wyglądał mój szlaban? Chciałabym zacząć teraz, żeby móc jeszcze się pouczyć- powiedziała spokojnie. Drugi raz tego dnia zaintrygowała go- od kiedy Hermiona Granger, powszechnie znana jako Panna Mądralińska, czy też Wiem-To-Wszystko mówi takim tonem do nauczyciela? Powściągnął gniew i zacisnął usta.
- Profesorze?- powiedziała znudzonym tonem- Mogłabym prosić o odpowiedź?
- Pięć punktów od Gryffindoru za napastliwy ton, Granger. Pamiętaj do kogo mówisz.
- Nawet gdybym się nie odezwała mógłby mi pan odebrać punkty za coś innego- wzruszyła ramionami i zawiesiła wzrok na pustej ścianie.
- Pewnie tak, ale skoro tego chcesz- zaśmiał się paskudnie i zaczął ją lustrować wzrokiem- Pięć punktów za każde z przewinień: nieodpowiednią fryzurę, wielkie gały, źle zawiązany krawat, pogniecioną koszulę, podwinięty koniec spódnicy, nierówno naciągnięte podkolanówki, poplamioną w dwóch miejscach szatę.
Przy okazji nie mógł nie zauważyć, że jej ciało zaokrągliło się w kilku miejscach. Posłała mu litościwe spojrzenie. Spojrzenie, jakiego nie doświadczył nigdy od żadnego ucznia, a które wzbudziło w nim wściekłość.
- Skończył pan? Chciałabym dowiedzieć się, jak wygląda mój szalaban.
- A skąd wiesz, że rozmowa ze mną nie jest twoim szlabanem?- krzyknął uderzając pięścią o biurko i wstając- Przestań zachowywać się jak nieodpowiedzialna smarkula!
- Kiedy próbowałam się zachowywać jak wzorowy przykład uczennicy słyszałam to samo, więc co za różnica co robię, profesorze?
Musiał się uspokoić. Nigdy nie szło mu dobrze myślenie w chwilach złości- wtedy najczęściej mówił pierwsze, co przyszło mu do głowy i nigdy nie przynosiło to dobrych skutków. Mignęła mu przed oczami twarz rudowłosej kobiety i szok, jaki odmalował się na jej twarzy, gdy w złości powiedział jedną z tych rzeczy, których nie powinien mówić.
- Granger, nie wypróbowuj mojej cierpliwości- mrukną- Wytłumacz mi dlaczego wyszłaś dzisiaj z moich zajęć? Tylko szczerze!
- Szczerze?- zaśmiała się ponuro- Nie byłam w stanie dłużej na pana patrzeć bez myśli o wielu paskudnych klątwach. Mogłam wyjść, albo zdecydować się na którąś. Postanowiłam więc opuścić salę.
- Próbujesz mi powiedzieć, że po raz pierwszy od siedmiu lat miałaś ochotę mnie przekląć? Jakoś w to nie wierzę. Potrafię rozpoznać kłamstwo.
- No to chyba popsuł się panu detektor. Dwukrotnie pana przeklęłam, ale po raz pierwszy miałam na to ochotę.
Coś mu nie pasowało i w jednej sekundzie wiedział co.
- Jak to dwukrotnie?! Wrzeszcząca Chata to był jeden raz!- krzyknął, aż się kuląc ze złości wspominając tamto wydarzenie. On, który zaraz po Dumbledorze i Voldemorcie jest najlepszy w całym świecie w pojedynkach dał się rozbroić trójce trzynastolatków!
- Tak właściwie to był drugi raz. Pierwszy raz był w pierwszej klasie podczas meczu Quidditcha. Sądziłam, że to pan próbuje zrzucić Harry'ego z miotły, więc podpaliłam pańską szatę. Przepraszam- powiedziała. Wciąż miała ten irytujący, znudzony ton, jakby to nie jej dotyczyła ta sprawa. Zacisnął dłonie na biurku i ograniczył się do ciskania wściekłych spojrzeń. Gdyby pozwolił swojej wściekłości ujść, to pewnie pojawiłyby się słowa, których wolałby nie wymawiać. Jedynie ta trójka w ten sposób na niego działała- cholerne pupilki Dumbledora.
- Co cię gryzie, Granger?- powiedział spokojnie, chociaż najchętniej urwałby jej głowę. Miał jednak długą praktykę w chowaniu swoich prawdziwych uczuć.
- Nie wiem o co panu chodzi.
- Od momentu, w którym wyszłaś z mojej sali nie zachowujesz się jak zwykła ty. Wnioskuję więc, że coś się stało podczas przerwy świątecznej.
- Nic podobnego, profesorze. Więc co z moim szlabanem?
- Będziesz szorować kociołki bez pomocy magii. Mają się błyszczeć.
- Oczywiście, panie profesorze.
Obserwował jak pracuje- powoli, ale skutecznie. Dotychczas nie miała tak gorącej głowy, jak Weasley, ale była energiczną osobą. Czasami aż za bardzo energiczną i wrażliwą, co najczęściej powodowało spięcia pomiędzy nią a resztą roku. Jednak teraz wydawała się nie mieć zapału do niczego, zupełnie jak pusta skorupa. Trzeba będzie przekazać to Dumbledorowi. Wszyscy, którzy byli blisko Pottera byli poddawani ciągłej obserwacji. Zaczął sprawdzać prace domowe i większość pergaminów była pokreślona czerwonym atramentem, gdy zauważył ruch przy biurku.
- Skończyłaś?
- Tak. Mogę już iść?
- Nie. Dopóki mi nie odpowiesz dlaczego wyszłaś z mojej sali.
- Już mówiłam, że nie byłam w stanie na pana patrzeć.
- Jeśli mi nie powiesz będziesz musiała patrzeć dalej- machnął różdżką i zasuwa w drzwiach ze zgrzytem przesunęła się. Dziewczyna wpatrywała się uparcie w blat biurka i nie podnosiła głowy. Sięgnął po kolejny pergamin i zaczął czytać. Merlinie, co za bzdury! Wściekłym ruchem skreślił połowę pierwszego pergaminu i dopisał złośliwy komentarz. Zerknął szybko na Granger- stała i uparcie milczała. Zdążył ocenić pięć pergaminów, a ona wciąż milczała stojąc w tej samej pozycji. Powstrzymał się od pogardliwego prychnięcia tylko dlatego, że zainteresowało go jej milczenie. W tej chwili, dobrze o tym wiedział, wszystko zależało od tego czyja cierpliwość wyczerpie się pierwsza. Należało być cierpliwym. A on potrafił cierpliwie czekać- miał w tym ponad dwudziestoletnią praktykę. Wpatrywała się uparcie w stół i na pewno od tego stania bolały ją nogi i kark od pochylana głowy. Ukradkiem zerknął na zegarek- od momentu, w którym skończyła minęły dwie godziny i była już prawie pierwsza w nocy. Skończył sprawdzać prace i nie miał nic więcej do roboty. Odłożył pióro, usiadł wygodniej i zaczął się w nią wpatrywać. Przyjrzał się jej dokładni. Od pierwszej klasy niewiele się zmieniła- wciąż była niska, miała wielkie, brązowe oczy, jej włosy sięgały łopatek i wyglądały, jakby nigdy nie widziały szczotki. Jednak jej rysy w jakiś sposób spoważniały, zrobiły się bardziej wyraziste. Trudno byłoby ją nazwać pięknością, ale jej zwyczajna uroda mogła przyciągać uwagę. Przynajmniej dopóki nie otworzyła ust w innym celu, niż pogłębienie pocałunku. Parsknął śmiechem przy ostatniej myśli, bo jak dotąd widać było, że chłopcy to ostatnie co interesuje tę dziewczynę. Weasley był dla niej za głupi, chyba, że zamierzał z nią robić tylko to co z Brown, podobnie było z Krumem i McLaggenem. Znów zerknął na zegarek. Trzecia w nocy.
- Granger- powiedział spokojnie- Odpowiedz mi na pytanie. Tym razem szczerze.
- ILE RAZY MAM PANU MÓWIĆ, ŻE WYSZŁAM BO NIE MOGĘ NA PANA PATRZEĆ?!- wrzasnęła i walnęła pięścią w biurko. No, to było coś- jak dotąd nikt nie wrzeszczał na niego, a już na pewno nie uderzał w JEGO biurko.
- Nie drzyj się na mnie Granger- warknął. Spojrzała na niego wściekle i wykorzystał chwilę, by zagłębić się w jej umysł. W Legilimecji potrzebny był kontakt wzrokowy. Nawet nie poczuje, że on jest w jej głowie. Brzydził się używania tej dziedziny magii w stosunku do kogokolwiek, ale ona rozpaliła jego ciekawość.
Rozmowa z Potterem i Weasleyem. „Dzięki, nie mogłaś się powstrzymać, co? A dzisiaj miałem spędzić miłą noc w towarzystwie Krukonki z szóstej klasy"- krzyknął na nią Weasley. Snape odczuł ten sam ból, jaki poczuła ona- zawsze jest dla niego ktoś ciekawszy od niej. Ona jest dobra na wakacje i chwile wolne. Tak, jak przerwa świąteczna, podczas której kilka razy ją pocałował i wyraźnie dał jej nadzieję. Rozmowa z Potterem i jego żarliwe słowa: „Daj spokój, Hermiono. Ron się tobą nie zainteresuje. Znajdź sobie kogoś innego, bo tylko pogarszasz całą sytuację". Więc siedziała cicho i nie komentowała coraz liczniejszych wyskoków Weasleya. Snape w końcu znalazł to, czego szukał: dzisiejsza lekcja. Patrzyła na niego i wyraźnie chciała, żeby choć jeden jedyny raz powiedział jej, że dobrze odpowiedziała. Żeby choć raz ktoś przekonał ją, że to co robi ma jakiś sens i, że jej zagłębienie w książki ma jakiś cel i nie jest nienormalna. Jednak nawet on patrzył na nią, jak na coś paskudnego, chociaż sam lepszy nie był. To bolało i nie mogła znieść tego spojrzenia pełnego nienawiści, a następnie całkowitego ignorowania jej obecności. Poczuła, że zbierają się jej łzy w oczach i musi natychmiast wyjść- wolała, żeby na niej się wyżywał, ale zauważał ją. Nie chciała być traktowana przez wszystkich wokół jak wszystkowiedzący duch.
Przerwał kontakt myślowy i pozwolił jej głowie opaść na poprzednie stanowisko. Więc naprawdę nie mogła na niego patrzyć. Znał ból bycia ignorowanym- sam to przeżył podczas swojej bytności w Hogwarcie, jako uczeń. Również był znany jako wybitny, zaczytany mol książkowy bez żadnego życia prywatnego. I tak jak ona, miał to życie i również musiał patrzeć na to, jak kobieta, którą kocha, jego przyjaciółka, rzuca się w ramiona człowieka, którego szczerze nienawidził. I on również szukał potwierdzenia, że to co robi ma sens- z tą różnicą, że tą akceptację znalazł w wyjątkowo złym towarzystwie, co zniszczyło jego życie. Podrapał się po czole- to nie był najlepszy początek. Gdyby był szczery sam z sobą, to wiedział, że powinien ją jakoś pocieszyć, żeby nie skończyła tak, jak on. Jednak to nie był jego styl.
- Przestaniesz się nad sobą użalać, czy powiesz mi w końcu o co ci chodzi?- warknął. Dziewczyną najwyraźniej zatrzęsło, więc dodał- I jeśli jeszcze raz podniesiesz głos lub będziesz próbowała wyżyć się na przedmiotach martwych to zapewniam cię, że tego pożałujesz.
- Mówiłam panu, że wyszłam, bo nie chciałam na pana patrzeć.
- Dobrze, to do mnie dotarło już kilka godzin temu. Dlaczego jednak nie chciałaś na mnie patrzeć? Wiem, że nie należę do najprzystojniejszych mężczyzn w tym zamku, ale przypuszczam, że to nie dlatego?
- Nie- uśmiechnęła się słabo. To dobrze, specjalnie pod jadowitym tonem schował dowcip. W razie czego mógł się go wyprzeć, a przy okazji nieco ją rozluźnił- Jednak nie mogę powiedzieć. To sprawa prywatna.
- Widzisz, Granger, kiedy ktoś wychodzi z moich zajęć najczęściej już na nie nie wraca- powiedział ponuro- Dlaczego nie miałbym cię wyrzucić z klasy?
Zbladła i pochyliła się do przodu.
- Proszę, niech pan tego nie zrobi. Obiecuję, że będę zachowywać się poprawnie- patrzyła na niego tymi swoimi wielkimi oczami, niemalże płacząc. Nie znosił słabych kobiet, które przy najmniejszym problemie zaczynają płakać.
- Jeden błąd i wylatujesz- warknął- Przy okazji napiszesz elaborat dotyczący Wywaru Żywej Śmierci. Na osiem rolek pergaminu.
Skinęła głową, wyraźnie zadowolona, że jej nie wyrzucił.
- A teraz wynocha.
