Na wszystkie rzeczy święte i nie święte, dlaczego ona musiała tu być dzisiaj? - pomyślał Revan, gdy zaczęła się jego sesja z Mii'ą.

A polegała ona na tym, iż praktycznie równała go z błotem, pluła na niego, wyzywała, a koniec końców...

-Posłuchaj, ty kupo gówna, dzisiaj idę z przyjaciółkami na zakupy i u jednej z nich będę nocować. Natomiast ty, zostaniesz do jutra w tej piwnicy sam, po ciemku rozumiesz? I abym cię nie musiała na ciebie nigdy patrzeć, zakało rodziny... - powiedziała i splunęła na mnie, po czym zamknęła drzwi, zatrzasnęła kłódkę i zgasiła światło.


Samotny wędrowiec pędził swoim crossem po pustkowiu, mijając ruiny miast i szkielety ludzi. Gdzieniegdzie można było usłyszeć krzyki mutantów.

Lecz wędrowca to nie obchodziło. Nie obchodziło go już nic. Ani prawda, ani kłamstwa. Był po prostu zmęczony tym wszystkim. Całym światem i ślepym poszukiwaniem jego sensu. Tak jakby świat miał sens - pomyślał wędrowiec...


Revan siedział zamknięty w piwnicy, w całkowitej ciemności od dwóch godzin. Jego matka i ciocia Rias zapewne wspominają dawne czasy przy winie, czyli za max kilka godzin upiją się i pójdą spać. A ja będę tu siedział do jutra... samemu... jak zawsze...


Tak jakby świat potrzebował sensu...

To była prawda o świecie, którzy oprócz wędrowca znali tylko nieliczni. Bo była to prawda przerażająca. Świat, którym nie rządzi żadna siła wyższa, gdzie nikt nie sprawuje opieki nad nikim. Każda istota bała by się żyć w takim świecie...

A w szczególności ludzie... A przynajmniej tak się wszystkim wydawało...


-pst...

Revan obudził się w totalnej ciemności. Wiedział, że ktoś go obudził.

-Revaaaaan-kun! - wciąż wołał go głos, tym razem jednak domyślił się do kogo on należy...

-Kuune... czy to ty? - zapytał nieśmiało Revan

Jednak zanim dostał odpowiedź, para rąk obwiązała się wokół jego klatki piersiowej, a niezwykle miękki i puszysty ogon obwiązał jego szyję.

-Reeeevaaaan-kun, dlaczego siedzisz tutaj zamknięty? - spytała go Kuune, po czym obwiązała go swoim drugim kocim ogonem i jednym lisim.

-Bo... yyy - Chłopiec jąkał się i próbował znaleźć odpowiednią wymówkę, aż w końcu wymyślił coś na poczekaniu - … bo, ten yyy zatrzasnąłem się, a nikt nie słyszał jak wołam, więc postanowiłem tu zaczekać...

-Dlaczego...? - zapytała wpół martwym głosem Kuune – dlaczego mnie okłamujesz Revan-kun?

W tej chwili jego przyjaciółka zaczęła go przytulać mocniej, zupełnie jakby nie chciała go wypuścić już nigdy. Jej ogony także wzmocniły ucisk.

Revan przez chwilę bał się, że jego przyjaciółka go udusi, jednak jego serce czuło się... bezpiecznie?

-Revan, nie ufasz mi tak? - krzyczała przez łzy - nie chcesz mnie? Ukrywasz coś przede mną? Revan-kun odpowiedz mi!

-To wcale nie tak! - powiedział Revan, cudem odwracając się do niej i patrząc w jej duże lapizowe, kocie oczy, głaszcząc ją przy tym po jej pięknych brunatnych włosach - po prostu... po prostu... Miia... znowu ona...

-Już dobrze Revan - odpowiedziała mu jego przyjaciółka, tuląc się do niego, tym razem jednak bardziej na spokojnie – wszystko będzie dobrze. Chodźmy do ciebie, pobawimy się w berka i chowańca. Sprawię, że o tym wszystkim zapomnisz...

-Dobra... prowadź

Dzieciaki wyszły szybem wentylacyjnym, a potem szły bocznymi drogami by nie napotkać niechcianych osób

Nie martw się Revan. Już wkrótce to się wszystko skończy, obiecuje ci to. A w tedy będziesz już mój i tylko mój. Na zawsze.


Następnego dnia...

Akeno obudziła się z lekkim kacem u swojej przyjaciółki. Rias jeszcze spała, więc Akeno postanowiła wrócić do domu.

Gdy otworzyła drzwi swojej "rezydencji" natychmiast uśmiech pojawił się na jej twarzy. A powód był dość oczywisty – na sofie leżał jej syn Revan, a na nim spała przytulona w niego Kuune. Mała dziewczynka obecnie mruczała i obwiązała swoje trzy ogony wokół tali i rąk chłopca.

Akeno bardzo ucieszył fakt, że Revanowi udało się znaleźć przyjaciółkę tak bliską. Wcześniej martwił ją fakt, że jej syn nie nawiązał żadnych przyjaźni, jednak odkąd spotkał Kuune, szczęście znó zawitało na jego twarzy.

Akeno podejrzewała, że łączy ich – lub wkrótce będzie łączyć - znacznie więcej niż przyjaźń. Revan i Kuune praktycznie nie odrywali od siebie wzroku i uwielbiali ze sobą przebywać. Być może dlatego, że mieli podobne historie...

Kuune była córką jednej z ostatnich Nekoshou i lisiego Youkhai - stąd też jej dwa kocie ogony i jeden lisi. Jednak w niewyjaśnionych okolicznościach rodzice ją porzucili. Z powodu wyglądu, dzieci w zaświatach często nazywali ją hybrydą i sierotą.

Gdy jej syn przyprowadził małą dziewczynkę, początkowo Akeno była zdziwiona, lecz bardzo szybko polubiła Kuune. Dziewczynka była przyjazna i uwielbiała pomagać w pracach domowych. Akeno zaproponowała jej nawet by z nimi zamieszkała. Reakcja Kuune była przesłodka - przytuliła się i ze łzami w oczach dziękowała jej.

Akeno w głębi serca czuła, że w przyszłości Kuune zostanie jej synową. Dzieci były nierozłączne, wręcz nie odrywały od siebie wzroku. Zupełnie jakby poza sobą nie widziały świata...


Głupota istot wyższych była przerażająca. Ta ich domniemana "wyższość" była jedynie tym, że żyli dłużej, byli silniejsi i mieli łatwiejszy dostęp do magii. Lecz człowiek mógł pokonać te istoty, więc dlaczego by nazywać jej bogami, czy w ogóle istotami wyższymi?

Wędrowiec się nad tym zastanawiał. Po tym co wydarzyło się 20 lat temu tylko jedno o bóstwach przychodziło ludziom do głowy...

-Już wkrótce... - powiedział wędrowiec - Już wkrótce o "wyżsi", przekonacie się, że nie jesteśmy tak nieudolni za jakich nas mieliście...