Spojrzał na płaczącą przyjaciółkę. Nienawidził jej łez. Nie chciał patrzeć na przezroczyste okrągłe krople, które powoli toczyły się po jej policzkach prosto z przeszklonych oczu. Była dla niego jak siostra i cierpiał patrząc na jej smutek. Usiadł obok niej na ławeczce przed czarnym nagrobkiem. Nie znał go za dobrze, ale Aileen musiała go bardzo kochać. Podał jej jedną słuchawkę nakazując włożyć ją spojrzeniem. Dziewczyna spełniła jego polecenie. Otarła łzy mokrym rękawem, po czym przymknęła je i oparła o niego. Czarnowłosy objął ją w pasie otaczając przyjemnym ciepłem.
„Jego duch stał obok, patrzył na jej łzy.
Dotykał policzka, lecz nie czuła nic...
'Wróciłem do Ciebie, stoję tu, jak dawniej!
Chciałbym Cię przytulić - kocham Ciebie Skarbie!
Śmierć zabrała mnie, lecz moja dusza pozostała.
Obiecałem Ci, że nigdy nie zostaniesz sama!
A to uczucie było zawsze silniejsze od śmierci...
Nikt nie rozerwie tej więzi!"
Spotkajmy się, znów, po drugiej stronie...
Nie mogę znieść myśli, że to już koniec...*
Odsunęła się od niego. Patrzył jak z jej oczu wypływa coraz więcej łez. Przygarnął ją do siebie ramieniem całując opiekuńczo w czubek głowy.
-Dziękuję Jace.- Powiedziała cicho dziewczyna wtulając się w niego i mocząc jego koszulkę łzami.- Tak się cieszę, że tu jesteś.
-Przecież wiesz, że zawsze będę.- Odpowiedział pewnie. Nigdy nie wahał się powtarzając to zapewnienie.
/
Spojrzał na dziewczynę stojącą przed sobą z uśmiechem. Czerwono włosa płakała rzewnie. Motyl, którego przed chwilą trzymała w dłoniach znów wolny tańczył w powietrzu przed jej twarzą. Dziewczynę wydawało się, że mały owad o pięknie ubarwionych skrzydełkach drwi sobie z niej.
-Nie płacz. Ja nie odlecę.- Powiedział stając blisko niej i patrząc ciepło w zapłakane oczy.
-Obiecujesz?- Spytała patrząc na niego zaczerwienionymi oczami. Siedmiolatek wyciągnął do niej mały palec. Dziewczyna chwyciła go niepewnie swoim.
-Na zawsze zostanę przy tobie.- Powiedział przytulając ją do ciebie. Dziewczynka objęła go ściskając w piąstkach jego koszulkę.
Wiatr zawiał mocniej i dwójka dzieci powoli zaczęła rozmywać się w jej świadomości. Jace od początku był jej aniołem. Był przy niej od początku. Uśmiechnęła się do siebie.
Gdy miała 13 lat chciała go nakłonić na jedną noc w łóżku, ale chłopak nawet się do niego nie zbliżył. On naprawdę spadł jej z nieba. Opiekował się nią. Jej rodzice widzieli w nim zięcia, ale w głębi duszy wiedzieli, że nie ma na to szans.
Jonathan nie miał rodziny, nie miał przeszłości. Żył chwilą. Czasem chciała być tak wolna jak on, ale chciała też wiedzieć, co się z nim działo kiedyś.
Na początku sądziła, że chłopak był tylko marą. Przychodził, gdy go potrzebowała, ale nie spędzał z nią dużo czasu. Przekonała, się o tym, że naprawdę żyje, dopiero, gdy miała dwanaście lat i zobaczyła go w małej kawiarni na rogu ulicy. Gdy przysiadła się do niego po raz pierwszy przedstawił się. Pokazał jej nawet gdzie mieszka. Była szczęśliwa.
Nigdy nie wierzyła w anioły, ale Jace okazał się jednym z nich. Miał łagodny, ciepły, głęboki głos, piękne błyszczące, tętniące chęcią życia oczy i uśmiech, który niejedną dziewczynę przyprawiał o roztopienie serca. Zazdrościła mu. w głębi serca sama chciała być takim aniołem jak on, ale jemu przychodziło to z taką łatwością, że odpuściła sobie konkurowanie z nim.
Za namową jej rodziców chłopak zaczął chodzić do szkoły, ale zajęcia okazały się dla niego za łatwe. Jace chwytał w ręce każdą napotkaną książkę. Za każdym razem siedział czytając ją, póki nie przyswoił sobie wszystkich informacji.
Nie przyznałaby się nigdy na głos, ale podejrzewała swojego przyjaciela o bycie gejem. Jace wyglądał jak młody bóg, ale nie widziała go z dziewczyną ani razu
Czarnowłosy zarabiał na czynsz malując i pracując. Mając do dyspozycji dziesięć puszek ze sprayem potrafił stworzyć arcydzieło. Podziwiała go. Miał mnóstwo talentów i pasji, a do tego dochodziła ponad przeciętna wiedza. Do tego był niesamowicie przystojny i opiekuńczy. Idealny.
Wstali i ruszyli z stronę wyjścia. Z dala od bramy Aileen wyjęła lusterko i poprawiła lekko rozmazany makijaż. Harry uśmiechnął się do niej lekko.
-Może lody?- Spytał z nonszalanckim uśmiechem.
-Lubisz mnie tuczyć, co?- Na jej ustach pojawił się zadziorny uśmieszek. Do jej czerwonych oczu znów powrócił blask.
Jej anioł.
Nie odda go nikomu, nie pozwoli mu odejść.
Choćby musiała przywiązać go do siebie.
-Bardzo Ai.- Pociągnął ją za rękę w stronę jej ulubionej cukierni. Weszli do małej kawiarenki nie daleko cmentarza. Jej spokojne, pogodne wnętrze zawsze ją uspokajało. Zerknęła na Jace'a, który już stał przy kasie i zamawiał to, co chciała.
*Verba-Młode Wilki 7
