I kolejny rozdział. Przepraszam, że dopiero teraz go publikuję. Bardzo trudno znaleźć profesjonalną betę, w obecnych czasach. Dziękuję za komentarze. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się nawet tylu xD

Specjalne podziękowania dla Tyone, która podjęła się ciężkiej pracy bety :*

Wszystkie błędy to moja wina.

Nie przynudzam dłużej, zapraszam no lektury ;)


Rozdział 2. Wszystkiego najlepszego!

Harry otworzył oczy i zobaczył Rona, spoglądającego na niego z głupim uśmieszkiem na twarzy.

- Wszystkiego najlepszego, Harry. Czas wstawać i otwierać prezenty. - Rudzielec wyciągnął pudełko owinięte w purpurowy papier z wielką złotą kokardą zawiązaną u góry.

Natychmiast przebudził się. Jego urodziny. Pierwszy raz nie zostaną spędzone w towarzystwie Dursleyów. Po raz pierwszy obudził go też ktoś, kto trzyma dla niego jakiś prezent.

Został zmuszony do spędzenia pierwszych kilku tygodni wakacji w domu ciotki i wuja. Musiał wznowić ochronne działanie krwi jego matki, zapewniając sobie tym samym przynajmniej jedno miejsce, w którym Voldemort nie mógłby go tknąć. Po tym jednak był wolny i mógł wrócić do bezpiecznej kwatery Zakonu na Grimmuald Place 12. Weasleyowie - Molly, Artur, Ron oraz Ginny - również tam byli, prowadząc jakieś działania związane z Zakonem.

Zazwyczaj Remus pozostawał w kwaterze głównej, koordynując różne operacje organizacji. Jednakże miał własne zadania, a Molly z Arturem uprzejmie zaoferowali, że przejmą jego obowiązki tego lata. Harry przypuszczał jednak, że ich działania miały więcej wspólnego z opieką nad nim niż jakimiś sprawami Zakonu. Oprócz Hogwartu i Dursleyów, Grimmuald Place było uważane za jedyne bezpieczne od szponów Voldemorta miejsce. Chłopiec był zbyt wdzięczny Weasleyom, by umiał to wyrazić; bardzo się o niego troszczyli - opuścili swój dom, aby opiekować się nim.

Harry podniósł się, żeby zobaczyć stos prezentów u nóg swojego łóżka. Ron i Ginny uśmiechali się do niego głupkowato.

- Otwórz to - powtórzył młody Weasley.

Wziął prezent i rozerwał ozdobny papier. Otworzył pudełko, w którym znalazł czarną marmurową kulę o średnicy około pięciu cali. W dotyku była chłodna, gładka i bardzo wypolerowana. Delikatny, piękny podarunek.

- Co to jest? - zapytał zdziwiony.

- Musisz pobawić się tym przez chwilę i zobaczysz - odpowiedziała Ginny, wymieniając porozumiewawczo spojrzenie z bratem.

- No ludzie, zlitujcie się nad wychowankiem mugoli - zażartował Harry.

- Nie, stary. Musisz trochę poeksperymentować z tym albo przeprowadzić badania, kiedy wrócimy do szkoły – powiedział i wręczył mu kolejny prezent.

Tym razem była to książka o historii quidditcha i najważniejszych światowych szukających. Standardowo otrzymał sweter od Molly, trochę rzeczy z „Magicznych Dowcipów Weasleyów", parę purpurowych i pomarańczowych skarpet od Zgredka oraz nowy kalendarz, a dodatkowo fantastyczne rękawiczki do quidditcha od Hermiony. „Jeszcze nigdy nie miałem tak wspaniałych urodzin" - pomyślał.

- Lepiej się ubierz. Pogramy trochę w quidditcha. Mama mówiła, że potem przygotuje dla ciebie specjalny urodzinowy lunch. – Chłopak wypchnął Ginny z pokoju, żeby Harry mógł się przebrać.

Razem rozegrali oparty na nowych zasadach mecz na tyłach domu. Podwórko było dość małe, jednak Dumbledore zdołał zagospodarować je tak, aby mogli grać w zmniejszonej wersji, będąc niezauważonymi przez sąsiadów. W dzisiejszej grze miał brać udział tylko jeden tłuczek i jeden kafel – bez znicza. Harry, Ron i Ginny starali się zdobyć jak najwięcej punktów dla swoich jednoosobowych drużyn poprzez wrzucenie kafla do jedynej obręczy na środku placu. Wczorajsza gra składała się z dwóch złotych zniczy i dwóch kafli, ale po tym, jak Harry zdołał złapać oba znicze, Ron domagał się zmiany reguł. Były to dość dziwne gry, ale przynajmniej ćwiczyli.

Harry i Ron zeszli przebrani do kuchni. Znaleźli tam Molly pogrążoną w pracy, przygotowując lunch, który zapowiedziała. Ginny pomagała zastawiać długi stół na środku pokoju. Widząc Harry'ego, Molly rozłożyła ręce szeroko i zgniotła go w potężnym uścisku.

- Wszystkiego najlepszego, kochaneczku! – zawołała.

Harry posłał szeroki uśmiech w kierunku Rona.

- Dziękuję – wydukał.

- Nie codziennie obchodzi się siedemnaste urodziny – odpowiedziała Molly. - Biegnijcie grać, ale wróćcie na lunch już przebrani. – Pożegnała w drzwiach trójkę przyjaciół z szerokim uśmiechem.

Wrócili jednak, gdy Artur Weasley wszedł do kuchni z egzemplarzem „Proroka Codziennego" pod pachą.

- Wszystkiego najlepszego, Harry – powiedział.

- Dziękuję, panie Weasley – odpowiedział Harry, uśmiechając się, po czym wybiegł dogonić rodzeństwo.

Kilka godzin później, wyczerpane, ale rozweselone trio tanecznym krokiem wróciło do kuchni, rozważając minutę gry między sobą. Prawie nie zauważyli Molly i Artura siedzących przy stole z otwartym „Prorokiem Codziennym". Wydawali się być pogrążeni w głębokiej dyskusji.

Spojrzawszy do góry, Artur uśmiechnął się do dzieci. Starannie złożył gazetę, umieszczając ją w kieszeni płaszcza. Molly popatrzyła trochę roztargniona. Wstała od stołu i wróciła do pracy.

- Jak tam gra? - odezwał się pan Weasley.

- Świetnie, tato – odpowiedział Ron, patrząc, jak duża sowa wlatuje przez okno. Śmigając, wylądowała przed jego ojcem.

Artur zdjął pergamin z nóżki ptaka, gdy Molly karmiła zwierzę kawałkami jedzenia. Czytając wiadomość, zmarszczył lekko brwi, a potem schował list do kieszeni.

- Coś się stało, tato? - zapytała Ginny.

- Och. Nic ważnego, to tylko jakieś sprawy z Ministerstwa. Zajmę się tym później – powiedział Artur, wymieniając znaczące spojrzenie z żoną.

Trójka spojrzało na siebie, zastanawiając się, jaka to była sprawa, że nie mogli być wtajemniczeni. Nawet teraz nie byli traktowani jako pełnoprawni członkowie Zakonu i nie mieli pełnego dostępu do jego sekretów.

Kolejna sowa wleciała, prawie uderzając Harry'ego. Ponownie wylądowała przed Arturem. Mężczyzna przeczytał list i wepchnął go do kieszeni tak jak pierwszy.

- To sowa Freda i George'a. Czego chcą? - zapytał Ron.

- Dość, moi drodzy – złajała Molly, próbując wyprowadzić ich na korytarz. – Nie wszystko jest dla waszych uszu. Idźcie się umyć, a potem będziemy mieli przyjemny lunch.

Umieścili swoje miotły w schowku koło drzwi przedpokoju, przelotnie zerkając na siebie. Harry zdjął nowe rękawiczki, otwierając drzwi. Ron i Ginny podążyli za nim.

Przez otwarte drzwi do sali wleciał ibis z przymocowanym listem u nóżki. Artur upchnął go do kieszeni, nawet nie otworzywszy.

- Na górę, kochani. Już – powiedziała Molly z lekkim zdenerwowaniem w głosie.

Ginny odwróciła się, aby zaprotestować. Otworzyła usta, jednak gdy zobaczyła, że twarz matki przybiera ciężki wyraz, bez dalszych sprzeciwów powłóczyła się wraz z chłopakami na piętro.

Kiedy dotarli, Ginny odezwała się:

– To był ibis Billa. Założę się na wszystko, że ta pierwsza sowa była do Charliego. Coś się stało. Wyraz twarzy mamy i taty wskazuje, że to nie ma nic wspólnego z urodzinową niespodzianką.

- To wydaje się mieć coś do czynienia z „Prorokiem Codziennym" - dodał Harry. - Jego pierwszego wasz ojciec schował do kieszeni, kiedy weszliśmy. Chodźcie do mojego pokoju. Mam swój własny egzemplarz, Hermiona wykupiła dla mnie prenumeratę.

Siedząc na łóżku, przeglądali numer. Wszystko wydawało się być zwykłymi śmieciami. Za czwartym razem zauważyli dopiero mały artykuł na dole trzeciej strony.

Ministerstwo Zatwierdza Prawa Małżeńskie

Aby kontrolować niezwykłą liczbę narodzin i poronień związanych z krzyżowaniem się czystej krwi, Ministerstwo uchwaliło następujące prawo:

1. Aby poprzez świętość małżeństwa propagować rozwój magicznych dzieci, wszyscy czarodzieje czystej krwi w wieku od osiemnastu do pięćdziesięciu pięciu lat są zobowiązani do złożenia petycji w ręce mugolaków* lub czarownic półkrwi pomiędzy osiemnastym a trzydziestym piątym rokiem życia.

2. Wiedźma, która dostała więcej niż jedną petycję w ciągu trzydziestu dni może sama wybrać najbardziej dogodną propozycję dla siebie.

3. Wiedźmy czystej krwi nie są zobowiązane do złożenia petycji małżeńskiej. Ministerstwo przyznało im prawo wyboru, aby chronić ich czystość i niewinność. Jednak, jeżeli chcą albo są niepełnoletnie, mają złożyć petycję tylko mugolakom lub czarodziejom półkrwi.

4. Każdy czarodziej, który złoży petycję, ma swobodę, aby przyjąć lub odrzucić złożoną petycję."

- Święty Merlinie – szepnął Ron.

- Co za grupa seksistowskich świń! - zawołała Ginny.

- To musiał być powód, dlaczego przyleciały wszystkie sowy. Wasi bracia są pełnoletni i podlegają obowiązującemu prawu – odezwał się Harry.

- Ten przepis nie przetrwa długo. Całe społeczeństwo będzie walczyło, szczególnie pełnokrwiści – powiedział rudzielec.

- Nie byłabym tego taka pewna – odparła Ginny. - Rodziny czystej krwi przeżyły okropnie dużo poronień i narodzin charłaków. Mogliby się zgodzić z tym, żeby uwolnić się od ciągłego bólu po utracie dziecka.

- Cóż, przynajmniej wy nie jesteście zobowiązane do petycji – zawołał Ron. – Ja nie będę miał wyboru po osiemnastce.

- Taaa. Ja mogę za to wybrać śmierć jako dziewica – odcięła się Ginny.

- Możesz wziąć petycję dla mnie – powiedział Harry łagodnie, czerwieniąc się. - Nie jestem pod żadnym przymusem, aby przyjąć petycję. Mogę poczekać na ciebie.

Ginny odwróciła się z pochlebnym rumieńcem. Podkochiwała się w Harrym jeszcze przed swoim pierwszym rokiem w Hogwarcie. Zaczęli potajemnie spotykać się pod koniec zeszłego roku, ale ukrywała te informacje przed swoim nadopiekuńczym bratem.

- Mógłbym wnieść petycję dla Hermiony – odezwał się Ron. - Obchodzimy osiemnastkę praktycznie w tym samym czasie.

Ginny i Harry wymienili spojrzenia. Ron oraz Hermiona krótko próbowali umawiać się w trakcie szóstego roku. Zdecydowali jednak, że lepiej pozostać przyjaciółmi. Ginny pomyślała, że to rzeczywiście byłoby niestabilne małżeństwo.

- Dobrze, że żadne z nas nie musi niepokoić się tym przez rok – oznajmiła Ginny. - Może odwołają prawo przez ten czas. Zastanawiam się, co Bill i Charlie z tym zrobią. Nie mówiąc już o Fredzie oraz George'u i ich skłonnościach do łobuzowania.

- A co z Remusem? To wilkołak. Też jest zależny od prawa, prawda? - zapytał Harry.

- Nie przejmuj się Remusem. Co ze Snape'em? - prychnął Ron. - Jest zależny od prawa. Szpieguje dla Zakonu, nie wspominając o byciu śmierciożercą. Gdzie ten tłusty dupek znajdzie kogoś, kto będzie strzegł jego sekretów, a w dodatku będzie chciał go poślubić? Założę się, że będzie szedł po linii najmniejszego oporu, zanim złoży petycję.

Roześmiali się głośno.

- Jedyna osoba, która wie, kim on jest, a w dodatku jest wolna to Tonks - odezwała się Ginny trzeźwo. – Tyle że ona jest przeznaczona Remusowi. Nie myślicie, że zerwą ze sobą dla dobra Zakonu, nie? Nie ma nikogo innego, kto pilnowałby lepiej jego tajemnic.

- Kochani! Lunch! - przerwał im głos Molly wchodzącej po schodach. - Pośpieszcie się z myciem. Możemy świętować urodziny Harry'ego.

Harry schował gazetę, kiedy zeszli z łóżka.

- Zaraz będziemy! - wrzasnął Ron. – I kiedy zejdziemy, oczekuję jakiś odpowiedzi – wymruczał pod nosem.


Wyjaśnienie:

* Dla tych, którzy zapomnieli. Mugolak to wiedźma lub czarodziej, który posiada rodziców Mugoli