- Witaj, kochanie. Tęskniłaś?

Kobiety zmroziło. Jeszcze przed chwilą były roześmiane, a teraz na ich twarzach można było dojrzeć szok i odrobinę strachu. Katherine zamknęła za sobą drzwi i ku zdziwieniu Pierwotnych stanęła przed Caroline w pozie obronnej.

- Czego, do diabła, chcecie?

- Czyżby panna Pierce się bała? - zapytał z drwiącym uśmieszkiem Klaus. - Dziwię się, że jeszcze nie uciekłaś.

- Katherine już dawno temu przestała uciekać - odpowiedziała Caroline wysuwając się przed przyjaciółkę. Jej spojrzenie było skierowane tylko na hybrydę - ale to nie jest twój interes, Klaus. Elijah - tym zrazem zwróciła się do wampira - mógłbyś nam powiedzieć, co tu robicie? I powinniśmy usiąść, zapraszam - wskazała na wypoczynek.

Pierwotni nie kwestionowali jej decyzji i usiedli. Blondynka sama zamierzała to zrobić, ale Katherine złapała ją za łokieć i zmusiła by na nią spojrzała, tak by obie mogły mieć oko na mężczyzn. Działało to w dwie strony.

- Myślisz, że co ty robisz? Urządzasz popołudniową herbatkę?! - powiedziała przez zęby. Klaus obserwował dziewczyny jak sokół, by w razie potrzeby interweniować, jednak Caroline wyglądała na całkowicie spokojną, jakby dawała sobie radę z takimi sytuacjami na co dzień. Może tak było.

- Katherine - Caroline powiedziała z zadowolonym uśmiechem - zagrajmy w grę. Oczy brunetki rozszerzyły się lekko, a wyraz jej twarzy wyrażał czysty szok. Bracia nie wiedzieli, co się dzieje. Zagrajmy w grę? Jaką grę?

Dla Katherine i Caroline było to coś w rodzaju hasła bezpieczeństwa, które działało jak gra "Simon mówi". Osoba, która wypowiedziała hasło była Simonem i to do niej należało opanowanie sytuacji. Jeśli któraś mówiła biegnij - biegniesz, jeśli powiedziała siadaj - siadasz.

- Ale z ciebie suka, Care - blondynka tylko się wyszczerzyła. - Że też sama na to nie wpadałam - mówiąc bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego usiadała w fotelu naprzeciw mężczyzn, a przyjaciółka usiadała w fotelu obok.

- Zaproponowałabym wam coś do picia, ale widzę, że sami się obsłużyliście - Caroline wskazała na ich drinki. - Elijah? Odpowiesz w końcu, co tu robicie?

- Dlaczego pytasz Elijah, a nie mnie, kochanie? - spytał Klaus z udawanym (może nie do końca takim znowu udawanym) wyrzutem. Caroline jednak na niego nawet nie spojrzała, co nie nie działało najlepiej na ego Klausa. Z uporem patrzyła tylko na starszego z braci.

- Londyn to jeden z naszych domów - wyjaśnił, jak zawsze uprzejmie Elijah. - Zawsze, jak przyjeżdżamy nasi zaufani ludzie informują nas, kto z naszego świata się tu znajduje. Wyobraźcie sobie nasze zdumienie - wskazał dłonią na siebie i na Klausa - kiedy dowiedzieliśmy się, że wasza dwójka - tym razem wskazał na dziewczęta - mieszka razem.

Elijah uśmiechnął się pełnym satysfakcji uśmiechem. Trójka jego słuchaczy pomyślała dokładnie to samo: Cholera, nieźle to sobie wymyślił.

No i jest drugi rozdział, którego nigdy nie planowałam napisać. Jednak od rano coś mnie ręka świerzbiła i powstało to coś. Mam nadzieję, że się podoba, ale nie jestem jakoś szczególnie utalentowana, więc za wszystkie niedociągnięcia przepraszam! :)