- Theo, martwię się. Nic ostatnio nie jesz.

- Że co? - blondyn, wyrwany z lektury, gniewnie zmarszczył brwi.

- No tak. Na śniadanie nawet nie popatrzyłeś, na obiedzie coś tam skubnąłeś, a na kolacji znów nie jesz. I tak jest od kilku dni, nic tylko czytasz przy tym stole. Przy stole się je, Theodorze Nott. A może ty jesz książki? Na początku roku miałeś osobny kufer na te swoje opasłe tomiszcza, zupełnie jak Granger, a teraz? Raptem parę książek stoi na twoich półkach…

- Nie jem żadnych książek, idioto - warknął chłopak.

- A może się odchudzasz? Jesteś piękny taki, jaki jesteś, nie potrzebne ci żadne diety! Z twoją wagą wszystko jest w porządku, Theodorze Nott, ty po prostu dojrzewasz. Potrzebna ci rozmowa? Takie głodówki mogą prowadzić do anoreksji, a nawet do śmierci! Twoje życie jest bezcenne. Musisz zaakceptować siebie takiego, jakim jesteś…

- Karz mu się zamknąć - Nott zwrócił się do siedzącego obok, najwyraźniej szczerze ubawionego zaistniałą sytuacją, Dracona. Zabini zaś kontynuował, jakby niczego nie usłyszał.

- A może ty się zakochałeś? Policzki ci poczerwieniały! Zakochałeś się! Theo, przede mną nie musisz niczego ukrywać. Jaka ona jest? Mam nadzieję, że Ślizgonka. Ma czym oddychać? Nogi pewnie też ma świetne. Może chcesz, abym udzielił ci kilku lekcji podrywu? A może wybierzemy się na jakieś zakupy? Theo, ale głodówki nic nie pomogą w zdobyciu dziewczyny! Chyba, że odchudzasz się dla niej…

- Nie jem żadnych pieprzonych książek, nie odchudzam się, ani nie jestem zakochany! - wykrzyczał chłopak.

Na Wielkiej Sali zapanowała cisza. Większość oczu była skierowana w ich stronę.

Blaise, jak gdyby nigdy nic, uniósł łyżkę z puddingiem i podstawił ją pod nos Notta.

- W takim razie, za mamusię.